Oczyszczalnia doszła do ściany. WIOŚ mówi o głębokiej modernizacji

Oceń materiał

Jeszcze sześć lat temu w oficjalnych dokumentach gminy zapisano, że przy oczyszczalni przy ul. Grunwaldzkiej wszystkie prace skupiają się na utrzymaniu urządzeń w ruchu, a znaczne wyeksploatowanie wymusza remonty i naprawy. Dziś Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska idzie znacznie dalej: oczyszczalnia wyczerpuje swoje możliwości technologiczne, nie radzi sobie z azotem, sieć może być nieszczelna, a sam obiekt wymaga głębokiej modernizacji. W tle mamy plany kanalizacyjnej rewolucji w formule PPP liczonej w setkach milionów złotych. Tyle że zanim zaczniemy mówić o przyszłości, wypada odpowiedzieć na znacznie prostsze pytanie: co zrobiono z problemem, o którym gmina wiedziała od lat?

W pierwszym materiale dotyczącym wyników kontroli WIOŚ skupiliśmy się na zdaniu najbardziej odczuwalnym dla mieszkańców i inwestorów: inspektorzy wskazali, że należy rozważyć wstrzymanie wydawania warunków technicznych podłączania do sieci kanalizacyjnej.

Teraz warto zrobić krok dalej.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Bo ograniczenie nowych przyłączy nie jest chorobą.

Jest możliwym skutkiem.

Diagnoza znajduje się kilka akapitów dalej.

WIOŚ: możliwości technologiczne się wyczerpują

Inspektorzy po analizie oczyszczalni przy ul. Grunwaldzkiej napisali, że wraz ze wzrostem przepływu i obciążenia obiekt wyczerpuje swoje możliwości technologiczne w obecnych kubaturach.

I dodali coś jeszcze ważniejszego:

zasadne jest podjęcie działań prowadzących do głębokiej modernizacji obiektu.

Nie korekty.

Nie wymiany jednej pompy.

Nie kolejnej naprawy po awarii.

Głębokiej modernizacji.

To zupełnie inna skala problemu.

WIOŚ podkreśla przy tym, że modernizacji oczyszczalni nie można planować w oderwaniu od stanu sieci kanalizacyjnej. Trzeba równocześnie zdecydować, czy Oborniki Śląskie nadal będą funkcjonowały z kanalizacją ogólnospławną, czy rozpocznie się systematyczne rozdzielanie kanalizacji sanitarnej od deszczowej.

Czyli problemem nie jest już jeden obiekt przy Grunwaldzkiej.

Problemem jest system.

Najbardziej zdradliwa liczba: 2800 metrów sześciennych

Na pierwszy rzut oka ktoś mógłby powiedzieć: przecież oczyszczalnia ma jeszcze zapas.

Pozwolenie wodnoprawne przewiduje średni dobowy przepływ do 2800 m³. W analizowanym pełnym okresie pozwolenia średnia wyniosła 2365,8 m³ na dobę, więc limit ilościowy nie został przekroczony.

I właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część dokumentu.

Bo WIOŚ właściwie mówi:

zapas na papierze nie oznacza zapasu technologicznego.

Inspektorzy stwierdzają, że mimo teoretycznej rezerwy przepływu oczyszczalnia już przy obecnym obciążeniu nie jest w stanie oczyszczać ścieków z azotu do poziomu określonego w pozwoleniu.

To fundamentalna różnica.

Można jeszcze przepuścić przez obiekt więcej metrów sześciennych.

Tylko co z tego, jeżeli technologia nie jest już w stanie uzyskać wymaganej jakości ścieków?

Azot pokazuje, gdzie naprawdę znajduje się granica

Pozwolenie wodnoprawne z 2021 roku określiło dopuszczalną wartość azotu ogólnego na 15 mg/l, a fosforu ogólnego na 2 mg/l.

Tymczasem WIOŚ obliczył, że w pełnym badanym okresie od 28 września 2024 do 27 września 2025 roku średnia wartość azotu ogólnego wyniosła 22,09 mg/l.

Wniosek inspektorów jest jednoznaczny: odprowadzane ścieki nie spełniały w tym zakresie wymaganych warunków.

To nie był pojedynczy wyskok.

W dokumentacji znajdujemy wyniki 29,6 mg/l, 27,6 mg/l, 47,3 mg/l, a już w 2026 roku kolejno 54,7 mg/l, 52,3 mg/l i 58,6 mg/l.

WIOŚ podsumował później własne badania wprost: oczyszczalnia nie dotrzymuje parametrów jakościowych w zakresie azotu ogólnego, a wyniki inspekcji są zbieżne z automonitoringiem prowadzonym przez samą spółkę.

Czyli problem był widoczny nie tylko wtedy, kiedy pojawili się kontrolerzy.

Deszcz ujawnia słabość całego układu

Do tego dochodzi kanalizacja.

W 2025 roku do oczyszczalni kanalizacją, według sprzedaży, trafiło 250 028 m³ ścieków. Dowieziono 118 178 m³.

Do odbiornika wypłynęło jednak 910 554 m³.

Różnica to aż 542 348 m³ wód infiltracyjnych, drenażowych, opadowych i roztopowych.

WIOŚ zauważa, że było ich niemal dwukrotnie więcej niż ścieków wytwarzanych przez mieszkańców. Inspektorzy wskazują przy tym na możliwy niezadowalający stan techniczny sieci kanalizacyjnej.

A to ma bezpośredni wpływ na oczyszczalnię.

Podczas intensywnego deszczu 15 lipca przepływ wzrósł do 538 m³ na godzinę. Doszło do przeciążenia hydraulicznego i wypłukania osadu czynnego do odpływu.

Oczyszczalnia dostaje więc raz ogromną ilość rozwodnionych ścieków podczas opadów, a innym razem duży ładunek ścieków dowożonych wozami asenizacyjnymi. Do tego WIOŚ wskazuje ograniczone możliwości sterowania recyrkulacją.

To nie jest komfortowa praca technologiczna.

To ciągłe balansowanie.

I teraz najważniejsze: gmina wiedziała, że urządzenia są wyeksploatowane

Tu historia zaczyna robić się dla samorządu niewygodna.

Sięgnęliśmy do uchwały Rady Miejskiej z 30 grudnia 2020 roku, wyznaczającej aglomerację Oborniki Śląskie.

Już wtedy oficjalny dokument mówił o oczyszczalni przy ul. Grunwaldzkiej:

ze względu na rozwijające się tereny i kolejnych odbiorców przyłączanych do kanalizacji wszystkie prace skupiały się na utrzymaniu ruchu urządzeń, a z powodu ich znacznego wyeksploatowania niezbędne były częściowe remonty i naprawy.

To było w 2020 roku.

Mamy 2026.

Po sześciu latach WIOŚ nie pisze już tylko o „znacznym wyeksploatowaniu”.

Pisze o wyczerpywaniu możliwości technologicznych i potrzebie głębokiej modernizacji.

I dlatego trzeba postawić pytanie, którego nie da się ominąć:

co wydarzyło się pomiędzy 2020 a 2026 rokiem?

Jakie inwestycje wykonano?

Jakie ekspertyzy przeprowadzono?

Jak oceniano rzeczywistą żywotność technologii?

Jak wyglądały wieloletnie plany modernizacji?

I przede wszystkim – czy przez te sześć lat modernizowano system, czy przede wszystkim podtrzymywano jego pracę?

WIOŚ odpowiada także na to pytanie. I nie jest to odpowiedź wygodna

Kontrolerzy sprawdzili sposób eksploatacji.

Reklama
Reklama
Reklama

Nie wykonywano wymaganych przeglądów m.in. otwartych komór fermentacyjnych, piaskownika z komorą ociekową, bloku biologicznego i pompowni.

Jeszcze mocniejszy jest wniosek dotyczący pieniędzy.

Z przedstawionych faktur wynikało, że w znakomitej większości środki wydawano na przywracanie sprawności urządzeń po awarii. Nie przedstawiono dokumentów potwierdzających remonty prewencyjne.

WIOŚ uznał, że taki sposób działania nie wypełnia definicji prawidłowej eksploatacji.

I tu wracamy do dokumentu z 2020 roku.

„Utrzymanie ruchu”.

Sześć lat później:

„przywracanie sprawności po awarii”.

A na końcu:

„głęboka modernizacja”.

Ta chronologia mówi więcej niż niejeden samorządowy raport.

WIOŚ właściwie napisał listę prac domowych

Z dokumentu pokontrolnego wynika cały pakiet koniecznych lub rekomendowanych działań:

  • zalegalizowanie istniejących przelewów burzowych,
  • wyposażenie punktu zlewnego w zbiornik retencyjny pozwalający uśredniać i dozować ścieki,
  • wykonanie ekspertyzy sprawdzającej, czy obecne kubatury umożliwiają biologiczną redukcję azotu i fosforu,
  • sprawdzenie stanu technicznego sieci i naprawę nieszczelności,
  • rozważenie ograniczenia nowych przyłączy,
  • rozdzielanie kanalizacji deszczowej od sanitarnej.

To nie wygląda jak lista drobnych usterek.

To wygląda jak program naprawczy dla infrastruktury, która przez lata była rozbudowywana i eksploatowana, ale której ograniczenia właśnie dopadły rozwijające się miasto.

A przecież mamy jeszcze PPP za około 740 milionów

W maju Radio DTR opisywało przedstawianą koncepcję ogromnego przedsięwzięcia kanalizacyjnego: około 370 km kanalizacji, 107 przepompowni, kilka wariantów oczyszczalni i partnerstwo publiczno-prywatne. Szacunkowa wartość całego przedsięwzięcia sięgała około 740 mln zł.

Skala jest imponująca.

Problem polega na tym, że PPP jest wizją rozwiązania przyszłego.

WIOŚ opisuje zaś stan dzisiejszy.

I właśnie pomiędzy tymi dwoma punktami powinna rozpocząć się poważna debata.

Jeżeli obecna oczyszczalnia już wyczerpuje możliwości technologiczne, to na ile lat wystarczy obecny system?

Co będzie do czasu uruchomienia ewentualnego PPP?

Ile będzie kosztowała głęboka modernizacja Grunwaldzkiej, zanim powstanie docelowy układ?

Czy modernizacja ma być rozwiązaniem przejściowym, czy elementem PPP?

I kto policzył, czy nie będziemy płacili najpierw za ratowanie obecnej infrastruktury, a następnie przez dziesięciolecia za wielki projekt partnerski?

Było też 15,7 miliona złotych dotacji

Jest jeszcze jeden element tej historii, którego nie wolno mieszać z Grunwaldzką, ale też nie można go przemilczeć.

Gmina miała przyznane ponad 15,7 mln zł dofinansowania na projekt modernizacji oczyszczalni o wartości blisko 38 mln zł, lecz zrezygnowała z podpisania umowy o dofinansowanie. Projekt ten dotyczył modernizacji obiektu przy ul. gen. Maczka, a więc innej oczyszczalni niż ta skontrolowana obecnie przez WIOŚ.

I to rozróżnienie jest niezwykle ważne.

Bo pokazuje, że problem gospodarki ściekowej Obornik Śląskich nie kończy się na Grunwaldzkiej.

Mamy dwa obiekty tworzące system aglomeracji. Już plan aglomeracji z 2020 roku wskazywał oczyszczalnię przy Grunwaldzkiej o projektowej wielkości 8423 RLM oraz oczyszczalnię przy gen. Maczka o wielkości 2000 RLM.

Jedna miała dostać wielomilionową modernizację z udziałem funduszy europejskich.

Z tego finansowania zrezygnowano.

Druga właśnie otrzymała od WIOŚ diagnozę mówiącą o potrzebie głębokiej modernizacji.

A nad tym wszystkim pojawia się koncepcja PPP za setki milionów.

Czy ktoś jeszcze kontroluje, jak te wszystkie elementy układają się w jeden plan?

Gdzie jest plan przejścia od „dzisiaj” do „jutra”?

Bo wielki projekt na 20 czy 25 lat nie odpowiada automatycznie na pytanie, co zrobić w przyszłym roku.

A WIOŚ nie pisze o problemie, który pojawi się kiedyś.

Kontrola już zakończyła się mandatem karnym. W związku z przekroczeniem średniorocznej wartości azotu ogólnego ma zostać wszczęte również postępowanie dotyczące opłaty podwyższonej.

Dlatego od burmistrza Arkadiusza Poprawy, sprawującego nadzór właścicielski nad komunalną spółką, oczekiwalibyśmy teraz nie kolejnej wizji.

Potrzebne są liczby i terminy.

Ile będzie kosztowała głęboka modernizacja Grunwaldzkiej?

Kiedy zostanie wykonana ekspertyza technologiczna wskazana przez WIOŚ?

Czy do czasu modernizacji zostaną ograniczone nowe przyłącza?

Jaki jest harmonogram uszczelniania sieci?

Jak Grunwaldzka zostanie włączona do projektowanego PPP?

I najważniejsze: dlaczego w 2020 roku gmina wiedziała o znacznym wyeksploatowaniu urządzeń, a sześć lat później państwowa inspekcja stwierdza, że obiekt wyczerpuje możliwości technologiczne?

To są pytania także do radnych.

Bo rada nie jest komisją od oglądania prezentacji o przyszłości.

Jest organem kontrolnym gminy.

Rury nie czytają prezentacji

Można pokazać mieszkańcom 370 kilometrów przyszłej kanalizacji.

Można policzyć 107 przepompowni.

Można opowiadać o partnerze prywatnym i inwestycji za około 740 milionów złotych.

Ale dzisiejsze ścieki nie poczekają na PPP.

Dzisiejszy azot nie poczeka na partnera prywatnego.

Dzisiejsza deszczówka nie poczeka na podpisanie wieloletniej umowy.

A wyeksploatowany blok technologiczny nie nabierze nowych możliwości dlatego, że ktoś pokaże jego następcę na slajdzie.

WIOŚ właśnie zdjął z tej historii warstwę planów i prezentacji.

Pod spodem została oczyszczalnia przy ul. Grunwaldzkiej.

I bardzo krótkie podsumowanie:

doszła do ściany. Teraz trzeba zdecydować, kto, za ile i kiedy tę ścianę przebuduje.

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry