W tej części kontroli nie chodzi już o przekroczony azot, starą kanalizację ani przeciążenie oczyszczalni podczas ulewy. Chodzi o coś znacznie prostszego: legalność instalacji, przez którą w określonych warunkach ścieki mogą trafiać do wód. WIOŚ ustalił, że na terenie oczyszczalni przy ul. Grunwaldzkiej znajduje się przelew burzowy, dla którego spółka nie posiada wymaganego pozwolenia wodnoprawnego. Inspektorzy zapisali wprost, że stan ten stanowi naruszenie art. 389 ust. 1 Prawa wodnego. A kilka stron dalej pojawia się jeszcze drugi przelew — poza ogrodzeniem oczyszczalni. Według przedstawiciela spółki jest zaślepiony, ale jego własności inspektorzy już nie ustalali. I tu zaczyna się kolejny rozdział tej historii: czy te przelewy kiedykolwiek pracowały, kiedy i co przez nie płynęło?
W poprzednich częściach naszego cyklu dokument WIOŚ pokazywał przede wszystkim ograniczenia technologiczne oczyszczalni, problemy z jakością ścieków, ogromny napływ wód przypadkowych i wpływ zrzutu na jakość wody w rowie R-B.
Tym razem wchodzimy w obszar formalnoprawny.
Tu nie trzeba interpretować wykresów.
Wystarczy przeczytać jedno zdanie kontrolerów.
Przelew jest. Pozwolenia nie ma
Oczyszczalnia przy ul. Grunwaldzkiej wyposażona jest w przelew burzowy.
WIOŚ ustalił, że kontrolowany podmiot nie posiada pozwolenia wodnoprawnego na wprowadzanie tym przelewem ścieków do wód powierzchniowych.
Nie posiada również decyzji, o której mowa w art. 80 Prawa wodnego.
Inspektorzy wskazali, że taki stan:
„stanowi naruszenie art. 389 ust. 1 ustawy z dnia 20 lipca 2017 r. Prawo wodne”.
To już nie jest sugestia.
Nie jest to również pytanie postawione przez mieszkańca.
To formalne ustalenie organu kontrolnego.
Po co w ogóle jest przelew burzowy?
W uproszczeniu przelew burzowy ma zabezpieczać system kanalizacyjny przed nadmiernym napływem ścieków i wód opadowych podczas intensywnych opadów.
W mieście z kanalizacją ogólnospławną problem jest szczególnie istotny.
Do tej samej instalacji trafiają bowiem ścieki sanitarne i ogromne ilości wody opadowej.
Jeżeli przepływ przekroczy możliwości systemu, przelew może stać się technicznym „zaworem bezpieczeństwa”.
Tyle że zawór bezpieczeństwa nie może funkcjonować poza systemem prawa.
I właśnie dlatego Prawo wodne przewiduje określone warunki dla wprowadzania ścieków z przelewów burzowych do środowiska.
WIOŚ zwraca uwagę, że właściwy organ Wód Polskich powinien wcześniej ocenić między innymi, czy takie odprowadzanie nie koliduje z celami środowiskowymi dla wód.
W przypadku przelewu na terenie oczyszczalni takiej podstawy formalnej — według ustaleń kontroli — nie było.
Brak pozwolenia nie oznacza jeszcze, że dokonano zrzutu
I tutaj trzeba postawić wyraźną granicę.
Dokument WIOŚ potwierdza brak pozwolenia.
Nie daje nam natomiast podstawy, aby automatycznie stwierdzić, że przez ten przelew faktycznie odprowadzano ścieki.
To dwie różne kwestie.
Pierwsza została już rozstrzygnięta przez inspektorów:
instalacja istnieje, a wymaganej podstawy formalnoprawnej nie ma.
Druga wymaga dalszego ustalenia:
czy przelew był używany?
Jeżeli tak — kiedy?
Jak często?
Przy jakim przepływie?
Podczas których opadów?
Czy jego uruchomienia były rejestrowane?
Czy istniały urządzenia pozwalające ustalić datę i czas zadziałania przelewu?
To właśnie powinno być przedmiotem kolejnych pytań.
Bo kontrola pokazała, co dzieje się podczas ulewy
Te pytania nie są teoretyczne.
15 lipca 2026 roku podczas intensywnej burzy maksymalny przepływ przez oczyszczalnię wzrósł do 538 m³ na godzinę. WIOŚ ustalił, że nadmierny napływ wód opadowych doprowadził do przeciążenia hydraulicznego obiektu i wypłukiwania osadu czynnego.
To pokazuje, jak gwałtownie warunki pogodowe mogą zmieniać sytuację w całym systemie.
Dlatego pytanie o przelew burzowy nie jest pytaniem o betonową rurę, która „sobie gdzieś jest”.
Jest pytaniem o zachowanie kanalizacji wtedy, kiedy przychodzą warunki ekstremalne.
A właśnie podczas takich warunków przelew ma znaczenie.
Jest jeszcze drugi przelew
I tutaj dokument robi się jeszcze ciekawszy.
W części zatytułowanej „Inne zagadnienia” WIOŚ opisuje kolejny przelew burzowy.
Znajduje się on poza ogrodzonym terenem oczyszczalni przy ul. Grunwaldzkiej, na kolektorze DN 1200.
Przedstawiciel spółki oświadczył, że przelew jest zaślepiony.
Kontrolerzy odnotowali również, że spółka nie posiada pozwolenia wodnoprawnego na wprowadzanie tym przelewem ścieków do wód powierzchniowych.
Ale pojawia się zasadnicze zastrzeżenie.
Ponieważ instalacja znajdowała się poza obszarem kontrolowanego obiektu, WIOŚ nie pogłębiał analizy dotyczącej jej własności.
I to otwiera cały katalog pytań.
Czyj jest drugi przelew?
Jeżeli spółka nie jest jego właścicielem — kto nim jest?
Jeżeli jest częścią miejskiej sieci kanalizacyjnej — kto odpowiada za jego utrzymanie?
Kto go zaślepił?
Kiedy został zaślepiony?
Na podstawie jakiej dokumentacji?
Czy wykonano próbę potwierdzającą skuteczność tego zaślepienia?
Czy istnieją fotografie, protokoły albo dokumentacja techniczna?
Czy przelew był wcześniej czynny?
A jeżeli był:
do kiedy?
Tego kontrola WIOŚ nam nie odpowiada.
I właśnie dlatego nie możemy niczego przesądzać.
Ale możemy — i powinniśmy — pytać.
Dwa przelewy. Dwie historie do wyjaśnienia
Na podstawie dokumentu mamy więc co najmniej dwa odrębne obiekty.
Pierwszy znajduje się na terenie A oczyszczalni.
W jego przypadku WIOŚ stwierdził brak pozwolenia wodnoprawnego oraz brak odpowiedniej decyzji i zakwalifikował to jako naruszenie Prawa wodnego.
Drugi znajduje się poza ogrodzeniem oczyszczalni na kolektorze DN 1200.
Według przedstawiciela spółki jest zaślepiony. Spółka również nie posiada dla niego pozwolenia, ale inspektorzy nie ustalali dalej własności instalacji.
To rozróżnienie jest ważne.
Nie wolno wrzucać tych dwóch przelewów do jednego worka.
Ale nie wolno też udawać, że ich istnienie nie rodzi pytań.
Tym bardziej że mówimy o sieci ogólnospławnej
WIOŚ ustalił, że kanalizacja Obornik Śląskich jest w zasadniczej części ogólnospławna.
Jej struktura materiałowa jest bardzo zróżnicowana, a inspektorzy wskazują, że przeważająca część sieci może mieć ponad 25 lat.
W 2025 roku do oczyszczalni przy Grunwaldzkiej trafiło aż 542 348 m³ wód innych niż ścieki mieszkańców i ścieki dowożone.
WIOŚ określił je jako wody infiltracyjne, drenażowe, opadowe i roztopowe. Było ich prawie dwa razy więcej niż ścieków produkowanych przez mieszkańców.
I właśnie w takim systemie znajdują się przelewy burzowe.
Trudno więc potraktować ich status prawny jako administracyjny drobiazg.
Czy spółka rejestrowała pracę przelewu?
To chyba najważniejsze pytanie techniczne.
Jeżeli przelew znajdujący się na terenie oczyszczalni mógł pracować, to powinno być możliwe ustalenie:
czy kiedykolwiek się uruchamiał.
Potrzebne są więc dokumenty eksploatacyjne.
Zapisy z systemu sterowania.
Dane o przepływach.
Protokoły awarii.
Książka eksploatacji.
Dokumentacja opadów.
Zapisy dotyczące działania zbiornika retencyjnego.
WIOŚ stwierdził przy tym, że książka eksploatacji oczyszczalni była prowadzona na bieżąco i dokumentowała zdarzenia mające miejsce na obiekcie.
A więc warto zapytać bardzo konkretnie:
czy w książce eksploatacji znajdują się wpisy dotyczące przelewu burzowego?
Jeżeli nie — dlaczego?
Jeżeli tak — czego dotyczą?
I tu wraca nadzór właścicielski
Nadzór właścicielski nad komunalną spółką prowadzi burmistrz Arkadiusz Poprawa.
Nie chodzi więc wyłącznie o odpowiedź prezesa czy pracowników oczyszczalni.
Jeżeli przedsiębiorstwo komunalne eksploatuje obiekt posiadający przelew burzowy bez wymaganej podstawy wodnoprawnej, naturalne staje się pytanie o nadzór.
Czy burmistrz wiedział o braku pozwolenia?
Jeżeli wiedział — od kiedy?
Jeżeli nie wiedział — dlaczego nadzór tego nie wykazał?
Czy rada miejska kiedykolwiek otrzymała informacje dotyczące statusu prawnego przelewów?
Czy podczas analiz gospodarki wodno-ściekowej sprawdzano nie tylko wydajność oczyszczalni, lecz także kompletność jej decyzji administracyjnych?
Bo nadzór właścicielski nie polega tylko na zatwierdzaniu sprawozdań.
A kontrola rady nie polega tylko na podnoszeniu ręki podczas wotum zaufania.
Najpierw dokumenty
W tej sprawie nie potrzebujemy odpowiedzi w stylu:
„przelew nie stanowi zagrożenia”.
Potrzebujemy dokumentacji.
W szczególności warto pozyskać:
- dokumentację techniczną obu przelewów oraz informacje o ich właścicielu i zarządcy;
- historię ich eksploatacji, napraw, przebudów i ewentualnego zaślepienia;
- dane o wszystkich przypadkach uruchomienia przelewu znajdującego się na terenie oczyszczalni;
- zapisy systemu sterowania i przepływów z okresów intensywnych opadów;
- korespondencję ZGK z Wodami Polskimi dotyczącą legalizacji przelewów;
- dokumenty potwierdzające, kiedy gmina lub spółka dowiedziały się o braku wymaganych decyzji.
To właśnie te dokumenty pozwolą odpowiedzieć na najważniejsze pytanie.
Czy przelewem płynęły ścieki?
Na dziś odpowiedź brzmi:
dokument WIOŚ tego nie przesądza.
Potwierdza natomiast coś innego.
Na terenie oczyszczalni znajduje się przelew burzowy, dla którego nie ma wymaganej podstawy wodnoprawnej, a inspektorzy uznali ten stan za naruszenie Prawa wodnego.
Istnieje również drugi przelew poza terenem oczyszczalni. Według przedstawiciela spółki jest zaślepiony, ale jego własności i historii WIOŚ dalej nie badał.
Dlatego teraz nie potrzebujemy spekulacji.
Potrzebujemy odpowiedzi:
Kiedy zbudowano oba przelewy?
Kto nimi zarządza?
Czy były kiedykolwiek używane?
Czy istnieje dokumentacja ich pracy?
Kiedy stwierdzono brak pozwolenia?
Dlaczego nie zalegalizowano ich wcześniej?
I wreszcie:
czy podczas największych opadów ścieki z kanalizacji Obornik Śląskich mogły omijać normalny proces oczyszczania?
Tego WIOŚ jeszcze nam nie rozstrzygnął.
Ale właśnie dlatego tę sprawę trzeba sprawdzić do końca.
Bo w tej historii mamy już za dużo wody, za dużo ścieków i za dużo pytań, żeby kolejny przelew potraktować jako drobny element techniczny.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.










