Najpierw zmieniono prawo i ograniczono katalog dokumentów produkowanych na wyłączność przez Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych. Następnie samorządom pozostawiono obowiązek przeprowadzenia przetargów na pozostałe druki i oznaczenia. Problem w tym, że urzędy nie otrzymały wszystkich informacji technicznych potrzebnych do przygotowania takich postępowań. Pod koniec roku w części miast zaczną kończyć się zapasy. Jeżeli państwo szybko nie uporządkuje sytuacji, prawny bałagan może dotrzeć do mieszkańców pod postacią niewydanego dokumentu albo niedokończonej rejestracji pojazdu.
Sprawa brzmi niepozornie. „Druki komunikacyjne” mogą kojarzyć się z formularzami ustawionymi w plastikowym stojaku obok okienka. W rzeczywistości chodzi o dokumenty i oznaczenia niezbędne do rejestrowania pojazdów oraz wydawania uprawnień kierowcom.
Niektóre z nich mają zabezpieczenia trzeciego stopnia, są numerowane, personalizowane i powiązane z państwowymi systemami teleinformatycznymi. Bez odpowiedniego blankietu, znaku legalizacyjnego albo dostępu do systemu nawet najlepiej przygotowany urzędnik niewiele zrobi.
I właśnie przy tej operacji państwowa maszyna zaczyna zgrzytać.
Wyłączność tylko na część dokumentów
Od 1 sierpnia 2026 roku obowiązuje rozporządzenie Rady Ministrów określające dokumenty publiczne, których produkcja została powierzona wyłącznemu wytwórcy — w praktyce Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.
Na liście znalazły się między innymi blankiety:
- praw jazdy,
- dowodów rejestracyjnych,
- profesjonalnych dowodów rejestracyjnych,
- pozwoleń czasowych.
Wyłączność dotycząca personalizacji obejmuje natomiast prawa jazdy i dowody rejestracyjne.
Poza tym wykazem pozostały jednak inne elementy potrzebne wydziałom komunikacji, w tym znaki legalizacyjne i karty kwalifikacji kierowcy. W ich przypadku samorządy muszą stosować procedury wynikające z Prawa zamówień publicznych i samodzielnie wyłaniać dostawców.
Na papierze wygląda to jak wprowadzenie konkurencji. W praktyce urząd ma przygotować przetarg na produkt, którego części parametrów nie zna, nie może swobodnie ujawnić albo nie potrafi oddzielić od systemów dotychczas obsługiwanych przez PWPW.
Przetarg bez danych potrzebnych do przetargu
Samorządowcy wskazują, że nie otrzymali kompletnych informacji dotyczących między innymi zabezpieczeń dokumentów, numeracji, personalizacji oraz współpracy z systemami teleinformatycznymi.
To nie jest detal, który można dopisać później drobnym drukiem.
Zamawiający odpowiada za prawidłowe opisanie przedmiotu zamówienia. Opis musi być jednoznaczny, wyczerpujący i umożliwiać wykonawcom przygotowanie porównywalnych ofert. Jeżeli urząd nie zna pełnych wymagań, może stworzyć specyfikację wadliwą, ograniczyć konkurencję albo zamówić produkt, którego później nie da się bezpiecznie wykorzystać.
Samorząd został więc postawiony w osobliwej sytuacji: ma zorganizować konkurencyjne postępowanie dotyczące dokumentów zabezpieczonych, lecz nie dysponuje kompletem informacji pozwalających tę konkurencję uczciwie i bezpiecznie przeprowadzić.
To trochę jak przetarg na sejf, w którym zamawiający nie może podać klasy zabezpieczeń, sposobu otwierania ani wymiarów drzwi. Oferty prosimy składać do piątku.
Problem był znany od trzech lat
Zmiana nie spadła z nieba.
Jej źródłem jest wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 7 września 2023 roku w sprawie C-601/21. Trybunał uznał, że Polska zbyt szeroko wyłączyła produkcję dokumentów, druków, znaków legalizacyjnych i systemów informatycznych z procedur zamówień publicznych.
TSUE nie zakwestionował potrzeby ochrony dokumentów. Stwierdził jednak, że bezpieczeństwo można zapewnić również poprzez odpowiednie warunki udziału w przetargu, kontrolę wykonawców, zobowiązania do zachowania poufności oraz wymagania techniczne. Polska nie wykazała natomiast, że wszystkie te produkty muszą być wykonywane wyłącznie przez PWPW.
W rezultacie od 1 stycznia 2026 roku ograniczono dotychczasowe wyłączenie spod Prawa zamówień publicznych. Urząd Zamówień Publicznych wprost informował, że zmiana art. 11 ust. 4 PZP służy wykonaniu wyroku TSUE.
Państwo miało zatem czas, żeby przygotować nowy system. Wyrok zapadł w 2023 roku, ustawę zmieniającą zasady ogłoszono we wrześniu 2025 roku, nowe regulacje zaczęły działać w styczniu 2026 roku, a ostateczny wykaz dokumentów objętych wyłącznością przyjęto dopiero w lipcu.
Dopiero wtedy samorządy mogły ostatecznie zobaczyć, co pozostaje w gestii PWPW, a co będą musiały zamawiać na własną rękę.
PZP obowiązuje także przy prawach jazdy
W tej sprawie potrzebne jest jeszcze jedno ważne rozróżnienie.
Przyznanie PWPW prawa wyłącznego do produkcji określonych dokumentów nie oznacza automatycznie, że ich zakup w ogóle nie podlega Prawu zamówień publicznych. Zwykłe prawa jazdy i dowody rejestracyjne nie znalazły się w obecnym, bardzo wąskim katalogu zamówień całkowicie wyłączonych spod PZP.
Samorządy mogą natomiast korzystać z trybu zamówienia z wolnej ręki, jeżeli dostawy mogą być realizowane tylko przez jednego wykonawcę ze względu na prawa wyłączne wynikające z odrębnych przepisów i nie istnieje rozsądne rozwiązanie alternatywne.
Powstaje więc system dwutorowy. W przypadku części dokumentów samorząd przeprowadza procedurę, której finał jest z góry przewidywalny, ponieważ legalnie wyprodukować dokument może tylko PWPW. Przy pozostałych powinien otworzyć rynek na konkurencję, lecz nie ma pełnych informacji potrzebnych do sporządzenia specyfikacji.
Biurokracja wykonała zatem pełny obrót i wróciła niemal w to samo miejsce — tylko z większą liczbą dokumentów po drodze.
Przetarg był. Nie zgłosił się nikt
Nie jest to wyłącznie teoretyczne zagrożenie.
Powiat gnieźnieński w kwietniu 2026 roku ogłosił postępowanie obejmujące wytwarzanie, personalizację i dostawę dokumentów komunikacyjnych, oznaczeń, druków oraz zapewnienie systemów teleinformatycznych.
Nie wpłynęła ani jedna oferta. Postępowanie zostało unieważnione, a następnie powiat wszczął procedurę z wolnej ręki. Ostatecznie zawarł z PWPW umowę o wartości ponad 872 tys. zł.
Ten przykład pokazuje, że formalne otwarcie rynku nie musi oznaczać pojawienia się rzeczywistej konkurencji. Dokumenty, ich personalizacja, zabezpieczenia oraz systemy informatyczne tworzą jeden organizm. Próba podzielenia go pomiędzy różnych wykonawców może okazać się znacznie trudniejsza, niż wynikałoby to z treści rozporządzenia.
Warszawa, Poznań i Białystok wskazują terminy
Problem został zgłoszony podczas sierpniowego posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.
Tomasz Fijołek, dyrektor do spraw legislacji Unii Metropolii Polskich, poinformował, że w listopadzie zapasy części dokumentów mogą wyczerpywać się w Warszawie i Poznaniu, a w grudniu w Białymstoku.
Samorządy zwróciły się do strony rządowej o pilne przygotowanie pisemnych wytycznych dotyczących zabezpieczeń, okresu przejściowego oraz docelowego sposobu organizowania zakupów. Zaproponowano również rozważenie powołania centralnego zamawiającego, aby setki starostw i miast nie musiały oddzielnie przygotowywać niemal identycznych postępowań.
To rozwiązanie wydaje się racjonalne. Jeżeli wymagania techniczne i zabezpieczenia są jednakowe w całym kraju, trudno znaleźć uzasadnienie dla sytuacji, w której każde starostwo samodzielnie zatrudnia prawników i specjalistów, przygotowuje dokumentację, ponosi ryzyko odwołania, a następnie odkrywa, że jedynym dostawcą nadal pozostaje PWPW.
Konkurencja ma służyć racjonalnemu wydawaniu pieniędzy. Nie powinna polegać na finansowaniu kilkuset równoległych prób odgadnięcia tego samego opisu zamówienia.
Czy wydziały komunikacji zostaną sparaliżowane?
Na dziś nie ma podstaw, żeby twierdzić, że rejestracja pojazdów w Polsce już została wstrzymana albo że na pewno stanie się to 1 stycznia.
Zagrożenie jest jednak wiarygodne.
Podstawowe blankiety praw jazdy i dowodów rejestracyjnych pozostają objęte prawem wyłącznym PWPW. Problem może dotyczyć przede wszystkim znaków legalizacyjnych, kart kwalifikacji kierowcy, druków uzupełniających oraz usług i systemów potrzebnych do obsługi całego procesu.
W praktyce mieszkaniec nie musi odczuć braku wszystkich dokumentów. Wystarczy, że zabraknie jednego elementu niezbędnego do zakończenia procedury.
Urzędnik może mieć blankiet, komputer i dostęp do systemu, ale bez odpowiedniego znaku legalizacyjnego sprawy nie zamknie. Z punktu widzenia mieszkańca prawnicze niuanse nie będą miały znaczenia. Zobaczy jedynie, że zapłacił, złożył wniosek, a dokumentu nie może otrzymać.
A jak przygotowany jest Powiat Trzebnicki?
Sprawa dotyczy również starostów, ponieważ to powiaty prowadzą wydziały komunikacji i odpowiadają przed mieszkańcami za ciągłość ich działania.
Dlatego trzeba zapytać Starostwo Powiatowe w Trzebnicy:
- do kiedy obowiązuje jego umowa z PWPW,
- jakie zapasy poszczególnych druków i znaków posiada urząd,
- jakie jest ich przeciętne miesięczne zużycie,
- kiedy mogą zostać wyczerpane,
- czy powiat rozpoczął przygotowanie nowego postępowania,
- czy otrzymał techniczne i prawne wytyczne od rządu,
- czy występował w tej sprawie do Ministerstwa Infrastruktury, MSWiA, Urzędu Zamówień Publicznych albo PWPW.
Nie chodzi o wywoływanie paniki, lecz o sprawdzenie, czy lokalny urząd przygotował się na sytuację, o której największe miasta alarmują już kilka miesięcy przed końcem roku.
Obywatel nie powinien płacić za brak koordynacji
Wyrok TSUE wymagał zmiany polskich przepisów. Nie wymagał jednak chaosu.
To administracja rządowa powinna stworzyć spójny model zakupów, przygotować standardowe dokumenty, określić zasady ochrony informacji oraz zapewnić rozwiązanie przejściowe. Nie można najpierw rozmontować dotychczasowego systemu, a później oczekiwać, że każde starostwo samodzielnie zbuduje jego lokalną wersję.
Jeżeli pod koniec roku zabraknie druków lub oznaczeń, odpowiedzialnością mieszkańcy najpewniej obciążą starostę albo prezydenta miasta. To właśnie lokalny urząd będzie miał zamknięte okienko i kolejkę na korytarzu.
Źródło problemu znajduje się jednak wyżej. Państwo zmieniło zasady, ale nie dostarczyło instrukcji pozwalającej je bezpiecznie zastosować.
A dokument, którego nie można wydać, pozostaje niewydany niezależnie od tego, ile ministerstw pracuje właśnie nad tabelą rozbieżności.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.




