W Trzebnicy wybuchł spór o coś, co w demokracji lokalnej powinno być oczywiste: prawo radnych do zwołania sesji nadzwyczajnej.
Radni złożyli wniosek o zwołanie takiej sesji 3 marca 2026 roku. Dokument wpłynął do Urzędu Miejskiego w Trzebnicy, co potwierdza pieczęć kancelaryjna. Wniosek był skierowany do przewodniczącego Rady Miejskiej Mateusza Stanisza.
Kilka dni później radni otrzymali odpowiedź: przewodniczący odmówił zwołania sesji.
Powód? Według niego wniosek „nie spełnia wymagań formalnych”, a przedstawiony porządek obrad jest „niezgodny ze statutem gminy”.
Problem w tym, że przepisy prawa samorządowego mówią coś zupełnie innego.
Co mówi ustawa o samorządzie gminnym
Zgodnie z art. 20 ust. 3 ustawy o samorządzie gminnym:
„Na wniosek wójta lub co najmniej jednej czwartej ustawowego składu rady przewodniczący rady obowiązany jest zwołać sesję na dzień przypadający w ciągu 7 dni od dnia złożenia wniosku.”
Rada Miejska w Trzebnicy liczy 21 radnych.
Oznacza to, że wniosek o sesję nadzwyczajną może złożyć co najmniej 6 radnych.
Jeśli taki wniosek spełnia wymogi formalne, przewodniczący nie ma swobody uznania – ma obowiązek zwołać sesję.
Czy przewodniczący może oceniać porządek obrad?
Tu zaczyna się najciekawsza część całej sprawy.
W przypadku sesji nadzwyczajnej porządek obrad ustalają wnioskodawcy, czyli radni składający wniosek.
Rola przewodniczącego jest przede wszystkim organizacyjna i techniczna – zwołanie sesji, zawiadomienie radnych, przygotowanie obsługi obrad.
Nie jest jego kompetencją ocenianie politycznej czy merytorycznej zasadności porządku obrad.
Tymczasem w piśmie skierowanym do radnych przewodniczący stwierdził, że:
„przedstawiony przez Państwa porządek obrad jest niezgodny z postanowieniami statutu gminy”.
I właśnie na tej podstawie odmówił zwołania sesji.
Statut nie może być ponad ustawą
Statut gminy jest aktem prawa miejscowego. Nie może jednak ograniczać uprawnień wynikających z ustaw.
Jeżeli ustawa daje radnym prawo do zwołania sesji nadzwyczajnej, statut nie może tego prawa ograniczyć.
W praktyce oznacza to, że przewodniczący nie powinien blokować wniosku radnych, powołując się na interpretację statutu.
O czym radni chcieli rozmawiać
Z dokumentu wynika, że radni chcieli w trybie pilnym zająć się sprawą budynku przy ul. Stawowej 1 w Trzebnicy.
W porządku obrad znalazły się m.in.:
-
informacja burmistrza o zagrożeniu biologicznym i stanie technicznym obiektu,
-
powołanie komisji doraźnej do zbadania okoliczności zakupu budynku i wydatkowania środków,
-
ustalenie odpowiedzialności za jego stan techniczny.
Krótko mówiąc – sprawa dotyczy potencjalnych problemów finansowych i technicznych związanych z majątkiem gminy.
To właśnie takie tematy najczęściej trafiają na sesje nadzwyczajne.
Pytania, które pozostają bez odpowiedzi
Sprawa rodzi kilka istotnych pytań:
-
Ilu radnych podpisało wniosek o zwołanie sesji?
-
Czy liczba podpisów przekracza ustawowe minimum sześciu radnych?
-
Na jakiej podstawie prawnej przewodniczący uznał porządek obrad za sprzeczny ze statutem?
-
Dlaczego zamiast zwołać sesję i pozwolić radzie zdecydować, zdecydował się ją zablokować?
Demokracja lokalna to nie prywatny folwark
Sesja nadzwyczajna jest jednym z podstawowych narzędzi kontroli władzy w samorządzie.
Jeżeli radni nie mogą jej zwołać, pojawia się pytanie o rzeczywisty stan lokalnej demokracji.
Bo rada gminy – przynajmniej w teorii – jest najwyższym organem władzy w gminie.
Nie przewodniczący.
Sprawa zapewne będzie miała ciąg dalszy.
Jeśli radni rzeczywiście spełnili ustawowe wymogi, odmowa zwołania sesji może stać się przedmiotem sporu prawnego.
A wtedy odpowiedzi będzie musiał udzielić już nie przewodniczący rady, lecz organy nadzoru nad samorządem.




