Już w styczniu 2025 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadził postępowanie dotyczące Zondacrypto. We wrześniu tego samego roku przedstawiciele urzędu spotkali się z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego i wskazywali potrzebę zbadania przepływów finansowych giełdy. Siedem miesięcy później klienci zaczęli mieć poważne problemy z odzyskiwaniem środków. Dziś prokuratura prowadzi wielowątkowe śledztwo, a najważniejsze pytanie brzmi już nie tylko: gdzie są pieniądze? Równie istotne staje się inne: co państwo zrobiło z ostrzeżeniami, które otrzymało?
W aferze Zondacrypto pojawiają się kolejne nazwiska, polityczne znajomości, zagraniczne spółki, konferencje i sponsorowane wydarzenia. W centrum zainteresowania pozostają Przemysław Kral, byli współpracownicy giełdy, osoby związane ze sportem oraz politycy, których kontakty z otoczeniem platformy opisują media.
Ale najnowsze informacje każą spojrzeć na tę historię z innej perspektywy.
Nie chodzi już wyłącznie o to, czy Zondacrypto próbowała zdobywać wpływy.
Chodzi również o to, czy instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa i ochronę obywateli potrafiły odpowiednio zareagować na informacje o zagrożeniu.
Bo jak wynika z najnowszej wypowiedzi prezesa UOKiK Tomasza Chróstnego, sygnały pojawiły się znacznie wcześniej, niż klienci giełdy utracili możliwość swobodnego dysponowania swoimi środkami.
Styczeń 2025. Urząd zaczyna badać giełdę
W rozmowie opublikowanej 12 października przez Business Insider Polska prezes UOKiK Tomasz Chróstny ujawnił, że formalne postępowanie dotyczące Zondacrypto rozpoczęło się w styczniu 2025 roku.
Urząd analizował przede wszystkim zapisy regulaminów i umów zawieranych z użytkownikami platformy.
Początkowo skarg było niewiele.
Łącznie do UOKiK trafiło później około 800 sygnałów dotyczących giełdy. Większość pojawiła się jednak dopiero wtedy, gdy zaczęły się problemy z wypłatami.
To ważne rozróżnienie.
Nie można twierdzić, że urząd już na początku 2025 roku dysponował setkami skarg świadczących o masowym zagrożeniu dla klientów.
Wiedział jednak o problemach wymagających postępowania administracyjnego, a później dostrzegł okoliczności, których sam nie był w stanie wyjaśnić.
Wrzesień 2025. UOKiK spotyka się z ABW
To najważniejsze nowe ustalenie.
Według Tomasza Chróstnego we wrześniu 2025 roku przedstawiciele UOKiK spotkali się z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Powodem były między innymi zmiany w regulaminach Zondacrypto oraz informacje budzące wątpliwości wykraczające poza kompetencje urzędu ochrony konsumentów.
Chróstny ujawnił, że podczas spotkania wskazywano na potrzebę gruntownego zbadania przepływów finansowych giełdy.
Analizę miała prowadzić ABW, potencjalnie przy wsparciu Głównego Inspektora Informacji Finansowej.
To istotna informacja.
UOKiK nie jest instytucją powołaną do śledzenia wszystkich transferów kryptowalut, badania prania pieniędzy ani ustalania powiązań z grupami przestępczymi.
Może badać praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów i niedozwolone postanowienia umowne.
Nie zastępuje jednak prokuratury, służb specjalnych ani instytucji odpowiedzialnych za przeciwdziałanie praniu pieniędzy.
Jeżeli więc urząd przekazał ABW informacje wskazujące na możliwe zagrożenia finansowe, oznacza to, że problem został skierowany do instytucji dysponującej innymi uprawnieniami.
Nie oznacza natomiast, że ABW potwierdziła podejrzenia albo że nie podjęła żadnych działań.
Tego na razie nie wiemy.
Siedem miesięcy. Co wydarzyło się pomiędzy ostrzeżeniem a kryzysem?
We wrześniu 2025 roku UOKiK sygnalizował potrzebę analizy przepływów finansowych.
W kwietniu 2026 roku klienci Zondacrypto zaczęli doświadczać poważnych problemów z dostępem do środków.
Pomiędzy tymi wydarzeniami minęło około siedmiu miesięcy.
Nie jest to dowód, że przez cały ten okres służby pozostawały bezczynne.
Mogły prowadzić czynności operacyjne lub procesowe, których przebieg nie został ujawniony.
Nie można również zakładać, że wcześniejsze działania automatycznie zapobiegłyby stratom.
Ale siedmiomiesięczny odstęp czasu uzasadnia konkretne pytania.
Czy ABW sporządziła notatkę ze spotkania z UOKiK?
Czy przeprowadzono analizę finansową?
Czy skierowano informacje do GIIF?
Czy wyniki przekazano prokuraturze?
Czy ustalono, że środki klientów mogą być zagrożone?
I czy istniała prawna możliwość podjęcia działań ograniczających ryzyko?
To pytania o skuteczność państwa, nie o polityczną odpowiedzialność przypisywaną z góry konkretnej osobie.
Prokuratura prowadziła sprawy od lat. Dlaczego przełom nastąpił dopiero po kryzysie?
Zondacrypto i jej poprzedniczka BitBay nie pojawiły się w zainteresowaniu organów ścigania dopiero w 2026 roku.
Wcześniej badano już różne wątki działalności giełdy i osób z nią związanych.
Osobnym, nadal niewyjaśnionym zagadnieniem pozostaje zaginięcie Sylwestra Suszka w marcu 2022 roku.
28 września 2026 roku prokurator generalny Waldemar Żurek wydał zarządzenie powołujące specjalny zespół prokuratorów w Prokuraturze Krajowej.
Zespół rozpoczął działalność 1 października.
Ma kontynuować postępowanie dotyczące funkcjonowania giełdy, przepływów finansowych i kryptowalut oraz okoliczności zaginięcia Suszka.
Śledztwo obejmuje między innymi podejrzenie doprowadzenia użytkowników giełdy do niekorzystnego rozporządzenia mieniem o wartości co najmniej 10 milionów złotych.
To próg wskazany w opisie podejrzenia przestępstwa, a nie ostatecznie ustalona wysokość strat klientów.
Powołanie centralnego zespołu może ułatwić łączenie informacji z różnych postępowań.
Ale rodzi również pytanie o wcześniejszą koordynację.
Skoro poszczególne instytucje i jednostki prokuratury dysponowały informacjami dotyczącymi tego samego środowiska, czy odpowiednio wcześnie zestawiono je w jeden obraz zagrożenia?
To jedna z najważniejszych kwestii wymagających wyjaśnienia.
Piesiewicz, zegarek i UOKiK. Co naprawdę zostało potwierdzone?
Najnowsza wypowiedź Tomasza Chróstnego ma także znaczenie dla wątku Radosława Piesiewicza.
Wcześniejsze ustalenia dziennikarskie dotyczyły między innymi luksusowego zegarka, który Piesiewicz miał otrzymać w związku z deklarowaną możliwością pomocy Zondacrypto w kontaktach z UOKiK.
Prokuratura przedstawiła mu zarzut dotyczący powoływania się na wpływy.
Piesiewicz nie przyznaje się do winy i przedstawiał własną wersję okoliczności nabycia zegarka.
Chróstny ponownie zaprzeczył, aby rozmawiał z Piesiewiczem lub osobami z jego otoczenia o sprawach Zondacrypto.
To rozróżnienie jest szczególnie ważne.
Powoływanie się na wpływy nie wymaga automatycznie, aby deklarowane wpływy rzeczywiście istniały.
Możliwe jest więc badanie obietnicy załatwienia sprawy nawet wtedy, gdy osoba, na którą się powoływano, nie uczestniczyła w żadnych ustaleniach.
Nie ma publicznego potwierdzenia, że prezes UOKiK podejmował działania na rzecz Zondacrypto w wyniku kontaktów z Piesiewiczem.
Fundacja związana z Moskalem. Ponad 1,4 miliona złotych pod kontrolą
Kolejna informacja pojawiła się 8 października.
Dyrektor Narodowego Instytutu Wolności Michał Braun zapowiedział kontrolę wykorzystania publicznych dotacji przez fundację związaną ze środowiskiem Michała Moskala.
Chodzi o Fundację Instytut im. Kazimierza Promyka, która później przyjęła nazwę Obserwatorium Rozwoju Gospodarki i Demokracji.
W latach 2020–2021 organizacja otrzymała ponad 1,4 miliona złotych dofinansowania.
Środki przeznaczono między innymi na działalność szkoleniową, rozwój organizacyjny, wynagrodzenia i inne wydatki projektowe.
Michał Moskal pełni funkcję przewodniczącego rady programowej organizacji.
Poseł zaprzecza nieprawidłowościom i wskazuje, że sprawozdania zostały wcześniej zaakceptowane.
Nie ma obecnie potwierdzenia, że środki publiczne zostały wydane niezgodnie z prawem.
Nie ma też dowodu, że dotacje miały związek finansowy z Zondacrypto.
Kontrola NIW dotyczy prawidłowości realizacji projektów finansowanych z pieniędzy publicznych.
To osobna sprawa administracyjna.
Jej znaczenie dla afery Zondacrypto polega na tym, że dotyczy organizacji związanej personalnie z politykiem, którego kontakty z giełdą są przedmiotem zainteresowania dziennikarzy i śledczych.
Takiego związku nie należy jednak utożsamiać z dowodem nielegalnego finansowania.
Bankowcy przegrywają proces o sprostowanie. Ale to nie koniec sporu
9 października Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo Związku Banków Polskich o nakazanie publikacji sprostowań artykułów dziennikarzy Wirtualnej Polski.
Publikacje dotyczyły kontaktów przedstawicieli Zondacrypto ze środowiskiem bankowym podczas prac nad ustawą o kryptoaktywach oraz spotkania Przemysława Wiplera z Przemysławem Kralem w Monako.
ZBP potwierdził wyrok w oficjalnym oświadczeniu.
Orzeczenie jest nieprawomocne.
Związek może się odwołać.
Trzeba jednak jasno wyjaśnić, czego sąd nie rozstrzygnął.
Nie przesądził, że wszystkie ustalenia dziennikarskie są prawdziwe.
Nie stwierdził też, że ZBP działał nielegalnie.
Sprawa dotyczyła obowiązku publikacji sprostowań, a nie odpowiedzialności karnej ani całościowej oceny relacji bankowców z giełdą.
ZBP podtrzymuje zarzuty wobec publikacji i zapowiada dalszą ochronę swojego dobrego imienia.
Dlaczego więc wyrok ma znaczenie?
Ponieważ przypomina, że jeden z najbardziej istotnych wątków afery pozostaje nierozstrzygnięty.
Kto uczestniczył w przygotowywaniu rozwiązań prawnych dla rynku kryptowalut?
Kto przekazywał propozycje poprawek?
I czy proces ten był wystarczająco przejrzysty?
Polityka, sponsoring i prawo. Nie wszystko jest tym samym
W poprzednim artykule opisaliśmy nowe wyjaśnienia Przemysława Krala dotyczące Michała Moskala oraz potwierdzenie, że prokuratura bada finansowanie przez Zondacrypto konferencji Telewizji Republika w Waszyngtonie.
Te wątki nadal pozostają ważne.
Nie pojawiły się jednak nowe, publicznie potwierdzone zarzuty karne wobec Michała Moskala, Karola Nawrockiego ani osób kierujących Telewizją Republika.
Nie można więc przedstawiać wcześniejszych doniesień jako kolejnych przełomów.
Trzeba również pamiętać, że samo sponsorowanie wydarzenia, uczestnictwo w konferencji lub zgłaszanie uwag do projektu ustawy nie jest przestępstwem.
Znaczenie ma rzeczywisty cel finansowania, treść umów, ewentualne dodatkowe zobowiązania i to, czy doszło do działań sprzecznych z prawem.
Podobnie jest z pracami nad ustawą o kryptoaktywach.
Spór między rządem a prezydentem dotyczący zakresu regulacji rynku wymaga osobnej analizy prawnej.
Nie można bez dowodów uznawać, że decyzje legislacyjne podejmowano na polecenie przedstawicieli Zondacrypto.
Największy problem: państwo widziało fragmenty, ale czy dostrzegło całość?
Najnowsze informacje pokazują, jak wiele instytucji pojawia się w tej historii.
UOKiK analizował regulaminy i skargi konsumentów.
ABW otrzymała sygnały dotyczące potrzeby zbadania przepływów finansowych.
GIIF został wskazany jako instytucja mogąca wesprzeć taką analizę.
Prokuratura prowadziła postępowania dotyczące działalności giełdy i osób z nią związanych.
Równolegle trwały prace nad regulacjami rynku kryptowalut.
A Zondacrypto finansowała wydarzenia medialne i sportowe, budując rozpoznawalność oraz relacje z różnymi środowiskami.
Nie wiadomo jeszcze, czy wszystkie te instytucje dysponowały tymi samymi informacjami.
Nie wiadomo, jakie wnioski wyciągały.
Nie wiadomo też, czy mogły skutecznie zapobiec stratom.
Ale pojawia się pytanie o funkcjonowanie całego systemu.
Czy państwo potrafiło połączyć rozproszone sygnały w jeden obraz ryzyka?
Bo zagrożenie dla klientów nie musi ujawniać się jednocześnie w każdym urzędzie.
Jeden organ widzi niepokojące postanowienia umowne.
Drugi dostrzega podejrzane transfery.
Trzeci bada możliwe przestępstwa.
Czwarty zajmuje się regulacjami rynku.
Jeżeli te informacje pozostają rozdzielone, nawet poważne zagrożenie może przez długi czas nie zostać właściwie ocenione.
To nie jest jeszcze ustalenie, że w sprawie Zondacrypto właśnie tak się stało.
To hipoteza wymagająca zbadania na podstawie dokumentów i chronologii działań instytucji.
Pytania, na które państwo powinno odpowiedzieć
Najważniejsze nie jest dziś kolejne polityczne oświadczenie.
Najważniejsze są dokumenty.
Czy UOKiK sporządził pisemne zawiadomienie lub notatkę ze spotkania z ABW we wrześniu 2025 roku?
Jakie konkretnie zagrożenia wskazano?
Czy ABW przekazała sprawę do dalszej analizy?
Czy GIIF został zaangażowany?
Czy prokuratura znała te ustalenia przed kryzysem wypłat?
Czy analizowano możliwość zabezpieczenia aktywów klientów?
I czy obecnie powołany zespół prokuratorów bada również skuteczność wcześniejszych działań instytucji państwowych?
Odpowiedzi nie muszą oznaczać ujawnienia informacji niejawnych ani szczegółów trwającego śledztwa.
Państwo powinno jednak potrafić wyjaśnić przynajmniej chronologię i zakres podjętych działań, o ile nie zagraża to postępowaniu.
Zondacrypto. Pytanie o pieniądze staje się pytaniem o państwo
Afera Zondacrypto zaczynała się w debacie publicznej od problemów klientów z wypłatą środków.
Później ujawniano kolejne powiązania, sponsorowane przedsięwzięcia, kontakty polityczne i podejrzenia dotyczące działalności giełdy.
Dziś pojawia się następny wymiar.
Instytucjonalny.
Jeżeli prezes UOKiK mówi, że już rok wcześniej wskazywał ABW potrzebę zbadania przepływów finansowych, trudno uznać tę informację za drugorzędną.
Nie jest ona dowodem bezczynności służb.
Nie przesądza o odpowiedzialności urzędników.
Ale pokazuje, że ostrzeżenia poprzedzały kryzys.
A to wystarczający powód, by zapytać o ich dalsze losy.
Bo największym problemem afery Zondacrypto może okazać się nie tylko to, co robili ludzie zarządzający giełdą.
Równie ważne będzie ustalenie, co zrobiło państwo, kiedy zaczęło otrzymywać informacje, że z tą giełdą może dziać się coś poważnie niepokojącego.
I czy wykorzystało wszystkie dostępne możliwości, zanim klienci zaczęli tracić dostęp do swoich pieniędzy. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy





