Gmina Żmigród otrzymała ofertę Rodzinnego Ogrodu Działkowego „Barycz” na realizację zadania publicznego w trybie art. 19a ustawy o działalności pożytku publicznego. Wniosek dotyczy modernizacji systemu bezpieczeństwa ogrodu. Problem w tym, że kiedy dokładnie przeczyta się dokument, pojawiają się pytania o skalę inwestycji, sposób jej finansowania i samą kwalifikację zadania.
Na pierwszej stronie wszystko wygląda niewinnie.
Nazwa zadania brzmi: „Modernizacja systemu bezpieczeństwa w ROD BARYCZ w Żmigrodzie”. Termin realizacji określono od 31 lipca do 31 sierpnia 2026 roku. Jako rodzaj zadania publicznego wskazano jednak: kulturę, sztukę, ochronę dóbr kultury i dziedzictwa narodowego.
I już tutaj pojawia się pierwsze pytanie.
Monitoring, brama i breloki jako kultura?
Z opisu projektu wynika, że chodzi przede wszystkim o rozbudowę technicznego systemu zabezpieczeń ogrodu.
Plan obejmuje m.in. automatyzację furtki głównej, montaż systemu kontroli dostępu, czytniki breloków, około 500 indywidualnych breloków dla użytkowników, monitoring, kamery IP, słupy oświetleniowe, zasilanie awaryjne oraz rozbudowę zabezpieczeń kolejnych bram.
Oferent uzasadnia projekt ochroną tradycji ogrodniczej, nasadzeń, małej architektury oraz wydarzeń organizowanych na terenie ROD. Pisze także o ochronie „materialnego dziedzictwa i sztuki ogrodowej”.
To jednak nie zmienia charakteru głównych wydatków.
Mówimy o systemie bezpieczeństwa, monitoringu, kontroli dostępu, bramach i oświetleniu.
Dlatego mieszkańcy mają prawo zapytać:
dlaczego tego rodzaju inwestycję zakwalifikowano jako zadanie z zakresu kultury i ochrony dóbr kultury?
10 tysięcy czy 65 tysięcy?
Jeszcze większe pytania rodzi kosztorys.
W części opisowej oferty przedstawiono dwa główne etapy inwestycji.
Etap A ma kosztować 25 584 zł.
Etap B — 39 852 zł.
Łącznie daje to 65 436 zł.
Z tej kwoty 10 tys. zł ma pochodzić z dotacji przyznanej w trybie małego grantu. Jednocześnie ROD wskazuje, że oczekuje od gminy dodatkowego wsparcia z innych źródeł w wysokości 30 584 zł. Wkład własny ogrodu określono na 24 852 zł.
To jednak jeszcze nie koniec.
W ofercie pojawia się także etap C dotyczący robót ziemnych, światłowodu i kolejnych elementów instalacji. Jego koszt oszacowano na 18 204 zł.
Łączna wartość całego przedsięwzięcia ma więc wynieść 83 640 zł.
I teraz warto spojrzeć na oficjalną tabelę kosztów realizacji zadania publicznego.
Tam widnieje jedna pozycja:
„Modernizacja systemu bezpieczeństwa (Etap A i B) w ROD BARYCZ w Żmigrodzie” — 10 000 zł.
Z dotacji: 10 000 zł.
Z innych źródeł: 0 zł.
Czyli w jednej części dokumentu:
Etap A+B = 65 436 zł.
A w formalnej tabeli:
Etap A+B = 10 000 zł.
To nie jest drobna różnica rachunkowa.
To ponad sześciokrotna różnica w wartości tego samego, przynajmniej z nazwy, zakresu zadania.
Co właściwie gmina ma sfinansować?
To jest podstawowe pytanie.
Czy 10 tys. zł ma pokryć tylko część urządzeń?
Czy gmina sfinansuje konkretną bramę, automatykę, czytniki i breloki?
Czy może pieniądze są jedynie pierwszym elementem znacznie większego przedsięwzięcia, którego realizacja będzie uzależniona od kolejnych środków publicznych?
Dokument nie daje tutaj obywatelowi przejrzystej odpowiedzi.
Co więcej, w tabeli rezultatów wymieniono m.in. 2 kamery IP, 3 słupy oświetleniowe, automatyczny napęd, 500 breloków, modernizację trzech bram lub furtek oraz trzy zestawy zasilania awaryjnego.
Jeżeli wszystko to jest rezultatem zadania finansowanego z dotacji, pojawia się pytanie, jak ma się to do kosztu 10 tys. zł.
Jeżeli natomiast te rezultaty będą finansowane także z innych pieniędzy, to dlaczego formalna tabela wskazuje zero złotych z innych źródeł?
500 breloków dla użytkowników ogrodu
Warto zatrzymać się przy jeszcze jednym szczególe.
Projekt przewiduje zaprogramowanie i wydanie około 500 indywidualnych breloków zbliżeniowych dla użytkowników ogrodu.
To pokazuje, że inwestycja ma bardzo konkretnych użytkowników.
Nie mówimy o ogólnodostępnym miejskim parku, ulicy czy placu.
Mówimy o systemie kontroli dostępu do terenu ROD.
Dlatego zasadne jest kolejne pytanie:
jaki jest zakres korzyści publicznej z tej inwestycji i jaka jej część służy bezpośrednio członkom oraz użytkownikom konkretnego ogrodu działkowego?
Nie przesądza to, że gmina nie może wspierać ROD.
Ale publiczne pieniądze wymagają publicznego uzasadnienia.
10 tysięcy to dopiero początek?
Najbardziej znaczący fragment oferty znajduje się w uzasadnieniu finansowym.
ROD wprost wskazuje, że wnioskowana kwota 10 tys. zł pozwoli pokryć jedynie część koniecznych wydatków i zwraca się do burmistrza o dodatkowe wsparcie z innych środków gminnych.
To zmienia sposób patrzenia na całą sprawę.
Nie mamy bowiem wyłącznie małego grantu w wysokości 10 tys. zł.
Mamy przedsięwzięcie opisane na ponad 83 tys. zł, w którym organizacja liczy na znacznie większy udział finansowy gminy.
Dlatego mieszkaniec Żmigrodu powinien wiedzieć nie tylko:
„Czy ROD dostanie 10 tysięcy?”
Powinien wiedzieć także:
„Ile ostatecznie publicznych pieniędzy gmina zamierza przeznaczyć na tę inwestycję?”
Pytania, na które powinien odpowiedzieć urząd
Redakcja uważa, że przed wydaniem środków publicznych należy jasno wyjaśnić kilka kwestii.
Po pierwsze: dlaczego inwestycję obejmującą monitoring, automatykę bram, kontrolę dostępu i breloki zakwalifikowano do zadania z zakresu kultury i ochrony dóbr kultury?
Po drugie: dlaczego w opisie etapy A i B mają kosztować 65 436 zł, podczas gdy w formalnej kalkulacji kosztów te same etapy wpisano jako zadanie za 10 000 zł?
Po trzecie: co konkretnie zostanie zakupione i wykonane z dotacji 10 tys. zł?
Po czwarte: czy Gmina Żmigród planuje przekazać ROD kolejne 30 584 zł, o które organizacja zwraca się w tej samej ofercie?
Po piąte: jaka będzie całkowita wartość środków publicznych przeznaczonych na tę inwestycję?
I po szóste: czy realizacja całego deklarowanego zakresu zadania jest możliwa bez dodatkowych pieniędzy?
Nie chodzi o atak na działkowców
Trzeba to powiedzieć wyraźnie.
Nie ma niczego dziwnego w tym, że działkowcy chcą chronić swoje mienie, poprawić bezpieczeństwo i zmodernizować infrastrukturę ogrodu.
To racjonalne.
Pytanie brzmi jednak inaczej:
na jakich zasadach ma być to finansowane z pieniędzy publicznych?
Bo pieniądze gminy nie są pieniędzmi burmistrza, urzędu ani konkretnego stowarzyszenia.
Są pieniędzmi mieszkańców.
Dlatego mieszkańcy mają prawo zobaczyć prosty i spójny rachunek:
co kupujemy, za ile, z jakiego źródła i dlaczego właśnie to ma być zadaniem publicznym finansowanym przez gminę.
W tej ofercie takiej przejrzystości na razie brakuje.
Najprościej pokazują to dwie liczby.
10 000 zł — tyle widzi obywatel w oficjalnej tabeli kosztów.
65 436 zł — tyle kosztują te same etapy A i B według szczegółowego opisu oferty.
A za nimi znajduje się jeszcze całe przedsięwzięcie wycenione na 83 640 zł.
To już nie jest pytanie o jeden mały grant.
To pytanie o sposób wydawania publicznych pieniędzy.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.






