Projekty są. Dróg wciąż brakuje. Czy Oborniki Śląskie mają system inwestycyjny, czy kolekcję dokumentacji?

Oceń materiał

Około 20–25 projektów drogowych, dokumentacje kosztujące po kilkadziesiąt tysięcy złotych, część opracowań zbliżających się do końca swojej przydatności i wciąż brak pełnej odpowiedzi na podstawowe pytanie: ile z tych projektów rzeczywiście zamieniło się w drogi? Dyskusja podczas Komisji Rozwoju Rady Miejskiej w Obornikach Śląskich 26 sierpnia odsłoniła problem znacznie większy niż stan kilku lokalnych ulic. Chodzi o to, czy gmina potrafi mierzyć skuteczność własnego procesu inwestycyjnego.

Nie chodzi o to, żeby uznać przygotowywanie projektów za marnowanie pieniędzy. Byłoby to uproszczenie.

Dokumentacja techniczna jest często niezbędna, aby w ogóle wystartować po środki zewnętrzne. Problem zaczyna się wtedy, gdy nikt nie potrafi łatwo odpowiedzieć, co stało się z dokumentacją, za którą wcześniej zapłacono.

Podczas komisji właśnie takie pytania zaczęły padać.

Projekty jako inwestycja w przyszłość

Argument zwolenników przygotowywania dokumentacji jest racjonalny.

Jeżeli projekt drogi kosztuje około 20–50 tys. zł, a dzięki niemu gmina może uzyskać kilkaset tysięcy albo ponad milion złotych dofinansowania, przygotowanie kilku projektów „na zapas” może być rozsądną strategią.

Podczas komisji wskazywano wprost, że projekt może kosztować około 30 tys. zł, natomiast potencjalne dofinansowanie konkretnej drogi może sięgać od kilkuset tysięcy do nawet około 1,5 mln zł. Jeden skuteczny wniosek może więc ekonomicznie zrekompensować koszt przygotowania kilku dokumentacji.

Problem w tym, że strategię można oceniać dopiero wtedy, kiedy znamy jej wynik.

Sama liczba wykonanych projektów nie mówi jeszcze nic o skuteczności.

Około 25 projektów. I co było dalej?

Podczas rozmowy pojawia się liczba około 20–25 wykonanych projektów. Pada również pytanie o ich łączny koszt i sugestia, że mogły to być wydatki idące w setki tysięcy złotych.

I właśnie tutaj zaczyna się właściwa historia.

Radni zaczęli pytać, ile z tych dokumentacji wykorzystano przy ubieganiu się o dofinansowanie.

Nie: ile projektów wykonano.

Nie: ile dróg znajdowało się na liście życzeń.

Tylko:

do ilu gotowych projektów gmina rzeczywiście próbowała pozyskać pieniądze?

Jeden z radnych zapowiedział nawet sprawdzenie, o jakie środki zewnętrzne gmina występowała w ciągu ostatnich lat i porównanie tych wniosków z listą przygotowanych dokumentacji.

To właśnie ten rachunek powinien być podstawą oceny całego systemu.

Projekt, który leży w szufladzie, nie jest jeszcze sukcesem

Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy trzema sytuacjami.

Pierwsza: gmina przygotowała projekt, wielokrotnie składała wnioski o dofinansowanie, ale ich nie otrzymała.

Druga: projekt przygotowano, lecz programy zewnętrzne nie odpowiadały zakresowi inwestycji.

Trzecia: projekt powstał, zapłacono za niego, ale później nie był konsekwentnie wykorzystywany.

W pierwszych dwóch przypadkach możemy mówić o ryzyku inwestycyjnym.

W trzecim należałoby już pytać o jakość zarządzania.

Podczas komisji nie udało się jednoznacznie rozdzielić tych kategorii. Pojawiały się informacje, że część wniosków składano i że gmina nie zawsze uzyskiwała odpowiednią liczbę punktów. Jednocześnie właśnie dlatego padła zapowiedź sprawdzenia dokumentów i porównania projektów z rzeczywistymi próbami zdobycia finansowania.

To ważne, bo odpowiedź może całkowicie zmienić ocenę sytuacji.

Projekty się starzeją, nowe już powstają

Najbardziej interesujący jest jeszcze jeden element.

Podczas komisji rozmowa dotyczyła dokumentacji, która zbliża się do końca okresu swojej użyteczności, a równocześnie pojawiają się kolejne projekty.

Mowa była m.in. o nowych dokumentacjach dla Zajączkowa, Paniowic i Borkowic.

I tu pojawia się pytanie nie tyle o pojedyncze drogi, ile o cały model działania.

Reklama
Reklama
Reklama

Czy przed uruchomieniem kolejnych projektów przeprowadzono analizę poprzednich?

Czy wiadomo:

  • które dokumentacje wykorzystano,
  • do których składano wnioski,
  • które projekty straciły aktualność,
  • ile kosztowało ich przygotowanie,
  • ile inwestycji wykonano,
  • ile środków zewnętrznych dzięki nim pozyskano?

Jeżeli taka analiza istnieje, powinna być jednym z podstawowych dokumentów zarządczych gminy.

Jeżeli jej nie ma, trudno odpowiedzieć, czy kolejne projekty są elementem przemyślanej polityki, czy tylko następnymi pozycjami dopisywanymi do listy.

Objazd nie jest jeszcze inwestycją

Komisja planuje kolejne wizyty w miejscowościach i oględziny zgłaszanych przez mieszkańców dróg. Wśród wskazywanych lokalizacji pojawiają się m.in. Kuraszków i Siemianice.

I takie objazdy mają sens.

Radny powinien znać teren, zobaczyć problem i porozmawiać z mieszkańcami.

Ale podczas komisji padło bardzo niewygodne pytanie: po co wskazywać kolejne drogi i przygotowywać nowe zadania, jeśli nie wiadomo jeszcze, co stało się z poprzednimi?

To pytanie nie podważa sensu oględzin.

Podważa natomiast sens działania bez mierzenia efektów.

Bo prawidłowy proces powinien wyglądać mniej więcej tak:

potrzeba → ocena priorytetu → projekt → źródło finansowania → wniosek → realizacja → rozliczenie efektu.

Jeżeli któraś część tego łańcucha nie funkcjonuje, można produkować coraz więcej dokumentacji, niekoniecznie produkując więcej dróg.

Najważniejsze pytanie nie dotyczy jednej ulicy

Debata w Obornikach Śląskich zaczęła się od konkretnych lokalizacji, ale szybko przestała być dyskusją o jednej drodze.

Stała się rozmową o sposobie zarządzania inwestycjami.

I dlatego najważniejsze pytanie brzmi dziś:

ile złotych wydanych przez gminę na dokumentację przełożyło się na jeden złoty pozyskanej dotacji i na rzeczywiście wykonaną inwestycję?

Do odpowiedzi wystarczy właściwie jedna tabela:

ProjektKoszt dokumentacjiData wykonaniaProgram dofinansowaniaData wnioskuWynikKwota dotacjiRealizacja

Nie potrzeba deklaracji ani politycznej polemiki.

Potrzebne są dane.

Dokumentacja może być kapitałem. Albo kosztem

Gotowy projekt może być dla gminy realnym aktywem.

Pozwala reagować, kiedy pojawia się konkurs, daje przewagę nad samorządem, który dopiero zaczyna projektowanie, i może umożliwić zdobycie wielokrotnie większych pieniędzy niż koszt przygotowania dokumentacji.

Ale działa to tylko wtedy, kiedy projekt jest częścią strategii.

Jeżeli dokumentacja powstaje, starzeje się, traci przydatność, a w międzyczasie zamawiane są kolejne opracowania bez rozliczenia skuteczności poprzednich, pojawia się uzasadnione pytanie o gospodarność.

Na obecnym etapie nie ma podstaw, aby przesądzać, że pieniądze zostały zmarnowane.

Są natomiast podstawy, żeby zapytać:

co dokładnie za nie uzyskano?

I to jest pytanie, na które mieszkańcy Obornik Śląskich powinni otrzymać odpowiedź znacznie bardziej precyzyjną niż: „projekty były potrzebne, bo mogły pojawić się dotacje”.

Bo mogły.

Tylko teraz trzeba policzyć, ile razy rzeczywiście się pojawiły — i ile razy Oborniki Śląskie z tej możliwości skorzystały.

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry