Dokumentu nie ma tam, gdzie go szukasz? Spokojnie, może być gdzie indziej. Logika BIP w Obornikach Śląskich

Oceń materiał

Szukasz dokumentów finansowych w części BIP dotyczącej finansów i ich nie znajdujesz? To jeszcze nie znaczy, że ich nie ma. Mogą być w uchwałach, zarządzeniach albo innej części Biuletynu. Urząd Miejski w Obornikach Śląskich przedstawił Radiu DTR interesującą argumentację dotyczącą sposobu publikowania dokumentów. Postanowiliśmy potraktować ją całkiem serio. I właśnie wtedy robi się ciekawie.

W poprzednim materiale pytaliśmy, kto w Urzędzie Miejskim w Obornikach Śląskich patrzy na gminny Biuletyn Informacji Publicznej jako na jedną całość.

Teraz zajmiemy się czymś innym.

Reklama

Nie tym, kto publikuje, lecz tym, gdzie publikuje i jak obywatel ma to znaleźć.

W odpowiedzi na wniosek Radia DTR urząd odniósł się między innymi do dokumentów dotyczących gospodarki finansowej.

I napisał zdanie, nad którym naprawdę warto się zatrzymać:

„Nie można utożsamiać braku dokumentu w jednym wskazanym przez wnioskodawcę dziale BIP z brakiem jego publikacji w BIP w ogóle”.

To prawda.

Ale jest to prawda, która prowadzi do dość osobliwego modelu korzystania z informacji publicznej.

Nie znalazłeś? Szukaj dalej

Urząd wyjaśnia, że uchwały budżetowe, uchwały zmieniające budżet, wieloletnia prognoza finansowa i jej zmiany oraz inne dokumenty finansowe mogą być publikowane w rejestrze uchwał Rady Miejskiej, rejestrze zarządzeń burmistrza oraz odpowiednich częściach dotyczących gospodarki finansowej.

Czyli dokument może istnieć.

Może być publiczny.

Może być nawet w BIP.

Tylko niekoniecznie tam, gdzie użytkownik spodziewa się go znaleźć.

Formalnie można powiedzieć: opublikowaliśmy.

Z punktu widzenia mieszkańca pozostaje jednak drobny szczegół:

trzeba jeszcze wiedzieć, gdzie urząd postanowił to schować.

Oczywiście słowo „schować” traktujemy tutaj z przymrużeniem oka. Nie twierdzimy, że ktokolwiek celowo ukrywa dokumenty.

Problem jest bardziej przyziemny.

Jeżeli dokument jest publiczny, ale jego odnalezienie wymaga znajomości struktury organizacyjnej urzędu, rejestrów uchwał, zarządzeń i sposobu klasyfikowania informacji, to BIP zaczyna być wygodniejszy dla człowieka, który go prowadzi, niż dla mieszkańca, który z niego korzysta.

BIP jako mały escape room

Spróbujmy więc zastosować logikę odpowiedzi urzędu w praktyce.

Mieszkaniec wchodzi do BIP.

Szukasz finansów?

Klikasz finanse.

Nie ma?

Spokojnie.

Może są w uchwałach.

Nie znalazłeś?

Sprawdź zarządzenia burmistrza.

Nadal nic?

Może dokument jest w dokumentacji organów gminy.

A jeśli dalej go nie ma?

Wtedy przynajmniej wiesz, że braku dokumentu w miejscu, w którym go szukałeś, nie wolno utożsamiać z brakiem dokumentu w BIP w ogóle.

I rozpoczynamy rundę drugą.

Trochę BIP, trochę escape room.

Tyle że w escape roomie przynajmniej wiadomo, że gdzieś musi być klucz.

Publikacja to nie tylko wrzucenie pliku

Tutaj kończymy żart, ponieważ problem jest całkiem poważny.

Biuletyn Informacji Publicznej nie powinien być oceniany wyłącznie według kryterium:

„czy dokument technicznie znajduje się gdzieś na serwerze BIP?”

Istotne jest również to, czy obywatel może go odnaleźć w sposób logiczny i przewidywalny.

Jeżeli szuka dokumentów dotyczących gospodarki finansowej, naturalne jest oczekiwanie, że odpowiednia część BIP pozwoli mu do nich dotrzeć.

Nie powinien wcześniej kończyć kursu pod tytułem:

„Struktura organizacyjna Urzędu Miejskiego w Obornikach Śląskich dla zaawansowanych”.

Obywatel nie musi wiedzieć, która komórka przygotowała dokument, czy został on przyjęty uchwałą, zarządzeniem albo powstał w jeszcze innym trybie.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

To urząd posiada tę wiedzę.

BIP powinien ją przekładać na strukturę zrozumiałą dla użytkownika.

Urząd odpowiada na inny problem

I tutaj dochodzimy do najważniejszej różnicy.

Urząd odpowiada:

dokument może być opublikowany gdzie indziej.

My pytamy:

dlaczego obywatel ma go szukać gdzie indziej?

To nie są te same pytania.

Pierwsze dotyczy formalnego faktu publikacji.

Drugie — jakości dostępu do informacji.

Można przecież opublikować dokument w miejscu, którego użytkownik intuicyjnie nie wybierze, a następnie stwierdzić, że informacja została udostępniona.

Technicznie problem może być rozwiązany.

Informacyjnie — niekoniecznie.

Jest jeszcze jeden paradoks

W tej samej odpowiedzi urząd informuje nas, że nie istnieje odrębny raport, protokół lub audyt obejmujący kompleksową ocenę kompletności BIP w zakresie wskazanym przez Radio DTR.

Nie istnieje również odrębny harmonogram czy plan naprawczy przewidujący kompleksowe uporządkowanie BIP w tym zakresie.

Jednocześnie urząd przekonuje, że nie można wnioskować o braku publikacji tylko dlatego, że dokumentu nie znaleziono w konkretnym dziale.

I tutaj pojawia się pytanie jeszcze ciekawsze:

skoro użytkownik może szukać w niewłaściwym miejscu, to kto sprawdził, że dokument rzeczywiście znajduje się we właściwym?

Bo odpowiedź „gdzieś w BIP jest” działa znakomicie pod jednym warunkiem.

Trzeba wiedzieć, że rzeczywiście tam jest.

A właśnie mechanizm kompleksowej kontroli BIP pozostaje dla nas niejasny.

BIP nie powinien wymagać instrukcji obsługi

Cały problem można sprowadzić do bardzo prostego przykładu.

Jeżeli w bibliotece książka stoi na niewłaściwej półce, nadal znajduje się w bibliotece.

Można więc powiedzieć:

„Nie można utożsamiać braku książki na półce historycznej z jej brakiem w bibliotece w ogóle”.

Zgadza się.

Tylko spróbujmy według tej zasady prowadzić bibliotekę.

Kryminał postawimy przy ekonomii, atlas przy poezji, a encyklopedię może przy wejściu.

Wszystkie książki przecież są.

Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy ktoś chce z nich skorzystać.

Z informacją publiczną jest podobnie.

Cztery strony odpowiedzi, a dokument nadal trzeba znaleźć

Nie kwestionujemy tego, że dokument znajdujący się w innym dziale BIP nadal może być dokumentem publicznie udostępnionym.

Kwestionujemy sens organizowania informacji w sposób, w którym taki argument w ogóle staje się potrzebny.

Dobry BIP powinien powodować, że mieszkaniec znajduje informację.

Nie powinien wymagać od niego udowadniania, że szukał dostatecznie długo.

Dlatego po lekturze odpowiedzi Urzędu Miejskiego w Obornikach Śląskich zostajemy z prostym wnioskiem:

„Dokument gdzieś jest” nie jest jeszcze odpowiedzią na pytanie, czy informacja publiczna została zorganizowana dobrze.

BIP nie jest przecież grą terenową.

Nie ma punktów za odnalezienie WPF-u.

Nie ma medalu za dotarcie do protokołu.

I obywatel naprawdę nie powinien otrzymywać osiągnięcia:

„Gratulacje! Odnalazłeś dokument gminy. Poziom trudności: ekspert”.

Bo Biuletyn Informacji Publicznej ma służyć mieszkańcowi.

Nie sprawdzać jego cierpliwość.

Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry