Szpital za zamkniętymi drzwiami. Radni chcą rozmawiać „poza kamerami”, choć chodzi o miliony i możliwe nieprawidłowości

Oceń materiał

Miliony złotych z budżetu powiatu, trudna sytuacja finansowa szpitala, trwający audyt, pisma o nieprawidłowościach i nawet słowa o sprawach, które być może powinny zainteresować prokuraturę. Wszystko to padło publicznie podczas sesji Rady Powiatu Trzebnickiego. A potem radni ustalili, że zasadnicza rozmowa o szpitalu ma się odbyć „poza kamerami, poza udziałem osób trzecich”. I właśnie w tym miejscu pojawia się pytanie o transparentność.

Nie przesądzamy, że samo robocze spotkanie radnych bez transmisji jest niezgodne z prawem. To zależy od jego charakteru, formuły i zakresu omawianych informacji. Jeżeli rozmowa miałaby dotyczyć danych medycznych, danych osobowych, spraw pracowniczych czy informacji chronionych ustawowo, ograniczenie publicznego dostępu do części materiału może być uzasadnione.

Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy za drzwiami mają znaleźć się również kwestie finansowania publicznego szpitala, jego kondycji, zarządzania i systemowych nieprawidłowości.

Bo te sprawy nie są prywatną własnością radnych.

Najpierw miliony z budżetu

Podczas sesji starosta Małgorzata Matusiak podkreślała, że w 2026 roku powiat przeznaczył na szpital ponad 9,5 mln zł. Później, po pytaniu radnej, doprecyzowano strukturę tej kwoty: ponad 6 mln zł miało dotyczyć pokrycia wyniku finansowego, a 3,5 mln zł stanowiła pożyczka dla szpitala.

To nie są więc pieniądze abstrakcyjne.

To środki mieszkańców powiatu. I to właśnie rada powiatu jest organem stanowiącym i kontrolnym, który powinien patrzeć na ręce zarówno zarządowi, jak i jednostkom pozostającym w sferze odpowiedzialności powiatu.

Dlatego pytanie o jawność rozmowy o szpitalu nie jest medialną fanaberią.

Jest pytaniem o to, czy mieszkańcy mają prawo wiedzieć, co dzieje się z instytucją, do której powiat dokłada kolejne miliony złotych.

Potem pada słowo: prokuratura

Jeszcze mocniejszy fragment sesji pojawił się, gdy przewodnicząca rady poinformowała, że dotarły do niej informacje dotyczące nieprawidłowości w szpitalu.

Powiedziała, że zwróciła się do dyrektor Izabeli Nasiukiewicz o wyjaśnienia i dodała, że sytuacja w szpitalu jest poważniejsza niż tylko problem finansowy.

Wprost stwierdziła, że niektóre informacje — jej zdaniem — mogą dotyczyć spraw, które należałoby zgłosić nawet do prokuratury.

To już nie jest rozmowa o tym, czy szpital kupił za drogie rękawiczki albo czy oddział ma zbyt wysokie rachunki za energię.

Jeżeli przewodnicząca rady publicznie mówi o możliwych nieprawidłowościach tej rangi, mieszkańcy mają prawo zapytać:

co dokładnie zostało ujawnione?

Oczywiście nie wszystko może zostać podane publicznie. Jeżeli materiał dotyczy danych pacjentów, informacji medycznych albo konkretnych osób, prawo chroni takie dane.

Ale można przecież oddzielić informacje chronione od informacji dotyczących mechanizmów działania szpitala, zarządzania, finansów, procedur i odpowiedzialności organów powiatu.

Tego właśnie zabrakło w dyskusji.

Starosta: anonim powinien trafić do kosza

Starosta poinformowała z kolei, że wcześniej do niej również trafił anonim dotyczący szpitala. Powiedziała, że dokument „powinien trafić do kosza”, choć jednocześnie przyznała, że mimo tego zwróciła się do dyrektor szpitala z pytaniem, czy opisana sytuacja rzeczywiście miała miejsce.

To bardzo ciekawa konstrukcja.

Skoro informacja była na tyle niewiarygodna, że — zdaniem starosty — zasługiwała na kosz, dlaczego została jednak zweryfikowana?

A skoro została uznana za wystarczająco poważną, aby wystąpić do dyrektor szpitala o wyjaśnienia, trudno ją jednocześnie przedstawiać jako materiał niewarty uwagi.

To kolejna rzecz, którą należałoby publicznie wyjaśnić.

Nie przez ujawnianie nazwisk pacjentów czy personelu.

Przez odpowiedź na proste pytanie:

czego dotyczyły sygnalizowane nieprawidłowości i jaki jest status ich wyjaśnienia?

Audyt w toku

Podczas tej samej dyskusji pojawia się również informacja o audycie.

Radni mówią, że audyt jest jeszcze w toku i że jego wyniki mają dostarczyć dodatkowej wiedzy przed debatą o przyszłości szpitala.

To logiczne.

Jeżeli audyt ma opisać sytuację jednostki, należy poczekać na dane.

Ale właśnie dlatego późniejsza decyzja o spotkaniu poza kamerami nabiera jeszcze większego znaczenia.

Jeżeli audyt ma dotyczyć pieniędzy publicznych, zarządzania publiczną placówką i decyzji podejmowanych przez osoby pełniące funkcje publiczne, to zasadnicza część jego ustaleń powinna być dostępna mieszkańcom — oczywiście po anonimizacji informacji chronionych.

I wtedy pada: „poza kamerami”

Pod koniec sesji radni wrócili do terminu debaty o szpitalu.

Przewodnicząca przypomniała wcześniejsze ustalenie, że spotkanie radnych dotyczące szpitala ma odbyć się:

„poza kamerami, poza udziałem osób trzecich”.

Ostatecznie ustalono termin spotkania wszystkich radnych na 7 września o godz. 14.00.

I tutaj trzeba się zatrzymać.

Bo kilka godzin wcześniej ci sami radni publicznie dyskutowali o:

  • wielomilionowej pomocy finansowej dla szpitala,
  • złej sytuacji ekonomicznej,
  • audycie,
  • możliwych nieprawidłowościach,
  • pismach kierowanych do władz powiatu,
  • potencjalnej konieczności zainteresowania sprawą organów ścigania.

A potem zasadniczą rozmowę chcą przeprowadzić poza kamerami.

Reklama
Reklama
Reklama

Prawo zaczyna od jawności, nie od tajemnicy

Ustawa o samorządzie powiatowym mówi jasno: działalność organów powiatu jest jawna, a ograniczenia jawności mogą wynikać wyłącznie z ustaw. Jawność obejmuje między innymi prawo obywateli do wstępu na sesje rady powiatu i posiedzenia jej komisji oraz dostęp do dokumentów wynikających z wykonywania zadań publicznych.

Ustawa przewiduje również obowiązek transmitowania i utrwalania obrad rady powiatu.

To nie oznacza automatycznie, że każde robocze spotkanie grupy radnych musi być transmitowaną sesją.

I tego właśnie nie należy mieszać.

Jeżeli radni spotykają się prywatnie albo roboczo, aby wymienić informacje, samo takie spotkanie nie musi mieć charakteru sesji rady czy formalnego posiedzenia komisji.

Ale pojawia się inne pytanie:

czy można przenieść zasadniczą debatę dotyczącą wykonywania funkcji kontrolnej rady do nieformalnego spotkania, a następnie pozostawić mieszkańcom jedynie końcowe decyzje?

Bo wtedy formalnie jawność może zostać zachowana, ale jej sens zostanie ograniczony.

Publiczność zobaczy głosowanie.

Nie zobaczy natomiast argumentów, pytań, wyjaśnień i odpowiedzialności.

Tajemnica może chronić pacjenta. Nie powinna chronić systemu

Tutaj granica jest bardzo prosta.

Jeżeli podczas rozmowy mają pojawić się informacje o stanie zdrowia konkretnego pacjenta — należy je chronić.

Jeżeli pojawiają się dane osobowe pracownika objęte ochroną — należy je chronić.

Jeżeli materiał dotyczy tajemnicy prawnie chronionej — trzeba tę tajemnicę respektować.

Ale z tego nie wynika, że cała rozmowa o szpitalu musi zniknąć za zamkniętymi drzwiami.

Można podzielić debatę.

Część dotycząca:

  • finansów,
  • wyniku ekonomicznego,
  • zadłużenia,
  • organizacji,
  • audytu systemowego,
  • decyzji zarządczych,
  • planu naprawczego,
  • działań organu tworzącego

może być jawna.

A dopiero te elementy, które rzeczywiście zawierają dane chronione, mogą wymagać osobnego trybu.

To byłoby rozwiązanie transparentne.

Dlaczego mieszkańcy mają czekać przed drzwiami?

Szpital im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy nie jest prywatną spółką grupy radnych.

Jest publiczną placówką, za którą odpowiedzialność ponosi powiat.

Jeżeli trzeba do niego dokładać miliony złotych, mieszkańcy mają prawo wiedzieć dlaczego.

Jeżeli audyt ujawnia problemy, mają prawo znać jego zasadnicze ustalenia.

Jeżeli przewodnicząca rady mówi o potencjalnych sprawach dla prokuratury, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy informacje zostały zweryfikowane i czy zawiadomiono właściwe organy.

Jeżeli natomiast nic nieprawidłowego się nie wydarzyło — tym bardziej warto powiedzieć to publicznie i zamknąć sprawę faktami.

Najgorszym rozwiązaniem jest stan pośredni:

publicznie powiedzieć, że „bardzo źle się dzieje”, wspomnieć o prokuraturze, audycie i anonimowych informacjach, a dalsze wyjaśnienia przenieść poza kamery.

Bo wtedy mieszkańcy zostają z podejrzeniami, ale bez odpowiedzi.

Rada ma kontrolować. Mieszkańcy mają prawo widzieć, jak to robi

Jawność samorządu nie polega wyłącznie na transmisji głosowania.

Jej prawdziwa wartość pojawia się wcześniej — kiedy można zobaczyć, jakie pytania padają, kto ich unika, jakie dokumenty są przedstawiane i jakie argumenty prowadzą do decyzji.

Właśnie tam odbywa się kontrola.

Jeżeli najważniejsze pytania zostaną zadane poza kamerami, a przed kamerami zostanie tylko komunikat końcowy, mieszkańcy nie zobaczą kontroli.

Zobaczą jej rezultat.

A to nie jest to samo.

Dlatego przed spotkaniem dotyczącym szpitala należałoby odpowiedzieć na kilka prostych pytań:

Jaki formalnie charakter będzie miało spotkanie 7 września? Czy będzie to posiedzenie komisji, spotkanie wszystkich radnych czy nieformalne zebranie? Czy powstanie protokół? Czy mieszkańcy będą mogli poznać jego ustalenia? Czy audyt zostanie opublikowany? Jakie informacje rzeczywiście wymagają ochrony i na podstawie jakich konkretnie przepisów?

Dopiero odpowiedzi pozwolą ocenić, czy chodzi o konieczną ochronę danych, czy o odsunięcie mieszkańców od najważniejszej debaty tej kadencji.

Bo transparentność nie jest wygodna.

Właśnie dlatego jest potrzebna.

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry