Nie wiem, co on bierze

diagnoza wojta zawoni
Oceń materiał

Felieton Rafała Chwalińskiego

„Nie wiem, co on bierze” – czyli diagnoza zza biurka wójta

Są takie momenty w życiu lokalnej władzy, kiedy zamiast planu rozwoju gminy pojawia się plan leczenia dziennikarzy. Wtedy do głosu dochodzą samozwańczy specjaliści od psychiatrii, farmakologii i dietetyki w jednej osobie. W Zawoni tę funkcję z pełnym zaangażowaniem objęła pani wójt – Agnieszka Wersta.

Jak wynika z relacji sołtysów (którzy mają lepszą pamięć niż niejeden dyktafon), podczas spotkania w Czeszowie 6 października 2025 roku padły słowa, które już zdążyły przejść do lokalnych annałów:

Reklama
Reklama
Reklama

„Nie wiem, co on bierze i co pije, że pisze takie bzdury.”

Otóż, droga pani wójt – wyjaśniam z pełną szczerością i dokumentacją w postaci paragonu z Biedronki: rano pijemy espresso Lavazza. Czarne, mocne i z godnością. Żadnych „prochów”, chyba że liczyć podwójną dawkę lokalnego absurdu, który – jak się okazuje – działa lepiej niż kofeina.

Nie powiem, wzruszyła mnie ta troska. Wójt, która zamiast zajmować się drogami, budżetem i inwestycjami, analizuje stan zdrowia psychicznego dziennikarza – to prawdziwy przejaw samorządowej empatii. Może to nowy kierunek w polityce lokalnej: „Gmina leczy dusze, zanim naprawi drogi”.

Trzeba jednak przyznać, że w Zawoni zdrowie psychiczne redaktorów to temat palący. Bo kiedy ktoś pisze o biometanowni, o zaginionym „Kurierze Zawoni” albo o znikających wątkach w gminnych dokumentach, od razu pojawia się podejrzenie choroby. Zamiast odpowiedzi na pytania – mamy diagnozę. I to postawioną bez badań, bez skierowania, ale za to z autorytetem władzy.

Reklama
Reklama

Nie ukrywam, że martwi mnie ta troska. Bo jeśli ktoś w urzędzie ma czas, by zastanawiać się, co redaktor pije, to znaczy, że Zawonia musi być już krainą szczęśliwości – wszystkie drogi zrobione, kanalizacja działa, a sołtysi nucą z radości przy kawie.

Niestety, rzeczywistość pachnie mniej przyjemnie niż Lavazza. Zamiast aromatu postępu – czuć smog polityczny i nerwowe reakcje na każde pytanie. Ale cóż, każdy walczy z krytyką po swojemu: jedni argumentem, inni plotką przy kawie.

A my? My nadal będziemy pisać. Na trzeźwo, z cukrem lub bez, ale zawsze z pełną świadomością, że wolne słowo w tej gminie działa na niektórych jak podwójne espresso – natychmiast podnosi ciśnienie.

Więc pani wójt, proszę się nie martwić. Redakcja ma się dobrze, ciśnienie w normie, kofeina w normie, sumienie czyste.
A jeśli coś „bierzemy” – to tylko kawę o świcie i obowiązek wobec mieszkańców.

Może więc warto, zamiast zakazywać słuchania naszej audycji, zrobić coś dla zdrowia – własnego i gminnego. Choćby spacer, kubek melisy, albo – jak kto woli – małą Lavazzę na uspokojenie. Bo kadencja jeszcze długa, a emocje już wrą jak ekspres o szóstej rano.

Na zdrowie – w tą jesień samorządu.
I proszę się nie martwić, pani wójt. My naprawdę czujemy się dobrze. Gorzej z niektórymi decyzjami w urzędzie.


🩺 Postscriptum redakcyjne:
Radio DTR nie prowadzi eksperymentów medycznych. Jedyny eksperyment, jaki nam się udaje, to wolne słowo w gminie, gdzie najwyraźniej jest ono na liście leków zakazanych.
A jeśli coś ma właściwości pobudzające – to raczej prawda. I to ta, której nie da się osłodzić ani rozcieńczyć, nawet Lavazzą. ☕️

Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry