9500 zł z budżetu niewielkiej gminy nie jest kwotą, która zachwieje jej finansami. Ta sprawa nie jest jednak opowieścią o wysokości wydatku. Jest pytaniem o mechanizm: czy wójt może najpierw prywatnie zapisać się na studia, a kilka miesięcy później polecić urzędowi zapłacenie za nie publicznymi pieniędzmi? Prokuratura Okręgowa w Zamościu uważa, że były wójt Ulhówka przekroczył w ten sposób swoje uprawnienia. On sam nie przyznaje się do winy i twierdzi, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem.
Najpierw prywatna umowa, później pieniądze gminy
Sprawa dotyczy Łukasza Kłębka, który kierował gminą Ulhówek w województwie lubelskim w latach 2010–2024.
Prokuratura Okręgowa w Zamościu skierowała przeciwko byłemu wójtowi akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Tomaszowie Lubelskim. Śledczy zarzucają mu przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
W centrum sprawy znalazło się 9500 zł wydane na studia podyplomowe Executive Master of Business Administration.
Według ustaleń śledztwa 15 października 2022 roku Kłębek zawarł z Akademią Ekonomiczno-Humanistyczną w Warszawie umowę dotyczącą dwusemestralnych studiów podyplomowych.
Umowę zawierał jako osoba fizyczna.
Gmina nie była jej stroną.
Czesne wynosiło 9500 zł i zgodnie z umową miało zostać opłacone jednorazowo z góry.
To ważne, ponieważ właśnie tutaj zaczyna się chronologia, której nie sposób sprowadzić do zdania: „gmina sfinansowała wójtowi podnoszenie kwalifikacji”.
Siedem miesięcy później urząd robi przelew
Według prokuratury przed rozpoczęciem studiów Kłębek nie wystąpił o ich dofinansowanie i nie uzyskał zgody pracodawcy na pokrycie kosztów ze środków publicznych.
Studia jednak trwały.
Dopiero 22 maja 2023 roku, ponad siedem miesięcy po zawarciu prywatnej umowy z uczelnią i zaledwie kilka dni przed ukończeniem kształcenia, ówczesny wójt miał ustnie polecić skarbniczce gminy wykonanie przelewu 9500 zł na konto uczelni.
Pieniądze pochodziły z rachunku urzędu.
Według śledczych w chwili wydawania dyspozycji nie przedstawiono faktury, umowy zawartej przez gminę z uczelnią ani innego dokumentu uzasadniającego taki wydatek.
Skarbniczka miała zwracać uwagę na brak dokumentów. Wójt miał zapewnić, że dokument istnieje i zostanie dostarczony.
Przelew został wykonany.
Fakturę uczelnia wystawiła dzień później – 23 maja.
Studia Kłębek ukończył 28 maja 2023 roku.
Mamy więc dość osobliwą kolejność:
najpierw prywatna umowa, następnie kilka miesięcy studiów, później polecenie zapłaty z pieniędzy publicznych, przelew, faktura, a pięć dni później ukończenie studiów.
I właśnie ta kolejność może być znacznie ważniejsza od samej kwoty.
Ilustracja poglądowa do artykułu Gmina zapłaciła za studia wójta
Czy gmina może płacić za studia wójta?
Może.
I trzeba to powiedzieć jasno, bo inaczej z tej sprawy bardzo łatwo zrobić efektowny, lecz prawnie wadliwy materiał.
Kodeks pracy dopuszcza finansowanie przez pracodawcę podnoszenia kwalifikacji zawodowych pracownika. Pracodawca może pokrywać między innymi opłaty za kształcenie.
Sam fakt, że pieniądze publiczne zostały wydane na naukę pracownika samorządowego, nie oznacza więc automatycznie przestępstwa.
Problem zaczyna się gdzie indziej.
Wójt jest pracownikiem urzędu gminy, ale nie oznacza to, że może wykonywać wobec siebie wszystkie czynności pracodawcy.
Ustawa o pracownikach samorządowych określa, kto wykonuje czynności z zakresu prawa pracy wobec wójta. Część z nich wykonuje przewodniczący rady gminy, natomiast pozostałe – wyznaczona osoba zastępująca lub sekretarz gminy.
W praktyce prowadzi to do podstawowego pytania tej sprawy:
kto, działając w imieniu pracodawcy, zdecydował, że prywatne studia wójta mają zostać sfinansowane przez gminę?
Jeżeli odpowiedź brzmi: sam wójt – problem staje się znacznie poważniejszy.
„Pieniądze były w budżecie” nie kończy dyskusji
Były wójt nie przyznał się do winy.
Według jego stanowiska wszystko odbyło się zgodnie z prawem i transparentnie, a w budżecie gminy były zabezpieczone środki przeznaczone na szkolenia.
To argument istotny, lecz sam w sobie nie rozwiązuje problemu.
Fakt zapisania pieniędzy w budżecie oznacza, że określony wydatek można w ramach planu finansowego ponieść.
Nie oznacza jednak automatycznie, że konkretny pracownik uzyskuje prawo do sfinansowania dowolnego szkolenia lub studiów.
Budżet nie zastępuje decyzji pracodawcy.
Nie zastępuje dokumentu stanowiącego podstawę wydatku.
Nie zastępuje też prawidłowej procedury obiegu i zatwierdzania dokumentów finansowych.
Dlatego zasadnicze pytanie nie brzmi:
czy gmina miała pieniądze na szkolenia?
Brzmi:
czy istniała prawidłowa podstawa, aby z tych pieniędzy zapłacić właśnie prywatne zobowiązanie wójta?
A gdzie była kontrola finansowa?
Prokuratura zwraca również uwagę na kwestie związane z kontrasygnatą skarbnika.
To kolejny element, który będzie wymagał precyzyjnego rozstrzygnięcia przez sąd.
Jest jednak również szersze pytanie, które wykracza poza odpowiedzialność jednego człowieka.
Jeżeli wersja przedstawiana przez prokuraturę jest prawidłowa, z rachunku urzędu wyszło 9500 zł, mimo że w chwili dyspozycji miało brakować podstawowego dokumentu księgowego.
Jak zatem działała kontrola wewnętrzna?
Kto sprawdził podstawę wydatku?
Kto go zatwierdził?
Jak został opisany i zaksięgowany?
Czy istniała pisemna zgoda na sfinansowanie studiów?
Jeżeli nie – dlaczego przelew został wykonany?
W samorządzie procedury finansowe istnieją właśnie po to, aby publiczna kasa nie działała na zasadzie: „zapłaćcie teraz, dokument przyniosę później”.
Jest jeszcze drugie 10 tysięcy
Sprawa może mieć dalszy ciąg.
Po zmianie władzy w Ulhówku w 2024 roku nowa administracja zaczęła analizować dokumentację pozostawioną przez poprzednika.
Lokalne media opisywały przy tej okazji nie tylko studia Executive MBA za 9500 zł, ale również drugi kierunek – Doctor of Business Administration – którego koszt miał wynosić 10 tys. zł.
Dokumentacja związana z oboma wydatkami miała budzić wątpliwości.
Trzeba jednak wyraźnie oddzielić te sprawy.
Obecny akt oskarżenia dotyczy 9500 zł związanych ze studiami EMBA.
Nie ma podstaw, aby automatycznie twierdzić, że zarzut karny obejmuje również finansowanie programu DBA.
Drugi wydatek jest natomiast oczywistym tematem do dalszego sprawdzenia.
Sprawa wyszła po zmianie władzy
Łukasz Kłębek przestał być wójtem po wyborach samorządowych w 2024 roku.
Nowym wójtem został Mariusz Skorniewski.
Dopiero późniejsza analiza dokumentów urzędu doprowadziła do ujawnienia wątpliwości dotyczących finansowania studiów poprzedniego włodarza.
To kolejny charakterystyczny element spraw samorządowych.
Dopóki ten sam układ organizacyjny funkcjonuje przez lata, pewne decyzje mogą nie wywoływać wewnętrznej dyskusji. Dopiero zmiana osób odpowiedzialnych za urząd powoduje, że ktoś otwiera segregator i pyta:
a właściwie dlaczego za to zapłaciliśmy?
9500 zł to tylko cena. Sprawa dotyczy zasad
Były wójt ma prawo do obrony i do prawomocnego wyroku pozostaje osobą niewinną w tej sprawie.
Sąd będzie musiał ustalić, czy rzeczywiście przekroczył swoje uprawnienia, czy też – jak twierdzi – finansowanie jego kształcenia było legalnym wydatkiem gminy.
Ale już dziś ta historia pokazuje coś ważniejszego niż wysokość jednego przelewu.
Publiczne pieniądze nie stają się prywatnym funduszem szkoleniowym tylko dlatego, że w budżecie istnieje paragraf przeznaczony na podnoszenie kwalifikacji.
Jeżeli gmina finansuje naukę swojego włodarza, musi istnieć odpowiedź na proste pytania:
kto podjął decyzję, na jakiej podstawie, przed rozpoczęciem czy dopiero pod koniec studiów, na podstawie jakiego dokumentu i kto kontrolował wydatek?
W Ulhówku odpowiedzi na te pytania będzie teraz szukał sąd.
A najbardziej zastanawiające pozostaje jedno:
skoro czesne według umowy miało zostać zapłacone na początku studiów, dlaczego publiczne pieniądze pojawiły się dopiero siedem miesięcy później – sześć dni przed wydaniem dyplomu?
Bo właśnie pomiędzy tymi dwiema datami może znajdować się sedno całej sprawy.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.



