Prokuratura ujawniła wartość majątku zabezpieczonego w śledztwie dotyczącym Zondacrypto. Policja zajęła kolejne 11 luksusowych samochodów, a przedstawiciele polskich organów ścigania spotkali się z estońskim syndykiem. Za tymi informacjami kryje się jednak znacznie bardziej skomplikowana rzeczywistość. Nie wszystkie zabezpieczone aktywa należą do masy upadłościowej i nie wszystkie będą mogły zostać wykorzystane do zaspokojenia roszczeń klientów. Tymczasem 27 października upływa ważny termin dla wierzycieli.
Śledztwo weszło w etap poszukiwania majątku
Jeszcze 19 października, w poprzedniej analizie Radia DTR, opisywaliśmy sytuację, w której wierzyciele zgłosili roszczenia liczone w dziesiątkach milionów euro, a szacunki potencjalnych zobowiązań giełdy sięgały setek milionów.
Pytaliśmy wówczas, gdzie znajdują się pieniądze klientów, co rzeczywiście udało się odzyskać i czy państwo będzie w stanie pomóc poszkodowanym.
Dziś znamy kolejne fakty.
21 października doszło do spotkania Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka, przedstawicieli Prokuratury Krajowej, estońskiego syndyka Margusa Lentsiusa oraz reprezentantów wierzycieli.
Dwa dni później Prokuratura Krajowa opublikowała komunikat, z którego wynika, że wartość dotychczasowych zabezpieczeń majątkowych w postępowaniu wynosi około 125 milionów złotych.
To pierwsza z najważniejszych informacji ostatnich dni.
Druga jest równie istotna: prokuratura sama zastrzegła, że nie cały ten majątek może posłużyć do zaspokojenia roszczeń klientów giełdy.
I właśnie w tym zastrzeżeniu znajduje się sedno problemu.
125 milionów złotych. Dużo czy mało?
Kwota 125 milionów złotych robi wrażenie. Szczególnie gdy pojawia się w kontekście wielomiesięcznego śledztwa, zaginięcia założyciela giełdy i strat poniesionych przez inwestorów.
Nie wolno jednak mylić trzech rzeczy: wartości zabezpieczeń majątkowych, wartości majątku należącego do upadłej spółki oraz pieniędzy, które rzeczywiście mogą trafić do wierzycieli.
Zabezpieczenie majątkowe w postępowaniu karnym nie oznacza automatycznie, że zabezpieczony składnik stanie się własnością poszkodowanych.
Nie oznacza też, że można go natychmiast sprzedać, a uzyskane pieniądze rozdzielić między klientów.
Najpierw trzeba ustalić pochodzenie majątku, jego właściciela, ewentualne obciążenia oraz podstawę prawną wykorzystania go do naprawienia szkody.
Co więcej, w sprawie Zondacrypto część zabezpieczonych aktywów dotyczy innych badanych zdarzeń, w tym wątków związanych z majątkiem Sylwestra Suszka.
Dlatego komunikat o 125 milionach złotych nie jest komunikatem o odzyskaniu 125 milionów złotych dla klientów.
Zabezpieczony majątek nie jest jeszcze odzyskanym majątkiem. A odzyskany majątek nie zawsze oznacza pieniądze gotowe do wypłaty.
Jedenaście luksusowych samochodów. Co ustalili śledczy?
23 października policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach zabezpieczyli 11 luksusowych samochodów o łącznej szacunkowej wartości blisko 4 milionów złotych.
Pojazdy należą do 45-letniej kobiety mającej status podejrzanej w śledztwie dotyczącym Zondacrypto i zaginięcia Sylwestra Suszka.
Kobieta została zatrzymana wcześniej. Sąd zastosował wobec niej trzymiesięczny areszt tymczasowy.
Policja poinformowała, że prowadzone czynności dotyczą między innymi przejmowania składników majątku Sylwestra Suszka oraz przestępstw majątkowych związanych z działalnością operatora giełdy.
To ważne rozróżnienie.
Nie ma podstaw, by na obecnym etapie twierdzić, że wszystkie samochody zostały kupione za pieniądze klientów Zondacrypto.
Nie można też automatycznie dodawać ich wartości do ujawnionych 125 milionów złotych. Nie ustalono bowiem publicznie, czy wartość samochodów została już uwzględniona w podanej wcześniej kwocie zabezpieczeń.
Śledczy ujawniają kolejne składniki majątku, ale nadal nie przedstawili pełnego publicznego zestawienia aktywów, ich pochodzenia i możliwości wykorzystania do naprawienia szkód.
Sylwester Suszek. Wątek, którego nie można oddzielić od pieniędzy
Historia Zondacrypto nie jest już wyłącznie historią giełdy kryptowalut.
Od czasu połączenia postępowań śledczy analizują także okoliczności zaginięcia Sylwestra Suszka, twórcy BitBay, z której wywodzi się późniejsza Zondacrypto.
Badane są zdarzenia związane z jego majątkiem oraz relacje pomiędzy osobami pojawiającymi się w obu wątkach.
To nie oznacza, że wszystkie przestępstwa badane w ramach połączonego postępowania mają tych samych sprawców, pokrzywdzonych i identyczny mechanizm działania.
Oznacza natomiast, że prokuratura dostrzegła związki wymagające wspólnego badania.
Najnowsze zabezpieczenie samochodów pokazuje, że ten kierunek śledztwa pozostaje aktywny.
Wciąż jednak brakuje publicznego, ostatecznego wyjaśnienia losu Sylwestra Suszka oraz pełnej rekonstrukcji przepływów majątkowych związanych z jego zaginięciem.
Polska prokuratura i estoński syndyk. Dwa postępowania, jeden problem
Jednym z najważniejszych wydarzeń ostatnich dni było spotkanie przedstawicieli polskiej prokuratury z syndykiem masy upadłościowej BB Trade Estonia.
Spółka zarządzająca platformą operacyjną Zondacrypto została objęta postępowaniem upadłościowym w Estonii.
W praktyce oznacza to istnienie dwóch odrębnych procedur.
Polska prokuratura prowadzi postępowanie karne. Jej zadaniem jest ustalenie, czy doszło do przestępstw, kto za nie odpowiada i jakie dowody pozwalają na przedstawienie zarzutów.
Estoński syndyk prowadzi natomiast postępowanie upadłościowe. Ustala majątek dłużnika, weryfikuje wierzytelności i podejmuje czynności zmierzające do zaspokojenia wierzycieli.
Obie procedury mogą się uzupełniać, ale nie są tym samym.
Podczas spotkania uzgodniono zasady wymiany informacji, dokumentacji i analiz przepływów finansowych oraz kryptoaktywów.
Rozmawiano także o dostępie do zabezpieczonych danych klientów giełdy.
I tutaj pojawia się kolejny problem: dane znajdujące się w aktach postępowania karnego nie mogą być automatycznie przekazane syndykowi. Konieczne jest uwzględnienie przepisów dotyczących tajemnicy śledztwa i ochrony danych osobowych.
Współpraca została zatem zorganizowana, ale jej praktyczne rezultaty dopiero trzeba będzie ocenić.
Najważniejsze pytanie brzmi: czy dzięki wymianie informacji uda się odnaleźć aktywa, które wcześniej pozostawały poza zasięgiem wierzycieli?
27 października. Termin, którego nie można zlekceważyć
Dla tysięcy potencjalnych poszkodowanych najważniejsza wiadomość nie dotyczy polityków ani luksusowych samochodów.
Dotyczy terminu zgłaszania wierzytelności.
Zgodnie z informacjami dotyczącymi estońskiego postępowania upadłościowego zasadniczy termin zgłoszeń upływa 27 października 2026 roku.
Samo złożenie zawiadomienia o podejrzeniu przestępstwa w Polsce nie zastępuje zgłoszenia wierzytelności syndykowi.
To dwie różne czynności prawne.
Osoba pokrzywdzona w postępowaniu karnym nie staje się automatycznie wierzycielem skutecznie uczestniczącym w zagranicznym postępowaniu upadłościowym.
Spóźnione zgłoszenie może wywołać negatywne konsekwencje procesowe i finansowe, zależnie od właściwych przepisów oraz decyzji podejmowanych w postępowaniu.
Wierzyciele powinni zatem pilnie sprawdzić dokumentację i procedurę zgłoszenia w oficjalnych źródłach estońskich.
A co z politykami, PKOl i Telewizją Republika?
Wcześniejsze materiały Radia DTR opisywały relacje biznesowe, sponsorskie i polityczne otaczające Zondacrypto.
Prokuratura oficjalnie potwierdziła, że weryfikuje informacje dotyczące finansowania określonych organizacji, przedsięwzięć i środowisk.
Wśród badanych wątków wymieniła fundacje związane ze Zbigniewem Ziobrą i Przemysławem Wiplerem, Telewizję Republika i jej prezesa Tomasza Sakiewicza, konferencję CPAC oraz możliwość przekazania korzyści majątkowej Radosławowi Piesiewiczowi.
Odrębnie w postępowaniu pojawiały się także kwestie dotyczące Polskiego Komitetu Olimpijskiego i innych osób związanych z życiem publicznym.
Trzeba jednak konsekwentnie oddzielać trzy poziomy informacji.
Pierwszy to udokumentowane kontakty, umowy, sponsoring i przepływy finansowe.
Drugi to okoliczności sprawdzane przez organy ścigania.
Trzeci to zarzuty karne wobec konkretnych osób.
Nie są one tożsame.
W odniesieniu do Radosława Piesiewicza prokuratura informowała wcześniej o przedstawieniu zarzutów. Nie oznacza to jednak stwierdzenia jego winy prawomocnym wyrokiem.
W przypadku Michała Moskala i innych polityków medialne opisy relacji z osobami związanymi z Zondacrypto wymagają odrębnej oceny dowodowej.
W najnowszych komunikatach z 19 i 23 października nie ujawniono nowych zarzutów wobec wymienionych polityków ani nowych procesowych ustaleń przesądzających o odpowiedzialności osób związanych z Telewizją Republika.
Nie ma zatem podstaw, by przedstawiać ostatnie zabezpieczenia majątkowe jako dowód korupcji politycznej.
Ale nie ma też powodów, by przestać pytać o przejrzystość finansowania organizacji i wydarzeń publicznych.
Ustawa o kryptoaktywach. Polityczna wojna nie rozwiązuje problemu wierzycieli
Sprawa Zondacrypto stała się jednym z argumentów w sporze o ustawę regulującą rynek kryptoaktywów.
Prezydent Karol Nawrocki korzystał z prawa weta wobec kolejnych rozwiązań legislacyjnych. Sejm nie zdołał odrzucić także trzeciego weta.
Rząd przedstawiał potrzebę przyjęcia ustawy jako kwestię ochrony inwestorów i wzmocnienia nadzoru.
Przeciwnicy proponowanych przepisów podnosili natomiast zastrzeżenia dotyczące zakresu regulacji, kosztów i potencjalnego obciążenia branży.
W tym sporze należy odróżnić rzeczywiste skutki prawne decyzji od przypisywanych politykom motywacji.
Samo weto nie dowodzi działania na rzecz Zondacrypto. Z kolei deklarowany cel ochrony inwestorów nie przesądza, że każdy proponowany przepis był prawidłowo skonstruowany.
Pozostaje jednak problem zasadniczy.
Nawet najlepsza ustawa uchwalona dziś nie cofnie wcześniejszych strat klientów giełdy.
Może natomiast mieć znaczenie dla bezpieczeństwa kolejnych uczestników rynku.
Dlatego ocenę procesu legislacyjnego trzeba prowadzić na podstawie treści projektów, przebiegu głosowań i rzeczywistych skutków regulacyjnych, a nie wyłącznie politycznych oskarżeń.
Czego nadal nie wiemy?
Po najnowszych działaniach prokuratury pozostaje kilka fundamentalnych pytań.
Nie znamy pełnej wartości majątku, który będzie prawnie dostępny do zaspokojenia roszczeń klientów.
Nie wiemy, jaka część zabezpieczonych 125 milionów złotych dotyczy bezpośrednio strat użytkowników giełdy.
Nie przedstawiono pełnego publicznego bilansu aktywów i zobowiązań pozwalającego wiarygodnie obliczyć przewidywany stopień zaspokojenia wierzycieli.
Nie wiadomo również, ile dodatkowego majątku uda się odnaleźć dzięki współpracy polskiej prokuratury z estońskim syndykiem.
Nadal nie wyjaśniono publicznie wszystkich okoliczności zaginięcia Sylwestra Suszka.
A w odniesieniu do politycznych powiązań Zondacrypto nie przedstawiono nowych ustaleń, które pozwalałyby uznać wszystkie medialne podejrzenia za udowodnione fakty.
To właśnie te luki powinny wyznaczać kierunek dalszych pytań dziennikarskich.
Zabezpieczyć to nie znaczy oddać. Najważniejszy egzamin dopiero przed śledczymi
W sprawie Zondacrypto pojawiły się wreszcie konkretne liczby dotyczące zabezpieczeń majątkowych.
125 milionów złotych, 11 luksusowych samochodów, współpraca z estońskim syndykiem.
To istotne działania.
Ale sukcesu państwa nie będzie można mierzyć wyłącznie liczbą komunikatów prokuratury, zabezpieczonych pojazdów czy konferencji prasowych.
Dla poszkodowanych najważniejsza będzie kwota, którą rzeczywiście odzyskają.
Dla wymiaru sprawiedliwości — ustalenie odpowiedzialności konkretnych osób na podstawie dowodów.
Dla życia publicznego — wyjaśnienie, czy relacje finansowe i polityczne miały jakikolwiek bezprawny wpływ na decyzje podejmowane przez osoby pełniące funkcje publiczne.
A dla przyszłości rynku kryptowalut — stworzenie mechanizmów, które ograniczą ryzyko powtórzenia podobnego kryzysu.
Bo państwo można pochwalić za zabezpieczenie 125 milionów złotych. Ale poszkodowany nie zapłaci rachunków komunikatem o zabezpieczeniu majątku.
I właśnie dlatego sprawa Zondacrypto wciąż jest daleka od zakończenia. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy





