Państwo buduje piaskownicę dla AI. 35 mln zł na miejsce, w którym algorytm ma najpierw popełniać błędy

Oceń materiał

Sztuczna inteligencja w urzędzie nie powinna uczyć się na mieszkańcu, podatniku ani przedsiębiorcy. Najpierw ma dostać własną piaskownicę. Państwo przeznacza 35 mln zł na stworzenie środowiska, w którym firmy i administracja będą mogły testować systemy AI, zanim te trafią do rzeczywistego użycia. Dla samorządów może to być szczególnie interesujące: mają dostać nie tylko ekspercką pomoc, ale także dostęp do infrastruktury obliczeniowej, polskich modeli językowych, chatbotów, asystentów i narzędzi OCR.

Centrum Projektów Polska Cyfrowa ogłosiło nabór dotyczący stworzenia centralnego portalu polskiej piaskownicy AI oraz technologicznego środowiska umożliwiającego bezpieczne testowanie systemów sztucznej inteligencji. Budżet wynosi 35 mln zł, a pieniądze pochodzą z programu Fundusze Europejskie na Rozwój Cyfrowy.

I już na początku warto wyjaśnić pewne nieporozumienie.

To nie jest jeszcze nabór przedsiębiorców i gmin, które chciałyby wejść do piaskownicy i przetestować swój chatbot. Obecny nabór dotyczy stworzenia infrastruktury i systemu, który później będzie takie testy obsługiwał.

To drobna różnica językowa, ale zasadnicza różnica praktyczna.

Po co administracji „piaskownica”?

Nazwa brzmi trochę jak informatyczny żart, ale sandbox jest od lat stosowany w informatyce. Chodzi o wydzielone środowisko, w którym można uruchomić program, przeprowadzać eksperymenty i sprawdzać skutki działania bez narażania rzeczywistego systemu.

W przypadku administracji publicznej nabiera to dodatkowego znaczenia.

Wyobraźmy sobie urząd, który chce zastosować AI do:

  • wyszukiwania informacji w tysiącach dokumentów,
  • odczytywania zeskanowanych pism,
  • klasyfikowania korespondencji,
  • przygotowywania projektów odpowiedzi,
  • obsługi mieszkańców przez asystenta internetowego,
  • analizowania danych,
  • sprawdzania kompletności dokumentacji.

Technicznie wiele z tych rzeczy można zrobić już dziś.

Problem zaczyna się chwilę później.

Jakie dane można przekazać modelowi? Kto odpowiada za jego pomyłkę? Czy człowiek kontroluje wynik? Czy system nie dyskryminuje części użytkowników? Gdzie przechowywane są informacje? Czy rozwiązanie spełnia wymagania AI Act i RODO?

Piaskownica ma pozwolić odpowiedzieć na te pytania, zanim eksperyment zostanie przeprowadzony na prawdziwym mieszkańcu.

Dwie piaskownice w jednej

Projekt przewiduje dwa odrębne sposoby korzystania z systemu.

Pierwszy to ścieżka regulacyjna. Ma być dostępna zarówno dla przedsiębiorców, jak i administracji rządowej oraz samorządowej. Szczególne znaczenie będzie miała dla podmiotów rozwijających systemy zaliczane do kategorii wysokiego ryzyka.

Tutaj nie chodzi głównie o serwery, lecz o prawo.

Uczestnik będzie mógł uzyskać pomoc ekspertów przy ustalaniu, jakie obowiązki wynikają dla danego rozwiązania z europejskiego AI Act i innych regulacji.

Druga to ścieżka technologiczna, przeznaczona dla administracji publicznej.

I właśnie ona może być dla samorządów najciekawsza.

Urząd nie będzie musiał od razu kupować własnych serwerów, budować infrastruktury i podłączać eksperymentalnego rozwiązania do działającego systemu. Test ma odbywać się w wydzielonym środowisku wykorzystującym między innymi infrastrukturę polskich fabryk AI, Cyfronetu AGH i Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego.

Gmina nie musi kupować swojego ChatGPT

W rządowym komunikacie znajduje się fragment znacznie ciekawszy niż samo modne hasło „AI”.

Administracja ma uzyskać dostęp do polskich modeli językowych oraz gotowych komponentów, takich jak chatboty, asystenci i systemy OCR.

To może zasadniczo zmienić ekonomikę eksperymentowania z AI w niewielkich jednostkach samorządowych.

Dzisiaj duże miasto może stworzyć zespół informatyczny, zamówić rozwiązanie i przeprowadzić pilotaż. Dla gminy liczącej kilka czy kilkanaście tysięcy mieszkańców podobny projekt bywa zwyczajnie za drogi.

Jeżeli państwowe środowisko rzeczywiście zapewni wspólną infrastrukturę i gotowe elementy technologiczne, niewielki urząd będzie mógł sprawdzić rozwiązanie, zanim wyda pieniądze na jego wdrożenie.

I właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część całego projektu.

AI w administracji nie musi oznaczać robota podejmującego decyzję

W dyskusji o sztucznej inteligencji łatwo przeskoczyć od chatbota do wizji komputera wydającego decyzję administracyjną.

Tymczasem największe krótkoterminowe korzyści mogą pojawić się w znacznie mniej widowiskowych miejscach.

OCR może odczytywać stare dokumenty.

Model językowy może odnaleźć określone informacje w wielostronicowym materiale.

Asystent może pomóc pracownikowi znaleźć właściwy przepis albo dokument.

System może klasyfikować korespondencję wpływającą do urzędu.

Może też wskazać, że wniosek prawdopodobnie jest niekompletny.

To nie oznacza przekazania algorytmowi prawa do podejmowania decyzji. Oznacza raczej dostarczenie pracownikowi narzędzia.

I być może właśnie takie użycie AI ma dziś największy sens w administracji.

Reklama

AI Act powoduje jednak, że „zobaczymy, czy działa” już nie wystarcza

Europejski Akt w sprawie sztucznej inteligencji wprowadził system obowiązków uzależnionych między innymi od rodzaju zastosowania oraz poziomu ryzyka.

Sama idea piaskownic regulacyjnych została zapisana bezpośrednio w europejskich przepisach. Mają one stanowić kontrolowane środowisko umożliwiające rozwijanie, trenowanie, testowanie i walidację innowacyjnych systemów AI przed ich wprowadzeniem na rynek lub oddaniem do użytkowania.

Prawo unijne przewiduje również pomoc dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz startupów. Dostęp do piaskownic regulacyjnych dla MŚP ma być co do zasady bezpłatny, poza wyjątkowymi i proporcjonalnymi kosztami.

Polska ma już także własną ustawę o systemach sztucznej inteligencji. Została uchwalona 3 lipca, podpisana przez prezydenta 24 lipca i ogłoszona 27 lipca 2026 roku. Większość jej przepisów weszła w życie 11 sierpnia, choć część regulacji zacznie obowiązywać 28 października.

To powoduje, że państwowa piaskownica przestaje być technologiczną ciekawostką.

Staje się elementem całego systemu nadzoru nad AI.

Jest jednak pytanie o terminy

Tutaj sprawa robi się ciekawsza.

Pierwotna wersja AI Act wskazywała, że państwo członkowskie powinno uruchomić co najmniej jedną krajową piaskownicę regulacyjną do 2 sierpnia 2026 roku.

Unijne przepisy zostały jednak w 2026 roku zmienione. Aktualne brzmienie art. 57 wskazuje termin 2 sierpnia 2027 roku.

Polska dostała więc dodatkowy czas.

Nie oznacza to jednak, że można go dowolnie zmarnować. Budowa portalu, procedur, infrastruktury technicznej oraz systemu współpracy kilku instytucji jest znacznie trudniejsza niż uruchomienie kolejnej strony internetowej z przyciskiem „złóż wniosek”.

35 milionów to początek, nie wynik

Przy projektach cyfryzacyjnych łatwo pochwalić się kwotą, partnerami i diagramem architektury.

Znacznie trudniej odpowiedzieć później na prostsze pytania:

Ilu przedsiębiorców rzeczywiście przetestowało rozwiązania?

Ile gmin skorzystało z infrastruktury?

Ile systemów po testach wdrożono?

Ile projektów odrzucono, bo wykryto ryzyko prawne albo technologiczne?

Ile kosztowało pojedyncze testowane rozwiązanie?

Dopiero takie dane pokażą, czy 35 mln zł stworzyło rzeczywiste laboratorium cyfrowej administracji, czy bardzo nowoczesny portal opisujący możliwość korzystania z bardzo nowoczesnego portalu.

Dla samorządu pojawia się jeszcze jeden problem: kompetencje

Serwer można udostępnić. Model również.

Trudniej dostarczyć umiejętność zadania właściwego pytania.

Urząd, który nie potrafi określić problemu, procesu i oczekiwanego rezultatu, nie stanie się nowoczesny tylko dlatego, że otrzyma dostęp do AI.

Jeżeli papierowy proces zostanie przeniesiony do komputera, nadal pozostanie papierowym procesem — tylko szybszym.

Dlatego interesujące będzie to, czy wraz z piaskownicą powstanie rzeczywiste wsparcie dla urzędów: jak wybierać procesy nadające się do automatyzacji, jak przygotowywać dane, jak mierzyć skuteczność systemu i kiedy powiedzieć dostawcy technologii: nie, ten algorytm nie rozwiązuje naszego problemu.

Ministerstwo zapowiada przewodniki, webinary, szkolenia i materiały edukacyjne. W projekcie uczestniczą m.in. UODO, NASK, MRiT, Cyfronet AGH i PCSS.

To dobry zestaw kompetencji.

Teraz pozostaje sprawdzić, czy zostanie przełożony na język urzędnika z małej gminy, a nie wyłącznie specjalisty od zgodności regulacyjnej.

Najpierw piaskownica, później urząd

W administracji publicznej AI może oszczędzać tysiące godzin pracy. Może też błyskawicznie powielać tysiące błędów.

I właśnie dlatego sam pomysł stworzenia środowiska testowego ma sens.

Nie dlatego, że sztuczna inteligencja jest niebezpieczna.

Dlatego, że jest niezwykle łatwa do uruchomienia.

Kilka minut wystarczy, żeby model zaczął odpowiadać mieszkańcom. Znacznie więcej czasu potrzeba, aby upewnić się, że odpowiada właściwie, korzysta z odpowiednich danych, nie ujawnia informacji, których ujawniać nie powinien, a człowiek nadal wie, za co odpowiada.

Piaskownica AI będzie więc miała sens tylko wtedy, gdy będzie miejscem, w którym technologię naprawdę można popsuć, zakwestionować i odrzucić.

Bo jeśli każdy projekt ma z niej wychodzić jako sukces, nie będzie to już piaskownica.

Będzie wystawą.

Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry