W Powiecie Trzebnickim komunikacja publiczna jest realną potrzebą, a nie urzędniczą fanaberią. Pokazały to badania mieszkańców. Problem w tym, że za przygotowanie i nadzór nad nowym zadaniem publicznym wypłacane są dodatki specjalne, dokumenty powstają, wykonawca prosi o wydłużenie terminu, a najważniejsza decyzja Zarządu Powiatu nadal pozostaje w powietrzu.
Powiatowy transport publiczny miał być odpowiedzią na wykluczenie komunikacyjne. Miał łączyć gminy, dowozić do szkół, pracy, lekarza, urzędu i kolei. Miał być systemem, który porządkuje to, czego pojedyncze gminy nie są w stanie dobrze zorganizować samodzielnie.
Tyle że w dokumentach coraz wyraźniej widać nie tylko potrzebę uruchomienia autobusów, ale też koszt samego „dochodzenia” do decyzji. A ten koszt nie jest symboliczny.
W tle pojawia się dodatek specjalny dla Agnieszki Brząkały, członka Zarządu Powiatu Trzebnickiego. Z dokumentu podpisanego przez Starostę Małgorzatę Matusiak wynika, że przyznano jej 6 120 zł brutto miesięcznie od 1 lipca 2025 roku do 30 czerwca 2026 roku. W skali pełnych dwunastu miesięcy daje to 73 440 zł brutto. Jednym z zadań wskazanych w piśmie był nadzór nad wdrożeniem nowego zadania w Starostwie z zakresu organizacji transportu drogowego na terenie Powiatu Trzebnickiego.
I tu zaczyna się najważniejsze pytanie: za co konkretnie płaci powiat, jeżeli wykonawca dokumentacji wskazał później, że opóźnienie wynika z braku decyzji Zarządu Powiatu co do formy organizacji transportu?
ilustracja do artykułu dodatki za transport widmo
Potrzeba jest udowodniona. Tu nie ma sporu
Zacznijmy od tego, że transport publiczny w Powiecie Trzebnickim nie jest wymyślonym problemem. Badanie ankietowe dotyczące zachowań transportowych objęło 1594 mieszkańców wszystkich gmin powiatu. Ankieta była prowadzona od 1 września do 6 października 2025 roku, w formie internetowej i papierowej.
Wyniki są jednoznaczne. Ponad połowa ankietowanych — 52,70 proc. — uznała obecną komunikację zbiorową za zdecydowanie niezadowalającą. Kolejne 36,89 proc. wskazało, że system wymaga zmian. Tylko 3,76 proc. badanych oceniło komunikację jako zadowalającą.
To oznacza, że mieszkańcy nie wysłali władzom powiatu subtelnej sugestii. Wysłali sygnał alarmowy. I to taki, którego nie da się przykryć konferencją, folderem ani zdaniem: „trwają prace”.
Najczęściej wskazywaną potrzebą była poprawa częstotliwości kursowania — 39,27 proc. wskazań. Dalej znalazła się bezpośredniość połączeń — 20,45 proc., oraz dostępność — 14,18 proc.
Mieszkańcy mówią więc jasno: autobus ma jeździć częściej, bardziej bezpośrednio i być dostępny. To nie jest rewolucja technologiczna. To jest elementarna usługa publiczna.
Dokumenty są, ale decyzji brakuje
Powiat zamówił analizy i założenia do koncepcji transportu. W dokumentach zapisano, że powiat nie planuje dublowania linii organizowanych przez marszałka województwa. Sieć powiatowa ma być uzupełnieniem istniejących połączeń, a nie konkurencyjnym systemem dla samego systemu.
Wskazano też warianty planowanej sieci: podstawowy, uzupełniający i międzypowiatowy. Wariant podstawowy obejmuje linie P10, P20, P30 i P40, czyli połączenia siedzib gmin z miastem powiatowym. Wariant uzupełniający miałby zależeć m.in. od partycypacji finansowej gmin oraz możliwości organizacyjnych, technicznych i finansowych powiatu.
Na papierze wygląda to logicznie. Problem zaczyna się tam, gdzie kończy się tabela, a zaczyna decyzja.
Wykonawca — Kompleksowe Usługi Doradcze — w piśmie z 18 grudnia 2025 roku zwrócił się o wydłużenie terminu realizacji umowy. Wskazał wprost, że brak realizacji wskazanego zakresu wynika z niepodjęcia przez Zarząd Powiatu decyzji dotyczącej formy organizacji publicznego transportu zbiorowego na terenie powiatu oraz z przedłużających się rozmów z gminami w sprawie możliwych form współpracy.
To zdanie jest kluczowe. Nie mówi ono, że mieszkańcy nie chcą transportu. Nie mówi, że nie ma problemu. Nie mówi nawet, że nie ma koncepcji. Mówi, że zabrakło decyzji Zarządu Powiatu.
A decyzja jest paliwem każdego projektu publicznego. Bez niej nawet najlepszy autobus pozostaje na rysunku.
55 tysięcy złotych za wykonane etapy, 20 tysięcy na później
W tym samym piśmie wykonawca informuje, że zadania określone w podpunktach 1–5 zostały wykonane, a opracowane materiały przekazane. Proponuje rozliczenie dotychczas zrealizowanych elementów umowy na kwotę 55 000 zł brutto, pozostawiając 20 000 zł brutto do rozliczenia po realizacji brakującego zadania.
To ważny moment w tej sprawie. Mamy bowiem projekt, który już kosztuje. Mamy dokumenty, które powstały. Mamy opracowania, które przekazano. Mamy pieniądze publiczne, które mają zostać rozliczone. I mamy nadal pytanie: kiedy mieszkańcy zobaczą efekt w postaci realnie działających połączeń?
Bo mieszkańcy nie zapłacili podatków po to, by powiat miał ładne PDF-y. Zapłacili po to, by zadanie publiczne było wykonane.
Dodatek specjalny: nadzór nad wdrożeniem czy nad procesem bez decyzji?
Z dokumentu dotyczącego dodatku specjalnego wynika, że Agnieszce Brząkale przyznano 6 120 zł brutto miesięcznie m.in. za trzy zadania: nadzór nad wdrożeniem nowego zadania z zakresu organizacji transportu drogowego, realizację wniosków o udostępnienie informacji publicznej oraz zastępstwo Sekretarza Powiatu podczas jego nieobecności.
Nie chodzi o to, by udawać, że organizacja transportu jest prostą czynnością. Nie jest. To skomplikowane zadanie prawne, finansowe i organizacyjne. Ale właśnie dlatego trzeba pytać o efekt.
Jeżeli dodatek specjalny jest przyznany za zwiększony zakres obowiązków, to opinia publiczna ma prawo wiedzieć, jakie były mierzalne rezultaty. Czy powstał harmonogram? Czy wybrano model organizacyjny? Czy wskazano ścieżkę do związku powiatowo-gminnego? Czy podpisano porozumienia? Czy gminy zadeklarowały udział finansowy? Czy mieszkańcy poznali datę uruchomienia linii?
Nadzór sam w sobie nie jest usługą publiczną. Usługą publiczną jest działający transport.
Zakres czynności i pytanie o podwójne liczenie obowiązków
W zakresie czynności Agnieszki Brząkały, jako członka Zarządu Powiatu Trzebnickiego, wskazano m.in. bezpośrednie zwierzchnictwo wobec Wydziału Komunikacji oraz nadzór nad właściwym i terminowym wykonywaniem zadań przez podległe komórki organizacyjne Starostwa.
To rodzi kolejne pytanie kontrolne: gdzie przebiega granica między standardowym zakresem obowiązków członka zarządu nadzorującego Wydział Komunikacji a dodatkowo płatnym „nadzorem nad wdrożeniem nowego zadania” z zakresu transportu drogowego?
To pytanie nie jest personalnym atakiem. To pytanie o gospodarność. W samorządzie każdy dodatkowy wydatek powinien mieć uzasadnienie nie tylko formalne, ale też merytoryczne. Zwłaszcza wtedy, gdy mówimy o kwocie przekraczającej 73 tysiące złotych brutto rocznie.
Jeżeli zadanie było wyjątkowe, ponadstandardowe i wymagało dodatkowego wynagrodzenia — powiat powinien pokazać jego efekty. Jeżeli efektem jest nadal „trwający proces”, to mieszkańcy mają prawo zapytać, czy płacono za wdrożenie, czy za oczekiwanie na wdrożenie.
Starostwo odpowiada: wdrożenie dopiero po zakończeniu prac i konsultacji
W odpowiedzi na wniosek o informację publiczną z 29 czerwca 2026 roku Starostwo Powiatowe w Trzebnicy wskazało, że z uwagi na realizację części przedmiotu umowy oraz trwające prace i konsultacje z udziałem przedstawicieli samorządów gminnych, etap sensu stricto wdrożeniowy może nastąpić po zakończeniu tych etapów prac.
To urzędowo poprawne zdanie oznacza w praktyce jedno: wdrożenia jeszcze nie ma.
A skoro wdrożenia nie ma, to pytanie o zasadność dodatku za nadzór nad wdrożeniem staje się jeszcze ważniejsze. Bo można oczywiście nadzorować przygotowania. Można koordynować prace. Można prowadzić konsultacje. Ale wtedy trzeba to jasno nazwać: dodatek za przygotowanie procesu, a nie za wdrożenie, którego etap ma dopiero nastąpić.
Słowa w administracji mają znaczenie. Zwłaszcza wtedy, gdy za słowami idą pieniądze.
Gminy ostrożne, przewoźnicy ostrzegają
Dokumenty pokazują również, że problem nie leży wyłącznie po stronie powiatu. Konsultacje z gminami i przewoźnikami ujawniły sporą ostrożność. Gminy nie zajęły formalnego stanowiska wobec przedstawionych wariantów organizacji transportu, ale podkreśliły znaczenie utrzymania obecnego modelu przewozów. Przewoźnicy ostrzegali natomiast, że istotna ingerencja w istniejący układ linii i kursów może obniżyć rentowność przewozów, które już teraz funkcjonują na granicy opłacalności.
To oznacza, że powiat wszedł w trudny teren. Tym bardziej potrzebna była sprawczość Zarządu Powiatu. Jeżeli gminy są ostrożne, przewoźnicy ostrzegają, a prawo stawia bariery, to właśnie wtedy potrzebne jest zarządzanie polityczne, negocjacyjne i finansowe.
Nie wystarczy „być w procesie”. Proces to jeszcze nie autobus.
Związek powiatowo-gminny jako najpoważniejsza odpowiedź
Czytaj dalej
Powiązany temat
Analiza modeli organizacyjnych wskazuje, że samodzielne działanie powiatu ma ograniczenia prawne. Powiatowe przewozy pasażerskie muszą dotyczyć przewozów wykonywanych w granicach co najmniej dwóch gmin. Powiat nie może być organizatorem przewozów, które mają charakter inny niż powiatowy.
Dlatego najbardziej logicznym kierunkiem wydaje się związek powiatowo-gminny. Dokument wskazuje, że taki związek jest odrębną osobą prawną, wykonuje przekazane zadania we własnym imieniu i na własną odpowiedzialność, a jego plan finansowy uchwala zgromadzenie związku.
To rozwiązanie mogłoby przeciąć część sporów kompetencyjnych. Ale do jego powołania potrzebna jest decyzja polityczna, zgoda gmin i jasna konstrukcja finansowa. Czyli dokładnie to, czego — jak wynika z pisma wykonawcy — zabrakło w kluczowym momencie.
Transport widmo?
Określenie „transport widmo” jest mocne, ale dobrze opisuje obecny paradoks. Mamy mieszkańców, którzy potrzebują komunikacji. Mamy badania. Mamy koncepcje. Mamy planowane linie. Mamy wydatki na dokumentację. Mamy dodatek specjalny za nadzór nad wdrożeniem. Mamy urzędowe odpowiedzi. Mamy konsultacje.
Nie mamy jeszcze jasnej decyzji i realnego systemu.
To nie znaczy, że projekt jest zbędny. Przeciwnie — projekt jest potrzebny. Problem polega na tym, że im bardziej potrzebny jest transport, tym poważniej trzeba traktować pytania o pieniądze, odpowiedzialność i skuteczność.
Bo jeżeli mieszkańcy mają czekać na autobus, a powiat płaci za nadzór nad jego wdrożeniem, to naturalne jest pytanie: kto konkretnie odpowiada za to, że autobus nadal nie wyjechał?
Pytania do Starosty i Zarządu Powiatu
Po analizie dokumentów warto zadać publicznie kilka pytań:
Czy Zarząd Powiatu podjął już decyzję, w jakiej formule ma być organizowany publiczny transport zbiorowy?
Jakie konkretne efekty przyniósł nadzór nad wdrożeniem nowego zadania z zakresu transportu drogowego?
Czy dodatek specjalny w wysokości 6 120 zł brutto miesięcznie był powiązany z mierzalnymi kamieniami milowymi?
Ile razy oraz w jakim wymiarze faktycznie realizowano zastępstwo Sekretarza Powiatu, skoro było ono jednym z elementów uzasadnienia dodatku?
Czy powiat planuje powołanie związku powiatowo-gminnego, czy wybiera inny model?
Kiedy mieszkańcy poznają harmonogram uruchomienia realnych połączeń?
Czy Zarząd Powiatu potrafi dowieźć projekt, za który już zapłacono publicznymi pieniędzmi?
Puenta
Ten temat nie jest tylko o dodatku specjalnym. Jest o standardzie zarządzania publicznymi pieniędzmi.
Jeżeli powiat płaci za dokumenty, to mieszkańcy mają prawo pytać o decyzje. Jeżeli wypłaca dodatek za nadzór nad wdrożeniem, mieszkańcy mają prawo pytać o wdrożenie. Jeżeli wykonawca wskazuje brak decyzji Zarządu jako przyczynę opóźnienia, mieszkańcy mają prawo pytać o odpowiedzialność polityczną.
W samorządzie nie wystarczy robić wrażenia pracy. Trzeba dowozić efekty.
A w tej sprawie słowo „dowozić” ma znaczenie wyjątkowo dosłowne.
Bo mieszkańcy Powiatu Trzebnickiego nie wsiądą do dodatku specjalnego. Nie pojadą do pracy analizą prawną. Nie dojadą do lekarza protokołem odbioru. I nie przesiądą się z konsultacji do koncepcji.
Potrzebują autobusu.
A autobus, jak wiadomo, ma rozkład jazdy. Szkoda, że decyzje Zarządu Powiatu najwyraźniej jeszcze nie.
Magazynu Radio DTR 7/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.



