Puste zbiorniki, pełne ogólniki. Czy gmina ma plan na wodę?

alarmy wodne w obornikach sl
Oceń materiał
Radio DTR czyta:
Gotowy do czytania

Najpierw był spokojny apel: oszczędzajmy wodę. Potem komunikat stał się znacznie poważniejszy: zbiorniki magazynujące są puste, a woda w sieci pochodzi wyłącznie z bieżącej produkcji. To już nie jest zwykła prośba o niepodlewanie trawnika. To informacja, że system wodociągowy pracuje bez istotnego bufora bezpieczeństwa. Gmina ostrzegła, że przy dalszym wysokim zużyciu mogą wystąpić przerwy w dostawie wody.

I tu zaczyna się zasadnicze pytanie: czy w dokumentach gminy i ZGK widać realne rozwiązanie problemu, czy tylko administrowanie kryzysem?

Dokumenty pokazują eksploatację, nie przełom

W raporcie o stanie gminy za 2024 rok system wodociągowy wygląda na rozbudowany: 234,14 km sieci magistralnej i rozdzielczej, 99,76 km przyłączy, 5646 przyłączy wodociągowych oraz 7561 odbiorców. Produkcja wody opiera się na stacjach uzdatniania w Borkowicach, Golędzinowie, Lubnowie, Obornikach Śląskich, Rościsławicach i Wielkiej Lipie. Część miejscowości — Osolin, Bagno, Morzęcin Mały i Osola — jest zaopatrywana także przez zakup hurtowy wody z Zakładu Wodociągowego Związku Gmin Bychowo w Prusicach.

Na papierze jest więc system. Jest infrastruktura. Są ujęcia, studnie, stacje i sieć. Ale kiedy przychodzą upały, okazuje się, że mieszkańcy słyszą nie o rezerwach, nowych zbiornikach, strefowaniu poboru czy awaryjnej logistyce, lecz o pustych zbiornikach i apelu o rozsądek.

Rozsądek mieszkańców jest oczywiście potrzebny. Tyle że rozsądek nie jest urządzeniem wodociągowym. Nie ma średnicy, wydajności, zbiornika ani harmonogramu dostaw. Można nim łatać komunikację, ale nie da się nim napełnić sieci. komunikaty od dabnia o wode az do jego braku komunikaty od dania o wodę aż do jego braku

W dokumencie jest diagnoza słabości

Raport za 2024 rok pokazuje, że ZGK usuwał 72 awarie sieci i przyłączy wodociągowych: 35 w mieście i 37 na terenach wiejskich. Jako przyczyny wskazano m.in. znaczny stopień wyeksploatowania sieci, złą jakość materiałów, w tym rury stalowe i azbestocement, oraz jakość dawnych prac. Typowy czas usuwania awarii określono na 2–10 godzin.

To ważny fragment. Pokazuje, że problem nie pojawił się nagle razem z termometrem. Upał jest zapalnikiem, ale paliwo leży w systemie od dawna: stara sieć, awarie, straty, nieewidencjonowane pobory, ograniczona retencja i rosnące zużycie.

W tym samym raporcie zapisano, że „straty wody” obejmują m.in. wodę technologiczną, płukanie sieci, awarie oraz kradzieże wody. To nie jest detal księgowy. To informacja o tym, że woda znika z systemu nie tylko przez krany mieszkańców, ale także przez technologię, nieszczelności, awarie i nielegalny pobór.

Najbardziej niepokojący zapis: działania nie działają

W części dotyczącej racjonalnego korzystania z wody dokument mówi wprost, że do działań racjonalizujących należy eliminowanie nieewidencjonowanych poborów oraz wdrażanie dokładniejszych wodomierzy. Następnie pada zdanie kluczowe: opisane działania prowadzone są od kilku lat i nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Nadal stwierdzane są samowolne uruchomienia poboru wody, przedlicznikowe podłączenia bez zgody oraz nieewidencjonowane pobory z hydrantów przeciwpożarowych.

To jest gotowy akapit do czerwonego zakreślacza. Bo jeśli gmina i ZGK od lat wiedzą, że działania nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, to naturalne pytanie brzmi: co zmieniono w systemie, skoro dotychczasowe metody nie wystarczyły?

W dokumentach nie widać odpowiedzi na miarę skali problemu. Widać raczej opis bieżących działań, napraw, kontroli i wymian. To potrzebne, ale nie jest strategią bezpieczeństwa wodnego.

„Plany inwestycyjne” są zbyt ogólne

Najbardziej wymowny jest fragment zatytułowany „Inwestycyjne plany rozwoju”. W raporcie zapisano, że w 2024 roku, tak jak w latach poprzednich, przedsięwzięcia inwestycyjne będą prowadzone „celem utrzymania ciągłości ruchu dostaw w stopniu jakościowo wyższym”.

Brzmi ładnie. Problem w tym, że z takiego zdania mieszkaniec nie dowie się niczego konkretnego: gdzie powstanie nowy zbiornik, jaka będzie jego pojemność, która stacja uzdatniania zostanie rozbudowana, które miejscowości są zagrożone spadkiem ciśnienia, ile pieniędzy idzie na wodę, a ile na inne zadania.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

To nie jest plan operacyjny. To raczej urzędowa mgła. Taka, która ładnie osiada na papierze, ale nie daje cienia na rozgrzanym osiedlu.

Regulamin przewiduje obowiązki, ale mieszkańcy potrzebują konkretów

Regulamin dostarczania wody mówi, że przedsiębiorstwo ma zapewnić ciągłość dostaw wody, z zastrzeżeniem przypadków określonych w regulaminie. Odbiorca ma też prawo do bezpłatnego korzystania z zastępczych punktów poboru wody w przypadku przerw w dostawie.

Jeszcze ważniejszy jest zapis dotyczący przerw powyżej 12 godzin. W razie planowanej lub zaistniałej przerwy przekraczającej 12 godzin przedsiębiorstwo ma obowiązek zapewnić zastępczy punkt poboru wody i poinformować odbiorców o jego lokalizacji. Przy krótszych przerwach ma to zrobić w miarę możliwości technicznych i organizacyjnych.

Czyli prawo lokalne przewiduje sytuację awaryjną. Ale z publicznych komunikatów nie wynika, czy mieszkańcy znają mapę takich punktów, harmonogram dostaw, liczbę beczkowozów, procedurę dla osób starszych, domów wielorodzinnych, szkół, przedszkoli, gospodarstw i sołectw oddalonych od głównych stacji.

Jest obowiązek planu. Pytanie, gdzie jest jego treść?

Regulamin wskazuje również, że w siedzibie przedsiębiorstwa powinien być udostępniony aktualny wieloletni plan rozwoju i modernizacji urządzeń wodociągowych i kanalizacyjnych — o ile przedsiębiorstwo nie jest zwolnione z tego obowiązku.

To bardzo ważny trop dziennikarski. Skoro taki plan ma być dostępny, należy zapytać ZGK i gminę o jego aktualną wersję. Nie o opis, nie o „prowadzimy działania”, nie o folder inwestycyjny. O dokument: z datą, uchwałą, zadaniami, kwotami, terminami i zakresem modernizacji.

Bo dziś, na podstawie publicznie dostępnych materiałów, widać raczej utrzymywanie systemu przy życiu niż pokazanie rozwiązania problemu pustych zbiorników.

Wniosek

W dokumentach widać, że gmina i ZGK znają problemy: awarie, straty, kradzieże wody, stare odcinki sieci, nieewidencjonowany pobór i działania, które nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Widać także, że system ma wiele elementów infrastruktury i funkcjonuje w trybie bieżącej eksploatacji.

Nie widać natomiast publicznie przedstawionej odpowiedzi na najważniejsze pytanie: jak gmina zamierza zabezpieczyć mieszkańców przed powtarzalnym kryzysem wodnym w czasie upałów?

Jeżeli zbiorniki są puste, to nie wystarczy prosić mieszkańców, by nie myli samochodów. Trzeba pokazać: ile mamy zbiorników, jaką mają pojemność, gdzie jest najsłabsze miejsce systemu, jakie inwestycje są zaplanowane, kiedy zostaną wykonane i jak będzie wyglądać dystrybucja wody, gdy sieć nie da rady.

Bo woda to nie wydarzenie promocyjne. Nie wystarczy plakat z kranem i hasłem. Kran, niestety, nie czyta Facebooka.

Ten artykuł jest częścią
Magazynu Radio DTR 6/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →

📰 Śledź nas w
Google News, bądź na bieżąco z regionem

☕ Postaw kawę
Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry