Skarga na Facebook starosty odrzucona. Problem jednak nie zniknął

Oceń materiał

Komisja Skarg, Wniosków i Petycji Rady Powiatu Trzebnickiego uznała za bezzasadną skargę dotyczącą publikacji na profilu starosty Małgorzaty Matusiak. Problem w tym, że podczas samej sesji radni potwierdzili zasadnicze fakty, na których skarga została oparta. Nikt nie wykazał, że publikacji nie było. Nikt nie zaprzeczył, że pojawił się w niej lekarz związany ze szpitalem powiatowym ani że materiał prowadził do informacji o jego prywatnej klinice. Nie wyjaśniono też przekonująco, dlaczego profil oznaczony funkcją starosty należy w tej sytuacji traktować jak zwykłe konto prywatne.

Pozostało więc jedno zasadnicze pytanie: co właściwie komisja uznała za bezzasadne?

Najpierw była publikacja i pytania o prywatny biznes

Sprawa zaczęła się od publikacji zamieszczonej na facebookowym profilu starosty powiatu trzebnickiego. W materiale pojawił się lekarz związany ze szpitalem powiatowym, a razem z nim odsyłacz prowadzący do jego prywatnej działalności medycznej.

To właśnie ten element wywołał pytania o granicę pomiędzy informowaniem o działalności publicznego szpitala a promocją prywatnego podmiotu.

Urząd, odpowiadając wcześniej na pytania redakcji, bronił publikacji między innymi argumentem, że profil ma charakter prywatny, a sam wpis był informacją, nie reklamą.

Teraz sprawa trafiła przed Komisję Skarg, Wniosków i Petycji.

Komisja po analizie materiału uznała, że starosta nie dopuściła się nieprawidłowości uzasadniających uwzględnienie skargi. Rekomendacja była jednoznaczna: skarga bezzasadna.

Tyle że już kilka chwil później zaczęła się dyskusja, która tę jednoznaczność poważnie osłabiła.

„A czego dotyczyła skarga?”

Znamienny był już sposób przedstawienia stanowiska komisji.

Po odczytaniu informacji o uznaniu skargi za bezzasadną padło z sali proste pytanie: czego właściwie skarga dotyczyła?

Dopiero wtedy wyjaśniono, że chodziło o wpis na Facebooku starosty, zdjęcie z lekarzem szpitala oraz link prowadzący do jego prywatnej kliniki.

To ważny moment.

Komisja przedstawiła rezultat, ale nie zaczęła od przedstawienia mieszkańcom istoty sprawy i argumentacji prowadzącej do wniosku.

Samo słowo „bezzasadna” nie jest przecież uzasadnieniem.

Bezzasadna, czyli co było nieprawdą?

Logicznie możliwości są tylko trzy.

Pierwsza: komisja uznała, że opisana sytuacja nie miała miejsca.

Tego jednak podczas sesji nikt nie twierdził.

Wręcz przeciwnie. Sam przedstawiciel komisji opisał publikację, lekarza i odsyłacz do prywatnej kliniki.

Druga możliwość: komisja uznała, że profil był całkowicie prywatnym kontem Małgorzaty Matusiak i nie miał związku z pełnioną przez nią funkcją.

Tyle że właśnie temu przeczą wypowiedzi radnych podczas tej samej dyskusji.

Jeden z nich zwrócił uwagę, że „starosta” to urząd, a osoba podejmująca decyzje administracyjne działa nie jako prywatna Małgorzata Matusiak, lecz jako starosta powiatu trzebnickiego. Padło też stwierdzenie, że profil związany z tą funkcją powinien mieć charakter bardziej administracyjny i informacyjny.

Trzecia możliwość pozostaje więc najbardziej prawdopodobna: komisja uznała, że publikacja miała miejsce, profil był związany z funkcją publiczną, pojawił się odsyłacz do prywatnej kliniki, ale mimo tego nie doszło do nieprawidłowości.

Jeśli tak — właśnie tego wyjaśnienia zabrakło.

Radni sami powiedzieli: to wygląda jak reklama

Jeszcze ciekawiej zrobiło się, gdy kolejni radni zaczęli komentować standard prowadzenia profilu osoby pełniącej funkcję publiczną.

Jeden z radnych stwierdził, że materiały dotyczące prywatnej działalności powinny pojawiać się na prywatnym profilu, a nie na koncie tytułowanym funkcją starosty.

Powiedział też wprost, że taki materiał może „wyglądać po prostu jak reklama”.

Padły również słowa o konieczności oddzielania działalności publicznej od prywatnego biznesu.

Jeden z radnych ujął to jeszcze ostrzej, mówiąc, że prywatny biznes i działalność publiczna powinny być radykalnie rozdzielone.

I tutaj pojawia się zasadniczy paradoks.

Komisja stwierdza: skarga bezzasadna.

Radni chwilę później mówią: trzeba uważać, bo to wygląda jak reklama, profil starosty powinien być urzędowy, a biznes prywatny należy oddzielać od funkcji publicznej.

To nie są dwie zgodne ze sobą narracje.

Fakty nie zostały podważone

Najważniejsze jest to, że podczas sesji nie podważono zasadniczych faktów.

Publikacja istniała.

Dotyczyła lekarza pracującego w publicznym szpitalu.

Pojawiła się informacja prowadząca do jego prywatnej kliniki.

Reklama
Reklama
Reklama

Profil był prezentowany poprzez funkcję starosty.

Radni sami dostrzegli ryzyko, że taki materiał może zostać odebrany jako reklama.

Skarga może być oczywiście formalnie nieuwzględniona. Rada ma do tego prawo.

Ale czym innym jest stwierdzenie:

„nie znaleźliśmy przepisu, którego naruszenie pozwala nam skargę uwzględnić”

a czym innym:

„problem nie istniał”.

Sesja tego drugiego nie potwierdziła.

Gdzie kończy się Małgorzata Matusiak, a zaczyna starosta?

To jest pytanie, które w tej sprawie powraca od początku.

Starosta może mieć prywatne konto na Facebooku. Może publikować prywatne zdjęcia, opinie, informacje i własne rekomendacje.

Ale kiedy profil identyfikuje właścicielkę przede wszystkim poprzez pełnioną funkcję publiczną, sytuacja się zmienia.

Radni sami zauważyli podczas sesji, że istnieje różnica pomiędzy prywatnym profilem Małgorzaty Matusiak a profilem osoby występującej jako starosta.

Jeżeli tej granicy nie ma, trzeba odpowiedzieć na kolejne pytanie.

Czy na takim profilu można promować dowolną restaurację? Hotel? Gabinet stomatologiczny? Kancelarię prawną? Firmę budowlaną?

Jeśli nie — dlaczego prywatna klinika lekarza miałaby stanowić wyjątek?

Komisja oparła się na opinii prawnika

Podczas sesji pojawiła się również informacja, że komisja analizowała sprawę przy udziale opinii prawnej.

I właśnie ten dokument staje się teraz najważniejszy.

Bo dopiero z niego powinno wynikać:

  • jaki dokładnie stan faktyczny analizował prawnik,
  • czy badał status profilu starosty,
  • czy uwzględnił oznaczenie funkcji publicznej,
  • czy analizował odsyłacz do prywatnej kliniki,
  • czy oceniał możliwość uznania materiału za promocję prywatnego podmiotu,
  • czy może ograniczył analizę jedynie do pytania, czy istnieje konkretny przepis zakazujący takiej publikacji.

Bez poznania tej argumentacji trudno zrozumieć, jak komisja przeszła od potwierdzonych faktów do wniosku: „skarga bezzasadna”.

11 głosów za, ale sześciu radnych się wstrzymało

Rada ostatecznie przyjęła stanowisko komisji.

Za nieuwzględnieniem skargi głosowało 11 radnych. Nikt nie był przeciw, ale aż sześć osób wstrzymało się od głosu.

To również nie wygląda na całkowicie oczywistą sprawę.

Gdyby zarzut był absurdalny, całkowicie fałszywy i pozbawiony podstaw faktycznych, można byłoby oczekiwać znacznie bardziej jednoznacznego wyniku.

Tymczasem niemal jedna trzecia głosujących nie zdecydowała się poprzeć stanowiska o bezzasadności skargi.

Ochrona starosty czy rzetelna kontrola?

Najłatwiej byłoby napisać, że Komisja Skarg ochroniła starostę.

Ale ważniejsze jest inne pytanie:

czy komisja rzeczywiście odpowiedziała na zarzut?

Jeżeli fakty się zgadzają, jeżeli publikacja istniała, jeżeli prowadziła do prywatnej kliniki i jeżeli nawet radni przyznają, że profil osoby występującej jako starosta powinien być oddzielony od promocji prywatnego biznesu, to sama etykieta „bezzasadna” nie rozwiązuje problemu.

Trzeba jeszcze wyjaśnić dlaczego.

Bo w przeciwnym razie powstaje niebezpieczny standard.

Funkcjonariusz publiczny może wykorzystać konto oznaczone swoją funkcją do pokazania prywatnego przedsiębiorcy, podać jego działalność, a później wystarczy uznać, że konto jest „prywatne” i sprawa zostaje zamknięta.

Tylko wtedy funkcja publiczna staje się używana wtedy, kiedy jest korzystna, a „prywatność” pojawia się wtedy, kiedy trzeba uniknąć odpowiedzialności za treść.

To nie jest już problem Facebooka.

To jest problem logiki sprawowania urzędu i standardu, jaki wobec tego urzędu stosuje Komisja Skarg, Wniosków i Petycji.

Komisja może odrzucić skargę.

Nie może jednak sprawić, że fakty, których sama rada nie zakwestionowała, nagle przestają istnieć.

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry