Masaż twarzy, gorące świece, modelowanie brzucha, zabiegi antycellulitowe. Nie, to nie jest oferta nowego salonu SPA w centrum Milicza. To najnowsza propozycja Milickiego Centrum Medycznego – szpitala, który jeszcze niedawno walczył z potężnym zadłużeniem i wszedł w restrukturyzację. Czy właśnie oglądamy przykład rozsądnego szukania dodatkowych pieniędzy, czy raczej efektownego pomysłu, którego ekonomicznego sensu nikt mieszkańcom dotąd nie pokazał?
Jeszcze niedawno słowami kluczami opisującymi Milickie Centrum Medyczne były: zadłużenie, restrukturyzacja, wierzyciele, plan naprawczy i przyszłość szpitala.
Dzisiaj do tego słownika można dopisać:
Kobido, Korugi, antycellulitowy i gorące świece.
Brzmi jak zderzenie dwóch różnych światów? Owszem. I właśnie dlatego warto zamiast śmiać się z masażu za 180 zł, zadać znacznie poważniejsze pytanie:
czy szpital rzeczywiście znalazł dodatkowy, rentowny biznes, czy tylko efektownie wyglądającą pozycję w cenniku?
Od 30 milionów długu do gorących świec
We wrześniu 2024 roku Radio Wrocław informowało, że Milickie Centrum Medyczne miało około 30 mln zł długu, a przygotowywany program restrukturyzacyjny miał umożliwić placówce spłatę należności i dalsze funkcjonowanie.
Restrukturyzacja nie była więc marketingową etykietką. Dotyczyła realnego problemu finansowego.
W lutym 2026 roku pojawiła się dobra wiadomość: układ z wierzycielami został przyjęty, a MCM miało rozpocząć spłatę około 22 mln zł zobowiązań.
To ważne rozróżnienie. Nie mówimy dziś o szpitalu stojącym dokładnie w tym samym miejscu co dwa lata temu. Proces naprawczy przyniósł efekty. Ale zobowiązania nie wyparowały wskutek masażu Kobido. Trzeba je spłacać.
Dodatkowo publicznie dostępne dokumenty rejestrowe nadal pokazują historię spółki funkcjonującej jako Milickie Centrum Medyczne sp. z o.o. w restrukturyzacji. Sprawozdanie za 2024 rok składano właśnie pod taką nazwą.
I w takim właśnie momencie pojawia się nowa oferta.
„Pozwólcie sobie na chwilę przyjemności”
Milickie Centrum Medyczne ogłosiło uruchomienie odpłatnych zabiegów beauty oraz masaży relaksacyjnych.
Oferta obejmuje między innymi:
- masaż Kobido – 75 minut za 180 zł,
- Kobido z kinesiotapingiem – 90 minut za 200 zł,
- masaż Korugi – 60 minut za 160 zł,
- masaż limfatyczny całego ciała – 60 minut za 160 zł,
- limfomodeling brzucha – 45 minut za 120 zł,
- masaż antycellulitowy – 30 minut za 80 zł lub 60 minut za 160 zł,
- masaż klasyczno-relaksacyjny – od 80 do 220 zł,
- masaż gorącymi świecami – od 170 do 240 zł.
Całość opatrzono elegancką grafiką i hasłem:
„Zdrowie • Relaks • Harmonia”.
Sam w sobie taki pomysł nie jest ani niedorzeczny, ani naganny.
Szpital jest również przedsiębiorstwem. Ma budynki, pomieszczenia, personel, urządzenia, koszty stałe i rachunki. Jeśli potrafi wykorzystać wolny gabinet i godzinę pracy specjalisty do wygenerowania przychodu, którego wcześniej nie było, trudno mieć do niego pretensje tylko dlatego, że usługą jest masaż, a nie tomografia.
Problem zaczyna się gdzie indziej.
Nie wiemy, czy to się naprawdę opłaca.
Cennik to jeszcze nie biznes
Weźmy najprostszy przykład.
Godzinny masaż klasyczno-relaksacyjny kosztuje 150 zł.
Przy ośmiu klientach dziennie daje teoretycznie:
1200 zł przychodu dziennie.
Przy 20 dniach pracy:
24 000 zł miesięcznie.
Brzmi nieźle.
Ale właśnie w tym miejscu kończy się facebookowy folder reklamowy, a zaczyna ekonomia.
Bo od tych 24 tys. zł trzeba odjąć między innymi:
wynagrodzenie osoby wykonującej zabieg, składki i podatki, wyposażenie gabinetu, materiały, kosmetyki, pranie ręczników i tekstyliów, energię, sprzątanie, obsługę zapisów, amortyzację wyposażenia i koszt powierzchni.
Do tego dochodzi jeszcze najważniejsza zmienna:
obłożenie.
Gabinet z cennikiem nie zarabia.
Zarabia dopiero gabinet z klientami.
Jeżeli zamiast ośmiu klientów dziennie pojawi się dwóch, kalkulacja wygląda zupełnie inaczej.
Kobido nie uratuje szpitala. Ale nie musi
Warto także zachować proporcje.
Milickie Centrum Medyczne operuje w finansowej skali liczonej w dziesiątkach milionów złotych. Historyczne wyniki spółki pokazywały wielomilionowe straty operacyjne; dostępne zestawienia finansowe wskazują w kolejnych latach między innymi straty działalności operacyjnej liczone w milionach złotych.
Nie ma więc ekonomicznego sensu budowanie opowieści, że masaże uratują finanse szpitala.
Nie uratują.
Ale mogą mieć sens jako dodatkowa działalność komercyjna, jeżeli jej marża jest dodatnia.
Nawet 10 czy 20 tys. zł miesięcznej nadwyżki nie rozwiąże problemów wielkiego podmiotu medycznego. Ale przedsiębiorstwo znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej powinno szukać pieniędzy wszędzie tam, gdzie może je legalnie i racjonalnie zarobić.
Pod jednym warunkiem.
Musi wiedzieć, że zarabia, a nie tylko sprawia takie wrażenie.
Ekonomia czy szpan?
I tu dochodzimy do sedna.
Nowa oferta została znakomicie przygotowana pod względem wizerunkowym.
Estetyczna grafika.
Modne nazwy.
Kobido.
Korugi.
Kinesiotaping.
Limfomodeling.
Gorące świece.
„Chwila przyjemności”.
To wszystko dobrze wygląda na Facebooku.
Ale spółka, której właścicielem jest przede wszystkim samorząd, a której finansowa przyszłość była jeszcze niedawno przedmiotem publicznej debaty, powinna potrafić odpowiedzieć również na pytania znacznie mniej instagramowe.
Ile kosztowało uruchomienie gabinetu?
Kto wykonuje zabiegi?
Na podstawie jakiej umowy?
Ile kosztuje godzina jego pracy?
Czy zakupiono wyposażenie?
Za jaką kwotę?
Jakiego miesięcznego przychodu spodziewa się MCM?
Jakiego obłożenia potrzeba, aby przedsięwzięcie osiągnęło próg rentowności?
Czy przed uruchomieniem usług sporządzono analizę ekonomiczną?
Bo bez takich odpowiedzi nadal nie wiemy, czy oglądamy rozsądną dywersyfikację źródeł przychodów, czy po prostu bardzo ładny folder reklamowy.
Szpital równocześnie inwestuje miliony
Obraz sytuacji jest jeszcze bardziej skomplikowany, bo Milickie Centrum Medyczne nie wygląda dziś jak instytucja zwijająca działalność.
Wręcz przeciwnie.
Szpital informuje o pozyskaniu ponad 37 mln zł na kompleksową modernizację opieki psychiatrycznej. Powstać mają między innymi nowe przestrzenie terapeutyczne, Centrum Zdrowia Psychicznego oraz oddział dla osób z podwójną diagnozą.
To bardzo istotne.
Jednocześnie mamy więc:
restrukturyzację finansową, spłatę zobowiązań, wielomilionowe inwestycje medyczne i rozwijanie działalności komercyjnej.
To nie musi być sprzeczność.
Może być wręcz świadomą strategią odbudowy przedsiębiorstwa.
Ale jeżeli nią jest, warto ją mieszkańcom pokazać.
Publiczny szpital może zarabiać
W Polsce przyzwyczailiśmy się do dziwnego myślenia, że szpital publiczny powinien jedynie wydawać pieniądze otrzymane z NFZ, samorządu albo budżetu państwa.
Nie.
Jeżeli może zaoferować komercyjną usługę, na którą istnieje popyt, nie ogranicza przez to świadczeń dla pacjentów i zarabia na niej pieniądze — dlaczego miałby tego nie robić?
Z ekonomicznego punktu widzenia może to być wręcz rozsądne.
Problemem byłaby sytuacja odwrotna: gdyby publiczna spółka uruchamiała kolejne efektowne przedsięwzięcia bez policzenia kosztów tylko dlatego, że dobrze prezentują się w mediach społecznościowych.
Dlatego pytanie nie brzmi:
„Po co szpitalowi masaż?”
Pytanie brzmi:
„Ile szpital na tym zarobi?”
To niewielka różnica językowa, ale gigantyczna różnica ekonomiczna.
Jest jeszcze właściciel
Milickie Centrum Medyczne nie jest prywatnym SPA należącym do przedsiębiorcy ryzykującego własnym kapitałem.
Największym udziałowcem spółki jest Powiat Milicki. Publicznie dostępne dane rejestrowe wskazują 46 569 udziałów powiatu o łącznej wartości ponad 23,28 mln zł, przy kapitale zakładowym spółki wynoszącym około 25,5 mln zł.
Dlatego pytanie o rentowność nowych usług nie jest wścibstwem.
Jest pytaniem o gospodarowanie majątkiem spółki pozostającej pod kontrolą publicznego właściciela.
I właśnie tutaj zamiast żartów z Kobido potrzebujemy liczb.
Najdroższy może być nie masaż, lecz brak kalkulatora
Być może za kilka miesięcy okaże się, że MCM trafiło w dziesiątkę.
Gabinet będzie miał wysokie obłożenie, koszty okażą się niewielkie, a nowa działalność zacznie przynosić regularne dodatkowe przychody.
Wtedy zamiast kpić trzeba będzie powiedzieć:
dobry pomysł.
Możliwe jest jednak również coś zupełnie innego.
Że przygotowano pomieszczenie, kupiono wyposażenie, zatrudniono człowieka, wydrukowano cennik, przygotowano reklamę, a zainteresowanie okaże się symboliczne.
Wtedy pozostanie pytanie, którego w samorządowych przedsięwzięciach zadaje się zdecydowanie zbyt rzadko:
czy ktoś przed rozpoczęciem projektu policzył, ile musi być klientów, aby całe przedsięwzięcie miało ekonomiczny sens?
Bo między przedsiębiorczością a szpanem przebiega bardzo prosta granica.
Nazywa się rentowność.
A między odważnym pomysłem biznesowym a bezmyślnością jest jeszcze cieńsza.
Nazywa się kalkulacja przed wydaniem pieniędzy.
Dlatego nie będziemy dziś rozstrzygali, czy Kobido w Milickim Centrum Medycznym jest sukcesem czy absurdem.
Najpierw zapytamy o liczby.
Bo gorąca świeca może być elementem masażu.
W finansach publicznej spółki lepiej jednak nie puszczać pieniędzy z dymem.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.






