Samorząd może dopłacić do leczenia. Tyle że nie każdy to robi. Czy miejsce zamieszkania wpływa na dostęp do opieki?

Oceń materiał

Ochrona zdrowia kojarzy się przede wszystkim z NFZ. Tymczasem gmina, powiat i województwo mają własne narzędzia pozwalające finansować mieszkańcom badania, rehabilitację, profilaktykę, a nawet dodatkowe świadczenia znajdujące się w koszyku świadczeń gwarantowanych. Najnowsza kontrola regionalnych izb obrachunkowych pokazuje jednak coś znacznie ciekawszego niż same kwoty: z tych możliwości samorządy korzystają bardzo nierówno. A to oznacza, że miejsce zamieszkania może mieć znaczenie dla dostępu do dodatkowej opieki zdrowotnej.

Krajowa Rada Regionalnych Izb Obrachunkowych przyjrzała się finansowaniu ochrony zdrowia przez samorządy w latach 2023–2024. Kontrola objęła 81 jednostek samorządu terytorialnego. Sprawdzono wydatki o wartości 33,75 mln zł. Nie jest to więc pełna suma wydatków wszystkich samorządów w Polsce, lecz próba objęta kontrolą.

I właśnie ta kontrola dobrze pokazuje, co właściwie samorząd może zrobić z pieniędzmi przeznaczonymi na zdrowie.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Nie tylko szpital i sprzęt

Samorząd może prowadzić własne programy polityki zdrowotnej. W kontrolowanych jednostkach dotyczyły one m.in. wykrywania nowotworów, osteoporozy, wad wzroku i słuchu u dzieci, chorób układu krążenia, rehabilitacji osób starszych, zdrowia psychicznego, szczepień przeciw grypie, HPV, pneumokokom i meningokokom czy wsparcia leczenia niepłodności.

Ale ustawa daje samorządom jeszcze bardziej bezpośrednie narzędzie.

Gmina, powiat lub województwo mogą zapłacić za świadczenia gwarantowane dla swoich mieszkańców. Chodzi m.in. o podstawową opiekę zdrowotną, specjalistykę ambulatoryjną, leczenie szpitalne, psychiatrię, rehabilitację, opiekę długoterminową, stomatologię czy opiekę paliatywną.

I tu pojawia się najważniejszy dla pacjenta mechanizm.

Jeżeli placówka ma umowę z NFZ, samorząd może finansować świadczenia ponad kwotę wynikającą z kontraktu z Funduszem. Pieniądze samorządowe nie powinny więc płacić drugi raz za to samo, co już sfinansował NFZ. Mają pozwolić kupić świadczenia dodatkowe. Co istotne – z takiego finansowania korzystają mieszkańcy danej wspólnoty samorządowej.

W praktyce może zatem dojść do sytuacji, w której kontrakt NFZ na określone świadczenie się wyczerpał, ale lokalny samorząd dokłada własne pieniądze i umożliwia dalsze wykonywanie świadczeń swoim mieszkańcom.

To już nie jest abstrakcyjna „polityka zdrowotna”. To może oznaczać dodatkowe badanie, zabieg albo rehabilitację, na które inaczej trzeba byłoby czekać.

Powstaje drugi poziom dostępu do publicznej ochrony zdrowia

Konstytucyjna zasada równego dostępu do świadczeń finansowanych ze środków publicznych nie znika. Podstawowym systemem pozostaje NFZ.

Jednak obok niego funkcjonuje dodatkowa możliwość finansowania zależna od decyzji i możliwości konkretnego samorządu.

I właśnie tutaj raport RIO staje się szczególnie interesujący. Izby stwierdzają wprost, że samorządy „w bardzo różny sposób korzystają z instrumentów finansowania świadczeń zdrowotnych”. Finansowanie dodatkowych świadczeń gwarantowanych nie jest rozwiązaniem powszechnym.

Spośród skontrolowanych 81 jednostek tylko w 16 badano wydatki na dodatkowe świadczenia gwarantowane. Wyniosły one łącznie blisko 6,9 mln zł. Znacznie popularniejsze były klasyczne programy polityki zdrowotnej.

W strukturze wszystkich skontrolowanych wydatków 76 proc. stanowiły programy polityki zdrowotnej, 20 proc. dodatkowe świadczenia gwarantowane, a zaledwie 4 proc. dofinansowanie programów prowadzonych przez inne podmioty.

To ważne rozróżnienie.

Samorząd może więc przeznaczyć pieniądze na akcję profilaktyczną, ale może też – przy spełnieniu ustawowych warunków – zapłacić za konkretne świadczenia medyczne dla mieszkańców. Z punktu widzenia pacjenta skutki tych dwóch decyzji mogą być zupełnie różne.

Dolny Śląsk wydaje dużo. Ale to jeszcze nie dowód na lepszą opiekę

W jednym obszarze Dolny Śląsk wyróżnia się bardzo wyraźnie.

Na programy polityki zdrowotnej samorządy z terenu województwa dolnośląskiego wydały w 2023 r. 12,98 mln zł, co stanowiło 10,7 proc. wydatków tego rodzaju w kraju. Więcej wydano tylko w województwie mazowieckim.

Reklama
Reklama
Reklama

W 2024 r. dolnośląskie samorządy przeznaczyły na ten sam cel 14,07 mln zł, czyli 11,7 proc. krajowych wydatków ujętych w rozdziale „Programy polityki zdrowotnej”. Ponownie był to drugi wynik po Mazowszu.

Ale tu trzeba postawić grubą kreskę pomiędzy wydatkiem a efektem.

Raport RIO jest przede wszystkim kontrolą legalności, poprawności procedur i gospodarowania pieniędzmi. Nie daje podstaw do stwierdzenia, że województwo wydające więcej zapewnia mieszkańcom proporcjonalnie lepszą opiekę, krótsze kolejki albo lepsze wyniki leczenia.

I to jest chyba najważniejsze pytanie, którego same tabele finansowe nie rozstrzygają.

Nie tylko: ile wydano?

Ale również: ilu mieszkańców rzeczywiście skorzystało, jakie potrzeby zdrowotne rozwiązano i co zmieniło się dla pacjenta?

Pieniądze można też wykorzystać źle

Kontrola pokazuje jeszcze jeden problem. W 54 jednostkach, w których sprawdzano programy polityki zdrowotnej, stwierdzono aż 99 naruszeń, a finansowe skutki wykazanych nieprawidłowości określono na ponad 10,15 mln zł. Dotyczyły one m.in. niewłaściwego wyboru realizatorów, błędnego finansowania, braku wymaganych uchwał, problemów z rozliczeniami czy nieprawidłowej klasyfikacji wydatków.

To również pokazuje, że samo wpisanie kilku milionów złotych do działu „ochrona zdrowia” niewiele mówi obywatelowi.

Liczy się to, co za te pieniądze kupiono i komu rzeczywiście pomogły.

Samorząd może jeszcze dostać pieniądze z NFZ

Jest przy tym mechanizm szczególnie interesujący dla małych gmin. NFZ może dofinansować samorządowy program polityki zdrowotnej dotyczący świadczeń gwarantowanych.

W przypadku jednostki liczącej nie więcej niż 5 tys. mieszkańców dofinansowanie może sięgać 80 proc. środków przewidzianych na program, a w pozostałych jednostkach – 40 proc.

Czyli pytanie o lokalną politykę zdrowotną nie powinno brzmieć wyłącznie: „ile gmina ma pieniędzy?”.

Powinno również brzmieć: czy potrafiła po dostępne pieniądze sięgnąć i zamienić je na świadczenia dla mieszkańców?

Co z tego wynika dla obywatela?

Najważniejszy wniosek z raportu jest mniej księgowy, niż sugeruje jego tytuł.

Samorząd nie jest bezradnym obserwatorem kolejek do lekarzy. Ma prawne możliwości finansowania profilaktyki i konkretnych świadczeń zdrowotnych dla swoich mieszkańców.

Nie oznacza to, że ma zastąpić NFZ. Oznacza jednak, że może reagować na lokalne potrzeby: brak rehabilitacji, problemy z dostępnością określonych badań, zdrowiem psychicznym, profilaktyką czy innymi świadczeniami.

Dlatego dwie podobne gminy albo dwa powiaty mogą prowadzić zupełnie inną politykę zdrowotną. Jeden samorząd może ograniczyć się do zapisania w budżecie działu „ochrona zdrowia”. Drugi może zdiagnozować problem, przygotować program, zdobyć dofinansowanie i kupić mieszkańcom konkretne świadczenia.

I dopiero wtedy finanse zamieniają się w opiekę.

Źródło: Krajowa Rada Regionalnych Izb Obrachunkowych, Finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej ze środków publicznych przez jednostki samorządu terytorialnego, Poznań 2026.

Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry