Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu zawarł z prywatną praktyką lekarską dwuletnią umowę o wartości 1,584 mln zł. Publiczne wykazy medyczne łączą tego samego lekarza również ze Szpitalem im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. Nie twierdzimy, że doszło do przekroczenia czasu pracy. Pytamy jednak, czy dyrekcja szpitala, służba BHP oraz władze Powiatu Trzebnickiego w ogóle sprawdzają łączną liczbę godzin przepracowywanych przez lekarzy w różnych placówkach. W medycynie zmęczenie nie jest sprawą prywatną — może stać się zagrożeniem dla pacjenta.
W Centralnym Rejestrze Umów Jednostek Sektora Finansów Publicznych 31 sierpnia 2026 r. opublikowano umowę zawartą pomiędzy Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym we Wrocławiu a przedsiębiorcą działającym pod nazwą „Piotr Piszko Prywatny Gabinet Lekarski z Wizytami Domowymi”.
Przedmiotem umowy jest zapewnienie opieki lekarskiej w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Kontrakt został zawarty 1 sierpnia 2026 r. na 731 dni, a jego wartość wynosi dokładnie 1 584 000 zł.
Oznacza to średnią wartość umowną wynoszącą 66 tys. zł miesięcznie. Nie musi to być kwota gwarantowana ani rzeczywiście wypłacana każdego miesiąca. Rejestr nie podaje stawki godzinowej, liczby dyżurów ani minimalnego wymiaru świadczeń. Bez umowy i rachunków nie można więc obliczyć, ile godzin lekarz ma faktycznie przepracować.
Można natomiast dokonać porównania.
W tym samym rejestrze widnieje osiem kontraktów na świadczenie opieki lekarskiej w SOR wrocławskiego szpitala, zawartych od 1 sierpnia 2026 r. Ich łączna wartość wynosi 5 887 200 zł. Najwyższy kontrakt opiewa na 1,584 mln zł. Kolejne wynoszą po 792 tys. zł, 660 tys. zł, 633,6 tys. zł oraz po 475,2 tys. zł.
Kontrakt Piotra Piszki jest zatem dwukrotnie wyższy od kolejnych umów po 792 tys. zł i stanowi prawie 27 proc. wartości wszystkich ośmiu ujawnionych kontraktów lekarskich SOR-u.
To nadal nie jest dowód przeciążenia pracą. Jest to jednak wystarczający powód, aby zapytać o liczbę godzin, sposób układania dyżurów i wymagany odpoczynek.
Ślad prowadzi również do Trzebnicy
Publiczne katalogi medyczne wskazują dwa miejsca związane z lekarzem: Wojewódzki Szpital Specjalistyczny przy ul. Kamieńskiego we Wrocławiu oraz Szpital im. św. Jadwigi Śląskiej przy ul. Prusickiej w Trzebnicy.
Nie są to dokumenty wystarczające do przesądzenia, że lekarz nadal pracuje w Trzebnicy. Informacje mogą być nieaktualne albo dotyczyć wyłącznie zarejestrowanego miejsca wykonywania praktyki. Aktualną formę współpracy, wymiar godzin i zakres obowiązków musi potwierdzić dyrekcja trzebnickiego szpitala.
Właśnie dlatego sprawa wymaga wyjaśnienia.
Czy Piotr Piszko nadal udziela świadczeń w Szpitalu im. św. Jadwigi Śląskiej? Jeżeli tak, na jakiej podstawie: umowy o pracę, kontraktu, dyżurów czy innego porozumienia? Ile godzin miesięcznie przepracowuje w Trzebnicy? Na jakim oddziale? Czy szpital zna zakres jego obowiązków w innych placówkach?
Wiadomo również, że współpraca z Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym we Wrocławiu nie rozpoczęła się w 2026 r. Nazwa prywatnej praktyki Piotra Piszki znajduje się już w oficjalnym wykazie oferentów wybranych w konkursie przeprowadzonym w styczniu 2017 r.
Obecna umowa jest więc prawdopodobnie elementem wieloletniej współpracy, a nie pojedynczym kontraktem.
Sześć dób bez przerwy. NIK ostrzegała przed kontraktami
Znaczenie sprawy pokazuje opublikowany 17 lipca 2026 r. raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący systemu ratownictwa medycznego.
NIK ustaliła, że w dziewięciu z dziesięciu skontrolowanych szpitali niektórzy pracownicy SOR-ów zatrudnieni na umowach cywilnoprawnych pracowali nieprzerwanie ponad 24 godziny. Rekordzista w szpitalu powiatowym w Sulęcinie świadczył usługi przez 144 godziny, czyli przez sześć dób.
Izba wskazała wprost, że w przypadku umów cywilnoprawnych nie stosuje się takich limitów czasu pracy jak przy umowie o pracę. Jak celnie zauważyła NIK, fizyczne i intelektualne możliwości człowieka nie zależą jednak od rodzaju podpisanej umowy.
Niecałe dwa tygodnie po publikacji tego raportu zaczął obowiązywać wrocławski kontrakt o wartości 1,584 mln zł.
Nie oznacza to, że opisane przez NIK zjawisko wystąpiło we Wrocławiu albo w Trzebnicy. Oznacza natomiast, że ani dyrekcja szpitala, ani władze powiatu nie mogą dziś przekonująco tłumaczyć, że nie znały ryzyka.
Kontrakt nie wyłącza odpowiedzialności za BHP
Często można usłyszeć, że lekarz prowadzący działalność gospodarczą sam decyduje, ile pracuje, a szpital odpowiada jedynie za realizację grafiku w swojej placówce. To wygodne wyjaśnienie, lecz nie wyczerpuje problemu.
Artykuł 304 Kodeksu pracy nakłada obowiązek zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków również osobom fizycznym pracującym na innej podstawie niż stosunek pracy oraz przedsiębiorcom wykonującym działalność na terenie zakładu.
Pozostaje więc zasadnicze pytanie: czy dopuszczenie do udzielania świadczeń lekarza, o którym wiadomo albo można wiedzieć, że właśnie zakończył wielogodzinny dyżur w innym szpitalu, spełnia wymóg zapewnienia bezpiecznych warunków?
Przemęczony lekarz nie obsługuje przecież tokarki, którą można zatrzymać awaryjnym przyciskiem. Podejmuje decyzje dotyczące diagnostyki, leków, przyjęcia pacjenta, wypisu lub natychmiastowej interwencji. Błąd może zostać dostrzeżony dopiero wtedy, gdy nie będzie już czego cofać.
Co sprawdza dyrekcja szpitala?
Dyrekcja Szpitala im. św. Jadwigi Śląskiej powinna odpowiedzieć, czy posiada procedurę przeciwdziałającą dopuszczaniu do pracy przemęczonych lekarzy.
Czy osoby przygotowujące grafiki wiedzą, gdzie jeszcze pracuje dany lekarz? Czy kontraktowi medycy składają oświadczenia o dyżurach w innych placówkach? Czy szpital sprawdza, czy lekarz przed rozpoczęciem pracy w Trzebnicy miał możliwość rzeczywistego odpoczynku?
A może każdy grafik jest zgodny z przepisami tylko wtedy, gdy patrzy się na niego osobno, natomiast po złożeniu grafików z kilku placówek powstaje harmonogram, którego nie powinien zaakceptować żaden specjalista BHP?
To pytania nie tylko do pełniącej obowiązki dyrektora szpitala. To również pytania do osoby kierującej działem kadr, ordynatorów, koordynatorów dyżurów oraz służby bezpieczeństwa i higieny pracy.
Czy kiedykolwiek przeprowadzono ocenę ryzyka dotyczącą zmęczenia personelu medycznego? Czy sprawdzano czas nieprzerwanej pracy lekarzy kontraktowych? Jaki był najdłuższy dyżur pełniony w trzebnickim szpitalu w latach 2024–2026?
Co kontroluje Powiat Trzebnicki?
Szpital im. św. Jadwigi Śląskiej nie jest prywatnym gabinetem pozostawionym samemu sobie. Jego podmiotem tworzącym jest Powiat Trzebnicki.
Zgodnie z art. 121 ustawy o działalności leczniczej podmiot tworzący sprawuje nadzór nad zgodnością działania szpitala z prawem oraz nad jego gospodarką. Kontrola może obejmować również realizację zadań określonych w regulaminie organizacyjnym, w tym dostępność i jakość udzielanych świadczeń.
Dlatego pytamy Zarząd Powiatu Trzebnickiego:
Czy powiat kiedykolwiek kontrolował rzeczywisty czas pracy lekarzy zatrudnionych jednocześnie w kilku placówkach?
Czy po lipcowym raporcie NIK zarząd zażądał od dyrekcji analizy dyżurów i kontraktów?
Czy badano, czy lekarze rozpoczynający pracę w Trzebnicy mieli zapewniony odpoczynek po dyżurach wykonywanych w innych szpitalach?
Czy służba BHP otrzymała polecenie przeprowadzenia kontroli tego ryzyka?
Czy Rada Powiatu, jej komisje albo rada społeczna szpitala otrzymywały informacje o najdłuższych dyżurach i łącznym obciążeniu personelu?
Jeżeli nie, to na czym właściwie polega nadzór właścicielski powiatu nad jakością i bezpieczeństwem świadczeń?
Pytamy, zanim wydarzy się tragedia
Na obecnym etapie nie ma podstaw, aby twierdzić, że Piotr Piszko przekracza dopuszczalny czas pracy, pracuje bez odpoczynku albo że jego dyżury w różnych placówkach się pokrywają. Wartość umowy nie jest równoznaczna z wynagrodzeniem ani z liczbą rzeczywiście przepracowanych godzin.
Są jednak podstawy, aby zażądać dokumentów.
Kontrakt o wartości 1,584 mln zł, publicznie wskazywane związki z dwoma szpitalami oraz alarmujące ustalenia NIK tworzą wystarczający interes publiczny, aby sprawdzić grafiki, rozliczenia i procedury bezpieczeństwa.
Nie pytamy, ile lekarz może zarabiać. Pytamy, ile godzin może bezpiecznie pracować i kto sprawdza, czy przed kolejnym dyżurem rzeczywiście odpoczął.
Bo kontrola przeprowadzona po błędzie medycznym jest już tylko kontrolą szkód. Odpowiedzialny nadzór powinien działać wcześniej.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.









