Rosyjscy żołnierze mieli wysadzać w powietrze własnych towarzyszy broni, strzelać do siebie nawzajem i fałszować zaświadczenia medyczne, aby wyłudzać wojenne świadczenia od państwa. Niezależni dziennikarze rosyjskiego serwisu „Ważnyje istorii” opisali proceder, który pokazuje nie tylko skalę korupcji w armii Putina, ale też rozpacz ludzi wysyłanych na front.
To nie jest już wyłącznie opowieść o pieniądzach.
To opowieść o państwie, które z wojny zrobiło system wypłat, nagród, ran i milczenia.
Jak z rany robi się interes?
Według ustaleń „Ważnych istorii” jednym z najbardziej drastycznych przykładów jest sprawa Ikroma Mubaszyrowa, dowódcy batalionu służącego w rosyjskiej armii.
Z akt sądowych, na które powołują się dziennikarze, wynika, że w październiku 2023 roku Mubaszyrow miał zawieźć jednego z żołnierzy do lasu w pobliżu miejscowości Korsuń pod Donieckiem. Tam czekał inny wojskowy z improwizowanym ładunkiem wybuchowym.
Ładunek eksplodował. Żołnierz został ranny od odłamków.
Potem trafił do punktu medycznego swojej jednostki i zgłosił, że obrażenia odniósł w walce.
Według śledztwa mechanizm był prosty, brutalny i cyniczny: rana miała wyglądać jak frontowa, dokumenty miały potwierdzić fikcyjną wersję, a pieniądze z odszkodowania miały zostać podzielone między uczestników układu.
W tym miejscu wojna przestaje być tylko polem bitwy. Staje się także księgowością kalectwa.
ilustracja do artykułu rany za ruble
Ile kosztowała fikcyjna rana?
Z ustaleń dziennikarzy wynika, że ten sam żołnierz miał zostać „zraniony” w podobny sposób więcej niż raz. Na jego konto trafiło łącznie 6 mln rubli za rzekome rany odniesione podczas wojny w Ukrainie.
Połowę pieniędzy miał przekazać Mubaszyrowowi.
Ten z kolei — według akt — część środków zatrzymał dla siebie, a resztę rozdzielił między wspólników.
Nie był to, jak wynika z materiałów sądowych, samotny incydent.
W sprawę miała być zamieszana większa grupa żołnierzy, a Ministerstwo Obrony Rosji wystąpiło z roszczeniem wobec 30 osób na kwotę 144 mln rubli. Samemu Ikromowi Mubaszyrowowi i jego krewnemu przypisano udział w wyłudzeniu 30 mln rubli.
Wojna, która oficjalnie ma być „misją”, w tych aktach wygląda jak brudny biznes rodzinny.
Tyle że to biznes prowadzony na cudzej krwi, odłamkach i strachu.
Dlaczego żołnierze szli na taki układ?
Powód jest ponury, ale czytelny: pieniądze i ucieczka z frontu.
Do listopada 2024 roku rosyjscy wojskowi mogli otrzymać 3 mln rubli za ranę, niezależnie od jej ciężkości. Później zasady zmieniono i wysokość wypłat powiązano ze skalą obrażeń. Najwyższe świadczenia zaczęto przypisywać ciężkim ranom i trwałej niepełnosprawności.
Dla wielu żołnierzy z biedniejszych regionów Rosji była to kwota ogromna.
„Ważnyje istorii” przypominają, że przeciętne wynagrodzenie w Rosji w 2025 roku wynosiło około 100 tys. rubli miesięcznie. Oznacza to, że jednorazowa wypłata 3 mln rubli odpowiadała mniej więcej dwóm i pół roku pracy bez żadnych wydatków na życie.
W regionach takich jak Kaukaz Północny przepaść była jeszcze większa.
Tam taka suma mogła oznaczać równowartość ponad czterech lat przeciętnej pensji.
I tu zaczyna się najciemniejsza część tej historii: dla jednych rana była biletem do pieniędzy, dla innych — sposobem, by choć na chwilę wydostać się z frontowego piekła.
Czy chodziło tylko o odszkodowania?
Nie.
Fałszywa rana mogła dawać znacznie więcej niż jednorazową wypłatę.
Według rosyjskich dziennikarzy śledczych fikcyjne obrażenia bywały także drogą do odznaczeń, urlopów, lepszego traktowania, dokumentów medycznych i kolejnych świadczeń. Rana stawała się więc częścią wojskowego CV.
Im więcej „bohaterskich” obrażeń, tym większa szansa na nagrodę.
A nagroda w rosyjskim systemie może oznaczać nie tylko medal przypięty do munduru, ale też realne pieniądze.
W ten sposób z wojny powstaje absurdalna drabina awansu: nie przez skuteczność, nie przez odwagę, ale przez odpowiednio udokumentowaną krew.
Nawet jeśli ta krew została przelana celowo.
Co działo się w 83. brygadzie?
Sprawa Mubaszyrowów nie jest jedyna.
Wcześniej głośno zrobiło się o żołnierzach i oficerach 83. Gwardyjskiej Brygady Desantowo-Szturmowej. Według ustaleń śledczych wojskowi mieli strzelać do siebie nawzajem, aby uzyskać świadczenia za rzekome rany bojowe.
Czytaj dalej
Powiązany temat
W tej sprawie pojawiały się kwoty przekraczające 200 mln rubli.
Mediazona opisywała, że w procederze miało uczestniczyć 35 wojskowych, w tym oficerowie wysokiego szczebla. Wśród nich wymieniano pułkownika Artioma Gorodiłowa oraz podpułkownika Konstantina Frołowa.
Frołow był wcześniej przedstawiany w rosyjskiej propagandzie jako bohater wojenny.
Potem śledczy zaczęli kwestionować część jego frontowej legendy.
Władza, która najpierw produkuje bohaterów, później potrafi ich przerobić na oskarżonych. Maszynka działa w obie strony, byle kamera była ustawiona pod właściwym kątem.
Ile takich spraw trafiło do sądów?
„Ważnyje istorii” przeanalizowały dostępne materiały wojskowych sądów garnizonowych.
Od 2022 roku do takich sądów trafiło około 2,6 tys. spraw dotyczących oszustw wojskowych z artykułów 159 i 159.2 rosyjskiego kodeksu karnego. Co piąta miała dotyczyć wyłudzeń świadczeń i wypłat od państwa.
W 2025 roku liczba takich spraw gwałtownie wzrosła.
Według dziennikarzy było ich 238, czyli więcej niż w trzech poprzednich latach łącznie.
To ważna liczba, ale trzeba ją czytać ostrożnie.
Rosyjskie sądy, rosyjskie organy śledcze i rosyjski aparat państwa nie są przejrzystym systemem kontroli. Część spraw może być wykorzystywana propagandowo. Część może służyć dyscyplinowaniu armii. Część może być prawdziwym obrazem korupcji, który przypadkiem przedostał się przez szczeliny cenzury.
Najpewniej mamy do czynienia ze wszystkim naraz.
Dlaczego ta historia jest ważna?
Bo pokazuje, jak wygląda armia państwa, które prowadzi długą wojnę na wyniszczenie.
Z jednej strony są oficjalne komunikaty o bohaterstwie, patriotyzmie i „operacji specjalnej”. Z drugiej — akta sądowe, w których żołnierze mają strzelać do siebie, ciąć skórę, fałszować dokumentację i wysadzać własnych ludzi dla rubli.
To nie jest tylko patologia kilku jednostek.
To objaw większej choroby.
Jeśli państwo płaci za rany, ukrywa realne straty, utrzymuje propagandę zwycięstwa i wysyła ludzi na front bez jasnej perspektywy powrotu, tworzy system, w którym ciało żołnierza staje się walutą.
Najpierw państwo zabiera ludziom normalne życie.
Potem wycenia ich kończyny.
Co zostaje poza aktami?
Zostaje pytanie, ilu takich przypadków nigdy nie opisano.
„Ważnyje istorii” same zaznaczają, że dostępne są tylko częściowe dane. Teksty orzeczeń nie zawsze są publikowane, część spraw pozostaje ukryta, część może nigdy nie trafić do opinii publicznej.
Dlatego ta historia nie jest zamkniętym katalogiem patologii.
Jest raczej uchylonymi drzwiami do systemu, w którym wojna żywi się nie tylko śmiercią przeciwnika, ale także własnymi żołnierzami.
W oficjalnej rosyjskiej narracji mają być bohaterami.
W aktach sądowych coraz częściej wyglądają jak uczestnicy desperackiego targu: rana za ruble, odłamek za urlop, krew za szansę przeżycia.
I może właśnie to jest w tej sprawie najstraszniejsze.
Nie sam wybuch.
Tylko to, że ktoś wcześniej musiał usiąść i policzyć, ile można na nim zarobić.
Źródło informacji: „Ważnyje istorii”, Mediazona, CEPA, materiały sądów garnizonowych przywołane przez rosyjskich dziennikarzy śledczych.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.



