Marketing, prawo, religia. Nie zawsze spójne drogi!

Oceń materiał

Gigantyczna figura Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu jeszcze nie została oficjalnie poświęcona, a już zaczęła funkcjonować nie tylko jako obiekt religijny. Stała się produktem medialnym, atrakcją turystyczną i — przynajmniej według części branżowych mediów — potencjalnym generatorem obrotów lokalnego handlu. Problem w tym, że marketing, religia i prawo niekoniecznie idą tutaj tą samą drogą.

W Konotopiu w województwie kujawsko-pomorskim powstał monument Matki Bożej Miłosiernej o wysokości około 55,6 metra. Sama figura ma około 40 metrów, resztę stanowi cokół. Przedsięwzięcie finansują prywatnie Grażyna i Roman Karkosikowie.

Uroczyste poświęcenie zaplanowano na 15 sierpnia 2026 roku, czyli święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Reklama
Reklama

I właśnie tutaj religijna historia zaczyna spotykać się z gospodarką.

Matka Boska jako „magnes na klienta”?

Portal Wiadomości Handlowe postawił interesującą tezę: nowy obiekt pielgrzymkowy może stać się „żyłą złota” dla lokalnego handlu, a jednym z największych beneficjentów może być Dino.

Brzmi efektownie.

Tylko że pomiędzy hasłem marketingowym a rzeczywistym przepływem pieniędzy znajduje się jeszcze kilka przystanków.

Najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie, ilu ludzi rzeczywiście będzie odwiedzać Konotopie po pierwszej fali zainteresowania. Następnie — ile czasu tam spędzą. Później — czy będą robić zakupy. A dopiero na końcu — gdzie zostawią pieniądze.

Samo pojawienie się tysięcy ludzi nie oznacza jeszcze automatycznie tysięcy klientów konkretnego supermarketu.

Jest jeszcze jeden drobiazg. Prawo

Najciekawszy paradoks pojawia się już podczas inauguracji.

15 sierpnia jest świętem ustawowo wolnym od pracy i dniem objętym ograniczeniami handlu.

A więc dokładnie wtedy, gdy można spodziewać się jednego z największych napływów pielgrzymów i turystów do Konotopia, zwykły supermarket Dino powinien pozostawać zamknięty.

Marketing spotyka prawo.

I prawo mówi: nie tak szybko.

Ustawa przewiduje oczywiście wyjątki. Dotyczą one m.in. określonych stacji paliw, gastronomii czy placówek prowadzących przeważającą działalność w zakresie handlu pamiątkami i dewocjonaliami.

I właśnie dlatego podczas największego religijnego wydarzenia ekonomicznymi beneficjentami mogą zostać zupełnie inni przedsiębiorcy.

Sprzedawca dewocjonaliów. Gastronomia. Stacja paliw. Parking. Lokalny punkt z napojami. Być może noclegi.

Nie supermarket.

Pielgrzym nie jest jeszcze klientem

To ważne rozróżnienie, które w marketingowych analizach bardzo łatwo zgubić.

Ruch nie jest sprzedażą.

Sto tysięcy odwiedzających nie oznacza stu tysięcy klientów. Podobnie milion wyświetleń filmu w internecie nie oznacza miliona zakupów produktu.

Konotopie może stać się bardzo popularne. Monument może przyciągać pielgrzymów, turystów, wycieczki, osoby zainteresowane architekturą, a nawet ludzi, którzy przyjadą wyłącznie po spektakularne zdjęcie.

Ale ekonomiczna wartość tego ruchu zależy od całej infrastruktury znajdującej się wokół atrakcji.

Jeżeli przy sanktuarium będzie można zaparkować, kupić kawę, wodę, obiad, pamiątkę i skorzystać z toalety, znaczna część pieniędzy pozostanie właśnie tam.

Reklama

Jeżeli takiego zaplecza zabraknie, ruch może odpłynąć do pobliskich miejscowości.

I dopiero wtedy zaczyna się rzeczywista walka o portfel przyjezdnego.

A kto zapłaci za popularność?

Jest jednak pytanie znacznie poważniejsze od tego, ile dodatkowych koszyków zakupowych sprzeda supermarket.

Kto poniesie koszty obsługi tysięcy ludzi?

Prywatna inwestycja może przecież generować bardzo publiczne konsekwencje.

Więcej samochodów oznacza organizację ruchu. Potrzebne mogą być parkingi, oznakowanie, służby porządkowe, zabezpieczenie, toalety, odbiór odpadów czy dodatkowe działania związane z drogami.

Jeżeli obiekt stanie się atrakcją ogólnopolską, warto więc obserwować nie tylko przychody lokalnych przedsiębiorców.

Trzeba również liczyć koszty ponoszone przez samorząd i inne instytucje publiczne.

Bo dopiero wtedy możemy mówić o prawdziwym bilansie ekonomicznym.

Religia tworzy ruch. Marketing już liczy pieniądze

Nie ma niczego niezwykłego w tym, że miejsce kultu religijnego wywołuje również skutki gospodarcze. Częstochowa, Licheń czy inne ośrodki pielgrzymkowe od dziesięcioleci funkcjonują jednocześnie w przestrzeni religijnej, turystycznej i ekonomicznej.

Ciekawe jest natomiast tempo, z jakim wokół Konotopia zaczęła powstawać narracja biznesowa.

Figura nie została jeszcze oficjalnie poświęcona, nie znamy długoterminowej liczby odwiedzających ani wartości generowanego przez nich handlu, a już próbujemy wskazywać gospodarczych zwycięzców.

To trochę tak, jakby liczyć utarg przed otwarciem kasy.

Dino rzeczywiście może na popularności Konotopia skorzystać. Szczególnie jeżeli miejsce stanie się całoroczną atrakcją, a nie jedynie celem kilku dużych pielgrzymek.

Ale równie dobrze największymi beneficjentami mogą zostać gastronomia, handel pamiątkami, stacje paliw, właściciele gruntów, parkingów czy usług noclegowych.

Tego jeszcze nie wiemy.

Trzy drogi spotykają się w Konotopiu

Jedna prowadzi do sanktuarium.

Druga do kasy.

Trzecia prowadzi przez przepisy.

I choć przez chwilę biegną obok siebie, nie zawsze prowadzą w tym samym kierunku.

15 sierpnia będzie tego znakomitym przykładem.

Tysiące potencjalnych klientów mogą przyjechać do Konotopia właśnie w dniu, w którym jeden z przedsiębiorców przedstawianych jako potencjalny największy beneficjent wydarzenia będzie miał bardzo ograniczone możliwości wykorzystania tego ruchu.

Matka Boska może więc przyciągnąć ludzi.

Marketing może już liczyć klientów.

Ale na końcu i tak przy kasie stoi prawo.

Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry