Urząd Miejski w Obornikach Śląskich odpowiedział na nasze pytania dotyczące festynu rodzinnego w Kuraszkowie z 18 lipca 2026 roku. Odpowiedź jest obszerna, ale jej zasadnicza konstrukcja jest prosta: wydarzenie nie było imprezą masową, więc nie obowiązywały wymogi przewidziane dla imprez masowych.
Formalnie może to być prawda.
Problem w tym, że podczas tego wydarzenia doszło do realnego zagrożenia zdrowia i życia. Jeden z uczestników zadławił się kawałkiem spożywanego posiłku i wymagał natychmiastowej pomocy. Pomocy udzielały osoby znajdujące się na miejscu.
I właśnie dlatego odpowiedź urzędu nie może kończyć sprawy zdaniem: „to nie była impreza masowa”.
Bo bezpieczeństwo człowieka nie zaczyna się dopiero od tysiąca uczestników.
Co twierdzi Gmina Oborniki Śląskie?
Urząd wskazuje przede wszystkim, że festyn w Kuraszkowie miał charakter lokalnego wydarzenia sołeckiego i nie był imprezą masową w rozumieniu ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. W konsekwencji — zdaniem gminy — nie było obowiązku sporządzania dokumentacji i zapewniania zabezpieczeń charakterystycznych dla imprez masowych.
To stanowisko przewija się przez niemal całą odpowiedź.
Ale kiedy odłożymy na bok ustawę o imprezach masowych i przeczytamy, co urząd faktycznie przyznaje, obraz wydarzenia wygląda znacznie mniej uspokajająco.
Gmina sama potwierdza następujące fakty
- Nie wyznaczono formalnie osoby odpowiedzialnej za organizację wydarzenia.
- Nie wyznaczono formalnie osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo uczestników.
- Nie wyznaczono formalnie osoby odpowiedzialnej za zapewnienie pierwszej pomocy.
- Nie wydano zarządzeń, upoważnień ani decyzji powierzających te obowiązki konkretnym osobom.
To bardzo ważne.
Gmina tłumaczy, że takich osób nie musiała wyznaczać w trybie właściwym dla imprezy masowej. Jednak pozostaje pytanie dużo prostsze:
kto faktycznie odpowiadał za bezpieczeństwo ludzi podczas wydarzenia?
Nie „w rozumieniu ustawy o imprezach masowych”.
Po prostu — kto?
Nie było formalnego zabezpieczenia medycznego
Urząd informuje także, że nie zawierano odrębnej umowy dotyczącej zabezpieczenia medycznego właściwego dla imprezy masowej.
Nie było również formalnej decyzji dotyczącej ratownika, patrolu ratowniczego lub punktu pierwszej pomocy, ponieważ — jak ponownie podkreślono — obowiązki te nie wynikały z przepisów dotyczących imprez masowych.
Tyle że na festynie rzeczywiście doszło do zdarzenia wymagającego natychmiastowej pomocy.
Uczestnik zadławił się jedzeniem.
I w tym momencie przestajemy rozmawiać o hipotetycznym ryzyku.
Ryzyko stało się rzeczywistym zdarzeniem.
Gmina nie ma dokumentu dotyczącego apteczki
Urząd przyznaje, że nie posiada odrębnego dokumentu wskazującego:
- gdzie znajdowała się apteczka,
- kto odpowiadał za jej dostępność,
- jaki był zakres jej wyposażenia.
Jednocześnie urząd zapewnia, że „Sołectwo dołożyło należytej staranności dotyczącej kwestii bezpieczeństwa”, a osoby udzielające pomocy miały przejść szkolenie z pierwszej pomocy.
I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie:
na podstawie czego urząd stwierdza dochowanie należytej staranności, skoro jednocześnie wskazuje, że nie posiada podstawowej dokumentacji dotyczącej organizacji pierwszej pomocy?
Samo zapewnienie nie jest jeszcze dowodem.
Urząd wiedział o zdarzeniu. Dokumentacji nie ma
Najważniejszy fragment odpowiedzi dotyczy samego zdarzenia.
Urząd Miejski potwierdza:
„Urząd powziął informację o zdarzeniu, w którym jednemu z uczestników udzielono pomocy przez osoby obecne na miejscu”.
Jednocześnie urząd przyznaje, że nie posiada udokumentowanej informacji o zdarzeniu w zakresie opisanym przez redakcję.
Nie ma również odrębnej dokumentacji określającej:
- kiedy informacja o zdarzeniu została przekazana,
- w jaki sposób została przekazana,
- komu ją przekazano,
- jakie dalsze działania podjęto.
To już nie jest kwestia tego, czy festyn miał 200, 500 czy 1000 uczestników.
To jest pytanie o reakcję instytucji publicznej na konkretne zdarzenie związane z zagrożeniem zdrowia lub życia człowieka.
Po zdarzeniu nie przeprowadzono odrębnej analizy
Urząd informuje również, że po wydarzeniu nie sporządzano odrębnej analizy ani kontroli dotyczącej zabezpieczenia festynu.
Czyli:
człowiek się zadławił,
udzielano mu pomocy,
gmina o zdarzeniu się dowiedziała,
ale nie sporządzono osobnej analizy tego, czy sposób zabezpieczenia wydarzenia był wystarczający.
Jednocześnie w odpowiedzi znajduje się zdanie:
„Gmina jest w trakcie analizy zagadnienia”.
To wymaga wyjaśnienia.
Skoro analiza jest prowadzona dopiero teraz, po naszych pytaniach, warto zapytać:
dlaczego nie została przeprowadzona bezpośrednio po zdarzeniu?
Policja i strażacy nie byli formalnym zabezpieczeniem
W relacjach dotyczących festynu pojawiało się stwierdzenie, że o bezpieczeństwo dbali strażacy i policjanci.
Urząd teraz precyzuje, że ich obecność nie stanowiła formalnego zabezpieczenia wydarzenia.
Nie było zgłoszeń, uzgodnień ani porozumień dotyczących formalnego zabezpieczenia festynu przez Policję lub Państwową Straż Pożarną.
To również istotna informacja.
Obecność munduru na festynie nie oznacza jeszcze, że dana służba odpowiada za zabezpieczenie uczestników.
Nie wiadomo nawet, ilu uczestników przewidywano
Urząd przyznaje także, że:
- nie prowadzono ewidencji uczestników,
- nie mierzono liczby osób przebywających jednocześnie na terenie festynu,
- nie ma dokumentu określającego przewidywaną liczbę uczestników,
- nie określono maksymalnej liczby osób,
- nie wykonano formalnego oszacowania frekwencji.
A jednocześnie urząd z pełnym przekonaniem kwalifikuje wydarzenie jako niemające charakteru imprezy masowej.
Nie twierdzimy dziś, że festyn w Kuraszkowie był imprezą masową.
Twierdzimy natomiast, że urząd powinien być w stanie pokazać, na jakich danych oparto taką kwalifikację, skoro sam przyznaje, że nie sporządzono formalnego oszacowania liczby uczestników.
Dmuchane urządzenia były finansowane ze środków publicznych
Z dokumentów wynika również, że Gmina Oborniki Śląskie zapłaciła firmie TechForKids Wiktor Miklas 1500 zł za organizację pikniku rodzinnego w Kuraszkowie, w tym dmuchane urządzenia i animacje. Usługa została wykonana 18 lipca 2026 roku.
Urząd przekazał także dokumentację techniczną urządzeń.
W odniesieniu do zjeżdżalni „Tarzan” w załącznikach znajduje się orzeczenie techniczne z badania przeprowadzonego 25 sierpnia 2026 roku, czyli już po festynie, z okresem ważności do 25 sierpnia 2027 roku.
Nie przesądzamy, że 18 lipca urządzenie nie miało ważnego wcześniejszego przeglądu.
Ale skoro urząd przedstawił dokument wystawiony później, zasadne jest kolejne pytanie:
jaki dokument techniczny obowiązywał dla tego urządzenia dokładnie 18 lipca 2026 roku?
To trzeba wyjaśnić dokumentem, a nie założeniem.
„Nie była to impreza masowa” nie jest odpowiedzią na wszystko
I to jest sedno tej sprawy.
Można zgodzić się z urzędem, że przepisy ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych nie musiały mieć zastosowania.
Ale z tego nie wynika, że podczas lokalnego festynu:
nie trzeba wiedzieć, kto odpowiada za bezpieczeństwo,
nie trzeba wiedzieć, kto udziela pierwszej pomocy,
nie trzeba wiedzieć, gdzie znajduje się apteczka,
nie trzeba reagować na zdarzenie zagrażające życiu,
nie trzeba sprawdzić po zdarzeniu, czy organizacja wydarzenia była właściwa.
Brak statusu imprezy masowej nie oznacza braku odpowiedzialności.
To właśnie w tej odpowiedzi najbardziej niepokoi.
Urząd bardzo dokładnie wyjaśnia, czego zgodnie z przepisami dotyczącymi imprez masowych robić nie musiał.
Znacznie mniej precyzyjnie odpowiada na pytanie:
co rzeczywiście zrobił, aby uczestnicy festynu byli bezpieczni?
A podczas tego festynu jeden z ludzi przestał normalnie oddychać z powodu zadławienia.
Pomoc nie była teorią.
Była potrzebna tu i teraz.
Dlatego tej sprawy nie można zamknąć urzędowym zdaniem:
„to nie była impreza masowa”.
Bo dla człowieka, który się dławi, definicja wydarzenia nie ma żadnego znaczenia.
Znaczenie ma tylko jedno:
czy obok niego znajdował się ktoś przygotowany, aby uratować mu życie — i czy organizator wcześniej o tym pomyślał.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.









