Donald Tusk. Zondacrypto. Łapownictwo. Korzyść majątkowa. Prokuratura.
Wystarczy umieścić te słowa obok siebie, żeby powstał nagłówek, który zaczyna żyć własnym życiem.
Nie trzeba postawić zarzutów.
Nie trzeba udowodnić przekazania pieniędzy.
Nie trzeba nawet wykazać, że premier wiedział, iż Zondacrypto sponsorowała wydarzenie, w którym uczestniczył.
Wystarczy zawiadomienie do prokuratury.
I właśnie dlatego najnowszy ruch polityków PiS w sprawie Zondacrypto jest interesujący nie tylko prawnie, lecz przede wszystkim jako przykład działania współczesnej komunikacji politycznej.
Bo między zdaniem:
„PiS zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu przyjęcia korzyści przez Donalda Tuska”
a zdaniem:
„Donald Tusk przyjął korzyść od Zondacrypto”
jest przepaść.
Tyle że w nagłówku ta przepaść potrafi niemal zniknąć.
Co naprawdę się wydarzyło?
23 września politycy Prawa i Sprawiedliwości poinformowali o skierowaniu do Prokuratury Krajowej zawiadomienia dotyczącego podejrzenia popełnienia przestępstwa z art. 228 Kodeksu karnego.
Przepis dotyczy łapownictwa biernego, czyli przyjmowania korzyści majątkowej lub osobistej albo jej obietnicy w związku z pełnieniem funkcji publicznej.
W zawiadomieniu wskazano premiera Donalda Tuska, byłego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara oraz – według wypowiedzi polityków PiS – potencjalnie inne osoby z rządu.
I na tym kończy się obecnie najważniejszy fakt procesowy.
Złożono zawiadomienie.
Nie oznacza to, że Donald Tusk usłyszał zarzut korupcji.
Nie oznacza, że prokurator stwierdził istnienie przestępstwa.
Nie oznacza nawet, że przedstawiona przez PiS konstrukcja prawna zostanie zaakceptowana przez prokuraturę.
To dopiero informacja przekazana organowi ścigania wraz z żądaniem jej zbadania.
Skąd więc „korzyść”?
Tu zaczyna się najciekawsza część tej historii.
Zondacrypto była jednym ze sponsorów Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach w 2024 roku.
W inauguracji kongresu uczestniczył Donald Tusk, a w wydarzeniu brali udział również m.in. minister finansów Andrzej Domański i ówczesny minister sprawiedliwości Adam Bodnar.
Politycy PiS zwracają uwagę na chronologię: wydarzenie odbyło się kilkanaście dni po umorzeniu w kwietniu 2024 roku jednego z wątków postępowania dotyczącego giełdy.
I z tych dwóch zdarzeń budują pytanie o możliwą korzyść.
Marcin Warchoł tłumaczył, że korzyść nie musi oznaczać wręczenia komuś pieniędzy. Jako potencjalne formy wskazywał sponsoring, promocję czy oprawę medialną.
Tyle że pomiędzy:
„firma sponsorowała wydarzenie, na którym wystąpił premier”
a:
„premier przyjął korzyść w związku z pełnieniem funkcji publicznej”
brakuje najważniejszego elementu.
Dowodu.
Sponsor kongresu nie staje się automatycznie sponsorem premiera
To rozróżnienie jest fundamentalne.
Europejski Kongres Gospodarczy nie jest Donaldem Tuskiem.
Sponsorowanie wydarzenia, w którym występuje premier, nie jest automatycznie przekazaniem korzyści premierowi.
Obecność ministra na konferencji sponsorowanej przez przedsiębiorstwo nie dowodzi, że minister otrzymał od przedsiębiorstwa świadczenie.
A zbieżność czasowa pomiędzy decyzją prokuratury i późniejszym wydarzeniem sponsorowanym przez firmę może uzasadniać pytania, ale sama nie dowodzi związku przyczynowego.
Żeby z politycznie atrakcyjnej chronologii powstała sprawa korupcyjna, trzeba byłoby wykazać coś znacznie więcej.
Kto zawierał umowę?
Ile zapłaciła Zondacrypto?
Kto był beneficjentem świadczenia?
Czy premier wiedział o sponsorze?
Czy ktokolwiek kontaktował się z KPRM w związku ze sponsoringiem?
Czy istniało oczekiwanie określonego działania ze strony osoby pełniącej funkcję publiczną?
Czy istnieje jakikolwiek dowód łączący sponsoring z decyzją procesową?
To są pytania dla prokuratora.
Na większość z nich opinii publicznej obecnie odpowiedzi nie przedstawiono.
Ale nagłówek już istnieje
I tutaj dochodzimy do sedna.
Rzeczpospolita/PAP informację zatytułowała:
„PiS zawiadomił prokuraturę ws. przyjęcia przez Donalda Tuska korzyści od Zondacrypto”.
To zdanie jest informacyjnie czymś zupełnie innym niż:
„Donald Tusk przyjął korzyść od Zondacrypto”.
Pierwsze opisuje działanie PiS.
Drugie stwierdzałoby działanie Tuska.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy odbiorca widzi przede wszystkim zestaw słów:
TUSK – KORZYŚĆ – ZONDACRYPTO – PROKURATURA.
I nie dociera już do słowa „zawiadomienie”.
To klasyczny problem komunikacyjny: informacja może być formalnie prawdziwa, a jednocześnie powodować powstanie w głowie odbiorcy skojarzenia znacznie silniejszego niż materiał dowodowy, który za nią stoi.
Pięć różnych rzeczy, które w politycznym przekazie potrafią stać się jednym
Warto więc uporządkować pojęcia.
1. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa
Ktoś informuje organy ścigania, że jego zdaniem mogło dojść do przestępstwa.
2. Wszczęcie postępowania
Prokuratura uznaje, że istnieją podstawy do prowadzenia postępowania.
3. Status podejrzanego i przedstawienie zarzutów
Prokurator uznaje materiał za wystarczający do przedstawienia konkretnej osobie zarzutu.
4. Akt oskarżenia
Prokuratura kieruje sprawę przeciwko konkretnej osobie do sądu.
5. Prawomocne skazanie
Sąd stwierdza winę.
Donald Tusk znajduje się obecnie w tej historii na pierwszym poziomie: polityczni przeciwnicy złożyli zawiadomienie.
Radosław Piesiewicz czy Artur K. znajdują się w zupełnie innym miejscu procedury — są podejrzanymi, którym prokuratura przedstawiła konkretne zarzuty, a sądy zdecydowały o zastosowaniu wobec nich tymczasowego aresztowania.
Wrzucenie wszystkich tych osób do jednego worka pod nazwą „afera Zondacrypto” zaciera zasadniczą różnicę.
Jeszcze ciekawszy jest moment, w którym pojawia się zawiadomienie
Bo polityczna wojna wokół Zondacrypto trwa już od tygodni.
Donald Tusk wcześniej sam wykorzystywał ustalenia śledztwa w politycznym sporze.
Przed głosowaniem dotyczącym prezydenckiego weta do ustawy o rynku kryptoaktywów premier z mównicy sejmowej cytował fragmenty zeznań ze śledztwa i mówił o „infiltracji środowisk politycznych”. PiS odpowiedział wtedy innym zawiadomieniem — dotyczącym ujawnienia przez premiera informacji z postępowania.
W sprawie pojawiały się wcześniej nazwiska polityków prawicy.
Było spotkanie Michała Moskala z Przemysławem Kralem na Ibizie.
Był CPAC sponsorowany przez Zondacrypto.
Był prezydent Karol Nawrocki i polityczny spór dotyczący ustawy o rynku kryptoaktywów.
Były relacje ludzi Zondacrypto z otoczeniem Telewizji Republika.
Pojawił się również Radosław Piesiewicz, wobec którego sytuacja jest już procesowo zupełnie inna — prokuratura przedstawiła mu zarzuty.
Teraz do politycznej mapy afery PiS dokłada Donalda Tuska.
Zaczyna się wojna nie tylko o fakty, ale o nazwę afery
I być może właśnie to jest najciekawsze.
Jedna strona politycznego konfliktu pokazuje:
Zondacrypto – PiS – Republika – CPAC – Moskal – Nawrocki.
Druga odpowiada:
Zondacrypto – Tusk – Bodnar – Europejski Kongres Gospodarczy.
W ten sposób śledztwo dotyczące setek milionów, kryptowalut, podejrzeń prania pieniędzy, zaginionego Sylwestra Suszka, 3900 bitcoinów i tysięcy pokrzywdzonych zaczyna być przekształcane w polityczną bitwę o to, czyja będzie afera.
A to może być wyjątkowo wygodne dla polityków.
Bo zamiast pytania:
„Co wydarzyło się w Zondacrypto?”
zaczynamy pytać:
„Czyja jest Zondacrypto?”
Tymczasem prawdziwe pytania są gdzie indziej
Gdzie znajdują się aktywa klientów?
Co stało się z 3900 BTC, które według zarzutów miały zostać wykorzystane jako zabezpieczenie pożyczki?
Jak działały procedury bezpieczeństwa i AML?
Dlaczego człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo giełdy jest dziś podejrzany o udział w zorganizowanej grupie przestępczej?
Co stało się z Sylwestrem Suszkiem?
Dlaczego po jego zaginięciu Przemysław Kral miał przelewać pieniądze Lukasowi R. ps. „Ramzes”?
Jak głęboko Zondacrypto weszła w świat polityki, mediów, sportu i instytucji?
I przede wszystkim:
czy za którymkolwiek z tych kontaktów stała niedozwolona wymiana korzyści, czy były to zwykłe relacje biznesowe i sponsoringowe?
To trzeba udowodnić osobno w każdym przypadku.
Niezależnie od partyjnego logo.
Bo zawiadomienie można złożyć. Dowód trzeba znaleźć.
I właśnie tę różnicę warto zapamiętać z najnowszej odsłony Zondacrypto.
Polityk może zwołać konferencję prasową.
Może wskazać artykuł Kodeksu karnego.
Może złożyć zawiadomienie.
Może powiedzieć „łapownictwo”, „korzyść”, „prokuratura”.
Media mogą to następnie zacytować.
Internet może skrócić przekaz do kilku najbardziej nośnych słów.
A po kilku godzinach nazwisko człowieka zaczyna funkcjonować obok słowa „korupcja”.
Ale żaden z tych etapów nie zastępuje dowodu.
Dlatego w Radiu DTR będziemy stosować prostą zasadę.
Jeżeli PiS zawiadomił prokuraturę — napiszemy, że PiS zawiadomił prokuraturę.
Jeżeli prokuratura rozpocznie postępowanie — napiszemy, że prokuratura rozpoczęła postępowanie.
Jeżeli komuś przedstawi zarzuty — napiszemy, że usłyszał zarzuty.
A jeżeli sąd stwierdzi winę — wtedy napiszemy, że został skazany.
Nie wcześniej.
Bo pomiędzy politycznym oskarżeniem a udowodnioną winą znajduje się coś, czego w wojnie na nagłówki coraz częściej brakuje.
Postępowanie dowodowe.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.






