Polityka czy cosplay? Kiedy partie brzmią jak tytuły filmów

imperium kontratakuje partia mentzena

Polityka powinna pachnieć ustawą, budżetem i odpowiedzialnością.
A coraz częściej pachnie marketingiem. Jak premierowy seans w multipleksie.

„Imperium Kontratakuje”. „Nowa Nadzieja”. „Piraci”. „Przyjaciele Piwa”.

Człowiek czyta rejestr partii i ma wrażenie, że zaraz wyskoczy Darth Vader z listą kandydatów do Sejmu.

Tyle że to nie mem. To realna władza. Realne pieniądze. I realne decyzje, które potem bolą całkiem niefilmowo.

Zacznijmy od Czech.
Bo tu jest przykład, że nazwa nie musi oznaczać kabaretu.

Piraci to:

  • normalna partia parlamentarna,

  • ministrowie,

  • realny wpływ na cyfryzację państwa,

  • walka o przejrzystość finansów i dostęp do informacji.

Słowo „piraci” to bardziej symbol wolnego internetu niż przebieranka z papugą na ramieniu.

Innymi słowy: marketing jest, ale treść też jest.

Można? Można.

🇵🇱 Polska Partia Przyjaciół Piwa – żart, który wszedł do Sejmu

To był już czysty happening.

Partia powstała jako satyra na nadętą politykę początku lat 90.
Miała pokazać: „skoro wszyscy obiecują cuda, to my obiecujemy piwo”.

I… zdobyła mandaty.

Polska transformacja miała moment, w którym żart stał się poważniejszy od powagi.

Tyle że nikt nie udawał, że to projekt państwowy na dekady.
To był śmiech. Jednorazowy.


🇵🇱 Imperium Kontratakuje i Nowa Nadzieja – popkultura na serio

I tu robi się mniej zabawnie.

Bo kiedy środowisko skupione wokół Sławomir Mentzen tworzy struktury o nazwach rodem z „Gwiezdnych wojen”, to nie jest kabaret.

To jest:

  • rejestracja sądowa,

  • pełnomocnicy,

  • księgowość,

  • pieniądze,

  • kampanie.

„Nowa Nadzieja” – problemy formalne i finansowe.
Więc powstaje „Imperium Kontratakuje”.

Trochę jak plan B w szufladzie.
Jak spółka-córka.
Jak zapasowy serwer.

Polityka jako backup.

I to już przestaje być śmieszne.


Kto się w to bawi?

Jedna rzecz jest wspólna dla wszystkich takich inicjatyw.

To nie są biedni ludzie.

Rejestr partii kosztuje.
Obsługa prawna kosztuje.
Kampania kosztuje.

To robi:

  • klasa średnia,

  • przedsiębiorcy,

  • ludzie z zapleczem i czasem.

Nie „zwykli obywatele po pracy”.

Więc kiedy słyszymy, że „system jest przeciwko nam”, a jednocześnie ktoś stać na trzy szyldy i cztery komitety… to coś tu nie gra.


Polityka jak branding

Dziś partia wygląda jak startup:

  • chwytliwa nazwa,

  • logo,

  • narracja,

  • emocje,

  • memy.

Program? Bywa dodatkiem.

Łatwiej sprzedać „Imperium” niż tabelę podatkową.

Łatwiej krzyczeć „kontratak” niż tłumaczyć ustawę.

A wyborca?
Często kupuje plakat, nie treść.


I może w tym cały problem

Czesi pokazują, że można mieć dziwną nazwę i poważną politykę.
My coraz częściej mamy efekt odwrotny.

Poważne decyzje pakowane są w kostium popkultury.

Jakby ktoś pomylił Sejm z Comic-Conem.

Śmiesznie? Trochę tak.
Groźnie? Też.

Bo kiedy dorośli bawią się symboliką jak dzieci figurkami, a jednocześnie decydują o naszych podatkach, szkołach i prawach…

to przestaje być zabawa.

To już jest władza.

A władza – w przeciwieństwie do filmów – nie ma napisów końcowych.

Autor: Rafał Chwaliński
Obserwuj Radio DTR w Google News

📲 Znajdziesz nas także w Google News – kliknij i obserwuj Radio DTR, aby otrzymywać nasze najnowsze informacje prosto w aplikacji!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry