Działka wraca w dokumentach powiatu. Tym razem nie tylko jako nieruchomość po sporze z gminą, ale jako miejsce, na które w 2025 roku wydano niemal 78 tysięcy złotych.
Działka nr 885, obręb Trzebnica, położona przy ul. Milickiej 20a, ponownie pojawia się w dokumentach Powiatu Trzebnickiego. Wcześniej sprawa tej nieruchomości wracała przy okazji sporu między powiatem a Gminą Trzebnica. Teraz wraca w innym kontekście: kosztów utrzymania, zabezpieczenia terenu i pytań, na które opinia publiczna powinna otrzymać jasną odpowiedź.
W raporcie za 2025 rok przy tej nieruchomości wykazano łączne koszty w wysokości 77 996,10 zł. Zakres prac obejmował: uprzątnięcie terenu, wykonanie ogrodzenia oraz prace zabezpieczające i ogólnobudowlane.
Urzędowy język jest tu spokojny, prawie techniczny. „Uprzątnięcie”, „ogrodzenie”, „zabezpieczenie”. Tyle że za tymi słowami mogą stać znacznie poważniejsze okoliczności niż zwykłe porządkowanie działki.
ilustracja do artykułu działa i spor miedzy gmina a powiatem
Dlaczego powiat zapłacił?
Pierwsze pytanie jest proste: dlaczego te koszty poniósł Powiat Trzebnicki?
Sprawa tej działki była wcześniej związana ze sporem właścicielskim i korzystaniem z nieruchomości. Skoro nieruchomość miała wrócić do powiatu po latach sporu, to naturalne staje się pytanie o jej stan w chwili zwrotu. Czy sporządzono protokół zdawczo-odbiorczy? Czy opisano stan budynków i terenu? Czy wskazano, kto odpowiadał za zabezpieczenie nieruchomości w czasie, gdy pozostawała ona w sporze?
To nie są pytania akademickie. To są pytania o pieniądze publiczne. Prawie 78 tysięcy złotych nie rozpływa się w powietrzu jak urzędowy komunikat po sesji rady. Ktoś musiał zlecić prace, ktoś musiał je wykonać, ktoś musiał odebrać faktury, a ktoś powinien wyjaśnić, dlaczego akurat wtedy i w takim zakresie.
Najpoważniejszy wątek: czy była tragedia?
Do redakcji trafiła informacja, że budynki na tej działce miały być wykorzystywane przez osoby w kryzysie bezdomności, a na terenie nieruchomości miało dojść do śmierci człowieka. Tego wątku nie można pominąć, ale nie wolno go też traktować publicystycznie na skróty.
Na tym etapie wymaga on potwierdzenia przez właściwe służby: Policję, Prokuraturę albo Starostwo Powiatowe w Trzebnicy.
Jeżeli jednak taka tragedia rzeczywiście miała miejsce, to sprawa przestaje być wyłącznie technicznym zagadnieniem utrzymania nieruchomości. Staje się pytaniem o nadzór nad pustostanem, bezpieczeństwo publiczne i odpowiedzialność instytucji za teren, który był znany urzędnikom od lat.
Kluczowe pytanie brzmi wtedy: czy działkę zabezpieczono dopiero po tragedii?
Raport pokazuje kwotę, ale nie pokazuje przyczyny
Raport powiatu wskazuje koszt i zakres prac. Nie odpowiada jednak na pytanie, dlaczego prace wykonano właśnie w 2025 roku. Nie wyjaśnia również, czy zabezpieczenie było działaniem planowym, pokontrolnym, interwencyjnym, czy reakcją na konkretne zdarzenie.
To ważna różnica.
Czym innym jest zaplanowane uporządkowanie przejętej nieruchomości. Czym innym zabezpieczenie terenu po sygnałach o zagrożeniu. A jeszcze czym innym prace wykonane dopiero wtedy, gdy wydarzyło się coś, czemu być może można było zapobiec.
Dlatego potrzebne są dokumenty: zlecenia, faktury, protokoły odbioru, notatki służbowe, korespondencja z gminą, ewentualne zgłoszenia mieszkańców, interwencje służb i informacje o stanie budynków.
Bez tego zostaje tylko urzędowa mgła. A mgła, jak wiadomo, świetnie wygląda w folderach promocyjnych, ale fatalnie sprawdza się przy kontroli wydatków.
Kto powinien odpowiedzieć?
W tej sprawie odpowiedzi powinny udzielić co najmniej trzy instytucje.
Starostwo Powiatowe w Trzebnicy powinno wyjaśnić, kto zdecydował o wydaniu 77 996,10 zł, komu zlecono prace, kiedy je wykonano i czy były one związane z wcześniejszymi sygnałami o zagrożeniu na terenie działki.
Gmina Trzebnica powinna wskazać, w jakim stanie przekazano nieruchomość powiatowi, czy sporządzono protokoły oraz czy powiat kierował wobec gminy roszczenia dotyczące kosztów uprzątnięcia lub zabezpieczenia terenu.
Policja i Prokuratura powinny potwierdzić, czy w 2025 roku na tej nieruchomości prowadzono czynności związane ze zgonem osoby oraz czy w sprawie przesłuchiwano urzędników.
To już nie jest tylko spór o działkę
Ta historia zaczynała się jako spór o nieruchomość. Dziś wygląda na sprawę znacznie szerszą. Mamy publiczny grunt, historię sądową, wydatki z budżetu powiatu, możliwe bezumowne korzystanie z nieruchomości, prace zabezpieczające i informację o tragedii, którą trzeba zweryfikować.
Nie chodzi więc tylko o to, kto miał rację w sporze między powiatem a gminą.
Chodzi o to, czy przez lata ktoś realnie pilnował tej nieruchomości. Czy instytucje wiedziały, co dzieje się na terenie pustostanu. Czy reagowały na czas. I czy prawie 78 tysięcy złotych wydano dlatego, że działkę trzeba było zwyczajnie uporządkować, czy dlatego, że zaniedbany teren przypomniał o sobie w najgorszy możliwy sposób.
Na te pytania mieszkańcy powinni dostać odpowiedź. Nie w formie kolejnego akapitu w raporcie. W formie dokumentów, dat, decyzji i nazw jednostek odpowiedzialnych za nadzór.
Bo działka to nie tylko numer w ewidencji. Czasem to miejsce, w którym urzędowa obojętność spotyka się z realnym ludzkim dramatem.
Magazynu Radio DTR 6/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.



