Przyjaciel Polski, dopóki Polska nie przeszkadza Niemcom. Medialny świat wokół AfD

Oceń materiał

Alternatywa dla Niemiec nie potrzebuje już jednej partyjnej gazety. Wokół AfD wyrósł cały medialny ekosystem: od oficjalnych kanałów partii, przez konserwatywną „Junge Freiheit”, po znacznie ostrzejszy COMPACT i przychylny Deutschland-Kurier. W czasie wyborów media te pomagają normalizować AfD jako partię zdolną do przejęcia władzy. Dla Polski ta historia ma jednak drugie dno. Bo gdy kończy się wspólnota poglądów w sprawie migracji czy Brukseli, zaczynają się niemieckie interesy, Nord Stream, Rosja, reparacje i historia. I wtedy ton potrafi zmienić się radykalnie.

Jeszcze kilka lat temu pytanie brzmiało: czy niemieckie media pomogą AfD wejść do politycznego głównego nurtu?

Dzisiaj należałoby postawić je inaczej.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Czy AfD w ogóle potrzebuje mediów głównego nurtu?

Partia zbudowała własne kanały komunikacji, znakomicie wykorzystuje media społecznościowe, a obok niej funkcjonuje grupa formalnie niezależnych wydawnictw, portali i kanałów internetowych, które nie muszą należeć do AfD, aby tworzyć środowisko niezwykle korzystne dla jej politycznego rozwoju.

Należą do niego m.in. „Junge Freiheit”, Deutschland-Kurier, COMPACT, a w szerszym prawicowym otoczeniu także Apollo News. Do tego dochodzą oficjalne kanały AfD: AfD Kompakt, Fraktion Kompakt, AfD-TV i potężna machina społecznościowa.

Nie wszystkie te media są takie same. I byłoby błędem wrzucanie ich do jednego worka.

Łączy je jednak coś ważniejszego.

Przesuwają granicę tego, co w niemieckiej debacie politycznej można powiedzieć o AfD, Niemczech, Unii Europejskiej, migracji, Rosji — i Polsce.

Od partii protestu do „normalnej” partii władzy

Najlepiej widać to podczas wyborów.

Po zwycięstwie AfD w Saksonii-Anhalt COMPACT nie przedstawiał rezultatu przede wszystkim jako zagrożenia dla demokracji. Pisał o AfD jako o „nowej partii robotniczej”, podkreślając, że zagłosowało na nią 61 proc. robotników i że zwyciężała w niemal wszystkich grupach wiekowych.

„Junge Freiheit” już po wyborach federalnych w 2025 roku przekonywała natomiast, że stereotyp AfD jako wyłącznie partii wschodnioniemieckiej jest nieaktualny. Zwracała uwagę, że trzy czwarte ponad dziesięciu milionów głosów oddanych na AfD pochodziło z zachodnich Niemiec.

To ważna różnica w sposobie opowiadania polityki.

Media krytyczne wobec AfD pytają przede wszystkim, dlaczego tak wielu ludzi głosuje na partię uznawaną za radykalną.

Media jej sprzyjające częściej stawiają inne pytanie:

dlaczego partia popierana przez miliony Niemców nadal ma być traktowana jak polityczny parias?

W „Junge Freiheit” znajdziemy więc komentarze przedstawiające izolowanie AfD w Bundestagu jako szykanowanie politycznej konkurencji.

W ten sposób zmienia się rama opowieści.

AfD przestaje być w niej problemem demokracji.

Problemem staje się system, który nie chce dopuścić AfD do władzy.

To nie jest margines internetu

Nie należy przy tym wyobrażać sobie tego świata jako kilku egzotycznych stron internetowych czytanych przez garstkę radykałów.

Badanie cyfrowych zagrożeń podczas wyborów federalnych w 2025 roku pokazało, jak silnie prawicowy ekosystem wzajemnie dystrybuuje swoje treści. W badanych niemieckojęzycznych kanałach telegramowych COMPACT TV był jednym z najczęściej udostępnianych kanałów YouTube. Jeszcze więcej wzmianek uzyskał Deutschland-Kurier. W czołówce znalazły się również kanał frakcji AfD w Bundestagu, Kontrafunk i treści Apollo News.

AfD sama jest przy tym wyjątkowo skuteczna w mediach społecznościowych. Niemiecka Federalna Centrala Kształcenia Politycznego wskazuje, że partia wykorzystuje je do obchodzenia tradycyjnych mediów i przedstawiania ich jako części establishmentu. W kampanii 2025 roku AfD osiągała na X i Facebooku znacznie większą liczbę interakcji niż konkurenci.

Algorytmy jeszcze ten efekt wzmacniają.

Analiza kampanii przed wyborami federalnymi wykazała, że choć materiały AfD stanowiły 21,5 proc. badanych filmów publikowanych przez partie, w feedach młodych użytkowników odpowiadały już za 37,4 proc. rekomendacji.

Powstał zatem obieg, który może funkcjonować częściowo niezależnie od ARD, ZDF, „Spiegla” czy „Süddeutsche Zeitung”.

A teraz dochodzimy do Polski.

Polska dobra. Ale pod pewnymi warunkami

AfD potrafi mówić o Polsce bardzo ciepło.

Polska może być przedstawiana jako kraj, który broni własnych granic, sprzeciwia się niekontrolowanej migracji, chroni tradycyjne wartości i nie chce oddawać kolejnych kompetencji Brukseli.

To Polska, którą niemiecka narodowa prawica może pokazywać swoim wyborcom jako dowód:

„Widzicie? Można inaczej”.

Pod tym względem konserwatywna część polskiej sceny politycznej i AfD rzeczywiście mają punkty styczne.

Tyle że nie jest to jeszcze niemiecka polityka wobec Polski.

To dopiero wspólnota niektórych poglądów.

Kiedy pojawia się pytanie o interes narodowy, obraz zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.

„Deutschland zuerst” znaczy dokładnie to, co napisano

AfD nie ukrywa swojej podstawowej zasady: niemiecka polityka ma służyć przede wszystkim Niemcom.

W programie wyborczym partia mówi o przywróceniu pierwszeństwa niemieckim interesom. Krytykuje Unię Europejską, politykę klimatyczną, migracyjną i rolę Niemiec jako finansowego płatnika Europy.

Z polskiej perspektywy trzeba więc uważać na bardzo kuszący błąd:

zgodność ideologiczna nie oznacza zgodności interesów państwowych.

Doskonale pokazał to współprzewodniczący AfD Tino Chrupalla.

W listopadzie 2025 roku powiedział w ZDF, że nie widzi obecnie zagrożenia dla Niemiec ze strony Rosji. Kiedy został zapytany, czy Polska może być dla Niemiec potencjalnie takim samym zagrożeniem, odpowiedział twierdząco, wskazując między innymi na rozbieżność polskich i niemieckich interesów gospodarczych oraz spór dotyczący Nord Streamu.

Wypowiedź była tak daleko idąca, że skrytykowali ją nawet niektórzy politycy samej AfD.

Ale niezwykle interesujące jest to, co wydarzyło się w medialnym otoczeniu partii.

COMPACT stanął za Chrupallą

COMPACT nie potraktował wypowiedzi o Polsce jako politycznego wypadku przy pracy.

Przeciwnie.

W grudniowym numerze z 2025 roku umieścił Chrupallę na okładce, a redaktor naczelny Jürgen Elsässer w tekście zatytułowanym „Klarstellungen zu Polen” — „Wyjaśnienia w sprawie Polski” — bronił stanowiska lidera AfD.

COMPACT uznał jego słowa o możliwości stanowienia przez Polskę zagrożenia dla Niemiec za powiedzenie niewygodnych prawd o wschodnim sąsiedzie.

I właśnie tutaj znika sympatyczny obraz Polski jako konserwatywnego sojusznika.

Pojawia się Polska jako państwo konkurencyjne wobec Niemiec.

Reparacje? Tutaj AfD mówi „nie”

Stanowisko AfD w tej sprawie jest jednoznaczne.

Partia odrzuca dalsze polskie żądania reparacyjne. W swoim programie stwierdza, że kwestie te zostały ostatecznie uregulowane w prawie międzynarodowym i nie mogą podważać europejskiego porządku.

To samo potwierdzał Chrupalla, nazywając polskie żądania bardzo osobliwymi.

Ale medialne otoczenie AfD potrafi pójść znacznie dalej.

COMPACT przygotował specjalne wydanie historyczne zatytułowane „Polens verschwiegene Schuld” — „Przemilczana wina Polski”.

Jego podtytuł mówił o „zbrodniach na Niemcach od Wersalu do wypędzeń”.

Redakcja przedstawiała wydanie jako odpowiedź na polskie żądania reparacyjne i przekonywała, że klasyczny podział na niemieckiego sprawcę i polską ofiarę w historii XX wieku nie jest tak jednoznaczny, jak przedstawiają go — według COMPACT-u — politycy i media głównego nurtu.

W innych publikacjach COMPACT eksponował powojenne wysiedlenia Niemców oraz zmianę granic, pisząc o polskiej „reparacyjnej bombie” i przeciwstawiając polskim roszczeniom własny rachunek historyczny.

To już nie jest zwykła debata o tym, czy reparacje mają dzisiaj podstawę prawną.

To zmiana perspektywy historycznej.

Polska przestaje być przede wszystkim krajem napadniętym przez III Rzeszę 1 września 1939 roku.

Na pierwszy plan przesuwani są Niemcy jako ofiary powojennych wysiedleń, utraty ziem i polskiej polityki.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Dla polskiego czytelnika ta różnica jest fundamentalna.

AfD uznaje granicę. Ale symbole również mają znaczenie

Trzeba tutaj zachować precyzję.

Nie ma podstaw, aby twierdzić, że oficjalnym stanowiskiem AfD jest zakwestionowanie obecnej granicy polsko-niemieckiej.

Zapytany wprost przez Deutsche Welle poseł AfD Götz Frömming odpowiedział, że partia oczywiście uznaje traktat graniczny z 1990 roku i jego międzynarodową moc prawną.

Jednocześnie w otoczeniu AfD występuje język historyczny, który w Polsce musi budzić uwagę.

Alice Weidel mówiła o rodzinnych Głubczycach, używając dawnej niemieckiej nazwy Leobschütz i deklarując niechęć do posługiwania się nazwą polską. Używała również określenia „Mitteldeutschland” wobec dzisiejszych wschodnich landów RFN, co wywoływało zarzuty dotyczące historycznych skojarzeń z dawnymi ziemiami niemieckimi położonymi obecnie w Polsce.

Formalnie granica pozostaje więc uznana.

Ale polityka składa się również z pamięci, symboli i języka.

Rosja jest miejscem, w którym polskie i niemieckie interesy rozchodzą się jeszcze mocniej

To być może najważniejszy problem.

Polska postrzega Rosję przede wszystkim przez bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO, Ukrainę i własne doświadczenia historyczne.

Znaczna część AfD patrzy na Rosję inaczej.

Partia opowiada się za odbudową relacji z Moskwą. Tendencję tę potwierdził także federalny zjazd AfD w lipcu 2026 roku. Instytut Zachodni wskazywał jednocześnie na umocnienie radykalnego skrzydła partii.

Jeżeli do tego dodamy Nord Stream, otrzymujemy zasadniczy konflikt interesów.

Polska widziała w rosyjsko-niemieckim gazociągu zagrożenie geopolityczne.

Dla części AfD jego odbudowa jest elementem powrotu do pragmatycznych relacji gospodarczych Niemiec z Rosją.

A wtedy polska polityka wschodnia przestaje być dla tego środowiska przykładem konserwatywnego patriotyzmu.

Zaczyna przeszkadzać.

Deutschland-Kurier pokazuje to niemal podręcznikowo

W listopadzie 2025 roku Deutschland-Kurier opublikował rozmowę dotyczącą stosunków polsko-niemieckich.

Już jej tytuł był znamienny:

„Niemiecko-polskie rozgrywki o władzę: dlaczego Warszawa stawia na USA — i jak rząd AfD zmieniłby kurs Niemiec wobec Polski”.

Rozmówcy związani z AfD dyskutowali o polskiej orientacji na Stany Zjednoczone, historycznych traumach, reparacjach oraz o tym, jak przyszły rząd kierowany przez AfD powinien układać stosunki z Warszawą.

Cel został sformułowany bardzo jasno:

chronić niemieckie interesy, jednocześnie utrzymując konstruktywne stosunki z Polską.

I właśnie to zdanie jest być może najlepszym kluczem do zrozumienia całej sprawy.

Polska jest partnerem, dopóki interesy są wspólne

AfD może podziwiać polski opór przeciwko nielegalnej migracji.

Może podobać jej się polski konserwatyzm.

Może szukać współpracy z częścią polskiej prawicy w Parlamencie Europejskim.

Może mówić o Europie suwerennych narodów.

Ale AfD nie jest partią „propolską”.

Jest partią proniemiecką według własnej, narodowo-suwerennościowej definicji niemieckiego interesu.

To zasadnicza różnica.

Jeżeli interes Polski będzie zgodny z interesem Niemiec definiowanym przez AfD — Warszawa może być partnerem.

Jeżeli Polska zażąda reparacji, będzie blokowała niemiecko-rosyjskie zbliżenie, przeciwstawiała się Nord Streamowi albo oprze bezpieczeństwo regionu na silnej obecności Stanów Zjednoczonych — może stać się przeciwnikiem.

A nawet, jak pokazała wypowiedź jednego z dwóch przewodniczących partii, potencjalnym „zagrożeniem”.

Najbardziej niepokojące nie jest jednak to, co mówi AfD

Najciekawsze z punktu widzenia mediów jest coś innego.

AfD stworzyła lub znalazła wokół siebie alternatywny system dystrybucji politycznej rzeczywistości.

Oficjalne kanały partii przekazują komunikat.

Deutschland-Kurier może go rozwijać.

„Junge Freiheit” pomaga nadawać mu intelektualną i konserwatywną legitymizację.

COMPACT przesuwa granice jeszcze dalej i może powiedzieć rzeczy, których kierownictwo partii niekoniecznie chce wpisywać do oficjalnego programu.

Apollo News i inne prawicowe media podważają natomiast wiarygodność tradycyjnych nadawców oraz instytucji, które AfD przedstawia jako część establishmentu.

Potem wkraczają TikTok, X, YouTube, Telegram i algorytmy.

I przekaz zaczyna żyć własnym życiem.

Dlatego Polska powinna patrzeć nie na deklaracje, lecz na interesy

Polacy mogą usłyszeć od niemieckiej prawicy wiele miłych rzeczy.

Że bronimy granicy.

Że sprzeciwiamy się nielegalnej migracji.

Że cenimy rodzinę.

Że nie chcemy europejskiego superpaństwa.

Że jesteśmy pracowici i przywiązani do swojej narodowej tożsamości.

Wszystko to może być szczere.

Ale polityki zagranicznej nie buduje się z komplementów.

Buduje się ją z interesów.

A kiedy spojrzymy na reparacje, Rosję, Nord Stream, Stany Zjednoczone, pamięć historyczną i rolę Polski w Europie Środkowo-Wschodniej, obraz stosunku AfD i jej medialnego otoczenia do naszego kraju staje się znacznie bardziej skomplikowany.

Nie jest to opowieść o partii, która po prostu „lubi Polaków”, ani o partii, która po prostu „Polaków nie lubi”.

To coś znacznie bardziej politycznie dojrzałego — i dla nas ważniejszego.

AfD może lubić taką Polskę, która pasuje do jej wizji Europy.

Ale kiedy interes Warszawy zderza się z interesem Berlina, sentyment szybko ustępuje miejsca starej zasadzie polityki:

najpierw własne państwo.

I być może właśnie dlatego, obserwując rosnącą AfD, Polacy powinni czytać nie tylko jej program.

Powinni czytać również gazety, portale i magazyny, które mówią do jej wyborców.

Bo czasami to, czego partia jeszcze nie wpisuje do programu, jej medialne otoczenie zdążyło już napisać wielkimi literami.

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry