Sesja zwołana, uchwała zatrzymana. Przewodnicząca Rady Gminy Zawonia wiedziała lepiej, czego potrzebują mieszkańcy?

Oceń materiał

Nadzwyczajna sesja Rady Gminy Zawonia została zwołana na wniosek grupy radnych. Porządek obrad przewidywał dyskusję z udziałem mieszkańców oraz głosowanie nad projektem uchwały w sprawie wyrażenia woli przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla obrębu Sędzice.

Porządek został przyjęty jednogłośnie.

Do głosowania nad projektem jednak nie doszło. Przewodnicząca rady Grażyna Ogrodowicz-Nitka rozpoczęła obrady od stwierdzenia, że podjęcie uchwały jest „prawnie niemożliwe”, a sama dyskusja – zanim zostanie ustalona zgodność projektu z prawem – jej zdaniem „nie ma sensu”.

Reklama
Reklama

Już w tym momencie przewodnicząca przestała pełnić wyłącznie funkcję osoby prowadzącej obrady. Sama oceniła sens punktu, który rada chwilę wcześniej jednogłośnie przyjęła, podważyła zasadność zwołania sesji oraz rozpoczęła przekonywanie radnych, że nad ich projektem nie należy głosować.

Nie była to neutralna moderacja. Była to aktywna próba zatrzymania inicjatywy uchwałodawczej radnych.

„Nie ma sensu”, zanim rada rozpoczęła debatę

Przewodnicząca nie ograniczyła się do przedstawienia wątpliwości prawnych. Oceniła także motywacje wnioskodawców.

Pytała, po co zwołano sesję, skoro na 13 sierpnia zapowiadano głosowanie nad innymi projektami dotyczącymi miejscowych planów. Sugerowała, że radni chcą się „pokazać, jak działają”. Zarzucała im powracanie do sprawy, którą – jej zdaniem – wcześniej załatwiono na posiedzeniu komisji.

To niezwykle charakterystyczny fragment obrad.

Radni nie przyszli przecież prosić przewodniczącej o ocenę, czy ich inicjatywa jest potrzebna. Skorzystali z ustawowego prawa do żądania zwołania nadzwyczajnej sesji. Przewodnicząca miała ją zwołać i przeprowadzić zgodnie z przyjętym porządkiem.

Zamiast tego zachowywała się tak, jakby sama musiała zaakceptować polityczną zasadność projektu.

Ustawa o samorządzie gminnym stanowi, że na wniosek co najmniej jednej czwartej ustawowego składu rady przewodniczący ma obowiązek zwołać sesję w ciągu siedmiu dni. Wniosek powinien zawierać porządek obrad i projekty uchwał. Przewodniczący nie otrzymuje przy tym kompetencji do zastępowania rady w ocenie, czy projekt jest wystarczająco pilny albo politycznie sensowny.

Komisja jako argument przeciwko uchwale

Przewodnicząca wielokrotnie powracała do posiedzenia komisji z 25 czerwca. Przekonywała, że radni już wyrazili wolę przystąpienia do sporządzania planów dla kilku miejscowości, dlatego kolejna uchwała dotycząca Sędzic jest niepotrzebna.

Kiedy radni wskazywali, że ustalenia komisji nie są formalną uchwałą rady, usłyszeli między innymi:

„To po co, proszę państwa, spotykamy się na tych komisjach?”.

Odpowiedź jest prosta: komisje przygotowują, opiniują, analizują i kontrolują. Nie zastępują rady jako organu podejmującego uchwały.

Ustawa mówi, że komisje są powoływane do określonych zadań, podlegają radzie i składają jej sprawozdania. Nie wynika z tego, że uzgodnienie dokonane podczas komisji może zastąpić formalną uchwałę całej rady.

W tym przypadku przewodnicząca posługiwała się ustaleniami komisji wybiórczo. Z jednej strony twierdziła, że komisja już wyraziła wolę i sprawa znajduje się w realizacji. Z drugiej przyznawała, że decyzja komisji nie jest prawnie wiążąca tak jak uchwała.

To właśnie dlatego radni domagali się dokumentu. Nie chcieli kolejnej deklaracji, rozmowy ani zapewnienia, że „sprawa jest pilnowana”. Chcieli formalnego stanowiska rady, które można przedstawić mieszkańcom.

„Sprawa umiera”

Najbardziej niepokojące zdanie padło w rozmowie o tym, co wydarzy się po uchwaleniu miejscowego planu. Przewodnicząca powiedziała:

„Będzie sesja, będzie podjęty MPZP i sprawa umiera”.

Można uznać, że chodziło jej o zakończenie postępowania dotyczącego inwestycji. Jednak w kontekście całej sesji słowa te brzmią inaczej. Przewodnicząca od początku mówiła radnym, że ich projekt jest zbędny, prawdopodobnie wadliwy, dubluje wcześniejsze działania i nie powinien być procedowany.

Sprawiała wrażenie osoby, która jeszcze przed głosowaniem wiedziała, jakie rozwiązanie ma zostać przyjęte, a które nie powinno doczekać rozstrzygnięcia.

To rodzi podstawowe pytanie: czy przewodnicząca organizowała pracę rady, czy zarządzała politycznym losem projektów składanych przez radnych?

Osoba prowadząca obrady może mieć własne zdanie. Może głosować przeciwko uchwale. Powinna jednak wyraźnie oddzielać rolę przewodniczącej od roli radnej uczestniczącej w sporze.

Podczas tej sesji ta granica została zatarta niemal całkowicie.

Termin maksymalny przedstawiony jak zakaz wcześniejszego działania

Przewodnicząca powoływała się na § 90 Statutu Gminy Zawonia. Zgodnie z odczytanym przez nią przepisem projekt radnych jest przekazywany radcy prawnemu i wójtowi, a opinie mają zostać przedstawione w terminie 21 dni.

Radni pytali, czy opinie mogą wpłynąć wcześniej.

Przewodnicząca odpowiedziała:

„Ja muszę najpierw termin utrzymać”.

To stwierdzenie nie odpowiada zwykłemu znaczeniu terminu określonego jako „w ciągu” albo „w terminie” określonej liczby dni. Taki termin wyznacza granicę, do której czynność powinna zostać wykonana. Nie nakazuje czekania do ostatniego dnia.

Jeżeli opinia radcy prawnego lub wójta wpłynęłaby wcześniej, nie trzeba byłoby czekać 21 dni. Sama przewodnicząca ostatecznie mówiła zresztą, że opinie „jeżeli wpłyną”, zostaną przekazane wnioskodawcom.

Nie termin był więc zasadniczym problemem. Problemem był brak działań prowadzących do uzyskania opinii przed sesją.

Przewodnicząca przyznała, że przez dwa dni czytała ustawę i statut. Jednocześnie nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego nie skontaktowała się z radcą prawnym w sposób pozwalający uzyskać stanowisko przed obradami albo zapewnić jego obecność na sesji.

Kiedy radni zwrócili jej uwagę, że mogła wykonać telefon, odpowiedziała między innymi, że był weekend, a następnie przerzuciła odpowiedzialność na wnioskodawców, twierdząc, że oni również mogli skonsultować projekt.

Tyle że to przewodnicząca – zgodnie z odczytanym przez siebie statutem – była zobowiązana przekazać projekt do zaopiniowania. To nie radni odpowiadali za organizację obsługi prawnej rady.

Najpierw pewność, później szukanie podstawy prawnej

Przewodnicząca wielokrotnie zapewniała, że może doprowadzić do przerwania sesji. Powoływała się na przepisy i orzecznictwo. Gdy radni poprosili ją jednak o wskazanie konkretnej podstawy, przyznała:

„Nie mam takiego artykułu”.

Dopiero po zarządzonej przerwie odnalazła § 78 statutu, który przewiduje możliwość zgłaszania wniosków formalnych dotyczących między innymi przerwania, odroczenia lub zamknięcia sesji.

Sam przepis nie rozstrzyga jednak wszystkich wątpliwości.

Reklama

Sesja została zwołana w szczególnym trybie na wniosek grupy radnych. Ustawa przewiduje, że zmiana porządku takiej sesji wymaga zgody wnioskodawcy.

Przewodnicząca twierdziła, że nie zmienia porządku obrad, lecz jedynie odracza jego realizację. Radni odpowiadali, że w praktyce uniemożliwia im przeprowadzenie punktu, dla którego zwołali sesję.

To ważny spór prawny, którego nie należy rozstrzygać na podstawie samej wymiany zdań podczas obrad. Potrzebna jest niezależna opinia prawna uwzględniająca ustawę, statut oraz orzecznictwo.

Polityczny efekt jest jednak bezsporny: projekt nie został poddany pod głosowanie.

Mieszkaniec jako „przybysz z Wrocławia”

Podczas obrad padły również słowa o mieszkańcu, który miał być „kolejnym mieszkańcem, przybyszem z Wrocławia” domagającym się reakcji rady.

To określenie odsłania sposób myślenia znacznie poważniejszy niż zwykła złośliwość.

Mieszkaniec gminy nie ma mniejszych praw dlatego, że wcześniej mieszkał we Wrocławiu, Warszawie czy w sąsiedniej wsi. Nie musi również zasłużyć na zainteresowanie rady odpowiednio długim stażem zameldowania.

Rada działa dla wszystkich mieszkańców. Także tych nowych, krytycznych, niewygodnych i zadających pytania.

Sprowadzanie społecznych obaw do presji wywieranej przez kolejnego „przybysza” nie służy dialogowi. Tworzy podział na mieszkańców właściwych i tych, których głos można potraktować jako chwilową uciążliwość.

„Proszę się douczyć”

Sesja obfitowała w uwagi protekcjonalne i osobiste. Padały sformułowania:

„Proszę się douczyć”.

„Proszę czytać ze zrozumieniem”.

„Ja wiem, że to nie jest szkoła”.

Przewodnicząca wspominała też o pracy radnego i komentowała fakt, że od niedawna nie jest zatrudniony:

„No to gratuluję. W takim razie może pan być na wszystkich komisjach”.

Takie wypowiedzi nie porządkują debaty. Nie wyjaśniają przepisów i nie rozwiązują problemu mieszkańców. Służą ustawieniu rozmówcy niżej: jako osoby niedouczonej, nieuważnej albo niegodnej poważnego traktowania.

Grażyna Ogrodowicz-Nitka przez lata była nauczycielką. Podczas sesji kilkukrotnie sama odwoływała się do szkolnego tonu rozmowy. Problem polega na tym, że radni nie są uczniami przewodniczącej.

Są osobami wybranymi przez mieszkańców. Mają równy mandat i prawo oczekiwać, że przewodnicząca będzie prowadzić obrady, a nie pouczać ich z pozycji katedry.

Mieszkaniec bez głosu

Jeszcze poważniejsze były próby zabrania głosu przez mieszkańca.

Z transkrypcji wynika, że mieszkaniec kilkukrotnie domagał się wypowiedzi, przypominając, że porządek sesji przewidywał dyskusję z udziałem mieszkańców. Przewodnicząca odpowiadała, że nie udzieliła mu głosu, a następnie stwierdziła:

„Nie, to jest nie tego rodzaju sesja, zwołana jako nadzwyczajna”.

Tymczasem drugi punkt przyjętego jednogłośnie porządku obrad wprost brzmiał: „merytoryczna dyskusja z udziałem radnych i mieszkańców gminy Zawonia”.

Jeżeli transkrypcja prawidłowo oddaje kolejność wypowiedzi, odmowa dopuszczenia mieszkańca do głosu wymaga wyjaśnienia. Przewodnicząca nie może najpierw przyjąć punktu przewidującego udział mieszkańców, a następnie twierdzić, że charakter sesji wyklucza ich wypowiedzi.

Właśnie w tym momencie najlepiej widać rozdźwięk między formalnym porządkiem obrad a faktycznym sposobem prowadzenia sesji.

Odroczenie bez wysłuchania radnej

Po przerwie jeden z radnych wnosił, aby poczekać na radną Dominikę Rogowską, która miała uzyskiwać informacje dotyczące możliwości odroczenia sesji.

Przewodnicząca odmówiła dalszego oczekiwania. Poddała własny wniosek pod głosowanie pod nieobecność radnej, choć przerwa została zarządzona właśnie po to, aby można było sprawdzić podstawę prawną.

System do głosowania elektronicznego nie zadziałał. Przeprowadzono więc głosowanie imienne przez podniesienie ręki. Siedmioro radnych poparło odroczenie sesji do 10 września 2026 roku.

W rezultacie punkt dotyczący podjęcia uchwały nie został zrealizowany. Sesję zwołano, mieszkańcy przybyli, radni przedstawili inicjatywę, lecz przewodnicząca doprowadziła do przesunięcia rozstrzygnięcia o ponad miesiąc.

Na zakończenie jeden z radnych zapowiedział złożenie wniosku o odwołanie Grażyny Ogrodowicz-Nitki z funkcji przewodniczącej.

Dla kogo działa przewodnicząca?

Ta sesja nie odpowiada na pytanie, czy projekt radnych był prawidłowo napisany. Nie wiadomo również, jakie stanowisko zajmie radca prawny, wójt albo organ nadzoru.

Odpowiada jednak na inne pytanie: jak przewodnicząca rozumie swoją funkcję.

Zamiast umożliwić przedstawienie projektu i przeprowadzić debatę, Grażyna Ogrodowicz-Nitka:

  • ogłosiła, że głosowanie jest prawnie niemożliwe;
  • uznała dyskusję za pozbawioną sensu;
  • podważała motywacje wnioskodawców;
  • sugerowała, że chcą się jedynie „pokazać”;
  • przeciwstawiała inicjatywie radnych wcześniejsze ustalenia komisji;
  • pouczała radnych i mieszkańców;
  • ograniczała możliwość zabrania głosu;
  • zgłosiła wniosek o odroczenie sesji;
  • doprowadziła do głosowania nad tym wnioskiem, zanim powróciła radna sprawdzająca podstawę prawną;
  • ostatecznie przerwała sesję przed głosowaniem nad projektem.

Formalnie zrobiła wiele, aby wykazać, że przestrzega statutu. Politycznie zrobiła jeszcze więcej, aby rada nie podjęła decyzji, której oczekiwali wnioskodawcy i obecni mieszkańcy.

Dlatego pytanie nie brzmi już tylko: czy przewodnicząca miała prawo zgłosić wniosek o odroczenie?

Pytanie brzmi: czy wykorzystała swoją funkcję do sprawnego prowadzenia obrad, czy do torpedowania inicjatywy radnych?

Rada gminy nie jest własnością przewodniczącej. Nie działa dla wójta, większości ani osób, które przewodnicząca uznaje za dostatecznie długo mieszkające w gminie.

Rada działa dla wspólnoty samorządowej.

Podczas tej sesji można było odnieść wrażenie, że mieszkańcy, ich obawy i inicjatywa radnych stali się przeszkodą w realizacji scenariusza, który przewodnicząca uznała za właściwy.

A przewodniczący rady nie jest od decydowania, które projekty mają żyć, a które „umrą”. Od tego jest rada – po debacie, w głosowaniu i na oczach mieszkańców.

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry