XXII nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej w Trzebnicy31.03.2026
Jeszcze kilka dni temu wszystko miało swój porządek. Burmistrz, decyzje, narracja.
Dziś? Burmistrz zawieszony decyzją prokuratury. Urząd – oficjalnie – działa „normalnie”.
Tyle że ta „normalność” zaczyna się chwiać już na pierwszej sesji.
To nie była zwykła sesja.
To był test – czy władza w Trzebnicy potrafi odpowiadać, gdy zaczynają się niewygodne pytania.
Nie zdała go.
„Sytuacja jest klarowna” – tylko na papierze
Już na początku pada komunikat, który miał uspokoić mieszkańców:
„sytuacja jest dość klarowna (…) urząd działa normalnie”
Brzmi dobrze. Nawet bardzo dobrze.
Problem w tym, że kilka minut później zaczyna się seria pytań, na które tej „klarowności” już nie starcza.
Radni chcą wiedzieć:
- co dokładnie oznacza zawieszenie burmistrza,
- czy miał dostęp do urzędu,
- czy kontaktował się z pracownikami,
- jak zabezpieczono dokumenty i decyzje.
I nagle okazuje się, że:
- „nie ma zakazu wchodzenia do urzędu”
- „nie ma informacji, czy się pojawiał”
- „nie było kontaktu”
Czyli formalnie wszystko działa.
Tylko nikt nie jest w stanie powiedzieć – jak.
Temat, którego nie było wolno ruszyć
Najmocniejszy moment sesji?
Radny próbuje wprowadzić do porządku obrad punkt o sytuacji gminy po zawieszeniu burmistrza.
Logiczne. Naturalne. Oczekiwane.
Odpowiedź?
Nie.
Bez dyskusji. Bez głosowania. Bez próby wyjaśnienia.
„Nie ma takiej potrzeby”.
I w tym momencie wszystko staje się jasne.
Najważniejszy temat dla mieszkańców… zostaje zdjęty ze stołu.
Pytania niewygodne? To „show polityczne”
Dalej jest już tylko bardziej nerwowo.
Radni próbują dopytywać. Wchodzą w szczegóły. Drążą.
I wtedy pada zdanie, które ustawia ton całej sesji:
„nie pozwolę, żebyśmy robili show polityczne”
To moment, w którym rozmowa o faktach zaczyna być traktowana jak problem.
Nie pytania są problemem.
Problemem stają się ci, którzy je zadają.
„Dajcie czas” – czyli strategia przeczekania
Nowa osoba pełniąca obowiązki burmistrza wielokrotnie powtarza:
- „jestem trzeci dzień”
- „muszę się zapoznać”
- „proszę dać czas”
I trudno się z tym nie zgodzić – sytuacja jest świeża, trudna, dynamiczna.
Ale jest też druga strona.
Bo mieszkańcy nie żyją „za trzy tygodnie”.
Oni żyją tu i teraz.
Chcą wiedzieć:
- kto decyduje,
- kto odpowiada,
- czy urząd jest pod kontrolą.
Na te pytania odpowiedzi nie padły.
Urząd działa. Ale czy ktoś nad nim panuje?
Z jednej strony:
- dokumenty zabezpieczone,
- pracownicy poinformowani,
- procedury uruchomione.
Z drugiej:
- brak jasnej informacji o realnym wpływie zawieszonego burmistrza,
- brak przejrzystości komunikacyjnej,
- brak zgody na publiczną debatę.
To nie jest jeszcze kryzys.
Ale to jest moment, w którym kryzys zaczyna się rysować.
Sesja, która miała uspokoić – a zostawiła więcej pytań
Ta sesja mogła wyglądać inaczej.
Można było:
- otworzyć temat,
- pokazać dokumenty,
- jasno powiedzieć: co wiemy, czego nie wiemy.
Zamiast tego:
- temat został zablokowany,
- pytania ograniczone,
- odpowiedzi rozproszone.
Efekt?
Więcej emocji niż na początku.
Co dalej?
To dopiero początek.
Bo najważniejsze pytania dopiero przed Trzebnicą:
- jak długo potrwa zawieszenie,
- kto faktycznie zarządza gminą,
- czy decyzje podejmowane dziś będą później kwestionowane,
- i czy mieszkańcy dowiedzą się prawdy… zanim zrobi się z tego pełnoprawny kryzys.
Na razie wiadomo jedno:
Urząd działa.
Ale zaufanie – już nie tak pewnie.
Polecamy:
Magazynu Radio DTR 4/2026
, 30+ materiałów z regionu w jednym miejscu
Kup wydanie za 10 zł →
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


