Rynek nie lubi próżni. Samorządy ruszyły po druki, zanim rząd napisał instrukcję

Oceń materiał

Państwo ograniczyło wyłączność Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych i przynajmniej część rynku dokumentów komunikacyjnych miało otworzyć na konkurencję. Wytycznych jednak nie przygotowano, a umowy oraz zapasy nie zaczekają, aż ministerstwa zakończą uzgodnienia. Samorządy zaczynają więc organizować przetargi według własnego pomysłu. Pierwsze postępowania pokażą, czy powstał rzeczywisty rynek, czy tylko dłuższa droga prowadząca do tego samego dostawcy.

Rynek nie lubi próżni. Administracja również jej nie znosi, choć radzi sobie z nią inaczej: tworzy procedurę, formularz, numer postępowania i termin składania ofert. Problem zaczyna się wtedy, gdy urzędnik ma opisać przedmiot zamówienia, lecz państwo nie przekazało mu wszystkich informacji potrzebnych do jego opisania.

Kilka dni temu pisaliśmy, że samorządy alarmują o braku wytycznych dotyczących zamawiania dokumentów komunikacyjnych i oznaczeń. Chodzi między innymi o znaki legalizacyjne, karty kwalifikacji kierowcy, personalizowane druki oraz systemy informatyczne obsługujące rejestrację pojazdów i wydawanie uprawnień kierowcom.

Reklama

Czekać jednak nie można. Pod koniec roku części urzędów wygasną dotychczasowe umowy, a zapasy niektórych dokumentów zaczną się kończyć. W listopadzie problem może dotknąć Warszawę i Poznań, a w grudniu Białystok. Samorządy poprosiły rząd o pisemne wytyczne oraz rozwiązanie przejściowe. Rząd odpowiedział, że trwają prace międzyresortowe, a kolejne informacje zostaną przedstawione we wrześniu.

Wrzesień już trwa. Przetargi również.

Ząbkowice Śląskie nie czekają

1 września 2026 roku Starostwo Powiatowe w Ząbkowicach Śląskich ogłosiło postępowanie na dostawę dokumentów komunikacyjnych i oznaczeń. Zamówienie ma być realizowane przez 12 miesięcy.

Jego zakres jest szeroki. Obejmuje wytwarzanie, personalizację i dostarczanie dokumentów, oznaczeń oraz druków związanych z rejestracją pojazdów i wydawaniem uprawnień do kierowania. Wykonawca ma również zapewnić systemy teleinformatyczne umożliwiające obsługę tych procesów przez miejscowy wydział komunikacji.

Termin składania ofert wyznaczono na 9 września o godz. 10.00, a ich otwarcie zaplanowano pół godziny później.

To postępowanie jest interesujące nie tylko dlatego, że zostało ogłoszone w chwili, gdy samorządy dopominają się o instrukcje. Ważniejsza jest jego konstrukcja.

Przed wszczęciem procedury nie przeprowadzono konsultacji rynkowych. Zamówienia nie podzielono na części i nie dopuszczono składania ofert częściowych. Wszystkie dokumenty, oznaczenia, personalizacja i systemy informatyczne znalazły się w jednym pakiecie. Jedynym kryterium wyboru jest cena. Zamawiający nie określił również szczególnych warunków udziału w postępowaniu.

Na pierwszy rzut oka wygląda to prosto: kto wykona wszystko najtaniej, ten wygra. Tyle że w tym przypadku słowo „wszystko” może mieć większe znaczenie niż słowo „najtaniej”.

 

Konkurencja, ale w komplecie z dotychczasowym systemem

Część dokumentów, w tym blankiety praw jazdy, dowodów rejestracyjnych, profesjonalnych dowodów rejestracyjnych i pozwoleń czasowych, nadal objęta jest prawem wyłącznej produkcji przez PWPW. Inne elementy, takie jak znaki legalizacyjne czy karty kwalifikacji kierowcy, powinny być kupowane konkurencyjnie.

W teorii rynek został więc otwarty. W praktyce wykonawca przystępujący do postępowania może być zobowiązany nie tylko do wyprodukowania jednego rodzaju oznaczenia, lecz do zapewnienia całego mechanizmu: od zabezpieczonego dokumentu, przez jego personalizację, po współpracę z systemem informatycznym.

Jeżeli zamówienie łączy elementy objęte wyłącznością PWPW z tymi, które mogą produkować inne przedsiębiorstwa, pozycja państwowej wytwórni pozostaje wyjątkowo silna. Potencjalny konkurent może zaoferować znak legalizacyjny albo druk, ale niekoniecznie cały system niezbędny do obsługi wydziału komunikacji.

Nie oznacza to automatycznie, że konstrukcja zamówienia jest wadliwa. Z punktu widzenia urzędu jeden wykonawca odpowiadający za całość może być rozwiązaniem bezpieczniejszym. Nie będzie później sporu, czy zawinił producent blankietu, dostawca oznaczenia, operator systemu czy może kabel, który jak zwykle jest niewinny, dopóki informatyk nie wejdzie do pokoju.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Tyle że wygoda organizacyjna może mieć swoją cenę: rynek zostaje formalnie otwarty, ale wejść na niego może wyłącznie podmiot dysponujący całym zapleczem, technologią i dostępem do systemów.

Gniezno już sprawdziło, ilu jest chętnych

Nie jest to wyłącznie teoretyczny problem.

Powiat gnieźnieński przeprowadził wcześniej postępowanie o podobnym zakresie. Nie wpłynęła żadna oferta. Przetarg został unieważniony, a samorząd wszczął procedurę z wolnej ręki. Ostatecznie zawarł z PWPW umowę wartą ponad 872 tys. zł.

Procedura konkurencyjna została przeprowadzona, rynek otrzymał szansę, dokumentacja przeleżała wymagany czas na platformie, a finał okazał się bardzo podobny do sytuacji sprzed zmian: zamówienie wykona PWPW.

To jeszcze nie dowodzi, że każde kolejne postępowanie zakończy się identycznie. Przetarg w Ząbkowicach Śląskich może przynieść inny rezultat. Kluczowa informacja brzmi zatem: ile ofert wpłynęło i kto je złożył?

Jeżeli pojawiła się wyłącznie PWPW, będzie to kolejny sygnał, że konkurencja istnieje głównie w przepisach. Jeżeli wystartował również inny wykonawca albo konsorcjum, otrzymamy pierwszy istotny dowód, że nowy model może działać.

Państwo przeniosło problem na kilkaset biurek

Reforma miała zakończyć zbyt szerokie powierzanie produkcji dokumentów jednemu podmiotowi. Wynikała z wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który zakwestionował zakres polskiego wyłączenia dokumentów i oznaczeń spod procedur zamówień publicznych.

Trybunał nie nakazał jednak Polsce tworzenia kilkuset lokalnych odmian tego samego przetargu. Nie zabronił przygotowania standardowej dokumentacji, centralnego zamawiającego ani krajowego mechanizmu udostępniania samorządom chronionych informacji technicznych.

Państwo mogło otworzyć rynek w sposób kontrolowany. Zamiast tego każdy powiat i każde miasto na prawach powiatu może zostać zmuszone do samodzielnego rozwiązywania niemal identycznego problemu.

Jeden urząd połączy wszystko w jednym zamówieniu. Drugi spróbuje podzielić je na części. Trzeci ogłosi przetarg, na który nikt nie odpowie. Czwarty wróci do PWPW, ale dopiero po odbyciu proceduralnej podróży dookoła własnego biurka.

Konkurencja ma obniżać koszty i poprawiać jakość. Nie powinna polegać na tym, że setki urzędów osobno płacą za przygotowanie podobnych specyfikacji, ponoszą ryzyko błędów i próbują ustalić informacje, które administracja centralna mogłaby przekazać im raz, w jednolitej formie.

A co zrobi Powiat Trzebnicki?

Postępowanie z Ząbkowic Śląskich pokazuje, że problem dotyczy nie tylko największych metropolii. Dolnośląskie powiaty również muszą przygotować się do nowych zasad.

Dlatego do Starostwa Powiatowego w Trzebnicy powinny trafić konkretne pytania:

  • kiedy wygasa obecna umowa na dokumenty komunikacyjne;
  • na jak długo wystarczą zgromadzone zapasy;
  • czy rozpoczęto przygotowanie nowego postępowania;
  • czy zamówienie będzie podzielone na część objętą wyłącznością PWPW oraz część otwartą na konkurencję;
  • czy urząd otrzymał wytyczne od ministerstwa, Urzędu Zamówień Publicznych lub PWPW;
  • jaki przygotowano plan awaryjny na wypadek braku ofert albo przedłużenia procedury.

Nie chodzi o straszenie mieszkańców kolejką przed zamkniętym okienkiem. Chodzi o sprawdzenie, czy lokalny urząd przygotowuje się na ryzyko, o którym inne samorządy mówią już otwarcie.

Rynek przyszedł. Na razie nie wiadomo, ilu graczy przyprowadził

Nowe przepisy miały stworzyć konkurencję. Pierwsze postępowania pokażą, czy rzeczywiście pojawili się nowi dostawcy, czy jedynie przybyło przetargów, załączników i terminów.

Rynek rzeczywiście nie lubi próżni. Kiedy jednak brakuje wytycznych, informacji technicznych i spójnego modelu zakupów, wolne miejsce może zająć nie konkurencja, lecz improwizacja.

A po zakończeniu całej procedury może się okazać, że jedynym przedsiębiorstwem zdolnym wykonać zamówienie nadal jest PWPW. Wtedy państwo będzie mogło ogłosić częściowy sukces: konkurencję wprowadzono. Tyle że konkurenci nie przyszli.

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry