Ćwierć miliona metrów sześciennych w 2024 roku. Ponad pół miliona w 2025. Do oczyszczalni przy ul. Grunwaldzkiej trafiają ogromne ilości wody, która nie jest ściekiem wytwarzanym przez mieszkańców ani ściekiem dowożonym beczkowozami. WIOŚ mówi o wodach infiltracyjnych, drenażowych, opadowych i roztopowych i wskazuje, że ich skala może świadczyć o niezadowalającym stanie technicznym sieci kanalizacyjnej. W 2025 roku było ich prawie dwa razy więcej niż ścieków mieszkańców. To rodzi pytanie znacznie poważniejsze niż „czy podczas ulewy kanalizacja się przepełnia?”. Kto wiedział, w jakim stanie jest sieć, od kiedy o tym wiedział i co przez te lata zrobiono?
W poprzednich częściach naszego cyklu pokazaliśmy dwie konsekwencje kontroli przeprowadzonej przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.
Pierwsza była niezwykle mocna: inspektorzy wskazali, że należy rozważyć wstrzymanie wydawania warunków technicznych podłączania nowych nieruchomości do kanalizacji.
Druga dotyczyła samej oczyszczalni. WIOŚ uznał, że obiekt przy ul. Grunwaldzkiej wraz ze wzrostem przepływu i obciążenia wyczerpuje swoje możliwości technologiczne i zasadna jest jego głęboka modernizacja.
Teraz dochodzimy do prawdopodobnie najważniejszego elementu układanki.
Do oczyszczalni trafia ogromna ilość wody, której w idealnie funkcjonującym systemie sanitarnym po prostu nie powinno tam być.
2024: prawie tyle samo „obcej” wody co ścieków mieszkańców
WIOŚ przytoczył dane przedstawione przez kontrolowaną spółkę.
W 2024 roku do oczyszczalni przy ul. Grunwaldzkiej kanalizacją trafiło, według sprzedaży, 253 390 m³ ścieków.
Dodatkowo dowieziono 115 039 m³ ścieków.
Do odbiornika odprowadzono jednak 625 876 m³.
Różnicę WIOŚ określił jako wody przypadkowe. Było ich:
257 447 m³.
Inspektorzy podsumowali to bardzo obrazowo: zgrubnie licząc, w 2024 roku do instalacji z wodami opadowymi i roztopowymi dostawało się tyle samo wody, ile ścieków produkowali mieszkańcy.
Już ten wynik powinien uruchomić alarm.
Ale rok później sytuacja wyglądała jeszcze gorzej.
2025: 542 348 metrów sześciennych
W 2025 roku kanalizacją dopłynęło według sprzedaży:
250 028 m³ ścieków.
Dowieziono:
118 178 m³.
A do odbiornika odprowadzono:
910 554 m³.
WIOŚ wyliczył więc, że w wolumenie ścieków przepływających przez oczyszczalnię znajdowało się aż:
542 348 m³ innych wód
czyli wód infiltracyjnych, drenażowych, opadowych i roztopowych.
I tu właściwie nie trzeba publicystycznego komentarza.
WIOŚ zrobił to za nas:
w 2025 roku tych wód było prawie dwa razy więcej niż ścieków wytwarzanych przez mieszkańców.
Prawie dwa razy więcej.
Nie 5 procent.
Nie 10 procent.
Nie niewielki dodatek podczas kilku gwałtownych burz.
Ponad pół miliona metrów sześciennych.
Skąd bierze się ta woda?
W prawidłowo funkcjonującej kanalizacji sanitarnej oczyszczalnia powinna przede wszystkim otrzymywać ścieki.
Tymczasem WIOŚ wskazuje na cztery dodatkowe kategorie:
wody infiltracyjne, drenażowe, opadowe i roztopowe.
Oznacza to, że do systemu mogą przedostawać się m.in. wody gruntowe przez nieszczelności, wody z drenaży oraz ogromne ilości deszczówki i wód pochodzących z topnienia śniegu.
Sam WIOŚ bardzo ostrożnie, ale jednoznacznie zaznacza, że analiza danych może wskazywać na niezadowalający stan techniczny sieci kanalizacyjnej.
I właśnie słowo „może” jest tutaj ważne.
Kontrola nie dostarczyła mapy wszystkich nieszczelności i nie wskazała każdego pękniętego kanału.
Ale skala zjawiska jest taka, że organ państwowy uznał stan sieci za jeden z problemów wymagających dalszej weryfikacji.
Sieć ma swoje lata
WIOŚ przyjrzał się także strukturze materiałowej kanalizacji w Obornikach Śląskich.
Sieć jest w zasadniczej części ogólnospławna. Występują w niej m.in.:
beton – 31,54 proc.,
kamionka – 28,14 proc.,
PVC – 36,78 proc.,
żeliwo – 2,68 proc.,
azbestocement – 0,43 proc.
Inspektorzy zwracają uwagę, że stosunkowo niewielki udział PVC przy dużym udziale betonu oraz występowaniu żeliwa i azbestocementu może wskazywać, że przeważająca część sieci ma ponad 25 lat.
I nagle liczba 542 348 m³ przestaje wyglądać jak przypadek pogodowy.
Zaczyna być pytaniem o stan infrastruktury całego miasta.
Spółka nie ma pełnej inwentaryzacji?
Jest w dokumencie jeszcze jeden fragment, który powinien zwrócić uwagę radnych.
Według ustnego oświadczenia przedstawiciela kontrolowanego spółka nie posiada inwentaryzacji umożliwiającej przypisanie konkretnego punktu adresowego do konkretnej oczyszczalni ścieków.
Dlatego dane o sprzedaży obejmują obie zlewnie, a do celów technicznych przyjęto po prostu, że około 70 proc. ścieków trafia do Grunwaldzkiej, a 30 proc. do oczyszczalni przy ul. gen. Maczka.
Serio?
Mówimy o systemie, który ma obsługiwać rozwijające się miasto, nowe osiedla i kolejne przyłącza, a jednocześnie kontrolerzy zapisują, że spółka nie dysponuje inwentaryzacją pozwalającą dokładnie przyporządkować adresy do poszczególnych oczyszczalni?
To wymaga wyjaśnienia.
Bo jeżeli chcemy liczyć przyszłe obciążenie infrastruktury, musimy najpierw wiedzieć, co, skąd i dokąd rzeczywiście płynie.
Burza pokazała, co potrafi zrobić systemowi deszcz
W czasie kontroli wydarzyło się coś, co bardzo dobrze pokazuje praktyczny skutek problemu.
15 lipca 2026 roku nad Obornikami Śląskimi przeszła intensywna burza.
Dzień wcześniej przepływ przez oczyszczalnię wahał się mniej więcej od 30 do 230 m³ na godzinę.
Podczas ulewy maksymalny przepływ wzrósł do:
538 m³ na godzinę.
WIOŚ stwierdził, że napływ nieproporcjonalnie dużej ilości wód opadowych spowodował przeciążenie hydrauliczne oczyszczalni i wypłukanie osadu czynnego do odpływu.
To już nie teoria o starej rurze.
To realny wpływ nadmiaru wody na proces technologiczny.
Oczyszczalnia dostaje raz za dużo wody, innym razem za dużo ładunku
Dokument WIOŚ pokazuje jeszcze jeden paradoks.
W okresach deszczowych ścieki dopływające do obiektu są rozwodnione.
W okresach bezdeszczowych z kolei duża ilość ścieków dowożonych wozami asenizacyjnymi w ciągu dnia może powodować przeciążenie oczyszczalni ładunkiem zanieczyszczeń.
Do tego inspektorzy wskazują na bardzo ograniczone możliwości sterowania recyrkulacją, co może zakłócać proces oczyszczania.
Czyli oczyszczalnia pracuje między dwoma skrajnościami.
Kiedy pada – dostaje za dużo wody.
Kiedy nie pada – może otrzymywać skoncentrowany ładunek ścieków dowożonych.
A technologia już teraz nie radzi sobie prawidłowo z usuwaniem azotu.
WIOŚ: trzeba sprawdzić sieć i naprawić nieszczelności
Na końcu dokumentu inspektorzy nie ograniczają się do diagnozy.
Wśród zadań stojących przed eksploatatorem wymieniają:
zweryfikowanie stanu technicznego sieci kanalizacyjnej na terenie miasta, a jeżeli zostaną stwierdzone nieszczelności – naprawę uszkodzonych odcinków.
Wskazują także potrzebę rozdziału kanalizacji deszczowej od sanitarnej.
To są działania, których nie wykonuje się w tydzień.
Nie są również tanie.
Dlatego podstawowym pytaniem staje się nie tylko:
co będzie robione teraz?
Ale również:
co robiono wcześniej?
Kto wiedział?
Dane, na których pracował WIOŚ, nie spadły z nieba.
Przedstawił je kontrolowany podmiot.
To dane dotyczące sprzedaży ścieków, ilości ścieków dowożonych i ilości odprowadzanej do odbiornika.
Nie przesądzamy na podstawie samego dokumentu WIOŚ, od którego dokładnie momentu zarząd spółki, burmistrz czy radni znali pełną skalę problemu infiltracji.
Tego dokument nam nie rozstrzyga.
Ale właśnie dlatego należy o to zapytać.
Od kiedy ZGK analizował bilans ścieków dopływających i odpływających?
Od kiedy znana była skala wód przypadkowych?
Czy sporządzano takie zestawienia przed 2024 rokiem?
Czy wyniki trafiały do burmistrza sprawującego nadzór właścicielski nad spółką?
Czy Rada Miejska otrzymywała informacje o stanie technicznym sieci?
Czy Komisja Rewizyjna lub właściwa komisja rady analizowała straty i infiltrację w kanalizacji?
Jakie odcinki sieci poddawano inspekcji kamerą?
Ile kilometrów kanalizacji uszczelniono w ostatnich pięciu latach?
Ile wydano na diagnostykę i remont sieci?
To nie są pytania dla historyków.
To pytania o dzisiejszy rachunek mieszkańca i jutrzejszą możliwość podłączenia jego domu.
Bo za „obcą” wodę również ktoś płaci
Każdy metr sześcienny wody, który niepotrzebnie trafia do systemu kanalizacyjnego, musi zostać przepompowany, przeprowadzony przez urządzenia oczyszczalni i ostatecznie odprowadzony.
Zużywa zdolność hydrauliczną instalacji.
Obciąża urządzenia.
Wpływa na proces technologiczny.
A jeżeli podczas gwałtownego deszczu doprowadza do wypłukiwania osadu czynnego, przestaje być wyłącznie problemem ekonomicznym.
Staje się problemem środowiskowym.
Dlatego liczba 542 348 m³ powinna znaleźć się nie tylko w protokole WIOŚ.
Powinna trafić na stół Rady Miejskiej.
Nadzór właścicielski i kontrola rady
Nadzór właścicielski nad komunalną spółką sprawuje burmistrz Arkadiusz Poprawa.
Rada Miejska z kolei ma kontrolować działalność burmistrza.
I właśnie w takim momencie funkcja kontrolna rady nabiera rzeczywistego znaczenia.
Nie chodzi o pytanie:
„czy ZGK sobie radzi?”.
Mamy już dokument państwowej inspekcji.
Pytanie powinno brzmieć:
jak przez lata zarządzano infrastrukturą, skoro w 2025 roku do oczyszczalni trafiło ponad pół miliona metrów sześciennych wód innych niż ścieki mieszkańców i ścieki dowożone?
A potem należy poprosić o dokumenty.
Nie prezentację.
Nie zapewnienie.
Nie informację, że „trwają działania”.
Dokumenty.
Zanim wydamy setki milionów
Oborniki Śląskie stoją przed ogromnymi decyzjami dotyczącymi gospodarki wodno-ściekowej, w tym rozważanego przedsięwzięcia PPP.
Tym bardziej trzeba najpierw odpowiedzieć na pytanie, co właściwie mamy pod ziemią.
Gdzie są nieszczelności?
Które kanały należy wymienić?
Ile wody infiltruje do systemu?
Jak zmienia się ten parametr po remontach?
Które fragmenty sieci są najbardziej podatne na napływ deszczówki?
Bo inaczej można wybudować nowoczesną oczyszczalnię za ogromne pieniądze i nadal tłoczyć do niej wodę, której nigdy nie powinna oczyszczać.
To trochę jak zakup większego wiadra dlatego, że dach przecieka.
Może warto najpierw naprawić dach.
542 348 powodów, żeby zapytać
Jedna liczba z dokumentu WIOŚ powinna zostać w pamięci mieszkańców:
542 348 m³
Tyle wód infiltracyjnych, drenażowych, opadowych i roztopowych miało przejść przez oczyszczalnię przy ul. Grunwaldzkiej w 2025 roku według bilansu przedstawionego kontrolerom.
Prawie dwa razy więcej niż ścieków wytwarzanych przez mieszkańców.
WIOŚ wskazuje możliwy niezadowalający stan sieci.
Zaleca jej techniczną weryfikację.
Zaleca naprawę nieszczelności.
Wskazuje potrzebę rozdzielenia kanalizacji sanitarnej i deszczowej.
A jednocześnie oczyszczalnia wyczerpuje swoje możliwości technologiczne.
Dlatego tym razem pytanie do władz Obornik Śląskich jest wyjątkowo krótkie:
od kiedy o tym wiedzieliście?
A zaraz po nim powinno paść drugie:
co zrobiliście, kiedy się dowiedzieliście?
Bo ponad pół miliona metrów sześciennych „obcej” wody trudno już spuścić z dyskusji razem ze ściekami.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.









