Reportaż z miejsca, gdzie zamilkła przyroda
Na ul. Kasztanowej w Obornikach Śląskich, ledwie kilkaset metrów od miejskiego centrum, przyroda próbowała mówić do nas językiem edukacji. Miała nas uczyć, inspirować, przypominać o bioróżnorodności i odpowiedzialności. Dziś milczy. Zamulona warstwą sprayu, przykryta szpetnymi tagami, obrażona i wyparta. Edukacja poszła w las – dosłownie i w przenośni.
Przyrodnicza Ścieżka Edukacyjna, chluba jeszcze sprzed kilku lat, to dziś w dużej części śmietnik emocji i frustracji – nie tylko tych, którzy po niej chodzili, ale też tych, którzy mieli o nią dbać. Zamiast treści o kasztanowcu, pszczołach, miodach czy śpiewie ptaków – mamy tu festiwal wandalizmu. Czerwona farba zamalowuje teksty, niebieskie „ZIHZ” bije po oczach, czarne napisy rozlewają się po mapach, zdjęciach, nagłówkach. Niektóre tablice – jak ta o pszczołach – ocalały. Inne – są nie do odratowania.
Ale przecież nie chodzi tylko o tablice. One są symbolem. Symbolem zapomnienia. Braku troski. Braku reakcji.
„A wiecie, drodzy Czytelnicy, że to wszystko jest dosłownie tuż obok ‘Grzybka’? Tego samego, który został zabetonowany, zamknięty na cztery spusty, a o którym, kiedy pisaliśmy, spotkała nas fala hejtu? Że niby czepialstwo, że brudu nie wolno ruszać? No to ruszamy. Bo jak nie my, to kto?”
Gdzie są radni? Gdzie są urzędnicy? Dlaczego nikt nie naprawił, nie odnowił, nie zamontował fotopułapek, nie postawił nowej tablicy? Dlaczego wszystko, co wymaga choćby grama myślenia i odpowiedzialności, jest systemowo przemilczane?
Społeczna ślepota: cnota czy wygoda?
To nie jest pierwszy raz, kiedy edukacja publiczna – zwłaszcza ta przyrodnicza – zostaje zignorowana. Ale w Obornikach Śląskich dzieje się to z bolesną regularnością. Czasem odnosi się wrażenie, że każdy głos krytyki lokalnych zaniedbań jest tu postrzegany jako osobisty atak. Jakby radni i urzędnicy nie byli odpowiedzialni za to, co się dzieje na miejskich ścieżkach, skwerach i tablicach. Jakby czyste tablice były fanaberią garstki „marudnych mieszkańców”.
A przecież to my – mieszkańcy – płacimy za te tablice. Z naszych podatków. Dla naszych dzieci.
W tym miejscu nie chodzi o estetykę, ale o odpowiedzialność. Za przestrzeń, za edukację, za przyszłość. Bo jeśli już nawet nie potrafimy utrzymać kilku plansz z opisem lokalnych drzew czy ptaków – to co dalej? Kiedy ostatecznie przestaniemy widzieć brud i powiemy sobie: „tak już musi być”?
Komentarz redakcyjny:
Nie zgadzamy się na milczenie. Nie będziemy udawać, że nie widzimy. Nie przyzwyczaimy się do farby na tablicach tak samo, jak nie przyzwyczaimy się do obojętności władz.
Czy tablice zostaną odnowione? Czy ktoś w ogóle zauważy ten głos?
Czekamy. Ale nie będziemy czekać w ciszy.
Autor: Rafał Chwaliński










