Skolim w Trzebnicy. Artysta może śpiewać, co chce. Ale czy samorząd powinien za to płacić?

Oceń materiał

12 września Skolim ma wystąpić podczas 46. Trzebnickiego Święta Sadów i Plonów. Nie zamierzamy urządzać krucjaty przeciwko artyście ani domagać się, żeby na gminnych scenach rozbrzmiewała wyłącznie „Barka”, Mozart i pieśni ludowe. Pytamy o coś zupełnie innego: gdzie przebiega granica odpowiedzialności samorządu za repertuar, który kupuje za publiczne pieniądze i prezentuje podczas imprezy adresowanej także do rodzin z dziećmi?

Gmina Trzebnica oficjalnie zapowiada 46. Trzebnickie Święto Sadów i Plonów na 12 i 13 września. Sama określa je jako wydarzenie z lokalnymi wystawcami, regionalnymi produktami, rękodziełem oraz „atrakcjami dla całych rodzin.

Kilka dni temu poinformowano również, że 12 września jedną z głównych gwiazd sceny będzie Skolim. Obok niego zapowiadani są między innymi Danzel i Sound’n’Grace.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

I właśnie zestawienie dwóch informacji — „atrakcje dla całych rodzin” oraz Skolim — każe postawić kilka pytań.

Nie dlatego, że Skolim nie powinien występować.

Powinien. Ma swoją publiczność, swoich fanów i ogromne zasięgi. Jest dorosłym artystą wykonującym repertuar, jaki wybrał. Jeżeli ktoś chce kupić bilet na jego koncert, trudno znaleźć powód, dla którego miałby tego nie robić.

Problem zaczyna się w innym miejscu.

Kiedy rachunek płaci samorząd.

Popularność nie jest odpowiedzią na wszystko

Najprostsze uzasadnienie wyboru podobnych gwiazd znamy właściwie na pamięć:

„Ludzie tego chcą”.

Skolim jest popularny. Jego utwory osiągają milionowe odsłony. Przyciąga publiczność. Pod sceną będzie tłum.

Tylko że popularność nie jest jeszcze kryterium jakości, stosowności ani odpowiedzialności za wydawanie publicznych pieniędzy.

Pornografia także jest popularna. Patostreaming potrafi generować gigantyczne zasięgi. Brutalne treści w internecie również mają miliony odbiorców.

Nie oznacza to oczywiście, że repertuar Skolima jest pornografią. Takie porównanie byłoby absurdem.

Pokazuje ono jedynie błąd w samym argumencie popularności.

Z faktu, że coś oglądają miliony ludzi, nie wynika jeszcze, że samorząd powinien to finansować.

Samorząd nie jest przecież prywatnym klubem muzycznym.

Radio musi uważać. Gminna scena już nie?

Tu dochodzimy do paradoksu, który szczególnie interesuje nas jako radio.

Polskie przepisy dotyczące radiofonii i telewizji tworzą cały system ochrony małoletnich przed treściami, które mogą niekorzystnie wpływać na ich rozwój.

KRRiT wprost wymienia wśród kategorii treści wymagających uwagi seks i wulgaryzmy. Nadawcy radiowi muszą między innymi poprzedzać przekazy zakwalifikowane jako przeznaczone dla dorosłych odpowiednią zapowiedzią, a telewizja stosuje klasyfikację wiekową oraz ograniczenia godzin emisji.

Nie jest to martwy przepis.

KRRiT w 2025 roku wszczęła 52 postępowania dotyczące ochrony małoletnich oraz 40 dotyczących wulgaryzmów.

Jeszcze w kwietniu 2026 roku Rada określała ochronę dzieci i młodzieży przed szkodliwymi treściami jako jeden ze swoich kluczowych obszarów działania.

Czyli nadawca radiowy ma się zastanawiać, co emituje, o której godzinie i dla jakiego odbiorcy.

A kilka kilometrów dalej samorząd może urządzić wielką imprezę rodzinną i zaprosić artystę wykonującego repertuar zawierający seksualne aluzje czy wulgarny język, bez żadnego odpowiednika klasyfikacji wiekowej.

Prawo dotyczące radiofonii i telewizji oczywiście nie obowiązuje wprost organizatora koncertu.

Ale zdrowy rozsądek już może.

Nie chcemy Trzebnicy w takt Mozarta

I dobrze byłoby od razu przeciąć najprostszy kontrargument.

Nie oczekujemy, że burmistrz zacznie organizować mieszkańcom wyłącznie koncerty filharmoniczne.

Nie proponujemy też zastąpienia Skolima kwartetem smyczkowym wykonującym Mozarta, chórem parafialnym i obowiązkową „Barką” przed bisem.

To nie jest spór między kulturą wysoką i popularną.

To pytanie o dobór treści do odbiorcy.

Przecież można zaprosić setki wykonawców muzyki popularnej, disco, rocka, hip-hopu czy popu, których repertuar nie powoduje podobnych wątpliwości podczas imprezy rodzinnej.

Można również zaprosić Skolima i uzgodnić repertuar odpowiedni dla wydarzenia, na którym obecne będą dzieci.

Tylko ktoś musi najpierw uznać, że takie pytanie w ogóle warto zadać.

Czy w urzędzie ktoś słucha tego, co kupuje?

I to właśnie najbardziej nas interesuje.

Nie: „dlaczego Skolim?”

Lecz:

jak w Trzebnicy wybiera się wykonawców finansowanych ze środków publicznych?

Czy przed podpisaniem umowy ktoś zapoznaje się z repertuarem?

Czy organizator otrzymuje setlistę?

Czy umowa przewiduje możliwość uzgodnienia repertuaru ze względu na rodzinny charakter imprezy?

Czy znajduje się w niej zapis dotyczący wulgaryzmów?

Czy wykonawca został poinformowany, że przed sceną znajdą się również kilku- i kilkunastoletnie dzieci?

Reklama
Reklama
Reklama

Czy obowiązuje jakiekolwiek ograniczenie wiekowe?

Czy przeciwnie — występ jest częścią programu imprezy reklamowanej mieszkańcom jako wydarzenie dla całych rodzin?

I wreszcie:

ile ten koncert będzie kosztował mieszkańców?

Tego na razie nie wiemy.

I właśnie dlatego warto zapytać.

Podatnik nie kupuje tylko nazwiska

Pieniądze publiczne mają pewną niewygodną właściwość.

Nie należą ani do burmistrza, ani do dyrektora domu kultury.

Są pieniędzmi mieszkańców.

Dlatego wraz z prawem do ich wydawania pojawia się odpowiedzialność za decyzję.

Samorząd może uznać, że Skolim jest znakomitym wyborem. Może nawet odpowiedzieć, że doskonale zna jego repertuar i świadomie zdecydował, że odpowiada on charakterowi Święta Sadów i Plonów.

To będzie konkretna odpowiedź.

Ale argument:

„bo jest popularny”

nie powinien zamykać dyskusji.

Bo jeżeli jedynym miernikiem samorządowej kultury staje się liczba ludzi przed sceną, to gmina przestaje prowadzić jakąkolwiek politykę kulturalną.

Staje się agencją eventową.

A gdzie kończy się odpowiedzialność rodziców?

Oczywiście ktoś powie jeszcze:

„Przecież rodzic może nie zabierać dziecka pod scenę”.

Tak.

Rodzice odpowiadają za swoje dzieci.

Ale organizator odpowiada za to, jak reklamuje wydarzenie i jaki program przygotowuje.

Jeżeli sprzedajemy wydarzenie jako festyn rodzinny, trudno następnie udawać zaskoczenie, że pojawiły się na nim rodziny.

Odpowiedzialności rodzica nie da się użyć jak gumki do ścierania odpowiedzialności organizatora.

Jedna nie wyklucza drugiej.

Problemem nie jest Skolim

I być może właśnie to jest najważniejszy wniosek.

Skolim nie musi być tutaj problemem.

Problemem może być mechanizm podejmowania decyzji przez samorządy.

Artysta wykonuje swój repertuar.

Menadżer sprzedaje koncert.

Publiczność przychodzi.

Każdy wykonuje swoją rolę.

Ale samorząd reprezentuje jeszcze jedną stronę, której przy stole negocjacyjnym nie ma:

podatnika.

A gdy impreza jest rodzinna — również rodziców i dzieci.

Dlatego przed 12 września zapytamy Gminę Trzebnica o koszt występu, sposób wyboru wykonawcy, źródło finansowania i warunki umowy dotyczące repertuaru.

Nie po to, żeby zakazać koncertu.

Po to, żeby dowiedzieć się, czy ktoś po stronie publicznego organizatora zadał wcześniej najprostsze pytanie:

co właściwie kupujemy za pieniądze mieszkańców?

Bo kultura finansowana publicznie nie musi być święta, poważna ani ubrana we frak.

Może być głośna.

Może być taneczna.

Może być nawet bardzo prosta.

Ale nie powinna być bezmyślna.

Autor: Redakcja Radio DTR
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry