Zabezpieczony majątek wart około 125 milionów złotych, potencjalne zobowiązania liczone w setkach milionów euro i syndyk, który według doniesień prasowych musiał finansować część postępowania z własnych pieniędzy. Tymczasem komitet wierzycieli wskazuje na transfery kryptowalut o wartości około 21 milionów dolarów oraz kolejne operacje, do których miało dochodzić już po sądowym zakazie rozporządzania majątkiem spółki. W sprawie Zondacrypto coraz ważniejsze staje się nie tylko pytanie, gdzie zniknęły pieniądze, ale również kto, kiedy i na jakiej podstawie mógł nimi dysponować.
Termin minął. Pieniędzy nadal nie ma
27 października zakończył się zasadniczy termin zgłaszania wierzytelności w estońskim postępowaniu upadłościowym spółki BB Trade Estonia, operatora giełdy Zondacrypto.
Dla poszkodowanych oznacza to zakończenie ważnego etapu proceduralnego. Nie oznacza natomiast zakończenia weryfikacji zgłoszeń ani ustalenia, ile pieniędzy rzeczywiście uda się odzyskać.
Na dzień przygotowania tej publikacji nie dysponujemy końcowym, urzędowo zweryfikowanym bilansem zgłoszonych i uznanych wierzytelności.
W ostatnich dniach przed upływem terminu przedstawiciele wierzycieli informowali o rosnącej liczbie zgłoszeń. Ich wartość mogła zbliżyć się do 50 milionów euro.
Nie należy jednak utożsamiać tej kwoty z całkowitymi zobowiązaniami giełdy.
Z wcześniejszych dokumentów estońskiego postępowania, opisanych przez dziennikarzy Wirtualnej Polski i TVN24, wynikało bowiem, że zobowiązania BB Trade Estonia mogły wynosić co najmniej 431,94 miliona euro. W innych szacunkach potencjalne roszczenia przekraczały nawet 700 milionów euro.
Różnica jest ogromna.
Ale nie musi oznaczać, że pozostałe wierzytelności przestały istnieć. Część klientów mogła nie zgłosić roszczeń, część mogła mieć trudności z udokumentowaniem salda, a część zgłoszeń wymagała uzupełnienia.
Według danych przedstawionych wcześniej przez Money.pl na około 5000 zgłoszeń aż 1350 zawierało braki uniemożliwiające ich przyjęcie bez dodatkowych dokumentów.
To ponad jedna czwarta.
Dane te pochodziły jednak z wcześniejszego etapu postępowania. Nie wiadomo, ile braków zostało później skutecznie usuniętych.
Powstaje zatem pierwsze zasadnicze pytanie: czy poszkodowani, którzy utracili dostęp do rachunków i dokumentacji giełdy, otrzymali realną możliwość udowodnienia wysokości swoich roszczeń?
21 milionów dolarów. Nowy trop prowadzi do Krakena
26 października komitet wierzycieli BB Trade Estonia przyjął uchwałę dotyczącą odzyskiwania majątku spółki.
Jej ustalenia dzień później opisał portal XYZ.
Według analiz przywołanych przez komitet między grudniem 2025 a kwietniem 2026 roku z portfeli spółki miały zostać przekazane kryptoaktywa o wartości około 21 milionów dolarów na adres depozytowy giełdy Kraken.
Dodatkowe transfery miały trafiać również na inne platformy.
To jeden z najważniejszych nowych tropów w sprawie.
Nie chodzi wyłącznie o samą kwotę.
Transakcje blockchain pozostawiają zapis pozwalający badać przepływ aktywów między adresami. Nie oznacza to jednak, że na podstawie samego adresu można bezspornie ustalić właściciela środków albo osobę wydającą dyspozycję.
W przypadku giełd kryptowalut szczególne znaczenie mają wewnętrzne dane rachunków, identyfikacja klientów i dokumentacja transakcji.
Dlatego komitet wierzycieli domaga się ustalenia, czy polska prokuratura zidentyfikowała odbiorców transferów, zwróciła się o odpowiednie dane i podjęła działania zmierzające do zabezpieczenia środków.
Nie mamy obecnie niezależnie zweryfikowanego zestawienia wszystkich wskazanych transakcji ani oficjalnego stanowiska prokuratury potwierdzającego, że stanowiły one przestępstwo.
Nie można zatem pisać, że 21 milionów dolarów zostało udowodnionym sposobem skradzione.
Można natomiast postawić pytanie, na które powinna odpowiedzieć dokumentacja finansowa:
Kto dysponował aktywami, kto zatwierdzał transfery i czy środki należały do spółki, jej klientów, czy innych podmiotów?
Zakaz sądu, a kryptowaluty nadal w ruchu?
Jeszcze poważniejsze pytania dotyczą operacji, do których miało dochodzić po 27 lipca 2026 roku.
To data istotna dla estońskiego postępowania. Według relacji o uchwale komitetu wierzycieli obowiązywał już wówczas sądowy zakaz rozporządzania majątkiem spółki.
Mimo to z portfela XRP miały następować kolejne wypływy środków.
Nie jest to pierwszy sygnał dotyczący takich operacji.
We wrześniu Money.pl opisał transakcje z 22 sierpnia, kiedy z badanego portfela wypłynęło 21 tysięcy XRP o ówczesnej wartości około 105 tysięcy złotych.
Syndyk Margus Lentsius informował dziennikarzy, że nie udzielał zgody na te transakcje.
Wymaga to jednak istotnego zastrzeżenia: sam zapis transferu nie rozstrzyga jeszcze, czy dane aktywa prawnie należały do masy upadłościowej, kto był uprawniony do ich przeniesienia i czy konkretna operacja naruszała postanowienie sądu.
Takie ustalenia wymagają dokumentów, identyfikacji rachunków i oceny prawnej.
Jeżeli jednak potwierdzi się, że po ustanowieniu zakazu osoby nieuprawnione nadal wyprowadzały majątek spółki, będzie to oznaczało problem wykraczający poza samą historię niewypłacalności.
Będzie to pytanie o skuteczność zabezpieczenia aktywów w postępowaniu sądowym.
Bo sąd może zakazać rozporządzania majątkiem, ale kryptowaluty nie przestają istnieć w sieci tylko dlatego, że wydano postanowienie.
Ktoś może nadal posiadać klucze prywatne, dostęp do infrastruktury lub możliwość składania dyspozycji.
Dlatego podstawowym problemem staje się faktyczna kontrola nad aktywami, a nie wyłącznie formalny zakaz ich przenoszenia.
125 milionów złotych pod zabezpieczeniem. Syndyk ma znacznie mniej
Polska prokuratura poinformowała 23 października, że wartość zabezpieczeń majątkowych w połączonym postępowaniu dotyczącym Zondacrypto wynosi około 125 milionów złotych.
To istotna kwota.
Nie oznacza jednak, że taki majątek znajduje się w dyspozycji estońskiego syndyka.
Z wcześniejszych dokumentów sądowych wynikało, że zarządca zidentyfikował aktywa spółki o wartości około 167 tysięcy euro.
Nie jest to aktualny bilans środków dostępnych do wypłat, lecz wartość ustalona na określonym etapie postępowania.
Różnica między publicznie ogłaszanymi zabezpieczeniami a majątkiem pozostającym w dyspozycji syndyka pokazuje fundamentalny problem prawny.
Polska prokuratura zabezpiecza aktywa na potrzeby postępowania karnego.
Estoński syndyk potrzebuje majątku należącego do upadłej spółki, aby móc zaspokajać jej wierzycieli.
To nie zawsze są te same składniki majątkowe.
Prokuratura sama zastrzegła, że część zabezpieczonych aktywów dotyczy innych wątków śledztwa i nie pochodzi z korzyści uzyskanych kosztem klientów giełdy.
Nie można zatem przyjąć, że wszystkie 125 milionów złotych powinno zostać przekazane syndykowi.
Z drugiej strony nie można ignorować pytania, czy wśród zabezpieczonych aktywów znajdują się składniki należące do BB Trade Estonia, które zgodnie z właściwymi przepisami powinny zasilić masę upadłościową.
W wypowiedzi przytoczonej 27 października przez TVN24 rzeczniczka Prokuratora Generalnego Anna Adamiak wskazywała na brak prawnej możliwości bezpośredniego przekazania syndykowi majątku zabezpieczonego w postępowaniu karnym.
To stanowisko nie przesądza jednak, że nie istnieją żadne inne procedury pozwalające na ustalenie własności poszczególnych aktywów i dochodzenie ich wydania.
Właśnie dlatego najważniejsze nie jest pytanie, ile majątku zabezpieczono, lecz jaka jego część należy do upadłej spółki i jaką drogą prawną można ją odzyskać.
Syndyk, który sam finansuje postępowanie
Jeszcze bardziej niepokojący obraz wyłania się z ustaleń Money.pl opublikowanych 23 października.
Według tej relacji estoński syndyk miał wyłożyć około 7 tysięcy euro własnych pieniędzy na prowadzenie postępowania.
Dziennikarze podali również, że koszty jego podróży na spotkanie z przedstawicielami polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości pokrył przedstawiciel wierzycieli.
Jeżeli informacje te prawidłowo opisują sytuację finansową postępowania, ujawniają istotną dysproporcję.
Po jednej stronie mamy potencjalne zobowiązania sięgające setek milionów euro.
Po drugiej — syndyka, który musi organizować środki na podstawowe czynności.
Nie jest to wyłącznie problem organizacyjny.
Odzyskiwanie kryptoaktywów może wymagać specjalistycznych analiz blockchain, współpracy z zagranicznymi giełdami, pomocy prawnej i działań przed sądami różnych państw.
Wszystko to kosztuje.
A brak środków na prowadzenie postępowania może ograniczać możliwość odnajdywania kolejnych aktywów.
Powstaje paradoks: żeby odzyskać pieniądze wierzycieli, syndyk potrzebuje pieniędzy, których właśnie brakuje.
Nie oznacza to automatycznie bezczynności polskich instytucji. Pokazuje jednak, że deklarowana współpraca musi zostać przełożona na konkretne rozwiązania proceduralne.
Czy Zondacrypto była niewypłacalna już w 2022 roku?
W całej historii istnieje jeszcze jeden szczególnie istotny wątek.
Z dokumentów estońskiego postępowania, opisanych we wrześniu przez WP i TVN24, wynikało, że trwała niewypłacalność spółki mogła powstać już pod koniec 2022 roku.
Według ustaleń zarządcy miało to mieć związek z utratą dostępu do zimnego portfela zawierającego około 4500 bitcoinów.
Zimny portfel to sposób przechowywania kryptowalut poza systemami stale połączonymi z internetem.
Utrata dostępu do kluczy umożliwiających dysponowanie aktywami może oznaczać, że środki pozostają zapisane w blockchainie, ale podmiot nie może ich wykorzystać.
To nie jest równoznaczne z ich kradzieżą.
Nie oznacza też automatycznie, że spółka była prawnie niewypłacalna od konkretnego dnia.
Jednak możliwość utraty dostępu do tak znaczących aktywów już w 2022 roku rodzi fundamentalne pytania.
Co wiedział zarząd?
Czy informowano o tym kontrahentów i klientów?
Jak oceniano wypłacalność spółki w kolejnych latach?
Czy istniały mechanizmy kontroli pozwalające potwierdzić, że środki klientów rzeczywiście były dostępne?
I wreszcie: dlaczego giełda kontynuowała działalność oraz podejmowała kosztowne przedsięwzięcia sponsorskie, skoro — według późniejszej oceny zarządcy — problemy finansowe mogły rozpocząć się znacznie wcześniej?
To nie jest jeszcze dowód świadomego oszukiwania klientów.
To jednak jedna z najważniejszych hipotez wymagających sprawdzenia na podstawie ksiąg rachunkowych, dokumentacji portfeli, umów i korespondencji osób zarządzających spółką.
PKOl, politycy i sponsorzy. Kiedy pojawiły się pieniądze, a kiedy problemy?
Wśród przedsięwzięć sponsorskich Zondacrypto szczególne miejsce zajmuje współpraca z Polskim Komitetem Olimpijskim.
Prezes PKOl Radosław Piesiewicz pojawia się również w odrębnych wątkach badanych przez organy ścigania.
Prokuratura Krajowa oficjalnie potwierdziła wcześniej, że weryfikuje informacje dotyczące możliwości przekazania mu korzyści majątkowej.
Nie oznacza to jednak, że każda umowa sponsorka PKOl stanowiła przestępstwo albo że środki przeznaczone na sponsoring pochodziły z majątku klientów.
Tego rodzaju wniosek wymagałby udokumentowania konkretnych przepływów.
Podobnie należy traktować finansowanie organizacji związanych ze Zbigniewem Ziobrą, Przemysławem Wiplerem, Telewizji Republika oraz konferencji CPAC.
Prokuratura wskazywała te obszary jako przedmiot weryfikacji.
Nie przedstawiła jednak w ostatnich dniach nowych publicznych ustaleń procesowych pozwalających uznać wszystkie medialne podejrzenia za udowodnione przestępstwa.
W odniesieniu do Michała Moskala i Karola Nawrockiego również trzeba oddzielić publicznie opisywane relacje polityczne i biznesowe od konkretnych zarzutów karnych.
Nie ma podstaw do przypisywania im odpowiedzialności za upadłość giełdy bez odpowiednich dowodów.
Jednak z perspektywy interesu publicznego pojawia się ważne pytanie chronologiczne.
Jeżeli problemy z wypłacalnością operatora rzeczywiście rozpoczęły się pod koniec 2022 roku, to jakie środki spółka lub podmioty z nią związane przeznaczały później na sponsoring, promocję, fundacje i wydarzenia publiczne?
Kto był stroną poszczególnych umów?
Z jakich rachunków realizowano płatności?
Czy zobowiązania sponsorskie były wykonywane w całości?
Bez odpowiedzi na te pytania nie można ani potwierdzić nielegalnego finansowania, ani definitywnie wykluczyć nieprawidłowości.
Trzy weta i nadal nierozwiązany problem regulacji
Afera Zondacrypto stała się również elementem politycznego sporu o ustawę dotyczącą rynku kryptoaktywów.
Prezydent Karol Nawrocki trzykrotnie zawetował rozwiązania legislacyjne, a 4 września 2026 roku Sejm nie zdołał odrzucić trzeciego weta.
Za ponownym uchwaleniem ustawy głosowało 241 posłów, przeciw było 198, a trzech wstrzymało się od głosu. Do wymaganej większości zabrakło 25 głosów.
Rząd wskazywał na potrzebę zapewnienia nadzoru Komisji Nadzoru Finansowego nad rynkiem.
Przeciwnicy ustawy kwestionowali natomiast proporcjonalność proponowanych rozwiązań oraz obciążenia nakładane na branżę.
Spór ten nie powinien jednak przesłaniać podstawowego faktu.
Unijne rozporządzenie MiCA stanowi odrębny, bezpośrednio stosowany element systemu regulacyjnego. Brak polskiej ustawy nie oznacza więc całkowitego braku jakichkolwiek unijnych przepisów dotyczących kryptoaktywów.
Może natomiast powodować problemy z krajowym wyznaczeniem właściwego organu, kompetencjami nadzorczymi i skutecznym egzekwowaniem części obowiązków.
Nie można też twierdzić, że uchwalenie ustawy automatycznie zapobiegłoby upadłości Zondacrypto.
Wymagałoby to odrębnej analizy dat, obowiązków regulacyjnych, okresów przejściowych i mechanizmów nadzoru.
Polityczna odpowiedzialność za kształt prawa jest czymś innym niż odpowiedzialność karna za ewentualne przestępstwa.
Mieszanie tych dwóch zagadnień może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego: zamiast wyjaśniać aferę, zamieni ją w kolejną partyjną awanturę.
Najważniejsze pytania, na które nadal nie ma odpowiedzi
Po wydarzeniach ostatnich dni można wskazać kilka kwestii, które powinny stać się przedmiotem dalszych ustaleń.
Czy prokuratura posiada kompletną analizę transferów kryptowalut o wartości około 21 milionów dolarów?
Czy ustalono właścicieli rachunków, na które trafiały aktywa?
Czy po 27 lipca 2026 roku dochodziło do nieuprawnionego rozporządzania majątkiem BB Trade Estonia?
Jakie działania podjęto wobec zagranicznych giełd i operatorów rachunków?
Jaka część majątku zabezpieczonego w Polsce rzeczywiście należy do upadłej spółki?
Czy istnieje prawna droga jego wydania syndykowi albo wykorzystania do zaspokojenia wierzycieli?
I wreszcie: jaki jest końcowy bilans prawidłowo zgłoszonych wierzytelności po upływie terminu 27 października?
To pytania, na które nie wystarczy odpowiedź o prowadzeniu intensywnych czynności.
Potrzebne są konkretne ustalenia, oczywiście w zakresie, w jakim ich ujawnienie nie zagrozi śledztwu.
Państwo zabezpiecza. Syndyk szuka. Wierzyciele czekają
W sprawie Zondacrypto nie brakuje dziś wielkich liczb.
125 milionów złotych zabezpieczonego majątku.
Około 21 milionów dolarów w transferach wskazanych przez komitet wierzycieli.
Co najmniej 431,94 miliona euro potencjalnych zobowiązań ustalonych na wcześniejszym etapie postępowania.
I około 167 tysięcy euro aktywów zidentyfikowanych wówczas przez zarządcę.
Te kwoty opisują różne kategorie finansowe. Nie można ich bezpośrednio odejmować, dodawać ani traktować jako jednego bilansu.
Razem pokazują jednak skalę problemu.
Państwo prowadzi śledztwo i zabezpiecza majątek. Syndyk próbuje ustalić, co rzeczywiście należy do upadłej spółki. Wierzyciele dochodzą roszczeń, których pełnej wartości nadal nie zweryfikowano.
A pomiędzy tymi działaniami pojawia się najważniejsza kwestia: czas.
W przypadku aktywów cyfrowych możliwość szybkiego przenoszenia środków sprawia, że opóźnienia w identyfikacji rachunków, ustalaniu uprawnień i stosowaniu zabezpieczeń mogą mieć poważne konsekwencje.
Nie oznacza to, że każda opisana transakcja była nielegalna.
Oznacza jednak, że skuteczność ochrony majątku należy mierzyć nie tylko wartością wydanych postanowień, ale również faktycznym zabezpieczeniem aktywów.
Bo w tej aferze najdroższe może się okazać nie to, czego śledczy jeszcze nie znaleźli, lecz to, co było widoczne w blockchainie, a czego nie udało się na czas skutecznie zabezpieczyć.
I właśnie dlatego najważniejszym pytaniem po 27 października nie jest już wyłącznie to, ile pieniędzy stracili klienci Zondacrypto.
Najważniejsze jest to, ile można jeszcze odzyskać — i kto odpowiada za to, żeby kolejne środki nie zniknęły, zanim zapadną wyroki.
Radio DTR | Rafał Chwaliński
Materiał analityczny oparty na komunikatach organów ścigania, informacjach z postępowania upadłościowego i ustaleniach dziennikarskich. Osoby posiadające status podejrzanych korzystają z domniemania niewinności. Informacje o badanych transferach i możliwych nieprawidłowościach nie są równoznaczne z prawomocnym stwierdzeniem popełnienia przestępstwa. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy


