Przejdź do treści
wtorek 20 października 2026
Imieniny: Irena
20/10/2026Dziennikarz i redaktor naczelny

Czy publiczny szpital powinien wskazywać pacjentom konkretną prywatną praktykę rehabilitacyjną? Dlaczego dane kontaktowe jednego lekarza znalazły się w setkach kart informacyjnych? I dlaczego kierownictwo placówki pytało przewodniczącą rady powiatu o pochodzenie dokumentów, zamiast przede wszystkim wyjaśnić zasadność takich wpisów? Podczas XXXVI sesji Rady Powiatu Trzebnickiego ujawniono korespondencję, która stawia ważne pytania o standardy opieki, etykę lekarską i nadzór nad szpitalem im. św. Jadwigi Śląskiej. Sprawa wymaga wyjaśnienia, ale nie uprawnia jeszcze do formułowania zarzutów o nielegalne kierowanie pacjentów czy czerpanie z tego korzyści finansowych.

Trzy dokumenty, które otworzyły sprawę

Wszystko zaczęło się od trzech zanonimizowanych kart informacyjnych z leczenia szpitalnego, które – jak poinformowała podczas sesji przewodnicząca Rady Powiatu Trzebnickiego Anna Morawiecka – przekazał jej jeden z radnych.

Chodziło o dokumentację pacjentów oddziału chirurgii plastycznej i chirurgii ręki szpitala w Trzebnicy.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Według relacji przewodniczącej w kartach zamieszczono informacje wskazujące prywatny gabinet rehabilitacyjny, do którego pacjenci mogli udać się po zakończeniu leczenia szpitalnego.

Sama obecność zaleceń dotyczących dalszej rehabilitacji nie byłaby niczym niezwykłym. To jeden z podstawowych elementów dokumentacji wypisowej.

Pytania pojawiły się dlatego, że nie chodziło wyłącznie o wskazanie potrzeby dalszego leczenia, lecz o dane umożliwiające kontakt z konkretnym lekarzem prowadzącym prywatną praktykę.

Przewodnicząca zwróciła się do dyrekcji szpitala o wyjaśnienie tej sytuacji. Jak relacjonowała, pierwsza odpowiedź ówczesnej osoby kierującej placówką, Izabeli Nasiukiewicz, nie zawierała oczekiwanych wyjaśnień, ponieważ do korespondencji nie dołączono przedmiotowych kart.

Morawiecka przyznała podczas sesji, że mogła to być pomyłka z jej strony. W kolejnej korespondencji dosłała dokumenty i ponowiła pytania.

Wtedy sprawa nabrała dodatkowego wymiaru.

Nie trzy, lecz 324 karty informacyjne

Najważniejsza informacja pojawiła się podczas odczytywania przez przewodniczącą fragmentu odpowiedzi, której szpital udzielił Narodowemu Funduszowi Zdrowia.

Z przedstawionego na sesji pisma wynika, że szpital zweryfikował dokumentację wypisową obejmującą okres od stycznia 2024 do czerwca 2026 roku.

Według odczytanych wyjaśnień nazwisko doktora Marcina Syrki lub numer telefonu umożliwiający bezpośredni kontakt z nim występowały w 324 kartach informacyjnych.

To zasadnicza zmiana skali sprawy.

Początkowo pytania dotyczyły trzech dokumentów dostarczonych przewodniczącej. Po wewnętrznej weryfikacji szpital miał potwierdzić występowanie analogicznych danych kontaktowych w setkach kart.

Nie oznacza to automatycznie, że 324 pacjentów skorzystało z prywatnych świadczeń, że zapłacili za rehabilitację ani że byli do tego nakłaniani. Nie wiadomo również, ilu różnych pacjentów dotyczyły wymienione karty.

Z punktu widzenia odpowiedzialności placówki istotne jest jednak ustalenie, dlaczego takie wpisy pojawiały się w dokumentacji i na jakiej podstawie je zamieszczano.

Czy była to indywidualna decyzja lekarzy, czy przyjęty na oddziale sposób przygotowywania wypisów? Czy kontakt wprowadzano ręcznie, czy znajdował się w gotowym szablonie dokumentacji? I czy pacjentom przedstawiano również możliwość korzystania z innych podmiotów, w tym oferujących rehabilitację finansowaną przez NFZ?

Bez odpowiedzi na te pytania nie sposób rzetelnie ocenić praktyki.

Szpital wyjaśniał, że chodziło o ułatwienie wyboru

To element, którego nie wolno pominąć.

Anna Morawiecka odczytała również fragment stanowiska przekazanego przez ówczesne kierownictwo szpitala do NFZ.

Z jej relacji wynika, że Izabela Nasiukiewicz tłumaczyła wskazywanie numeru telefonu do prywatnego gabinetu rehabilitacyjnego jako rozwiązanie mające ułatwić pacjentom wybór dalszego leczenia.

Tak przedstawione wyjaśnienie należy uwzględnić.

Lekarz ma obowiązek przekazać pacjentowi zalecenia dotyczące dalszego leczenia i rehabilitacji. Może też informować go o dostępnych sposobach uzyskania pomocy.

Różnica pomiędzy informacją medyczną a promowaniem określonego usługodawcy może jednak mieć znaczenie.

Jeżeli konkretny kontakt pojawia się w dokumentacji jednego pacjenta z uwagi na szczególne potrzeby zdrowotne, sytuację należy oceniać inaczej niż wtedy, gdy identyczna informacja jest systematycznie dodawana do setek dokumentów.

Nie przesądzamy, który z tych mechanizmów zastosowano w Trzebnicy. Właśnie to powinno zostać ustalone.

O co pytało kierownictwo szpitala?

Podczas sesji przewodnicząca odczytała treść innego pisma, które – według jej relacji – otrzymała 8 października 2026 roku.

Była to odpowiedź na jej korespondencję z 15 września, dotycząca kart informacyjnych pacjentów oddziału chirurgii plastycznej i chirurgii ręki.

Z odczytanego fragmentu wynika, że przedstawiciele kierownictwa szpitala zwrócili się o udostępnienie do wglądu oryginałów dokumentów, którymi dysponowała przewodnicząca, oraz o dokładniejsze wyjaśnienie okoliczności ich pozyskania.

Pytano między innymi, czy dokumenty przekazał jeden pacjent, większa liczba pacjentów, członkowie ich rodzin oraz jaką drogą trafiły do przewodniczącej.

Szpital uzasadniał to prowadzonym wewnętrznym postępowaniem wyjaśniającym.

Pod dokumentem, według odczytu przewodniczącej, znajdowały się nazwiska Witolda Skrzypka, Kingi Główki i Izabeli Nasiukiewicz.

Czy takie pytania były zasadne?

Ustalenie pochodzenia dokumentacji może być uzasadnione, zwłaszcza gdy chodzi o wrażliwe informacje dotyczące zdrowia pacjentów. Placówka ma obowiązek dbać o poufność dokumentacji i wyjaśniać ewentualne nieuprawnione ujawnienie danych.

Jednocześnie samo pytanie o źródło nie wyjaśnia, dlaczego w kartach umieszczono kontakt do konkretnego prywatnego gabinetu.

Oba zagadnienia mogą wymagać wyjaśnienia równolegle.

Problem powstaje wtedy, gdy ustalanie drogi przekazania dokumentów przesłania odpowiedź na pytanie o samą praktykę medyczną.

Przewodnicząca: pytanie nie dotyczy wyłącznie źródła informacji

Anna Morawiecka nie ukrywała niezadowolenia z korespondencji.

Podczas sesji oceniła, że sposób odpowiedzi kierownictwa szpitala sprawiał wrażenie większego zainteresowania osobami, które przekazały dokumenty, niż samą sprawą wskazywania prywatnej praktyki.

Była to jej ocena przedstawiona publicznie, a nie ustalenie, że dyrekcja prowadziła działania odwetowe wobec zgłaszających.

Przewodnicząca poinformowała również, że przygotowała odpowiedź po konsultacji z prawnikiem.

W piśmie, którego projekt odczytała na sesji, podtrzymała oczekiwanie przeprowadzenia merytorycznego postępowania wyjaśniającego dotyczącego wskazanych praktyk.

Zaznaczyła, że dokumenty wpłynęły w wyniku interwencji radnego i zostały przekazane kierownictwu szpitala ze względu na wagę poruszonych kwestii.

W chwili wystąpienia pismo nie było jeszcze wysłane. Pod koniec sesji przewodnicząca zapowiedziała jego przekazanie dyrekcji.

To istotny szczegół chronologiczny: sam odczyt przygotowanej odpowiedzi nie dowodzi, że szpital już ją otrzymał.

Czy lekarze podpisujący wypisy wiedzieli, co się w nich znajduje?

Do tematu radni powrócili w końcowej części sesji.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Jeden z uczestników dyskusji zwrócił uwagę na odpowiedzialność osób podpisujących dokumentację wypisową, w tym lekarzy prowadzących i ordynatora.

Pytał o etyczny wymiar zamieszczania takiej informacji, zwłaszcza jeśli była ona powtarzana w licznych kartach.

To kolejny wątek wymagający szczegółowego zbadania.

Dokumentacja medyczna nie jest zwykłą ulotką informacyjną. Dla pacjenta stanowi oficjalny zapis przebiegu leczenia oraz dalszych zaleceń.

Podpis osoby upoważnionej do wystawienia karty oznacza formalną odpowiedzialność za dokument, lecz nie rozstrzyga automatycznie, kto wprowadził konkretny fragment tekstu.

Trzeba więc ustalić, czy poszczególni lekarze rzeczywiście wpisywali dane kontaktowe prywatnego rehabilitanta, czy też korzystali z dokumentów zawierających wcześniej przygotowaną informację.

Jeżeli był to szablon, istotne staje się pytanie, kto zatwierdził jego stosowanie i przez jaki czas pozostawał w użyciu.

Jeżeli były to indywidualne wpisy lekarzy, należy ustalić, na jakiej podstawie rekomendowali pacjentom określony kontakt.

Nie ma podstaw, by przed uzyskaniem tych odpowiedzi przypisywać wszystkim lekarzom świadome promowanie prywatnej praktyki.

Prawo pacjenta do wyboru a odpowiedzialność szpitala

W tej sprawie warto odróżnić trzy kwestie.

Pierwsza to prawo lekarza do sformułowania zaleceń medycznych. Po zakończeniu leczenia pacjent powinien otrzymać informację o dalszej rehabilitacji, jeśli jest ona wskazana.

Druga to prawo pacjenta do świadomego wyboru podmiotu, w którym będzie kontynuował leczenie. Pacjent powinien mieć możliwość podjęcia decyzji bez nieuzasadnionej presji.

Trzecia to odpowiedzialność publicznej placówki za treść dokumentacji, szczególnie wtedy, gdy znajduje się w niej informacja mogąca kierować uwagę pacjentów na konkretnego prywatnego świadczeniodawcę.

Samo podanie nazwiska czy numeru telefonu nie jest automatycznie dowodem naruszenia prawa.

Znaczenie ma kontekst: czy wskazanie wynikało z potrzeb medycznych, czy pacjent otrzymywał alternatywne informacje, czy istniały powiązania organizacyjne lub finansowe i czy zachowano niezależność decyzji medycznych.

Właśnie te okoliczności powinny być przedmiotem kontroli.

A gdzie w tej sprawie jest Narodowy Fundusz Zdrowia?

Z sesji wynika, że NFZ również wystąpił do szpitala o wyjaśnienia.

To ważny trop, choć nie przesądza o wyniku żadnego postępowania.

Radio DTR powinno ustalić, kiedy Fundusz otrzymał sygnał, jakich informacji zażądał, czy uznał odpowiedź szpitala za wystarczającą oraz czy sprawa skutkowała dalszymi działaniami.

Należy również wyjaśnić, czy Fundusz analizował samą treść kart wypisowych, sposób informowania pacjentów o rehabilitacji oraz możliwość naruszenia zasad realizacji świadczeń finansowanych publicznie.

Nie dysponujemy obecnie potwierdzeniem, że NFZ stwierdził jakiekolwiek naruszenie. Nie ma więc podstaw do przedstawiania tej sprawy jako zakończonej kontroli z negatywnymi ustaleniami.

Samo zainteresowanie Funduszu pokazuje jednak, że opisany problem wymagał wyjaśnień również poza strukturami powiatu.

Nowa dyrektorka i problemy odziedziczone po poprzednim kierownictwie

Podczas sesji wiele uwagi poświęcono zmianie dyrekcji szpitala.

Zarząd powiatu podjął decyzję o powołaniu Agaty Lisiewicz-Kalety na stanowisko dyrektora placówki od początku listopada 2026 roku.

Sprawa kart wypisowych dotyczy jednak wcześniejszego okresu: od stycznia 2024 do czerwca 2026 roku.

Nie byłoby zatem uzasadnione przypisywanie nowej dyrektorce odpowiedzialności za powstanie tych dokumentów.

Jej zadaniem może być natomiast ocena dotychczasowych procedur, ustalenie sposobu wprowadzania informacji do dokumentacji i ewentualne wdrożenie zmian.

Podczas dyskusji przewodnicząca rady zwracała uwagę, że nowej osobie zarządzającej nie należy obciążać odpowiedzialnością za działania poprzedników.

Oczekiwanie wyjaśnienia sprawy pozostaje jednak aktualne niezależnie od zmian personalnych.

Debata o szpitalu bez kamer

Przewodnicząca zaproponowała również spotkanie poświęcone funkcjonowaniu szpitala z udziałem radnych, dyrekcji i zarządu powiatu.

Ostatecznie podczas sesji uzgadniano termin 16 listopada 2026 roku, o godzinie 12:00.

Spotkanie ma odbywać się poza kamerami, w gronie uczestników związanych z funkcjonowaniem placówki.

Taka formuła nie musi być niewłaściwa. Jeśli rozmowy obejmują szczegółowe dane medyczne, sprawy pracownicze czy informacje objęte ustawową ochroną, ograniczenie dostępu może być uzasadnione.

Nie powinno to jednak oznaczać, że mieszkańcy zostaną pozbawieni informacji o ogólnych ustaleniach dotyczących publicznego szpitala.

Warto więc zapytać, czy po spotkaniu zostanie przedstawiony komunikat, wykaz uzgodnionych działań oraz terminy ich realizacji – oczywiście bez ujawniania informacji chronionych.

Pytania, na które wciąż nie ma odpowiedzi

W świetle ujawnionych podczas sesji informacji Radio DTR kieruje otwarte pytania do dyrekcji szpitala, zarządu powiatu, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz samorządu lekarskiego.

  1. Kto zdecydował o umieszczaniu nazwiska lub numeru telefonu konkretnego lekarza w dokumentacji wypisowej pacjentów?
  2. Czy wpisy w 324 kartach powstały wskutek automatycznie stosowanego szablonu, czy były wprowadzane indywidualnie?
  3. Czy pacjentom przekazywano informacje o innych dostępnych placówkach rehabilitacyjnych, w tym oferujących świadczenia w ramach NFZ?
  4. Czy jakikolwiek pacjent został poinformowany, że rehabilitacja we wskazanym prywatnym gabinecie jest konieczna do prawidłowej kontynuacji leczenia?
  5. Czy wskazany lekarz pozostawał w jakiejkolwiek relacji służbowej, organizacyjnej lub finansowej ze szpitalem bądź osobami odpowiadającymi za treść dokumentacji?
  6. Jakie konkretnie czynności obejmowało wewnętrzne postępowanie wyjaśniające szpitala i jakie przyniosło ustalenia?
  7. Jak NFZ ocenił udzielone wyjaśnienia i czy zamierza podejmować dalsze działania?
  8. Czy procedury sporządzania i zatwierdzania kart wypisowych zostały zmienione?
  9. Czy zarząd powiatu jako podmiot tworzący szpital otrzymał pełne informacje o sprawie?
  10. Czy mieszkańcy poznają rezultaty zapowiadanej debaty o funkcjonowaniu szpitala?

To pytania służące ustaleniu faktów, a nie sugestie, że doszło do określonych naruszeń.

Najważniejsze nie jest to, kto przekazał dokumenty. Najważniejsze, co wynika z ich treści

Sprawa ujawniona podczas XXXVI sesji Rady Powiatu Trzebnickiego ma kilka wymiarów.

Pierwszy dotyczy sposobu sporządzania dokumentacji medycznej. Drugi – relacji publicznej placówki z prywatnymi świadczeniodawcami. Trzeci – standardu reagowania na zastrzeżenia zgłaszane przez pacjentów i radnych.

Czwarty, równie istotny, dotyczy odpowiedzialności organu prowadzącego szpital za rzetelne wyjaśnianie problemów, które pojawiają się w podległej mu jednostce.

324 karty informacyjne z nazwiskiem lub numerem telefonu konkretnego lekarza to liczba wymagająca wyjaśnienia, ale nie stanowiąca sama w sobie dowodu nadużycia.

Szpital przedstawił NFZ argument, że chodziło o ułatwienie wyboru pacjentom. Rada powiatu ma jednak prawo pytać, czy taki sposób informowania był uzasadniony i czy odpowiadał standardom medycznym oraz etycznym.

Ustalanie, jak dokumenty trafiły do radnych, może mieć znaczenie dla ochrony danych. Nie powinno jednak zastępować oceny ich treści.

I właśnie na tej różnicy koncentruje się zasadnicze pytanie dziennikarskie:

Czy publiczny szpital potrafi wykazać, że wpisywanie prywatnego kontaktu do setek kart wypisowych służyło wyłącznie dobru i świadomemu wyborowi pacjentów?

Na odpowiedź czekają nie tylko radni. Przede wszystkim mają prawo oczekiwać jej pacjenci oraz mieszkańcy powiatu trzebnickiego.

Radio DTR będzie kontynuować weryfikację dokumentacji i wystąpień przedstawionych podczas sesji. Osobom i instytucjom wymienionym w publikacji przysługuje możliwość przedstawienia stanowiska, które uwzględnimy w kolejnych materiałach.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *