Czy w Trzebnicy trwa jeszcze samorządność, czy tylko jej dekoracje?
Zmiana statutu gminy, przegłosowana na przełomie listopada i grudnia 2025 r., odsłoniła mechanizm, który trudno nazwać inaczej niż patologicznym samorządem zależnym od jednej osoby.
Jak wygląda proces, w którym radni sami odbierają sobie prawa?
W normalnej gminie to radni kontrolują burmistrza.
W Trzebnicy — radni postanowili podziękować za ten przywilej.
Nowe zapisy statutu uzależniają dostęp do dokumentów i informacji od zgody burmistrza. To on decyduje, co wolno, czego nie, a co jest „niecelowe”.
„Radny ma prawo prosić, ale nie ma prawa wiedzieć” — tak opisuje sytuację jeden z radnych opozycji (źródło: relacje radnych z sesji).
Jeżeli ktoś ma poczucie, że to brzmi jak satyra polityczna, to smutna informacja:
to rzeczywistość Gminy Trzebnica.
Dlaczego radni zgodzili się na taki absurd?
Tu dochodzimy do sedna problemu.
Większość radnych dobrowolnie oddała swoje ustawowe kompetencje w ręce burmistrza.
To nie jest już błąd.
To sprzeniewierzenie się zasadom, które powinni chronić.
Radny jest po to, by pilnować władzy.
A nie po to, by jej służyć.
W Trzebnicy mamy do czynienia z fenomenem politycznym, w którym radni:
milczą,
nie pytają,
nie kontrolują,
biją brawo,
zatwierdzają wszystko, co burmistrz przedłoży.
To słynny syndrom:
„Trzy małpy społeczne: nie widzę, nie słyszę, nie mówię”.
A demokracja umiera nie wtedy, gdy władza popełnia nadużycie.
Demokracja umiera, gdy ci, którzy mają ją bronić, odwracają wzrok.
Czy inwestycje usprawiedliwiają milczenie?
Władza w Trzebnicy lubi powtarzać, że „robi inwestycje”, a więc należy się wdzięczność.
Argument chwytliwy, ale fałszywy.
Bo:
Gmina nie robi łaski mieszkańcom, że wydaje ich własne pieniądze.
To podstawowy obowiązek, a nie prezent od burmistrza.
Obowiązek realizowany dziś w atmosferze:
braku kontroli,
braku jawności,
braku nadzoru radnych,
braku odwagi cywilnej wśród większości wybranych przedstawicieli.
Inwestycja bez przejrzystości to nie sukces.
To ryzyko.
Co mówią przepisy? A co robi Trzebnica?
Art. 24 ustawy o samorządzie gminnym przyznaje radnym niezbywalne prawo do informacji i kontroli.
Nie można go ograniczyć statutem.
Nie można go warunkować zgodą burmistrza.
Nie można go „regulować” wbrew ustawie.
W Trzebnicy przyjęto jednak rozwiązanie będące:
– zaprzeczeniem ustawy,
– zaprzeczeniem demokracji,
– zaprzeczeniem zdrowego rozsądku.
To powód, dla którego uchwała może zostać unieważniona przez nadzór wojewody, a następnie przez sąd administracyjny.
Największy problem? Radni nie stali się ofiarami. Stali się współautorami.
To nie jest historia o burmistrzu, który „przejął władzę”.
To jest historia o radnych, którzy odpuścili swoją rolę.
Którzy uznali, że wygodniej jest klaskać niż nadzorować.
Którzy wolą nie zadawać pytań, bo odpowiedzi mogłyby być kłopotliwe.
„Radny, który nie kontroluje, przestaje być radnym. Staje się funkcjonariuszem politycznej wygody” — mówi jeden z lokalnych samorządowców (źródło: rozmowy redakcyjne).
I właśnie to widzimy w Trzebnicy.
Czy to jeszcze samorząd?
Jeśli radni:
nie mają odwagi,
nie mają niezależności,
nie mają głosu,
to nie reprezentują mieszkańców.
Reprezentują władzę.
A gmina, w której większość rady klęka przed burmistrzem zamiast patrzeć mu na ręce, staje się wydmuszką demokracji.
Cytaty dokumentujące problem
„Wprowadzono rozwiązania uniemożliwiające radnym skuteczną kontrolę burmistrza.” — relacje radnych opozycji.
„To jest próba kneblowania ust radnym i odbierania im prawa do wykonywania mandatu.” — komentarze medialne lokalnych dziennikarzy.
„Statut nie może przekreślać praw radnych wynikających wprost z ustawy — to oczywista nielegalność.” — opinie prawne przytaczane w publikacjach regionalnych.
Źródła: relacje radnych z sesji, lokalne media, treść ustawy o samorządzie gminnym.
Wnioski? Trzebnica testuje granice bezprawia.
I robi to dlatego, że może.
Bo radni na to pozwalają.
Bo większość rady wolała posłuszeństwo zamiast odpowiedzialności.
A gdy przedstawiciele mieszkańców stają się wasalami burmistrza, nie ma już samorządu.
Jest tylko system zależności, w którym lokalna władza działa bez kontroli, a obywatele — bez ochrony.
Autor: Rafał Chwaliński







