Interwencja w ZOO Łączna przestała być wyłącznie sporem o warunki utrzymywania zwierząt i zasadność ich wywożenia. Dolnośląscy powiatowi lekarze weterynarii skierowali list otwarty do premiera, ministra rolnictwa i Głównego Lekarza Weterynarii, wskazując na problemy ze współpracą instytucji państwowych. 30 października doszło do spotkania z szefem Inspekcji Weterynaryjnej, podczas którego zapowiedziano prace nad zmianami systemowymi. Tymczasem nadal nie przedstawiono publicznie kompletnego, uzgodnionego bilansu zwierząt przemieszczonych podczas październikowej operacji. Sprawa jednego ogrodu zoologicznego zaczyna więc stawiać pytania o odpowiedzialność całego państwowego systemu ochrony zwierząt.
List do premiera. Sprawa Łącznej wychodzi poza granice ogrodu
26 października 2026 roku dolnośląscy powiatowi lekarze weterynarii skierowali list otwarty do prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska, ministra rolnictwa i rozwoju wsi oraz Głównego Lekarza Weterynarii.
Dokument powstał w związku z wydarzeniami w ZOO-Farmie w Łącznej, ale jego autorzy nie ograniczyli się do oceny jednej interwencji.
Zwrócili uwagę na problemy z koordynacją działań różnych instytucji, niejasny podział odpowiedzialności, niewystarczające wsparcie organizacyjne i prawne oraz presję wywieraną na osoby wykonujące obowiązki służbowe.
To istotna zmiana w dotychczasowej dyskusji.
W pierwszych dniach po interwencji dominowały wypowiedzi prokuratury, właściciela ogrodu, jego przedstawicieli, organizacji prozwierzęcych oraz mieszkańców protestujących przeciwko wywożeniu zwierząt.
Teraz publicznie wystąpili przedstawiciele państwowej służby, której zadaniem jest między innymi nadzór nad zdrowiem i dobrostanem zwierząt.
Nie twierdzą oni, że każde działanie prokuratury było bezprawne. Nie przedstawiają też rozstrzygnięcia, które unieważniałoby ustalenia biegłych dotyczące warunków panujących w ogrodzie.
Zwracają natomiast uwagę na problem zasadniczy: czy instytucje odpowiedzialne za ochronę zwierząt potrafią skutecznie współpracować w sytuacji kryzysowej?
W przypadku Łącznej to pytanie ma bardzo konkretny wymiar.
Bo kiedy zwierzęta stają się przedmiotem czynności procesowych, nie przestają potrzebować codziennej opieki weterynaryjnej, odpowiedniego pożywienia, wody i właściwych warunków bytowych.
Główny Lekarz Weterynarii spotkał się z sygnatariuszami listu
Ważna informacja pojawiła się 2 listopada na stronie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Inspekcji Weterynaryjnej.
Z opublikowanej relacji wynika, że już 30 października Główny Lekarz Weterynarii Paweł Meyer spotkał się z dolnośląskimi powiatowymi lekarzami weterynarii, którzy podpisali list otwarty.
Rozmowy dotyczyły nie tylko interwencji w Łącznej, lecz również organizacji pracy Inspekcji Weterynaryjnej w całym kraju.
Według informacji przekazanej przez uczestników spotkania Główny Lekarz Weterynarii wyraził gotowość do podjęcia działań w obszarach wskazanych przez sygnatariuszy.
Zaproponował możliwie szybkie powołanie zespołu roboczego z udziałem przedstawicieli powiatowych lekarzy weterynarii — po jednym z każdego województwa.
Zespół miałby identyfikować problemy występujące w jednostkach terenowych, przedstawiać propozycje ich rozwiązania oraz uczestniczyć w pracach legislacyjnych dotyczących Inspekcji Weterynaryjnej.
Podczas rozmowy poruszono także niedostateczne finansowanie Inspekcji, brak odpowiedniego zaplecza prawnego w powiatowych inspektoratach oraz potrzebę poprawy komunikacji między szczeblem centralnym a terenowym.
W odniesieniu do Łącznej lekarze wskazywali na trudności w koordynacji działań policji i prokuratury oraz — w ich ocenie — niewystarczające uwzględnienie specjalistycznej wiedzy weterynaryjnej podczas czynności dotyczących zwierząt.
Paweł Meyer miał również zadeklarować omówienie części zgłoszonych problemów z ministrem sprawiedliwości.
To pierwsza tak wyraźnie opisana reakcja kierownictwa Inspekcji na postulaty zawarte w liście.
Trzeba jednak odróżnić propozycję powołania zespołu od jego rzeczywistego utworzenia.
Na dzień 3 listopada nie mamy potwierdzenia, że zespół rozpoczął pracę, otrzymał harmonogram ani że przedstawiono konkretne projekty zmian przepisów.
Nie odnaleźliśmy także odrębnego, publicznego stanowiska premiera odnoszącego się do wszystkich zarzutów i postulatów listu.
Spotkanie jest więc ważnym wydarzeniem, ale nie końcem sprawy.
Kto właściwie odpowiadał za zwierzęta?
Żeby zrozumieć wagę wystąpienia weterynarzy, trzeba wrócić do 13 października.
Tego dnia policja i prokuratura rozpoczęły szeroko zakrojoną operację w ZOO Łączna. Przeprowadzono czynności procesowe, zabezpieczano dokumentację i zwierzęta, a część osobników przewieziono do innych placówek.
Prokuratura wskazywała na materiał dowodowy obejmujący między innymi opinie biegłych dotyczące warunków utrzymywania zwierząt.
Nie były to zarzuty ograniczone do estetyki wybiegów. Dotyczyły między innymi przestrzeni, temperatury, oświetlenia, wyposażenia środowiska oraz warunków żywienia i utrzymywania poszczególnych gatunków.
Tych zastrzeżeń nie można pomijać tylko dlatego, że sposób przeprowadzenia interwencji wzbudził kontrowersje.
Jednak ochrona zwierząt wymaga nie tylko ustalenia, czy wcześniej dochodziło do nieprawidłowości.
Wymaga także zapewnienia im bezpieczeństwa podczas samej interwencji i po jej zakończeniu.
Właśnie tutaj pojawia się problem podziału kompetencji.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska w komunikacie z 16 października wyraźnie zaznaczyło, że nie uczestniczyło w przygotowywaniu, konsultowaniu ani planowaniu działań organów ścigania w Łącznej.
Resort wskazał, że na wniosek policji wydano jedynie zgodę dotyczącą przemieszczenia jednego tygrysa bengalskiego w ramach procedury CITES.
Jednocześnie ministerstwo informowało, że zwierzęta pozostają w dyspozycji prokuratury jako przedmiot zabezpieczenia procesowego, a decyzje dotyczące ich dalszego losu podejmuje organ prowadzący postępowanie.
To rozróżnienie ma znaczenie.
Uprawnienie prokuratury do podejmowania decyzji procesowych nie oznacza automatycznego przejęcia wszystkich ustawowych kompetencji Inspekcji Weterynaryjnej.
I odwrotnie — udział lekarza weterynarii w określonych czynnościach nie oznacza, że odpowiada on za cały plan operacji przygotowanej przez inne służby.
W praktyce trzeba więc wiedzieć, kto wydawał polecenia, kto oceniał stan zwierząt, kto odpowiadał za transport i kto miał zapewnić opiekę po zakończeniu czynności.
Bez tego nie sposób rzetelnie rozliczyć interwencji.
Inspekcja Weterynaryjna pytała prokuraturę o podstawy prawne
To jeden z najważniejszych dokumentowanych wątków sprawy.
Z informacji przekazanych przez Dolnośląskiego Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii wynika, że decyzje dotyczące przejęcia zwierząt i ich transportu podejmowały organy ścigania, bez udziału Inspekcji Weterynaryjnej w samym procesie decyzyjnym.
13 października Inspekcja wystawiła świadectwa zdrowia dla 21 zwierząt przewidzianych do transportu do uprawnionych podmiotów w Holandii.
Były to czynności wykonane na wniosek organów ścigania.
Według tego samego stanowiska 14 i 15 października Inspekcja nie prowadziła czynności na terenie ogrodu.
16 października Powiatowy Lekarz Weterynarii w Wałbrzychu wystąpił do prokuratury o pilne przekazanie informacji niezbędnych do sprawowania nadzoru weterynaryjnego.
Chodziło między innymi o ustalenie, które zwierzęta zostały objęte zatrzymaniem procesowym, komu powierzono nad nimi opiekę i czy wyznaczono osobę odpowiedzialną za koordynację bieżących działań.
19 października Dolnośląski Wojewódzki Lekarz Weterynarii zwrócił się do prokuratury o jednoznaczne wyjaśnienie, czy podjęto jakiekolwiek działania prawne wyłączające powiatowego lekarza weterynarii z wykonywania jego ustawowych kompetencji.
Jeżeli takie działania podjęto, Inspekcja oczekiwała wskazania ich formy i podstawy prawnej.
To nie jest spór o prestiż urzędników.
Chodzi o możliwość wykonywania ustawowego nadzoru nad zwierzętami, które nadal wymagają fachowej opieki, nawet jeśli zostały zabezpieczone na potrzeby postępowania karnego.
Na podstawie dostępnych publicznie materiałów nie udało nam się potwierdzić, jakiej szczegółowej odpowiedzi prokuratura udzieliła na te wystąpienia.
Nie można zatem przesądzić, że doszło do bezprawnego wyłączenia Inspekcji z jej kompetencji.
Można natomiast stwierdzić, że właściwe organy weterynaryjne domagały się wyjaśnienia zakresu swoich uprawnień i dostępu do informacji koniecznych do wykonywania obowiązków.
To istotna okoliczność przy ocenie przygotowania całej operacji.
Kontrola 16 października. Co wykazała?
Po pojawieniu się informacji o problemach z opieką nad zwierzętami Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Wałbrzychu przeprowadził 16 października kontrolę urzędową.
Powodem były doniesienia dotyczące warunków utrzymywania zwierząt po rozpoczęciu działań służb, w tym dostępu do wody, odpowiedniego pożywienia oraz organizacji opieki.
Według komunikatu Inspekcji wyniki kontroli miały zostać przeanalizowane pod kątem ewentualnych uchybień i podstaw do dalszych działań administracyjnych.
Nie dysponujemy jednak pełnym protokołem tej kontroli ani końcową oceną wszystkich stwierdzonych okoliczności.
Nie wiemy więc, które zgłaszane problemy zostały potwierdzone, jakie wydano zalecenia i czy stwierdzono naruszenia konkretnych przepisów.
To dokument, który powinien znaleźć się w centrum dalszej analizy.
Pozwoliłby oddzielić relacje świadków i uczestników sporu od urzędowych ustaleń dokonanych podczas kontroli.
777 zwierząt przed interwencją. 738 w późniejszym spisie
Drugi zasadniczy problem dotyczy liczby zwierząt.
20 października podczas konferencji prasowej przedstawiciele ZOO Łączna zaprezentowali dane pochodzące z dokumentacji ogrodu.
Według tego zestawienia 12 października, a więc przed rozpoczęciem operacji służb, na terenie placówki znajdowało się 777 zwierząt.
Po zakończeniu pierwszego etapu czynności i ponownym sprawdzeniu ogrodu odnotowano 738 osobników, w tym dwa martwe.
Różnica wynosiła 39 zwierząt.
W tym samym czasie prokuratura informowała o relokacji 33 osobników.
I tu trzeba postawić wyraźną granicę między rachunkiem a ustaleniem faktycznym.
Różnica 39 zwierząt nie oznacza, że 39 zwierząt zaginęło.
Nie oznacza też automatycznie, że sześć zwierząt pozostawało bez wyjaśnienia.
Zestawienia pochodzą z różnych źródeł, odnoszą się do różnych momentów i nie muszą obejmować identycznych kategorii.
Część zwierząt przewieziono za granicę. Inne trafiły do placówek w Polsce. Niektóre później wracały do Łącznej.
Dodatkowo w jednym ze spisów uwzględniono dwa martwe zwierzęta.
Wszystkie te okoliczności mogą wpływać na końcowy wynik.
Nie zastąpią jednak kompletnej ewidencji.
Potrzebujemy zestawienia obejmującego każde zwierzę, jego identyfikację, miejsce pobytu przed interwencją, decyzję dotyczącą przemieszczenia, odbiorcę, datę transportu oraz ewentualny powrót.
Dopiero taki dokument pozwoli odpowiedzieć, czy wszystkie osobniki zostały rozliczone.
Osiem zwierząt, których los wymagał wyjaśnienia
Podczas konferencji 20 października przedstawiciele ogrodu wskazywali, że nie mieli wówczas informacji o miejscu pobytu ośmiu zwierząt.
Wymieniano dwa bażanty diamentowe, dwa daniele, muflona, dwie pigmejki oraz pawia złotego.
To była informacja o stanie wiedzy przedstawicieli zoo w konkretnym dniu, a nie urzędowe potwierdzenie zaginięcia tych osobników.
Co więcej, późniejsze doniesienia wskazywały, że paw złoty wydostał się poza teren ogrodu, lecz wrócił do stada.
Ten przykład pokazuje, jak łatwo pomylić chwilowy brak informacji z ostatecznym bilansem.
Nie wolno więc publikować pierwotnej listy jako aktualnego wykazu zwierząt zaginionych.
Należy ustalić, czy pozostałe osobniki zostały odnalezione, czy ich przemieszczanie udokumentowano i czy wystąpiły różnice między ewidencją ogrodu a protokołami organów ścigania.
Brak publicznie dostępnego pełnego spisu nie oznacza, że odpowiednie dokumenty nie istnieją w aktach postępowania.
Oznacza jedynie, że bez ich udostępnienia nie możemy przeprowadzić niezależnego rozliczenia.
Serwale wracają. Czy znamy ich stan zdrowia?
Kolejne pytania dotyczą zwierząt przewiezionych do innych placówek, a następnie zwróconych do Łącznej.
Już podczas konferencji 20 października przedstawiciele ogrodu informowali o powrocie dwóch serwali.
Według relacji Marty Zając-Ossowskiej przekazanie tych zwierząt nastąpiło bez bezpośredniego udziału prokuratury.
29 października do ogrodu wróciło kolejnych pięć serwali: samica i czworo młodych.
Przedstawiciele placówki informowali o konieczności przeprowadzenia badań weterynaryjnych oraz obserwacji ich kondycji.
Nie przedstawiono jednak publicznie pełnych wyników badań, które pozwalałyby niezależnie ocenić stan zdrowia zwierząt przed transportem, podczas pobytu poza Łączną i po powrocie.
Dlatego nie można na tej podstawie przypisywać odpowiedzialności za ewentualne pogorszenie kondycji konkretnej organizacji, placówce czy organowi państwa.
Nie można również zakładać, że skoro zwierzę wróciło, jego wcześniejsza relokacja była niepotrzebna.
Właściwa ocena wymaga dokumentacji medycznej i ustalenia przyczyn każdej zaobserwowanej zmiany.
Istotne pozostaje także pytanie o podstawę formalną zwrotu zwierząt i sposób przekazania odpowiedzialności za ich dalszą opiekę.
Organizacje społeczne, prokuratura i granice kompetencji
W liście weterynarzy oraz późniejszym spotkaniu z Głównym Lekarzem Weterynarii pojawił się również problem relacji między Inspekcją a organizacjami społecznymi zajmującymi się ochroną zwierząt.
Przedstawiciele lekarzy weterynarii zgłaszali zastrzeżenia dotyczące sposobu kierowania wniosków o interwencje, agresji wobec pracowników oraz publicznego podważania ich kompetencji.
Wskazywali na potrzebę doprecyzowania przepisów dotyczących czasowego odbioru zwierząt, w tym art. 7 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt.
Nie oznacza to, że organizacje prozwierzęce nie mają prawa podejmować interwencji, zawiadamiać organów państwa czy uczestniczyć w przewidzianych prawem działaniach.
Mają takie uprawnienia w określonych sytuacjach.
Nie oznacza to również, że każda krytyka Inspekcji Weterynaryjnej jest bezpodstawna.
Problem zaczyna się wtedy, gdy nie wiadomo, kto podejmuje decyzję, na jakiej podstawie prawnej i kto odpowiada za jej wykonanie.
W Łącznej należy więc ustalić rzeczywisty zakres czynności wykonywanych przez każdą organizację uczestniczącą w zabezpieczaniu, przewożeniu lub przyjmowaniu zwierząt.
Trzeba odróżnić zgłoszenie podejrzenia nieprawidłowości od udziału w czynnościach procesowych.
Trzeba także oddzielić zapewnienie miejsca dla zwierzęcia od formalnego decydowania o jego odebraniu.
Są to różne role, z różnymi podstawami prawnymi i zakresem odpowiedzialności.
Kto zatwierdził plan i sprawdził miejsca docelowe?
Z wcześniejszych komunikatów prokuratury wynika, że przy przygotowaniu wykazu placówek mogących przyjąć zwierzęta korzystano z pomocy zewnętrznej firmy.
To wątek, który nadal wymaga wyjaśnienia.
Nie przedstawiono publicznie kompletnej dokumentacji pozwalającej ustalić zakres zlecenia, kryteria doboru odbiorców oraz zasady weryfikacji warunków panujących w placówkach docelowych.
Nie wiadomo również, jaki był pełny koszt przygotowania i realizacji poszczególnych elementów relokacji.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska wyraźnie odcięło się od planowania całej operacji.
Inspekcja Weterynaryjna wskazała, że decyzje o przejęciu i transporcie zwierząt podejmowały organy ścigania.
To prowadzi do pytania o dokumenty znajdujące się po stronie prokuratury i policji.
Kto opracował plan? Kto go zatwierdził? Jakie przewidziano warianty awaryjne? Czy przed przemieszczeniem każdego zwierzęcia przeprowadzono indywidualną ocenę ryzyka?
Odpowiedzi są potrzebne nie po to, aby z góry uznać interwencję za nielegalną.
Są potrzebne, aby ustalić, czy była właściwie przygotowana i wykonana.
Dwie odrębne sprawy: śledztwo i zezwolenie na prowadzenie zoo
Nie można przy tym zapominać, że postępowanie karne nie jest jedyną procedurą dotyczącą Łącznej.
5 sierpnia 2026 roku Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska wszczął postępowanie administracyjne w sprawie cofnięcia zezwolenia na prowadzenie ogrodu zoologicznego.
Postępowanie to ma własną podstawę prawną i wynika z ustaleń organów ochrony środowiska.
Nie zostało zlecone przez prokuraturę ani nie jest prostym następstwem październikowej interwencji.
Według dostępnego komunikatu GDOŚ z 16 października rozstrzygnięcie nie zostało jeszcze wydane.
Do 3 listopada nie odnaleźliśmy nowego, publicznie potwierdzonego rozstrzygnięcia kończącego tę procedurę.
To ważne, ponieważ nawet korzystna dla przedstawicieli zoo zmiana sposobu przechowywania zwierząt nie oznacza automatycznego zagwarantowania dalszej działalności placówki.
Jej przyszłość zależy również od spełnienia wymogów prawnych i wykonania zaleceń dotyczących warunków utrzymywania zwierząt.
Kto rozliczy operację?
W całej sprawie pojawiają się przynajmniej trzy rodzaje odpowiedzialności.
Pierwsza dotyczy ewentualnego znęcania się nad zwierzętami i warunków panujących w ogrodzie przed interwencją.
Druga dotyczy prawidłowości czynności procesowych i decyzji o zabezpieczeniu oraz relokacji zwierząt.
Trzecia obejmuje organizację opieki, stan zdrowia zwierząt po interwencji, dokumentację ich przemieszczania i koszty poniesione przez poszczególne instytucje.
Każda wymaga odrębnych ustaleń.
Nie można usprawiedliwiać zaniedbań w ogrodzie ewentualnymi błędami służb.
Nie można również uznawać, że samo istnienie podejrzenia przestępstwa zwalnia organy państwa z obowiązku prawidłowego przeprowadzenia operacji.
Jeżeli interwencja była konieczna, jej przebieg powinien dać się odtworzyć na podstawie dokumentów.
Jeżeli wystąpiły błędy, należy ustalić ich przyczyny, konsekwencje i osoby odpowiedzialne.
W przypadku zwierząt nie wystarczy przecież wyjaśnić, kto podpisał decyzję.
Trzeba również wiedzieć, czy zwierzę bezpiecznie dotarło do miejsca przeznaczenia, w jakim stanie zostało przyjęte i kto odpowiadał za jego dalsze utrzymanie.
Od jednego ogrodu do problemu całego państwa
Najbardziej znacząca nowość ostatnich dni nie polega na kolejnej zmianie stanowiska którejś ze stron konfliktu.
Polega na tym, że przedstawiciele państwowej Inspekcji Weterynaryjnej publicznie wskazali problemy systemowe, a kierownictwo tej instytucji rozpoczęło rozmowy o ich rozwiązaniu.
Sprawa Łącznej stała się przykładem szerszych trudności: niejasnych kompetencji, problemów komunikacyjnych, niedostatecznego wsparcia prawnego i napięć między służbami państwowymi a organizacjami społecznymi.
Nie przesądza to o winie którejkolwiek ze stron październikowej interwencji.
Pokazuje natomiast, że jej konsekwencje wykraczają daleko poza ogrodzenie prywatnego zoo.
Pozostaje jeszcze kwestia najbardziej podstawowa.
Czy państwo potrafi przedstawić jeden, kompletny i możliwy do zweryfikowania bilans wszystkich zwierząt objętych działaniami w Łącznej?
Z datami, dokumentami przekazania, miejscami pobytu i informacjami o stanie zdrowia.
Bez takiego zestawienia spór o liczbę 39 zwierząt będzie nadal funkcjonował w przestrzeni publicznej, choć sama arytmetyczna różnica nie dowodzi zaginięcia żadnego konkretnego osobnika.
A bez wyjaśnienia roli Inspekcji Weterynaryjnej, prokuratury, policji i podmiotów zewnętrznych trudno będzie odpowiedzieć na pytanie, czy państwo rzeczywiście działało jako jeden sprawny system.
ZOO Łączna jako sprawdzian odpowiedzialności
Dyskusja o ogrodzie zoologicznym w Łącznej często sprowadzana jest do wyboru strony.
Jedni bronią właściciela. Inni ufają prokuraturze. Kolejni popierają organizacje prozwierzęce albo krytykują sposób ich działania.
Tymczasem najważniejsze nie jest to, kto wygra spór w mediach społecznościowych.
Najważniejsze jest ustalenie, czy zwierzęta miały zapewnioną właściwą opiekę przed interwencją, podczas niej i po jej zakończeniu.
Państwo ma prawo reagować na podejrzenie znęcania się nad zwierzętami. Ma również obowiązek robić to w sposób zgodny z prawem, odpowiednio przygotowany i możliwy do późniejszego skontrolowania.
List weterynarzy oraz spotkanie z Głównym Lekarzem Weterynarii pokazują, że nawet wewnątrz państwowego systemu dostrzeżono potrzebę zmian.
Teraz trzeba ustalić, czy z tych rozmów wynikną konkretne decyzje.
Bo w sprawie ZOO Łączna nie wystarczy odpowiedzieć, dlaczego zwierzęta wywożono. Trzeba również odpowiedzieć, kto za nie odpowiadał na każdym etapie operacji — i czy potrafi to udokumentować.
To pytanie pozostaje aktualne niezależnie od tego, jak zakończy się śledztwo dotyczące samego ogrodu.




