Jesień ponad doliną Innu. Kufsteinerland — mniej znane oblicze Tyrolu

Oceń materiał

Samotna podróż jednoosobowym wyciągiem ponad koronami drzew, turkusowe jeziora otoczone rudymi lasami, sery dojrzewające w skalnej piwnicy i muzyka niemal pięciu tysięcy organowych piszczałek. Kufsteinerland nie jest najbardziej oczywistym celem jesiennej wyprawy do Austrii. Być może właśnie dlatego warto go odkryć.

Twierdza wznosząca się nad rzeką Inn należy do najbardziej rozpoznawalnych widoków Tyrolu. Dla wielu turystów jest jednak jedynym skojarzeniem z Kufstein. Tymczasem wokół miasta rozciąga się region, który jesienią potrafi zaskoczyć spokojem, krajobrazem i niezwykłym połączeniem alpejskiej tradycji ze współczesną kulturą.

Kiedy nad doliną unoszą się poranne mgły, a zbocza masywu Kaisergebirge przybierają złote i czerwone barwy, lokalne życie wcale nie zapada w zimowy sen. Nadal działają górskie schroniska, na szlakach jest mniej ludzi, a chłodniejsze i bardziej przejrzyste powietrze sprzyja pieszym oraz rowerowym wyprawom.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Pół godziny zawieszone nad jesienią

Jedną z najbardziej charakterystycznych atrakcji regionu jest Kaiserlift — jeden z ostatnich jednoosobowych wyciągów krzesełkowych w Austrii. Podróż z Kufstein na Brentenjoch, położony na wysokości około 1200 metrów, trwa blisko pół godziny.

Nie jest to środek transportu dla osób przekonanych, że każdą minutę urlopu trzeba wykorzystać do granic możliwości. Tutaj właśnie o powolność chodzi najbardziej. Krzesełko przesuwa się nad łąkami i koronami drzew, stopniowo odsłaniając panoramę doliny Innu oraz otaczających ją gór.

W sezonie 2026 Kaiserlift ma kursować do 1 listopada, dzięki czemu górskie krajobrazy można oglądać także wtedy, gdy jesień osiąga swoje najbardziej intensywne kolory.

Z górnej stacji można wyruszyć w stronę hal Steinbergalmen albo na Gamskogel. Nie każdy musi jednak zdobywać szczyty. Sama podróż wyciągiem i krótki spacer ponad doliną mogą wystarczyć, aby na kilka godzin zamienić hałas miasta na szum lasu.

Dolina, do której prowadzą 282 stopnie

Jeszcze bardziej odizolowanym miejscem jest Kaisertal, położona pomiędzy masywami Zahmer Kaiser i Wilder Kaiser. Aby się do niej dostać, trzeba najpierw pokonać 282 stopnie prowadzące z obrzeży Kufstein.

Dalej droga staje się łagodniejsza. Szlak biegnie obok starych gospodarstw, łąk, lasów i górskich zajazdów. Brak łatwego dojazdu sprawił, że dolina zachowała własny rytm — zdecydowanie wolniejszy od tego, który znamy z popularnych alpejskich kurortów.

To miejsce dla tych, którzy w górach szukają nie tylko wysokości, ale również ciszy. Jesienią otrzymują ją w pakiecie z zapachem wilgotnego lasu i widokiem zboczy zmieniających kolor niemal z dnia na dzień.

Jeziora, rowery i tyrolskie Hollywood

Kufsteinerland można poznawać także bez forsownego marszu. W ciemnej tafli jeziora Hechtsee odbijają się czerwono-złote lasy bukowe, natomiast wokół turkusowego Thiersee prowadzi ścieżka tematyczna „Tiroler Traumfabrik”, czyli „Tyrolska Fabryka Snów”.

Nazwa nie jest przypadkowa. Po II wojnie światowej dolinę Thierseetal określano mianem „Hollywood Alp”. Realizowano tu produkcje filmowe, a ustawione wzdłuż trasy tablice przypominają historie miejsc, które przed laty stawały się naturalną scenografią.

Jesień jest również dobrym momentem na wycieczkę rowerową. Wzdłuż Innu prowadzi trasa Innradweg, łącząca Engadynę z Pasawą. W okolicach Kufstein biegnie przez nadrzeczne tereny, a następnie kieruje się przez Ebbs, Niederndorf i Erl w stronę granicy z Niemcami.

Dla bardziej doświadczonych rowerzystów przygotowano trasy wokół Thiersee i Erlerberg. Można też wybrać niespełna 35-kilometrowy szlak Kaiserweis’ „Genuss & Handwerk” — „Smak i rzemiosło”. Prowadzi on obok gospodarstw, gorzelni, niewielkich sklepów oraz zakładów kultywujących lokalne tradycje.

Sery ukryte głęboko pod ziemią

W Kufsteinerlandzie jesienny krajobraz ma również smak. W okolicach Niederndorf działa wiele gospodarstw i rodzinnych serowarni. Jedną z najbardziej znanych jest serowarnia Plangger w Sebi, w której od trzech pokoleń wytwarzane są produkty z mleka siennego pochodzącego z pobliskich gospodarstw.

Najbardziej niezwykła część produkcji odbywa się pod ziemią. W naturalnej skalnej piwnicy dojrzewają dziesiątki tysięcy kręgów serów półtwardych i twardych. W odpowiednich warunkach nabierają smaku, który później można poznać podczas degustacji.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

To przykład atrakcji, która nie została stworzona wyłącznie na potrzeby turystów. Najpierw była lokalna produkcja i rodzinne rzemiosło, a dopiero później pojawili się goście zainteresowani tym, jak powstaje alpejski ser.

Piwo z gospodarstwa i obieg zamknięty

W gospodarstwie Stöfflhof w Schwoich tradycja spotkała się z nowym pomysłem na rodzinny biznes. W 2004 roku Peter Bichler uruchomił pierwszy browar w powiecie Kufstein. Dziesięć lat później jego syn Christoph, zainspirowany amerykańską sceną piw rzemieślniczych, uwarzył pierwsze Mountain Pale Ale.

Tak powstał Bierol — nazwa łącząca słowa „Bier” i „Tirol”. W produkcji wykorzystywane są między innymi pszenica z Wildschönau oraz żyto z doliny Innu. Pozostałe po warzeniu młóto wraca natomiast do miejscowych gospodarstw jako pasza dla zwierząt.

Dopóki pozwala na to pogoda, przy browarze działa ogródek z piwami i nowoczesną kuchnią. Od listopada do marca kulinarną rolę przejmuje restauracja „Zur Linä”. Rolnicze gospodarstwo, kraftowy browar i ambitna gastronomia pod jednym dachem brzmią jak niecodzienne połączenie. Tutaj tworzą jeden, całkiem spójny rodzinny interes.

Wielka scena w miejscowości liczącej 1500 mieszkańców

Kilka kilometrów dalej znajduje się Erl. Miejscowość licząca około 1500 mieszkańców ma dwa obiekty kulturalne, których nie powstydziłoby się znacznie większe miasto: biały Passionsspielhaus oraz stojący obok czarny Festspielhaus.

Ten drugi jest siedzibą Tiroler Festspiele Erl. Instytucja posiada własną orkiestrę i pracownię kostiumów, a od 2024 roku kieruje nią światowej sławy tenor Jonas Kaufmann.

Od 1 do 3 października 2026 roku odbędzie się tam trzecia edycja jesiennego festiwalu „Ausklang”. Jego program celowo przekracza gatunkowe granice: muzyka klasyczna spotyka się z jazzem, folkiem, popem i muzyką świata. Wśród zapowiadanych wykonawców znaleźli się między innymi Leonkoro Quartet, pianista David Helbock oraz fiński kwartet harmonijkowy Sväng.

Twierdza, której nie sposób nie usłyszeć

W końcu trzeba wrócić do miejsca, od którego dla wielu rozpoczyna się spotkanie z Kufstein. Historia górującej nad miastem twierdzy liczy ponad 800 lat. W jej wieży Bürgerturm znajduje się Heldenorgel — monumentalny instrument wyposażony w 4948 piszczałek.

Koncert organowy odbywa się codziennie w południe, a dźwięk rozchodzi się po całym mieście. Instrument bywa przedstawiany jako największe organy plenerowe świata, choć współczesne dane wskazują, że większy pod względem liczby piszczałek jest instrument w San Diego. Kufsteińskie organy nadal pozostają jednak jednym z największych i najbardziej niezwykłych instrumentów tego rodzaju.

Wieczorem można zejść z twierdzy i… wejść w skałę. Z gospody Auracher Löchl prowadzi około 90-metrowa sztolnia. Dawniej przechowywano w niej żywność i lód, dziś działa tam bar Stollen 1930 ze światowej klasy kolekcją setek odmian ginu.

Tyrol bez pośpiechu

Kufsteinerland nie próbuje konkurować z najbardziej zatłoczonymi alpejskimi kurortami liczbą kolejek, hoteli i krzykliwych atrakcji. Jego siłą jest różnorodność zamknięta na stosunkowo niewielkim obszarze.

Rano można wjechać jednoosobowym krzesełkiem ponad jesienny las, w południe usłyszeć organy twierdzy, po południu odwiedzić skalną serowarnię, a wieczorem znaleźć się na koncercie w miejscowości mniejszej od niejednego polskiego osiedla.

To region, który nie domaga się uwagi. Pozwala odkrywać się powoli — i właśnie jesienią ma ku temu najlepsze warunki.

 

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry