AI nie zastąpi człowieka. A raport o marce Polski pokazał dlaczego

Oceń materiał

Sztuczna inteligencja nie wie, gdzie leżą Katowice, dopóki człowiek nie sprawdzi, co mu odpowiedziała. Nie wie też, czy liczba, cytat albo wniosek mają sens. AI może pisać szybciej, szukać szerzej i analizować więcej. Ale odpowiedzialności za efekt końcowy nie ponosi algorytm. Ponosi ją człowiek. Historia raportu „Polaków portret własny” jest tego wyjątkowo kosztownym przykładem.

Barbara Mróz-Gorgoń złożyła 21 sierpnia dymisję z funkcji Pełnomocniczki Rządu do spraw promocji marki Polski. Stanowisko zajmowała niespełna miesiąc. W oficjalnym oświadczeniu wskazała na „niewyobrażalną skalę hejtu”, która jej zdaniem uniemożliwiała dalsze pełnienie tej funkcji.

Ale sprowadzenie tej historii do internetowego hejtu byłoby bardzo wygodne.

Bo przed hejtem była krytyka.

A przed krytyką był dokument.

AI nie popełniło tego błędu samo

„Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska” to dokument, którego kierownikiem merytorycznym i autorką została wskazana dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Raport deklaruje poważne zaplecze badawcze: 24 indywidualne wywiady pogłębione, 35 uczestników badań fokusowych, siedem warsztatów Design Thinking, ponad 180 godzin nagrań i około 400 stron transkrypcji.

Brzmi jak opracowanie, które powinno przejść przynajmniej podstawową kontrolę jakości.

Tymczasem właśnie jego jakość uruchomiła lawinę pytań.

Katowice zostały umieszczone w „północnym centrum Polski”. Wrocław pojawiał się jako miasto północno-zachodnie. Wśród młodych Polaków raport wskazywał używanie języka mandaryńskiego. Krytycy znaleźli błędy faktograficzne, niespójności metodologiczne, liczby pozbawione źródeł oraz daleko idące uogólnienia formułowane na podstawie bardzo ograniczonego materiału.

Barbara Mróz-Gorgoń sama przyznała później w Polsat News:

„Biję się w piersi, wykorzystywałam AI”.

Jednocześnie tłumaczyła, że był to materiał przejściowy i nie powinien znaleźć się w przestrzeni publicznej.

I właśnie tutaj kończy się dla nas dyskusja o tym, czy sztuczna inteligencja jest dobra, czy zła.

Bo to źle postawione pytanie.

Młotek też nie jest winny krzywej szafie

AI jest narzędziem.

Można przy jego pomocy sprawdzić kilkaset stron dokumentów, porównać budżety, wyszukać sprzeczności, przeanalizować dane albo znaleźć punkt zaczepienia do dalszej pracy.

Można również wpisać polecenie, skopiować odpowiedź i uznać, że skoro tekst brzmi profesjonalnie, to zapewne jest prawdziwy.

Te dwa zastosowania dzieli jedno słowo:

kompetencja.

Sztuczna inteligencja jest w dużej mierze tak użyteczna, jak człowiek, który potrafi ją kontrolować.

Doświadczony prawnik zauważy, że AI wymyśliło orzeczenie.

Lekarz zobaczy, że opis objawów prowadzi model w niewłaściwą stronę.

Programista wychwyci kod, który wygląda elegancko, ale rozwali system.

Geograf raczej zorientuje się, że Katowice nie przeniosły się na północ Polski.

A naukowiec powinien wiedzieć, że zdania wygenerowanego przez model nie można traktować jak wyniku badania tylko dlatego, że ma odpowiednio akademicki szyk.

AI nie ma poczucia wstydu, odpowiedzialności zawodowej ani reputacji do stracenia.

Człowiek ma.

Najgroźniejsze w AI jest to, że brzmi przekonująco

To zasadniczy problem, który sprawa raportu ujawnia znacznie lepiej niż kolejna konferencja o „rewolucji sztucznej inteligencji”.

Model potrafi podać kompletną bzdurę dokładnie tym samym tonem, którym chwilę wcześniej podał prawdziwą informację.

Nie czerwieni się.

Nie zatrzymuje zdania i nie mówi: „chwileczkę, chyba coś mi się tutaj nie zgadza”.

Potrafi skonstruować odpowiedź, która stylistycznie wygląda jak rezultat wielu godzin pracy eksperta.

I dlatego AI nie zmniejsza znaczenia kompetencji człowieka. Ono je zwiększa.

Im lepsze są modele, tym bardziej potrzebny jest ktoś, kto potrafi rozpoznać moment, w którym maszyna zaczyna fantazjować.

Samo użycie sztucznej inteligencji w przygotowaniu raportu nie jest więc dla nas zarzutem.

Byłoby wręcz dziwne, gdyby współczesny badacz takich narzędzi w ogóle nie wykorzystywał.

Problem pojawia się w zupełnie innym miejscu:

kto sprawdził rezultat?

Nie pytajmy, czy raport zrobiło AI

To również istotna różnica.

Dyskusja zaczęła iść w kierunku pytania:

„Czy raport napisała sztuczna inteligencja?”

Naszym zdaniem ważniejsze jest inne:

kto podpisał raport swoim nazwiskiem?

Na stronie tytułowej dokumentu nie widnieje ChatGPT, Claude, Gemini ani żaden inny model.

Widnieje człowiek.

Kierownik merytoryczny.

Autor.

To człowiek decyduje, że materiał jest gotowy.

To człowiek publikuje.

To człowiek przedstawia wyniki.

I wreszcie to człowiek odpowiada za ich rzetelność.

Wprowadzenie AI do procesu badawczego nie tworzy magicznej strefy wolnej od odpowiedzialności.

Reklama

Wręcz przeciwnie.

Tworzy dodatkowy etap, który należy kontrolować.

Jeszcze bardziej zastanawiające jest coś innego

Barbara Mróz-Gorgoń została 29 lipca przedstawiona przez premiera Donalda Tuska jako osoba, która ma uporządkować wieloletni problem rozproszonej promocji kraju.

KPRM określała ją jako „wybitną ekspertkę w dziedzinie budowania silnych brandów”. Premier mówił, że od dłuższego czasu współpracowała i doradzała rządowi.

Stanowisko nie było symboliczne.

Pełnomocnik miał przygotowywać strategię marki narodowej, koordynować administrację i tworzyć standardy komunikowania Polski. Funkcję ustanowiono rozporządzeniem Rady Ministrów z 28 lipca 2026 roku.

Dlatego sprawa nie kończy się na jednej profesor i jednym raporcie.

Powstaje pytanie o państwo.

Skoro dokument istniał od 2025 roku, czy ktoś przeanalizował go przed nominacją?

Czy ktoś zapytał o metodologię?

Czy ktoś przeczytał choćby kilkadziesiąt stron?

Czy też wystarczyły nazwisko, tytuły, rekomendacje i określenie „ekspert”?

Bo jeżeli państwo zamierza budować swoją markę przy pomocy profesjonalnych strategii, powinno chyba zacząć od profesjonalnego sprawdzania ludzi, którym tę strategię powierza.

A gdzie był człowiek?

Raport wskazuje, że projekt realizowano w ramach zadania publicznego „Marka Polska – podstrategia turystyczna”, dofinansowanego ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki.

Ministerstwo z kolei podkreślało po wybuchu sprawy, że sam kontrowersyjny raport nie był przedmiotem umowy i nie został przez resort zamówiony. Barbara Mróz-Gorgoń również argumentowała, że dokument nie stanowił części zamówienia.

To rozróżnienie trzeba zachować.

Ale ono rodzi kolejne pytania zamiast je zamykać.

Jakie dokładnie rezultaty miało przynieść finansowane zadanie?

Co zostało przedstawione ministerstwu?

Co odebrano?

Za co konkretnie zapłacono?

Jaki był rzeczywisty koszt badań?

Kto kontrolował ich wykonanie?

I jaka była relacja pomiędzy finansowanym przedsięwzięciem a raportem, który na pierwszej stronie sam informuje o realizowaniu projektu w ramach tego właśnie zadania?

Sprawą finansowania zainteresowała się już Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która wystąpiła do ministerstwa o dokumenty.

Dopiero dokumentacja pozwoli odpowiedzieć, jak dokładnie przebiegały przepływy pieniędzy i rozliczenie projektu.

Hejt nie może być odpowiedzią na krytykę

Trzeba jednocześnie postawić wyraźną granicę.

Obelgi, groźby i personalne ataki są hejtem.

Wskazanie błędu w raporcie — nie.

Zapytanie o wykorzystanie pieniędzy publicznych — nie.

Analiza metodologii — nie.

Sprawdzenie informacji — również nie.

Osoba podejmująca funkcję publiczną musi liczyć się z oceną swojej pracy, szczególnie kiedy jej zadaniem jest budowanie wizerunku całego państwa.

Można współczuć człowiekowi, który nagle znalazł się pod gigantyczną presją internetu.

Można potępić chamstwo.

I równocześnie wymagać odpowiedzi na pytania.

Jedno drugiego nie wyklucza.

AI nie odbierze pracy ludziom kompetentnym

Od miesięcy słyszymy, że sztuczna inteligencja zastąpi dziennikarzy, grafików, prawników, programistów, nauczycieli, naukowców i pół administracji.

Być może część obowiązków rzeczywiście przejmie.

Ale historia raportu o marce Polski pokazuje coś dokładnie odwrotnego.

AI najbardziej potrzebuje człowieka wtedy, kiedy zaczyna wyglądać tak, jakby człowiek nie był już potrzebny.

Potrzebuje wiedzy.

Doświadczenia.

Nieufności.

Sprawdzania źródeł.

Umiejętności zadania drugiego pytania.

I jeszcze jednej cechy, której nie wpisze się do promptu:

zdrowego rozsądku.

Sztuczna inteligencja nie zastąpi specjalisty.

Może natomiast bardzo szybko ujawnić, czy człowiek, który się nią posługuje, rzeczywiście nim jest.

Bo AI jest trochę jak niezwykle szybki stażysta.

Pracuje całą noc, nigdy nie narzeka i w ciągu minuty przygotuje 20 stron raportu.

Problem zaczyna się wtedy, gdy następnego dnia szef nawet ich nie przeczyta.

Katowice same na północ Polski nie pojechały. Ktoś musiał pozwolić im tam zostać.

Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry