Specjalny zespół Prokuratury Krajowej rozpoczął pracę. Michał Moskal ma tłumaczyć się przed kierownictwem PiS. Były obrońca ludzi związanych z giełdą sam ma zarzuty w innym śledztwie. A 5 października poznaliśmy jeszcze jeden fragment przeszłości Przemysława Krala — jego współpracę z kijowską kancelarią człowieka z otoczenia Wiktora Janukowycza. Afera Zondacrypto nie przyniosła w ostatnich dniach spektakularnej serii zatrzymań. Przyniosła coś innego: coraz dokładniejszą mapę ludzi i relacji otaczających giełdę.
Kiedy 29 września podsumowywaliśmy ostatni tydzień afery Zondacrypto, sytuacja była już niezwykła.
Michał Moskal zawiesił członkostwo w klubie PiS. Prokuratura badała przeciek informacji z głównego śledztwa. Waldemar Żurek zdecydował o powołaniu specjalnego siedmioosobowego zespołu w Prokuraturze Krajowej.
Od tamtej pory nie nastąpiła kolejna fala zatrzymań.
Nie przedstawiono nowych zarzutów Radosławowi Piesiewiczowi.
Nie przedstawiono zarzutów Michałowi Moskalowi.
Nie ma również nowych zarzutów wobec Karola Nawrockiego czy ludzi Telewizji Republika.
Ale powiedzenie, że w sprawie nic się nie wydarzyło, byłoby dużym błędem.
Bo od kilku dni coraz lepiej widać zaplecze całej historii.
Nie tylko ludzi siedzących przy stole.
Także tych, którzy przez lata stali obok.
Zespół już nie jest zapowiedzią. Zaczął pracować
1 października zaczęło obowiązywać zarządzenie Prokuratora Generalnego o powołaniu specjalnego zespołu w Prokuraturze Krajowej.
Siedmioro prokuratorów pod kierownictwem Marka Wełny ma kontynuować wszystkie wątki postępowania prowadzonego wcześniej przez śląski wydział zamiejscowy PK.
To ważne, bo zakres śledztwa jest ogromny.
Nie chodzi już tylko o pytanie, czy klienci giełdy stracili pieniądze.
Prokuratura bada działalność osób i podmiotów związanych z BitBay i Zondacrypto, przepływy pieniędzy i kryptowalut, podejrzenia oszustw oraz okoliczności zaginięcia Sylwestra Suszka.
Te historie są teraz prowadzone w ramach jednego postępowania.
I to może być najważniejsza decyzja organizacyjna od początku afery.
A na pierwszym planie pojawia się prawnik
Jedną z najciekawszych nowych historii przyniosło wspólne śledztwo Wirtualnej Polski i TVN24.
Dotyczy wrocławskiego adwokata Błażeja Gazdy.
To nazwisko już znamy.
Gazda był obrońcą Romana Ż., Mariana W. i Jaromiry W. — ludzi występujących w najważniejszych wątkach śledztwa Zondacrypto.
Wcześniej reprezentował również Sylwestra Suszka i członków jego rodziny.
We wrześniu prokuratura przesłuchała jednak samego Gazdę jako świadka.
A świadek nie może jednocześnie występować w tej samej sprawie jako obrońca.
Gazda przestał więc reprezentować podejrzanych.
Ale dopiero teraz poznaliśmy znacznie szersze tło tej historii.
Gazda sam ma zarzuty. Ale nie w Zondacrypto
To rozróżnienie jest kluczowe.
Błażej Gazda nie jest podejrzanym w śledztwie Zondacrypto.
Jest natomiast podejrzanym w innym postępowaniu prowadzonym przez Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej.
Według informacji przekazanych dziennikarzom przez PK chodzi o trzy przestępstwa: nakłanianie innej osoby do popełnienia przestępstwa, pomaganie sprawcy w uniknięciu odpowiedzialności oraz pomoc w praniu pieniędzy pochodzących z obrotu narkotykami.
Postępowanie trwa od 2020 roku.
Sam fakt posiadania zarzutów oczywiście nie oznacza winy.
Znacznie ciekawsze dla historii Zondacrypto jest jednak coś innego.
Jak długo Gazda pojawiał się w otoczeniu ludzi tworzących BitBay.
Rok 2017. Czyli dużo wcześniej niż obecna afera
WP dotarła do dokumentów wcześniejszego śledztwa dotyczącego karuzeli VAT.
W tej historii pojawia się Roman Ż.
Ten sam Roman Ż., którego dzisiaj prokuratura łączy ze sprawą BitBay/Zondacrypto i który pozostaje tymczasowo aresztowany.
Już w 2017 roku Gazda reprezentował osobę, przez której spółkę — według ustaleń tamtego postępowania — Roman Ż. miał prowadzić interesy.
W dokumentach pojawia się również Sylwester Suszek.
Sprawa dotyczyła m.in. pochodzenia ogromnej liczby bitcoinów i pieniędzy przepływających między osobami występującymi później wokół BitBay.
To oznacza, że zawodowe relacje części dzisiejszych bohaterów afery nie powstały w 2025 czy 2026 roku.
Ich historia sięga niemal dekady wstecz.
I właśnie dlatego obecne śledztwo może być znacznie trudniejsze, niż wynikałoby z samego badania upadku Zondacrypto.
Zondacrypto finansowała również rajdy Gazdy
Jest kolejny element.
Błażej Gazda jest nie tylko adwokatem.
Startuje również w rajdach samochodowych.
Według dokumentów opisanych przez WP spółka związana z Przemysławem Kralem finansowała także tę działalność. Dziennikarze dotarli m.in. do faktury na 4651 euro.
Gazda potwierdzał wcześniej, że BitBay i później Zondacrypto sponsorowały jego starty.
Sponsoring miał trwać jeszcze w styczniu 2026 roku.
Sam sponsoring nie jest oczywiście przestępstwem.
Powstaje jednak istotne pytanie o wielowarstwowość relacji.
Prawnik występował jako obrońca ludzi związanych z giełdą.
Znał środowisko od lat.
Reprezentował również Suszka.
A równocześnie jego działalność sportowa korzystała ze wsparcia finansowego przedsiębiorstw związanych z giełdą.
To właśnie takie relacje będzie teraz trzeba bardzo dokładnie rozdzielić.
I pojawia się Monako
WP opisuje jeszcze jedną historię.
8 kwietnia 2025 roku w Monako miało dojść do spotkania Przemysława Krala z Adamem Hofmanem i Robertem Pietryszynem.
Spotkanie miał zorganizować właśnie Gazda.
Według źródeł dziennikarzy Hofman miał proponować Kralowi działania związane z ochroną przed negatywnymi publikacjami „Superwizjera” TVN24.
Hofman potwierdził spotkanie, ale zaprzeczył, aby składał Kralowi ofertę współpracy.
I dlatego trzeba tutaj postawić wyraźną granicę.
Spotkanie jest faktem.
Natomiast jego dokładny przebieg i przedstawiana przez dziennikarzy propozycja pozostają ustaleniem medialnym i przedmiotem sporu.
Nie wolno zamieniać tego w stwierdzenie, że ktoś rzeczywiście oferował nielegalne „uciszenie” dziennikarzy.
Ale sam mechanizm jest wart uwagi.
Bo kolejny raz w historii Zondacrypto pojawia się próba zarządzania problemem medialnym.
Tymczasem Moskal musi przynieść dokumenty
Po naszym poprzednim artykule rozwinął się również wątek Michała Moskala.
Przypomnijmy: dokumenty ujawnione przez Onet wskazywały, że przygotowane przez Janusza Kowalskiego poprawki do ustawy o kryptoaktywach przed ich formalnym zgłoszeniem w Sejmie znalazły się u Przemysława Krala.
Moskal zawiesił następnie członkostwo w klubie PiS.
30 września rzecznik partii Rafał Bochenek poinformował, że poseł został zobowiązany do przedstawienia kierownictwu PiS wszystkich informacji i dokumentów dotyczących jego kontaktów z przedstawicielami Zondacrypto oraz osobami powiązanymi z giełdą.
Dopiero po zapoznaniu się z nimi Jarosław Kaczyński ma zdecydować o jego politycznej przyszłości.
Nie jest to postępowanie prokuratorskie.
Nie jest to również formalne postępowanie dyscyplinarne.
To wewnętrzne rozliczenie polityczne.
Ale pokazuje, że sprawa nie zakończyła się na symbolicznym zawieszeniu członkostwa.
Najważniejszego nadal nie wiemy
Pozostaje jednak zasadnicza luka.
Wiemy, że Janusz Kowalski przekazał projekt poprawek Moskalowi.
Wiemy, że projekt przed formalnym zgłoszeniem trafił do Krala.
Wiemy, że Kral go analizował.
Wiemy również, że przez Artura Chodzińskiego jego uwagi miały zostać skierowane z powrotem do Moskala.
Nie mamy natomiast publicznego dowodu, że Moskal otrzymał tę analizę przed posiedzeniem komisji i zmienił pod jej wpływem projekt.
To właśnie trzeba ustalić.
Najprostsza metoda jest wręcz banalna:
porównać wersję Janusza Kowalskiego z 7 września, uwagi Krala oraz wersję formalnie zgłoszoną 23 września.
Dopiero wtedy będzie można powiedzieć, czy Kral tylko przeczytał projekt, czy rzeczywiście wpłynął na jego treść.
Ustawa tymczasem żyje własnym życiem
Spór o ustawę o kryptoaktywach zaczyna przypominać polityczny serial.
Po kolejnych wetach Karola Nawrockiego rząd zapowiedział przygotowanie czwartej wersji ustawy.
Rzecznik rządu Adam Szłapka zapowiedział, że projekt ma być bardzo podobny do poprzedniego, ale może zostać uzupełniony o silniejszy komponent kontroli służb nad przepływami kryptowalut.
Argumentem ma być możliwość wykorzystywania kryptowalut m.in. do finansowania sabotażu czy terroryzmu.
Na razie to zapowiedź.
Tekstu czwartego projektu jeszcze nie znamy.
I dlatego nie można uczciwie ocenić, czy rzeczywiście będzie to jakościowo nowe rozwiązanie, czy tylko kolejna wersja wcześniejszej ustawy.
Równocześnie ruszyły konsultacje projektu prezydenta
Od 2 października trwają natomiast konsultacje społeczne kolejnego prezydenckiego projektu ustawy o rynku kryptoaktywów.
Uwagi można składać do 1 listopada.
Mamy więc sytuację dość niezwykłą.
Państwo nadal nie ma ostatecznej krajowej ustawy zapewniającej pełne wykonanie europejskiego systemu MiCA, ale równocześnie funkcjonują dwie polityczne ścieżki rozwiązania problemu:
projekt prezydencki, który wszedł w konsultacje,
oraz
zapowiadany czwarty projekt rządowy.
A nad całym procesem wisi Zondacrypto.
Bo właśnie dokumenty dotyczące tej giełdy pokazują, dlaczego pytanie o sposób tworzenia prawa dla rynku kryptowalut nie jest już techniczną dyskusją prawników.
Stało się pytaniem o przejrzystość państwa.
I właśnie teraz pojawia się Kijów
5 października „Rzeczpospolita” ujawniła kolejny nieznany wcześniej fragment zawodowej przeszłości Przemysława Krala.
W archiwalnej wersji strony kijowskiej kancelarii Bogatyr i Partnerzy znajduje się jego nazwisko i zdjęcie.
Wpis pochodzi z marca 2016 roku.
Kral był przedstawiany jako jedyny zagraniczny prawnik w ośmioosobowym zespole kancelarii.
Jej szefem był Wołodymyr Bogatyr.
I tutaj historia robi się politycznie bardzo interesująca.
Kim jest Bogatyr?
Wołodymyr Bogatyr był w latach 2007–2011 zastępcą ministra sprawiedliwości Ukrainy.
Później został członkiem Zgromadzenia Konstytucyjnego powołanego przez prezydenta Wiktora Janukowycza.
Jego kancelaria świadczyła pomoc prawną także osobom określanym jako rosyjscy oligarchowie, między innymi w sprawach dotyczących list Interpolu.
Według „Rzeczpospolitej” ten fragment zawodowej przeszłości Krala nie był dotychczas badany przez polską prokuraturę w śledztwie Zondacrypto.
I to ostatnie zdanie jest bardzo ważne.
Nie róbmy z tego „rosyjskiego dowodu”
Samo zatrudnienie lub współpraca z kancelarią Bogatyra nie dowodzi żadnego związku Przemysława Krala z rosyjskimi służbami, rosyjskim kapitałem ani działalnością przestępczą.
Nie ma podstaw, żeby taki wniosek wyciągać.
Byłoby to nie tylko przedwczesne, ale zwyczajnie nierzetelne.
Nowe ustalenie ma jednak znaczenie z innego powodu.
Od początku afery jednym z najbardziej drażliwych pytań jest pochodzenie kapitału, międzynarodowe relacje ludzi związanych z giełdą i przepływy pieniędzy pomiędzy różnymi państwami.
Jeżeli więc centralny zespół Prokuratury Krajowej ma budować pełną mapę Zondacrypto, zawodowa działalność jednego z najważniejszych ludzi giełdy w Ukrainie może być naturalnym obszarem do weryfikacji.
Nie jako dowód.
Jako pytanie.
A gdzie w tym wszystkim Piesiewicz, PKOl i Republika?
Właśnie tutaj trzeba zachować dyscyplinę.
W ciągu ostatnich kilku dni nie pojawił się nowy zarzut wobec Radosława Piesiewicza.
Nie ma również nowego przełomu dotyczącego zabezpieczonej przez śledczych dokumentacji Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
Podobnie z Telewizją Republika.
Wcześniejsze kontakty, reklamy, rozmowy biznesowe i działania PR pozostają elementami badanej historii, ale od naszego ostatniego podsumowania nie pojawił się nowy fakt procesowy pozwalający powiedzieć, że komuś z kierownictwa stacji przedstawiono zarzut.
Nie będziemy więc produkować sensacji z braku nowych informacji.
I to jest najciekawsze po tygodniu
Zondacrypto zaczęło się jako historia o giełdzie kryptowalutowej i pieniądzach klientów.
Potem pojawili się podejrzani.
Następnie politycy.
Potem PKOl, media, fundacje, byli funkcjonariusze służb i legislacja.
Teraz coraz mocniej wychodzą ludzie, którzy przez lata tworzyli otoczenie prawne, biznesowe i wizerunkowe tego środowiska.
I być może właśnie tam znajduje się odpowiedź na pytanie, dlaczego ta historia mogła rozwijać się tak długo.
Nie chodzi bowiem wyłącznie o to, kto komu zrobił przelew.
Trzeba ustalić również:
kto kogo znał,
kto kogo reprezentował,
kto kogo finansował,
kto otwierał drzwi do polityków i instytucji,
kto próbował rozwiązywać problemy prawne i medialne,
kto miał dostęp do projektów prawa,
a przede wszystkim — gdzie kończyły się zwyczajne relacje biznesowe, a zaczynały działania, którymi powinny interesować się organy ścigania.
Tego jeszcze nie wiemy.
Ale od 1 października wszystkie te pytania leżą już na biurkach specjalnego zespołu Prokuratury Krajowej.
I to jest dziś najważniejsza wiadomość w aferze Zondacrypto.
Nie kolejna polityczna awantura.
Śledztwo zaczyna układać mapę. A na tej mapie pojawiają się ludzie, których jeszcze kilka tygodni temu prawie nikt nie widział. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy






