Podwyżki jednak nie będzie – przynajmniej na razie. Rada Miejska Wrocławia odrzuciła projekt apelu.
Wrocław nie może sam podnieść mandatów
Miasto nie ustala wysokości mandatów za wykroczenia drogowe. Stawki wynikają z ogólnopolskich przepisów, dlatego projekt nie był uchwałą wprowadzającą nowe kary, lecz apelem skierowanym do prezesa Rady Ministrów.
Radni mieli zwrócić się do rządu o zmianę rozporządzenia dotyczącego wysokości grzywien nakładanych w drodze mandatu karnego.
Chodziło przede wszystkim o wykroczenia związane z:
- pozostawianiem pojazdów w miejscach objętych zakazem postoju lub zatrzymywania;
- zastawianiem chodników;
- blokowaniem dróg rowerowych;
- parkowaniem zagrażającym pieszym i rowerzystom;
- zajmowaniem przestrzeni przeznaczonej dla innych uczestników ruchu.
Projekt został poddany pod głosowanie 9 lipca 2026 roku. Za jego przyjęciem opowiedziało się 11 radnych, przeciw było 17, a dwóch wstrzymało się od głosu. Trzech obecnych radnych nie zagłosowało. Apel został więc odrzucony.
Czytaj dalej
Powiązany temat
Minimum 500 zł za nielegalne parkowanie
Autorzy projektu postulowali, aby podstawowy mandat za większość wykroczeń związanych z nielegalnym parkowaniem wynosił co najmniej 500 zł.
W przypadku naruszenia zakazów oznaczonych znakami B-35 i B-36 kara miała mieścić się w przedziale od 500 do 1000 zł.
Projekt zakładał również powiązanie wysokości mandatów z minimalnym wynagrodzeniem. Dzięki temu stawki nie pozostawałyby zamrożone przez kolejne kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, lecz rosłyby wraz z wynagrodzeniami i kosztami życia.
To istotne, ponieważ obecna kara wynosząca w wielu przypadkach 100 zł została w uzasadnieniu przedstawiona jako stawka, która przestała odstraszać kierowców.
W praktyce – według autorów apelu – część osób traktuje taki mandat jak dodatkową opłatę parkingową. Kierowca kalkuluje ryzyko: może zapłaci 100 zł, a może straż miejska nie przyjedzie. Rachunek bywa prostszy niż znalezienie legalnego miejsca.
Głosowanie za wyższymi mandatami we WrocławiuSto złotych od ponad dwóch dekad
Jednym z głównych argumentów była utrata realnej wartości mandatu.
W dokumencie wskazano, że podstawowa kara w wysokości 100 zł za część wykroczeń parkingowych nie zmieniła się od czasu wejścia w życie rozporządzenia z 2003 roku. W tym samym okresie rosły ceny, wynagrodzenia, opłaty komunalne oraz koszty utrzymania infrastruktury.
Autorzy wyliczyli, że skumulowana inflacja wyniosła około 109,37 proc. Ich zdaniem, aby mandat miał dziś taką samą siłę nabywczą jak 100 zł w 2003 roku, powinien wynosić przynajmniej 210 zł.
Projekt szedł jednak znacznie dalej. Nie proponował podwyżki do 210 czy 250 zł, lecz od razu do minimum 500 zł.
Uzasadnienie było proste: mandat miał nie tylko nadążać za inflacją, ale przede wszystkim ponownie pełnić funkcję odstraszającą.
Za brak biletu więcej niż za zastawienie chodnika
Najmocniejszym argumentem projektu była różnica między karą za nieuiszczenie opłaty parkingowej a mandatem za złamanie przepisów.
W uzasadnieniu wskazano, że kierowca, który zaparkuje prawidłowo, ale nie zapłaci za postój w strefie płatnego parkowania, może zostać obciążony opłatą dodatkową wynoszącą we Wrocławiu 480 zł.
Tymczasem osoba, która pozostawi samochód na zakazie, zastawi przejście, chodnik albo drogę rowerową, może w niektórych przypadkach otrzymać mandat w wysokości 100 zł.
Powstaje więc paradoks: znacznie bardziej opłacalne finansowo może być zaparkowanie nielegalnie niż prawidłowe pozostawienie samochodu bez biletu.
W dokumencie nazwano to konstrukcją, która może wręcz zachęcać do łamania przepisów. Mandat jest bowiem niemal pięciokrotnie niższy od opłaty dodatkowej za brak biletu parkingowego.
Miasto twierdzi, że dopłaca do mandatów
Projekt zawierał również argument ekonomiczny.
Według przedstawionych wyliczeń przeprowadzenie pełnej procedury mandatowej kosztuje od 120 do 180 zł za jedną sprawę. W kosztach miały mieścić się między innymi:
- czas pracy strażników i pracowników administracyjnych;
- ustalenie właściciela pojazdu w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców;
- przygotowanie i wysłanie korespondencji;
- przesłuchania i obsługa dokumentacji;
- księgowanie wpłat;
- kierowanie spraw do sądu;
- prowadzenie egzekucji administracyjnej.
Jeżeli mandat wynosi 100 zł, a jego obsługa kosztuje więcej, budżet miasta ma – zgodnie z uzasadnieniem – dopłacać do karania kierowców.
Autorzy projektu przekonywali, że system przestał pokrywać nawet koszty własnego funkcjonowania, nie mówiąc już o naprawie zniszczonych chodników, krawężników czy terenów zielonych.
Tu pojawia się jednak ważne zastrzeżenie. Mandat nie powinien być traktowany jak miejska usługa, która musi przynosić dochód. Jego podstawowym zadaniem jest zapobieganie wykroczeniom, a nie bilansowanie pracy straży miejskiej.
Gdyby kary działały naprawdę skutecznie, wpływy z mandatów powinny z czasem maleć.
Bezpieczeństwo czy przede wszystkim budżet?
W projekcie wielokrotnie wskazywano na bezpieczeństwo mieszkańców.
Nielegalnie zaparkowane samochody zmuszają pieszych do schodzenia na jezdnię. Utrudniają poruszanie się seniorom, osobom z niepełnosprawnościami oraz rodzicom prowadzącym dziecięce wózki. Blokują również widoczność na skrzyżowaniach i przejściach dla pieszych.
Masowe parkowanie na chodnikach i terenach zielonych generuje także koszty. Niszczy nawierzchnie, krawężniki i miejską zieleń. Późniejsze naprawy finansowane są już nie przez kierowcę, lecz przez wszystkich podatników.
To argument trudny do podważenia. Można jednak dyskutować, czy samo podniesienie mandatu wystarczy.
Wysoka kara, której niemal nikt nie egzekwuje, nadal pozostaje przede wszystkim zapisem w taryfikatorze. Skuteczność zależy również od liczby patroli, szybkości reakcji, organizacji parkowania, dostępności legalnych miejsc oraz konsekwencji służb.
Prognoza bez pokazania obliczeń
Autorzy apelu przewidywali, że podniesienie minimalnej kary do 500 zł doprowadziłoby do spadku liczby wykroczeń parkingowych o około 25–30 proc. już w pierwszym roku obowiązywania nowych stawek.
W uzasadnieniu nie przedstawiono jednak metodologii tego wyliczenia. Nie pokazano badań dotyczących parkowania we Wrocławiu ani modelu pozwalającego stwierdzić, że liczba wykroczeń spadnie właśnie o jedną czwartą lub jedną trzecią.
Projekt odwoływał się do reformy taryfikatora z 2022 roku i wskazywał, że wyższe kary za przekraczanie prędkości wpłynęły na zachowania kierowców.
Nie jest jednak oczywiste, czy mechanizm działa identycznie w przypadku parkowania. Przekroczenie prędkości i pozostawienie samochodu na chodniku to inne wykroczenia, kontrolowane w odmienny sposób i popełniane z różnych powodów.
Mandatów nie podwyższono. Temat jednak nie zniknął
Najważniejszy wniosek jest prosty: Wrocław nie wprowadził mandatów w wysokości 500 ani 1000 zł.
Rada Miejska odrzuciła apel do rządu. Mieszkańców nadal obowiązują stawki wynikające z obecnego taryfikatora.
Problem nielegalnego parkowania pozostaje jednak realny. Sto złotych może nie być poważnym argumentem dla kierowcy, który świadomie zastawia chodnik w centrum miasta. Z drugiej strony, samo pięciokrotne podniesienie kary nie zastąpi skutecznej kontroli.
Najciekawsze pytanie nie brzmi więc wyłącznie: „ile powinien wynosić mandat?”. Ważniejsze jest inne: czy Wrocław potrafi konsekwentnie egzekwować przepisy, które już obowiązują?
Bo nawet mandat w wysokości 1000 zł nie odstraszy kierowcy, który jest przekonany, że nikt go nie wystawi.
Więcej z wrocław

Michelin nie gwarantuje sukcesu. Historia wrocławskiej restauracji pokazuje, że gwiazdka jest wzmacniaczem, a nie silnikiem biznesu

Melbourne, którego już nie ma. Dokument o cenie modernizacji otworzy MIASTOmovie

Architektura Wrocławia wychodzi na ulicę. „Perły Architektury” na Świdnickiej

Rusza druga edycja programu „Szatnia na medal”. Do zdobycia nawet 500 tys. zł
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.
