Kiedy publikowaliśmy poprzedni artykuł, centrum afery Zondacrypto stanowiły trzy nowe areszty, pieniądze dla fundacji związanej ze Zbigniewem Ziobrą, Radosław Piesiewicz i polityczna wojna wokół ustawy o kryptoaktywach. Kilka dni później obraz jest już znacznie szerszy. Prokuratura zatrzymała i aresztowała Romana Ż., któremu zarzuca udział w zorganizowanej grupie oraz przywłaszczenie co najmniej 7,8 mln zł poprzez ingerencję w system giełdy. Przemysław Kral składa obszerne wyjaśnienia i wskazuje śledczym dowody. Coraz wyraźniej widać też drugi poziom afery: fundacje, media, były funkcjonariusz CBA, PKOl i próby docierania do polityków. A w piątek doszedł jeszcze jeden ważny element: okazuje się, że Polski Komitet Olimpijski korzystał z wielomilionowego prywatnego finansowania jeszcze zanim Zondacrypto stało się jego sponsorem.
Ta historia coraz mniej przypomina jedną aferę.
Bardziej zaczyna przypominać kilka nakładających się postępowań: finansowych, politycznych, kryminalnych, medialnych i legislacyjnych.
Dlatego ponownie oddzielamy to, co jest faktem procesowym, od tego, co pozostaje zeznaniem, ustaleniem dziennikarskim albo polityczną interpretacją.
Roman Ż. — śledztwo dociera do starego BitBay
5 września zatrzymano Romana Ż. Prokuratura wskazywała na obawę ucieczki. Podczas przeszukań zabezpieczono dokumentację dotyczącą Zondacrypto oraz wartościowe przedmioty.
Dwa dni później poznaliśmy szczegóły.
Romanowi Ż. przedstawiono dwa zarzuty.
Pierwszy dotyczy udziału w zorganizowanej grupie przestępczej mającej dokonywać oszustw komputerowych na szkodę użytkowników giełdy.
Drugi — przywłaszczenia powierzonych środków użytkowników o wartości co najmniej 7,8 mln zł.
Według prokuratury mechanizm miał polegać m.in. na nieuprawnionym zmienianiu, usuwaniu i wprowadzaniu danych do systemu informatycznego giełdy oraz ingerowaniu w automatyczne przetwarzanie tych danych. Śledczy mówią o działaniu wspólnie i w porozumieniu z innymi ustalonymi osobami.
Roman Ż. nie przyznał się do zarzutów i złożył obszerne wyjaśnienia.
Sąd zdecydował następnie o jego tymczasowym aresztowaniu.
Areszt nie jest wyrokiem.
Ale sam charakter zarzutów pokazuje, że śledztwo zeszło z poziomu sponsorów, konferencji i politycznych znajomości na poziom mechaniki działania samej giełdy.
To zasadnicza zmiana.
7,8 mln zł to nie jest już pytanie o politykę
W sprawie Romana Ż. pojawia się coś, czego brakowało w części medialno-politycznej afery:
konkretny mechanizm, konkretna kwota i konkretna kwalifikacja prawna.
To nie jest wypowiedź polityka o tym, kto z kim się spotkał.
To nie jest fotografia z konferencji.
Nie jest to również wniosek dziennikarski.
To formalny zarzut prokuratury.
I trzeba wyraźnie powiedzieć: nadal pozostaje zarzutem, którego prawdziwość będzie musiał ocenić sąd.
Ale pod względem dowodowym jesteśmy już w zupełnie innym miejscu.
Anna P., Jaromira W. i Rafał Zaorski — druga część układanki
W poprzednim tekście opisywaliśmy zatrzymanie trzech kolejnych osób. Dziś znamy znacznie więcej szczegółów.
Prokuratura zarzuca Annie P. udział w grupie mającej na celu przejęcie składników majątku Sylwestra Suszka. Zarzuca jej także wyrządzenie szkody operatorowi Zondacrypto m.in. poprzez nieodpłatne przekazanie nieruchomości wartej 700 tys. zł oraz pranie 7,5 mln zł poprzez fikcyjne nabycie nieruchomości.
Rafałowi Zaorskiemu zarzucono przywłaszczenie 1,7 mln zł należących do operatora giełdy.
Cała trójka — wraz z Jaromirą W. — została tymczasowo aresztowana na trzy miesiące. Wszyscy nie przyznają się do zarzutów.
To prowadzi do kolejnego wniosku.
Prokuratura bada już nie tylko to, dlaczego giełda upadła.
Bada również:
dokąd znikał majątek,
kto nim dysponował,
kto miał wpływ na system,
kto próbował przejmować aktywa po Sylwestrze Suszku.
To znacznie poważniejszy kierunek.
Sylwester Suszek przestaje być pobocznym wątkiem
Jeszcze kilka miesięcy temu zaginięcie Sylwestra Suszka i problemy Zondacrypto można było traktować jako dwie równoległe historie.
Dzisiaj oficjalnie nie są już oddzielnymi sprawami.
Prokuratura połączyła postępowania właśnie dlatego, że okoliczności powstania i działalności BitBay/Zondacrypto mogą mieć znaczenie dla wyjaśnienia zaginięcia Suszka.
I tutaj zaczyna się jedna z najważniejszych zmian całej narracji.
Przez lata publiczną twarzą BitBay był Suszek.
Tymczasem materiały analizowane przez Wirtualną Polskę wskazują na bardzo głęboką rolę Romana Ż. w funkcjonowaniu przedsięwzięcia od jego początków. Dziennikarze oparli swoje ustalenia m.in. na aktach postępowań, dokumentach bankowych, protokołach sądowych i korespondencji.
To nadal ustalenia dziennikarskie, nie prawomocny wyrok.
Ale dobrze współgrają z kierunkiem, w którym obecnie zmierza oficjalne śledztwo.
Kral zaczął mówić
Drugi zasadniczy zwrot dotyczy Przemysława Krala.
Prokurator generalny Waldemar Żurek potwierdził, że Kral nie jest świadkiem koronnym ani świadkiem. Pozostaje podejrzanym.
Jednocześnie składa wyjaśnienia i wskazuje śledczym dowody, które są następnie weryfikowane.
To szczególnie ważne.
Bo od tego momentu mamy do czynienia nie tylko z analizą dokumentów historycznych.
Mamy człowieka ze środka systemu, który opisuje ludzi, relacje i wydarzenia.
To nie oznacza, że wszystko, co powie Kral, automatycznie staje się prawdą.
Podejrzany może mieć własny interes procesowy.
Każda jego informacja musi więc zostać niezależnie potwierdzona.
Ale jeśli do jego wyjaśnień zaczynają pasować przelewy, korespondencja, nagrania i dokumenty, wartość takiego materiału rośnie bardzo szybko.
Pieniądze dla fundacji Ziobry mają już dokumenty
Jednym z najbardziej politycznych wątków pozostaje 450 tys. zł przekazane Fundacji Instytut Polski Suwerennej.
Sam przepływ pieniędzy nie jest już właściwie przedmiotem sporu.
Został odtworzony na podstawie dokumentacji bankowej, a Zbigniew Ziobro potwierdził, że zabiegał o finansowe wsparcie u Krala.
Spór dotyczy czegoś innego:
po co przekazano pieniądze i czego oczekiwał darczyńca?
Tu trzeba zachować maksymalną ostrożność.
Donald Tusk odczytywał w Sejmie fragmenty materiału ze śledztwa sugerującego, że w tle miały występować obietnice rozwiązywania problemów prawnych.
Waldemar Żurek mówił później publicznie o posiadaniu przez śledczych bardzo mocnych dowodów dotyczących przepływów finansowych.
Ziobro stanowczo zaprzecza jakiejkolwiek korupcji i twierdzi, że przyjęcie pieniędzy dla fundacji nie wiązało się z obietnicą działań.
Na dzisiaj jedno pozostaje najważniejsze:
Ziobro nie ma w tym wątku publicznie ogłoszonego zarzutu dotyczącego Zondacrypto.
Nie wolno więc opisywać wersji jednej strony jako ustalonego przestępstwa.
Republika — od reklam do negocjacji kapitałowych
Zmienił się też obraz relacji Zondacrypto z Telewizją Republika.
Początkowo można było powiedzieć:
giełda była reklamodawcą.
Później pojawiły się sponsorowane wydarzenia.
Teraz znamy znacznie więcej.
Onet ustalił, że we wrześniu 2025 r. Republika zorganizowała w Waszyngtonie wydarzenie sponsorowane przez Zondacrypto. Według źródeł redakcji Kral miał liczyć, że umożliwi mu ono spotkanie z Karolem Nawrockim.
Do spotkania nie doszło.
Co więcej, w kolejnych miesiącach prowadzone były rozmowy o kapitałowym wejściu Krala do Republiki.
To istotna różnica.
Reklamodawca kupuje czas antenowy.
Potencjalny akcjonariusz kupuje część przedsiębiorstwa medialnego.
Transakcja ostatecznie nie została przeprowadzona.
Nie ma też zarzutów wobec Tomasza Sakiewicza czy władz stacji związanych z tymi negocjacjami.
Ale zakres relacji Zondacrypto z tym środowiskiem niewątpliwie okazał się większy, niż początkowo wiedzieliśmy.
Były funkcjonariusz CBA za 15 tys. euro miesięcznie
Jednym z najbardziej niepokojących elementów ostatnich dni jest Artur Chodziński.
Wspólne śledztwo WP i TVN24 wykazało, że były funkcjonariusz CBA otrzymywał od Krala 15 tys. euro miesięcznie, a jego firma wystawiła faktury na łącznie ponad pół miliona złotych.
Według dokumentów analizowanych przez dziennikarzy miał dla Krala zbierać informacje, deklarować możliwość docierania do polityków i ludzi administracji oraz przygotować materiał dotyczący dziennikarza zajmującego się Zondacrypto.
To nie dowodzi, że wszystkie deklarowane przez niego kontakty rzeczywiście istniały.
Nie dowodzi również, że politycy, których nazwiska wymieniał, wykonywali jakiekolwiek polecenia.
Pokazuje natomiast coś innego:
Kral był gotów płacić bardzo duże pieniądze za dostęp, informacje i możliwość budowania relacji.
I to może być jeden z najważniejszych kierunków dalszego śledztwa.
„Taśmy Zondacrypto” okazały się bardziej skomplikowane
Przez kilka dni polityczne media żyły hasłem „taśmy Zondacrypto”.
Sugerowano nagrania polityków.
Tymczasem część ujawnionych materiałów dotyczy rozmów funkcjonariusza ABW z osobami związanymi z giełdą.
To istotna lekcja również dla nas.
Słowo „taśmy” nie oznacza automatycznie politycznej bomby.
Trzeba każdorazowo ustalić:
kto nagrywał,
kogo,
kiedy,
w jakim charakterze,
i czy nagranie dokumentuje przestępstwo, działalność operacyjną służb czy zwykłą rozmowę.
Pojawiają się także medialne informacje o nagraniu, które może dotyczyć obietnicy przyszłego ułaskawienia osoby związanej z Zondacrypto.
Na razie pozostaje to jednak ustaleniem dziennikarskim, a nie oficjalnie ujawnionym dowodem prokuratury.
Nie wolno więc przypisywać tej obietnicy Karolowi Nawrockiemu.
Nie ma dowodu, że prezydent ją składał albo w ogóle o niej wiedział.
Michał Moskal — pytania pozostają, zarzutów nadal nie ma
Wątek Michała Moskala właściwie nie zmienił swojego statusu.
Potwierdzone pozostaje spotkanie z Kralem na Ibizie.
Potwierdzona jest późniejsza aktywność Moskala w sprawie ustawy o rynku kryptoaktywów.
Pojawiły się rozbieżności pomiędzy jego kolejnymi wypowiedziami dotyczącymi autorstwa poprawek.
Ale nadal:
nie ma zarzutu,
nie ma dowodu, że Kral pisał poprawki,
nie ma potwierdzonego związku między spotkaniem na Ibizie a konkretną zmianą prawa.
To pozostaje bardzo dobrym materiałem do dziennikarskiej kontroli procesu legislacyjnego.
Nie jest jeszcze materiałem pozwalającym stwierdzić korupcję legislacyjną.
Nawrocki i ustawa: polityczne oskarżenie nadal nie jest dowodem
Sejm nie odrzucił prezydenckiego weta.
Za ponownym uchwaleniem ustawy zagłosowało 241 posłów, przeciw 198, a trzy osoby wstrzymały się.
Do wymaganej większości zabrakło 25 głosów.
Następnie Karol Nawrocki skierował do Sejmu własny projekt ustawy dotyczącej kryptoaktywów.
Ministerstwo Finansów również pracuje nad kolejnym rozwiązaniem.
Możemy więc mieć dwie konkurencyjne ścieżki regulacyjne.
Politycznie temat został niemal całkowicie wciągnięty w aferę Zondacrypto.
Ale prawnie nadal obowiązuje ta sama zasada:
nie ma dowodu, że Nawrocki wetował ustawę na rzecz Zondacrypto.
Można analizować skutki weta.
Można krytykować argumentację prezydenta.
Można badać poprawki i kontakty jego otoczenia.
Ale zdanie:
Nawrocki wetował ustawę, ponieważ chciał pomóc Zondacrypto
na obecnym materiale byłoby tezą polityczną, nie ustaleniem śledztwa.
PKOl stoi przed decyzją o Piesiewiczu
Radosław Piesiewicz nadal pozostaje tymczasowo aresztowany.
Jego obrońcy zaskarżyli decyzję o areszcie.
Zażalenie wpłynęło już do sądu.
Jednocześnie 14 września ma zebrać się Zarząd PKOl, który będzie musiał zmierzyć się z faktem, że jego prezes od tygodni nie może wykonywać obowiązków.
To interesujący moment.
Bo Piesiewicz formalnie pozostaje prezesem.
Nie został skazany.
Nie przyznał się do winy.
Ale organizacja sportowa nie może funkcjonować bez końca w stanie zawieszenia.
Dlatego 14 września będzie nie tyle sądem nad Piesiewiczem, ile testem instytucjonalnym dla samego PKOl.
Ale problemy PKOl zaczęły się wcześniej niż Zondacrypto
I właśnie tutaj w piątek pojawił się nowy, bardzo ważny element.
„Rzeczpospolita” ujawniła, że Prokuratura Regionalna w Gdańsku bada trzy umowy finansowania PKOl zawarte w kwietniu 2024 r., a więc jeszcze przed wejściem Zondacrypto w rolę sponsora.
Łączna wartość tego finansowania przekraczała 5,8 mln zł.
Największą uwagę zwraca umowa, w ramach której Agnieszka Piesiewicz, żona prezesa PKOl, przekazała Komitetowi ponad 2 mln zł.
W zamian zabezpieczeniem miała być wierzytelność PKOl wobec Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego opiewająca na około 535 tys. dolarów.
Kolejne finansowanie pochodziło od Ewy Bachańskiej — żony działacza koszykarskiego Grzegorza Bachańskiego — oraz spółki Massimo Found.
PKOl utrzymuje, że były to nieoprocentowane pożyczki pomostowe, które miały poprawić płynność organizacji przed igrzyskami olimpijskimi w Paryżu i nie spowodowały szkody.
Prokuratura bada jednak konstrukcję tych operacji w osobnym postępowaniu dotyczącym finansów PKOl, PZKosz i PLK.
I tutaj trzeba postawić grubą kreskę:
to nie jest część śledztwa Zondacrypto.
Radosław Piesiewicz nie ma w tym gdańskim postępowaniu przedstawionych zarzutów.
Ale z punktu widzenia całej historii PKOl ta informacja jest niezwykle ważna.
Zondacrypto mogło wejść do organizacji, która już potrzebowała pieniędzy
Do tej pory łatwo było zbudować prostą narrację:
Zondacrypto weszło do PKOl jako duży sponsor, a potem wybuchł skandal.
Nowe ustalenia pokazują, że trzeba cofnąć kamerę.
Już wiosną 2024 r. PKOl korzystał z milionowego prywatnego finansowania.
I to finansowania pochodzącego częściowo od osób bardzo blisko związanych z władzami organizacji.
To nie oznacza nielegalności.
Nieoprocentowana pożyczka może być dla organizacji bardzo korzystnym rozwiązaniem.
Ale rodzi pytania, których wcześniej nie mieliśmy podstaw zadawać:
jak poważne były problemy płynności PKOl?
dlaczego potrzebne były prywatne miliony?
jak wybierano osoby finansujące Komitet?
jak zabezpieczano te umowy?
czy późniejsze poszukiwanie dużego sponsora było elementem rozwiązania wcześniejszego problemu finansowego?
I wreszcie:
czy Zondacrypto pojawiło się przypadkiem w dobrym momencie dla PKOl?
To nie jest teza o przestępstwie.
To jest pytanie o ekonomiczny kontekst późniejszej umowy sponsorskiej.
A ten kontekst zaczyna wyglądać zupełnie inaczej niż tydzień temu.
To także zmienia sposób patrzenia na kontrakt z Zondacrypto
Jeżeli organizacja wcześniej potrzebowała wielomilionowego finansowania pomostowego, to umowa sponsoringowa warta kilkanaście milionów złotych staje się jeszcze bardziej interesująca.
Nie tylko jako kontrakt marketingowy.
Także jako potencjalne źródło płynności.
To może tłumaczyć, dlaczego warunki umowy z Zondacrypto były dla sponsora tak rozbudowane:
prawa marketingowe,
tokenizacja,
udział sportowców,
bonusy w tokenach,
ograniczenia dotyczące wypowiedzi,
wysokie kary umowne.
Nie przesądza to, że PKOl działał nielegalnie.
Ale daje śledczym i opinii publicznej ważny kontekst negocjacyjny:
jak silną pozycję miał sponsor, jeśli druga strona naprawdę potrzebowała pieniędzy?
I to jest pytanie dużo ciekawsze niż kolejny spór o to, kto znał Krala.
Estonia przypomina, że na końcu tej historii są wierzyciele
W politycznej burzy łatwo zapomnieć o najbardziej elementarnej części sprawy.
27 sierpnia estoński sąd ogłosił upadłość BB Trade Estonia OÜ — operatora Zondacrypto.
Wierzyciele mają dwa miesiące na zgłaszanie swoich roszczeń syndykowi, a pierwsze zgromadzenie wierzycieli zaplanowano na 17 września.
To może być jeden z najważniejszych dni dla finansowej części afery.
Bo właśnie postępowanie upadłościowe zacznie pokazywać:
ile naprawdę jest roszczeń,
jakim majątkiem dysponuje operator,
jakie transakcje poprzedzały upadłość,
i kto miał dostęp do pieniędzy, kiedy zwykli użytkownicy nie mogli już ich odzyskać.
Najważniejszy wniosek: nie mamy jednej afery
Po przejrzeniu całej chronologii od naszego poprzedniego artykułu coraz trudniej mówić o jednej „aferze Zondacrypto”.
W rzeczywistości tworzy się kilka warstw tej historii.
Pierwsza to pieniądze klientów i funkcjonowanie giełdy.
Druga — dawny BitBay i ludzie, którzy mogli faktycznie kontrolować biznes.
Trzecia — zaginięcie Sylwestra Suszka i przejmowanie jego majątku.
Czwarta — Przemysław Kral i budowanie sieci kontaktów.
Piąta — politycy, fundacje i przepływy pieniędzy.
Szósta — media i próby wejścia kapitałowego do Republiki.
Siódma — PKOl, jego wcześniejsza sytuacja finansowa, sponsoring i Radosław Piesiewicz.
Ósma — ustawa o kryptoaktywach i walka o to, kto oraz w jaki sposób ma nadzorować ten rynek.
I dopiero teraz zaczynamy widzieć, gdzie te warstwy mogą się przecinać.
Zaczyna być widoczny mechanizm
Nie mamy jeszcze dowodu na jeden wielki centralnie sterowany układ.
I być może nigdy takiego dowodu nie będzie, bo rzeczywistość zwykle jest bardziej chaotyczna.
Ale w kolejnych materiałach powtarza się pewien schemat.
Pieniądze dawały dostęp.
Sponsoring dawał obecność.
Media dawały zasięg.
Byli funkcjonariusze dawali kontakty.
Fundacje dawały możliwość finansowania środowisk politycznych.
Sport dawał prestiż.
A organizacje potrzebujące pieniędzy mogły dawać sponsorowi znacznie więcej niż tylko powierzchnię reklamową.
Politycy mogli dawać wpływ albo przynajmniej nadzieję na wpływ.
Nie oznacza to automatycznie przestępstwa.
Ale właśnie taki model powinien interesować śledczych bardziej niż zdjęcie Krala z kolejnym politykiem.
Bo fotografia mówi tylko:
spotkali się.
Przelew, umowa, wiadomość i decyzja mogą powiedzieć:
po co.
I tutaj powinien iść następny etap naszego cyklu
Po kilkunastu tekstach wiemy już wystarczająco dużo, żeby nie gonić za każdym nazwiskiem pojawiającym się w Zondacrypto.
Teraz warto budować materiały według mechanizmów.
Najmocniejsze kierunki są dziś nawet wyraźniejsze niż kilka dni temu.
„Kto naprawdę kontrolował BitBay?” — Roman Ż., Suszek, kapitał początkowy, udziały, stare przepływy finansowe i osoby, które według śledczych działały wspólnie.
„Co stało się z pieniędzmi klientów?” — od zmian danych w systemie, poprzez nieruchomości i wypłaty uprzywilejowanych osób, aż po upadłość w Estonii.
„Ile kosztował dostęp do polityki?” — fundacje, Chodziński, CPAC, Republika, spotkania, sponsoring i faktyczne przepływy pieniędzy.
„Dlaczego PKOl potrzebował milionów jeszcze przed Zondacrypto?” — płynność, prywatne pożyczki, wierzytelności wobec MKOl, rodzina prezesa i późniejszy kontrakt sponsora wartego kilkanaście milionów.
I wreszcie:
„Kto wiedział i kiedy?”
To może okazać się najważniejszym pytaniem.
ABW interesowała się rynkiem.
Prokuratury prowadziły wcześniejsze postępowania.
KNF ostrzegała.
Politycy spotykali ludzi giełdy.
Media przyjmowały reklamy i sponsoring.
PKOl przed Zondacrypto już potrzebował milionów z prywatnych źródeł.
A BitBay funkcjonował w Polsce od 2014 roku.
Jeśli więc dzisiejsze zarzuty prokuratury okażą się prawdziwe, historia Zondacrypto może przestać być wyłącznie opowieścią o przestępcach i politykach.
Może stać się także historią państwa i instytucji, które przez lata miały przed oczami kolejne fragmenty układanki, ale nie potrafiły — albo nie chciały — złożyć ich w całość.
I właśnie ten piątkowy obraz jest dziś najciekawszy.
Nie kolejne nazwisko.
Nie kolejna fotografia.
Nie kolejny polityczny krzyk.
Tylko mechanizm.
Kto miał pieniądze. Kto ich potrzebował. Kto zapewniał dostęp. Kto podpisywał umowy. I co każda ze stron dostawała w zamian.
To tam prawdopodobnie znajduje się najważniejsza część odpowiedzi.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.






