Prokuratura przejęła kolejne obszerne śledztwo dotyczące Radosława Piesiewicza, zabezpieczyła dokumentację fundacji związanych ze Zbigniewem Ziobrą i Przemysławem Wiplerem oraz podjęła próbę zablokowania kryptowalut wypłaconych z portfela powiązanego z Zondacrypto. Jednocześnie dziennikarze ujawnili informacje o raporcie z 2018 roku, w którym instytucje państwowe ostrzegały przed zagrożeniami rynku kryptowalut. Co wydarzyło się w ostatnich dniach i czego nadal nie udało się wyjaśnić?
Radio DTR | 3 listopada 2026 r.
Śledztwo rozszerza się w kilku kierunkach
Jeszcze pod koniec października najważniejsze pytania dotyczące Zondacrypto koncentrowały się wokół dwóch problemów: gdzie znajdują się aktywa klientów i jaką część utraconych pieniędzy uda się odzyskać.
Estoński syndyk spółki BB Trade Estonia, operatora giełdy, ostrzegał, że przygotowanie listy wierzycieli potrwa miesiące. Nie był też w stanie określić, jaką część roszczeń będzie można zaspokoić.
Polska prokuratura informowała o zabezpieczeniu majątku o wartości około 125 milionów złotych. Zastrzegła jednak, że nie wszystkie zabezpieczone aktywa są związane bezpośrednio ze stratami klientów giełdy.
Od 30 października pojawiły się kolejne informacje, które rozszerzają obraz postępowania.
Śledczy badają dokumentację fundacji związanych z politykami. Do postępowania Zondacrypto dołączono rozbudowane śledztwo dotyczące Polskiego Komitetu Olimpijskiego i organizacji koszykarskich. Prokuratura próbuje również zabezpieczać kryptowaluty przemieszczane między portfelami cyfrowymi.
Wszystkie te działania łączy potrzeba odtworzenia przepływów finansowych.
Nie oznacza to jednak, że każde badane zdarzenie jest częścią tego samego przestępstwa.
Fundacje Ziobry i Wiplera. Prokuratura zabezpiecza dokumenty
30 października Prokuratura Krajowa poinformowała o czynnościach przeprowadzonych przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości.
Objęły one dwie organizacje: Fundację Instytut Suwerennej Polski oraz Fundację Dobry Rząd.
Pierwsza związana jest ze środowiskiem Zbigniewa Ziobry, druga z Przemysławem Wiplerem.
Według prokuratury obie organizacje otrzymywały środki finansowe związane z Zondacrypto.
W przypadku Fundacji Instytut Suwerennej Polski funkcjonariusze ustalili, że wskazany adres siedziby wykorzystywany był wyłącznie do korespondencji. Nie znajdowały się tam pomieszczenia zajmowane przez organizację.
Członek zarządu fundacji stawił się następnie w łódzkiej jednostce CBZC, został przesłuchany jako świadek i przekazał dokumentację.
W Fundacji Dobry Rząd zabezpieczono dokumentację finansową oraz raporty z działalności.
Tego samego dnia przesłuchano Przemysława Wiplera.
Poseł występował w charakterze świadka. Prokuratura badała okoliczności otrzymania środków finansowych z giełdy.
Nie poinformowano o przedstawieniu Wiplerowi ani Ziobrze nowych zarzutów.
To ważne, ponieważ publiczna dyskusja o finansowaniu politycznych środowisk często wyprzedza ustalenia procesowe.
Otrzymanie darowizny, zawarcie umowy lub przekazanie pieniędzy fundacji nie stanowi samo w sobie dowodu przestępstwa.
Dla prokuratury istotne będzie ustalenie, z jakiego źródła pochodziły środki, na jakiej podstawie zostały przekazane, czy wykonano przewidziane umowami świadczenia i czy transfery miały jakikolwiek związek z działaniami osób pełniących funkcje publiczne.
Wcześniejsze doniesienia dotyczyły między innymi 450 tysięcy złotych przekazanych fundacji związanej ze Zbigniewem Ziobrą oraz finansowania podmiotów związanych z Przemysławem Wiplerem.
Politycy przedstawiali własne wyjaśnienia dotyczące tych relacji.
Zadaniem śledczych pozostaje ich weryfikacja na podstawie dokumentów, a nie politycznych deklaracji.
Piesiewicz. Do śledztwa Zondacrypto trafia kolejna sprawa
28 października Prokuratura Krajowa wydała postanowienie o przejęciu postępowania prowadzonego dotychczas przez Prokuraturę Regionalną w Gdańsku.
Szczegóły ujawniono w oficjalnym komunikacie z 2 listopada.
Sprawa dotyczy podejrzeń nieprawidłowości finansowych i podatkowych związanych z działalnością Polskiego Związku Koszykówki, Polskiej Ligi Koszykówki oraz Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
W centrum części badanych zdarzeń znajduje się działalność gospodarcza Radosława Piesiewicza.
Postępowanie rozpoczęto 3 marca 2025 roku po zawiadomieniu Naczelnika Warmińsko-Mazurskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Olsztynie.
Prowadzenie czynności powierzono administracji celno-skarbowej oraz Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu.
To oznacza, że postępowanie dotyczące finansów organizacji sportowych rozpoczęło się znacznie wcześniej niż obecny etap śledztwa Zondacrypto.
Dopiero teraz oba obszary zostały połączone organizacyjnie.
Dlaczego?
Prokurator Mariusz Marciniak wyjaśniał Radiu Gdańsk, że chodzi o koncentrację materiału dowodowego i połączenie spraw związanych z osobą podejrzanego.
W praktyce pozwala to śledczym analizować dokumenty i przepływy finansowe w szerszym kontekście.
Samo przejęcie postępowania nie dowodzi jednak, że wszystkie badane transakcje były powiązane z Zondacrypto.
9,3 miliona złotych w fakturach. Co bada prokuratura?
Największy ujawniony wątek finansowy dotyczy faktur wystawianych w latach 2022–2024 przez przedsiębiorstwo P.H.U. RADAM Radosława Piesiewicza.
Według komunikatu prokuratury faktury na rzecz Polskiego Związku Koszykówki i Polskiej Ligi Koszykówki opiewały łącznie na około 9,3 miliona złotych.
Śledczy podejrzewają, że dokumentowały usługi pośrednictwa handlowego, które w rzeczywistości nie zostały wykonane.
Badana jest również zasadność płatności dokonanych przez obie organizacje oraz podejrzenie uszczupleń podatkowych w wysokości około 1,3 miliona złotych.
To poważne podejrzenia, ale należy wyraźnie rozróżnić treść prowadzonego śledztwa od ustalenia winy.
Prokuratura opisuje przedmiot postępowania. Nie oznacza to, że wszystkie podejrzenia zostały już udowodnione.
Kluczowe znaczenie będzie miało ustalenie, czy usługi rzeczywiście wykonano, jakie dokumenty potwierdzają ich realizację, kto zatwierdzał płatności i czy organizacje otrzymały świadczenia odpowiadające wydatkowanym środkom.
Restauracja Olympic Sky, umowy i podejrzenie prania pieniędzy
Oficjalny komunikat prokuratury ujawnia również kolejne wątki.
Jeden z nich dotyczy finansowania remontu i wyposażenia warszawskiej restauracji Olympic Sky.
Śledczy badają, czy wydatkowanie na ten cel co najmniej miliona złotych ze środków Polskiego Komitetu Olimpijskiego było zgodne z celami statutowymi organizacji.
Kolejny wątek obejmuje umowy o współpracy i cesje wierzytelności.
W zawiadomieniu wskazano podejrzenie wyrządzenia szkody PKOl poprzez zawieranie nieuzasadnionych prawnie lub ekonomicznie umów o łącznej wartości 3,7 miliona złotych oraz 535 tysięcy dolarów.
Postępowanie obejmuje także podejrzenie prania pieniędzy w kwocie 3 milionów złotych.
Wszystkie te kwoty odnoszą się do odrębnie opisanych podejrzeń. Nie należy ich automatycznie sumować ani przedstawiać jako ostatecznie ustalonej straty PKOl.
Prokuratura musi wykazać rzeczywisty charakter transakcji, ewentualne szkody oraz odpowiedzialność poszczególnych osób.
Szczególnie ważne będzie rozdzielenie działań podejmowanych przez osoby zarządzające organizacjami od odpowiedzialności samych organizacji.
Trzydzieści przeszukań i ogromna dokumentacja
Skala przejętego postępowania jest znaczna.
Prokuratura Regionalna w Gdańsku poinformowała, że przeprowadzono łącznie 30 przeszukań na terenie kraju.
Czynności odbywały się między innymi w siedzibach przedsiębiorstw, obiektach hotelowych, lokalach handlowych i usługowych oraz miejscach zamieszkania osób objętych zainteresowaniem śledczych.
Zabezpieczono dokumenty, sprzęt elektroniczny i dane cyfrowe.
Przesłuchano świadków, przeanalizowano materiały z kontroli celno-skarbowych i uzyskano opinię biegłego informatyka.
Radio Gdańsk podało, że zgromadzony materiał obejmuje niemal 70 tomów akt, kilkaset teczek załączników, tysiące dokumentów i terabajty danych elektronicznych.
Postępowanie przedłużono do 3 kwietnia 2027 roku.
To ważna informacja dla oceny perspektyw śledztwa.
Tak obszernego materiału nie da się rzetelnie zweryfikować w ciągu kilku dni. Przejęcie dokumentacji przez kolejny zespół oznacza konieczność jej analizy i ustalenia, które informacje mają znaczenie również dla sprawy Zondacrypto.
Nie jest natomiast równoznaczne z automatycznym przedstawieniem nowych zarzutów.
Wcześniejsze zarzuty wobec Piesiewicza
Radosław Piesiewicz usłyszał już w sierpniu 2026 roku dwa zarzuty w śledztwie dotyczącym Zondacrypto.
Pierwszy dotyczył płatnej protekcji.
Według prokuratury Piesiewicz miał powoływać się na wpływy w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów, wynikające ze znajomości z byłym premierem, i przyjąć korzyść majątkową w postaci zegarka o wartości 169 476 złotych.
Drugi zarzut dotyczył nakłonienia członka zarządu operatora giełdy do wypłaty określonych środków w sytuacji grożącej niewypłacalności, z pokrzywdzeniem pozostałych wierzycieli.
Chodziło o 194 420,15 złotych oraz 100 tysięcy euro wypłacone w kwietniu 2026 roku.
Piesiewicz nie przyznał się do popełnienia zarzucanych czynów.
Wobec podejrzanego zastosowano tymczasowe aresztowanie.
Te zarzuty nie są nowym wydarzeniem z listopada.
Nowością jest przejęcie kolejnego postępowania, obejmującego znacznie szerszy zakres podejrzeń dotyczących finansów organizacji sportowych.
Osiem tysięcy XRP. Prokuratura próbuje zatrzymać kryptowaluty
2 listopada money.pl opublikował nowe ustalenia dotyczące portfela kryptowalutowego historycznie powiązanego z Zondacrypto.
29 października z portfela wypłacono 8 tysięcy XRP, których wartość szacowano wówczas na około 41 tysięcy złotych.
Środki trafiły na adres związany z giełdą KuCoin.
Prokuratura potwierdziła dziennikarzom, że jeszcze tego samego dnia wydała postanowienie o blokadzie przelanych aktywów i skierowała je do operatora giełdy.
Wystąpiła również o dane użytkownika konta, na które przekazano kryptowaluty.
Dwa dni później, 31 października, na pierwotny portfel wpłynęło dokładnie 8 tysięcy XRP.
Przelew pochodził jednak z innego adresu związanego z KuCoin.
Obie operacje są widoczne w publicznym rejestrze XRP Ledger.
Nie wiadomo, kto faktycznie kontroluje badany portfel, jaki był cel przelewów ani czy środki objęte postanowieniem zostały skutecznie zabezpieczone.
Nie można także uznać samego zwrotu kryptowalut za dowód próby obejścia blokady.
Jednak sytuacja ujawnia istotny problem techniczny i prawny.
Dlaczego nie można po prostu zablokować portfela?
Tradycyjny rachunek bankowy funkcjonuje w systemie zarządzanym przez instytucję finansową.
Jeżeli właściwy organ wyda zgodne z prawem postanowienie, bank może zablokować określone środki.
W przypadku portfela kryptowalutowego kontrolowanego bezpośrednio przez użytkownika sytuacja wygląda inaczej.
Dysponowanie aktywami zależy od posiadania odpowiednich kluczy kryptograficznych.
Jeżeli śledczy nie mają dostępu do klucza prywatnego, nie mogą technicznie uniemożliwić właścicielowi portfela podpisywania kolejnych transakcji.
Mogą natomiast kierować odpowiednie żądania do giełd i innych pośredników, którzy przechowują aktywa swoich klientów.
Dlatego prokuratura wystąpiła do KuCoin.
Problem polega na tym, że przepływy kryptowalut nie muszą kończyć się na giełdach.
Aktywa mogą trafiać między portfelami, których właściciele nie są od razu znani.
Publiczny rejestr transakcji pozwala obserwować przemieszczanie kryptowalut, ale nie zawsze umożliwia jednoznaczne ustalenie tożsamości osoby kontrolującej dany adres.
Miliony złotych pozostają na badanym portfelu
Według money.pl na portfelu pozostawało ponad 1,1 miliona XRP, wycenianych na około 5,4 miliona złotych.
Historycznie portfel był zasilany przez Zondacrypto. Wpłynęło na niego łącznie około 1,43 miliona XRP, niemal wyłącznie z giełdy.
Nie przesądza to jednak, kto jest prawnym właścicielem obecnie znajdujących się tam aktywów.
Część rachunków kryptowalutowych zasilanych przez giełdę mogła należeć do jej klientów.
Prokuratura musi zatem ustalić nie tylko drogę przepływu środków, lecz także ich rzeczywisty status prawny.
To zasadnicza kwestia.
Nie każdy portfel zasilany przez Zondacrypto stanowi majątek giełdy.
Nie każde znajdujące się na nim aktywo może zostać wykorzystane do zaspokojenia roszczeń wierzycieli.
I nie każda transakcja z takiego portfela musi mieć charakter przestępczy.
Dla poszkodowanych klientów najważniejsze będzie ustalenie, które aktywa należą do masy upadłościowej, które podlegają zabezpieczeniu w postępowaniu karnym oraz jakie prawa przysługują ich rzeczywistym właścicielom.
Państwo znało zagrożenia już w 2018 roku?
Obok działań prokuratury pojawił się kolejny wątek dotyczący odpowiedzialności instytucji państwowych.
2 listopada „Gazeta Wyborcza”, a za nią Wirtualna Polska, opisała raport zespołu powołanego w styczniu 2018 roku, w okresie rządów Mateusza Morawieckiego.
Według dziennikarskich ustaleń dokument liczył 42 strony i zawierał 21 rekomendacji dotyczących zagrożeń na rynku finansowym, w tym związanych z kryptowalutami.
W pracach uczestniczyli przedstawiciele instytucji państwowych, między innymi Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Komisji Nadzoru Finansowego oraz prokuratury.
Zespół analizował również zagrożenia związane z piramidami finansowymi i rynkiem Forex.
Raport miał otrzymać klauzulę „zastrzeżone”, a odtajniono go w grudniu 2024 roku.
Wśród opisywanych propozycji znalazły się rozwiązania dotyczące nadzoru nad giełdami kryptowalut, rejestracji przedsiębiorców i blokowania stron internetowych określonych podmiotów.
Jedna z rekomendacji zakładała również zmianę kwalifikacji prawnej kryptowalut.
Nie dysponujemy jednak pełnym oryginałem dokumentu, dlatego nie możemy samodzielnie potwierdzić brzmienia wszystkich rekomendacji ani stopnia ich późniejszej realizacji.
Wiadomo natomiast, że w 2021 roku powstał rejestr działalności w zakresie walut wirtualnych.
Sam wpis do rejestru nie oznaczał jednak pełnego nadzoru nad bezpieczeństwem finansowym przedsiębiorstwa.
Nie stanowił też gwarancji, że giełda dysponuje aktywami odpowiadającymi zobowiązaniom wobec klientów.
Powstaje zatem pytanie, jakie rozwiązania ochronne rzeczywiście wdrożono, które pozostawiono bez realizacji i dlaczego.
Regulacje i polityka. Kto odpowiada za bezpieczeństwo rynku?
W 2026 roku przepisy dotyczące kryptoaktywów stały się przedmiotem sporu między rządem a prezydentem Karolem Nawrockim.
4 września Sejm nie przełamał prezydenckiego weta wobec rządowej ustawy dotyczącej rynku kryptoaktywów.
Następnie do konsultacji skierowano prezydencki projekt oznaczony sygnaturą RPW/30028/2026.
Termin konsultacji upłynął 1 listopada.
Do porannej aktualizacji 3 listopada nie potwierdzono kolejnego rozstrzygnięcia parlamentarnego dotyczącego tego projektu.
Spór legislacyjny jest ważny, ale nie należy sprowadzać go wyłącznie do pytania, kto zawetował ustawę.
Istotne jest również, jakie przepisy proponowano, jakie obowiązki miały dotyczyć operatorów giełd i jakimi narzędziami dysponowałby nadzór.
Unijne rozporządzenie MiCA stworzyło ramy regulacyjne dla rynku kryptoaktywów. Jego praktyczne stosowanie wymaga jednak odpowiednich rozwiązań instytucjonalnych i krajowych.
Ważne jest również rozróżnienie między nadzorem nad przedsiębiorstwem a gwarancją bezpieczeństwa inwestycji.
Nawet licencjonowany podmiot może ponieść straty lub stać się niewypłacalny.
Regulacje powinny natomiast ograniczać ryzyko nadużyć, zapewniać przejrzystość działalności i umożliwiać odpowiednio wczesną reakcję właściwych organów.
To właśnie skuteczność takich mechanizmów powinna być przedmiotem publicznej oceny.
Telewizja Republika, Moskal, Nawrocki. Co jest faktem, a co politycznym oskarżeniem?
W szerszym postępowaniu Zondacrypto pojawiają się także wątki finansowania Telewizji Republika, jej prezesa Tomasza Sakiewicza, konferencji CPAC oraz relacji przedstawicieli giełdy z politykami.
Prokuratura Krajowa potwierdziła wcześniej, że bada informacje dotyczące możliwości popełnienia przestępstw w związku z określonymi transferami finansowymi.
W doniesieniach prasowych opisywano również kontakty Przemysława Krala z Michałem Moskalem.
Nie potwierdzono jednak nowych zarzutów wynikających z wydarzeń ostatnich dni wobec Moskala, Karola Nawrockiego ani przedstawicieli Telewizji Republika.
Należy odróżnić trzy sytuacje: publicznie ujawniony kontakt, potwierdzony przepływ finansowy oraz dowód przestępstwa.
Są to odrębne kategorie.
Kontakty polityczne nie są automatycznie korupcją.
Finansowanie działalności medialnej lub społecznej również nie musi naruszać prawa.
Dopiero ustalenie źródła środków, celu transferów, ewentualnych świadczeń wzajemnych i okoliczności podejmowania decyzji pozwala ocenić, czy doszło do przestępstwa.
Takiej oceny nie można zastąpić komentarzem politycznym.
A gdzie w tym wszystkim są pieniądze klientów?
Rozbudowa śledztwa nie zmienia podstawowego problemu osób poszkodowanych.
Nadal nie wiadomo, jaką część należności uda się odzyskać.
Postępowanie karne służy ustaleniu odpowiedzialności za ewentualne przestępstwa.
Postępowanie upadłościowe ma natomiast doprowadzić do ustalenia majątku i zaspokojenia wierzycieli zgodnie z obowiązującymi przepisami.
Te dwa procesy są ze sobą powiązane, ale mają odmienne cele.
Prokuratura może zabezpieczyć majątek, który później będzie miał znaczenie dla naprawienia szkody.
Nie oznacza to jednak, że każde zabezpieczenie automatycznie powiększa pulę pieniędzy przeznaczonych dla klientów giełdy.
Dlatego współpraca polskich śledczych z estońskim syndykiem jest jednym z najważniejszych elementów całej sprawy.
Trzeba ustalić, jakie aktywa należą do operatora giełdy, jakie do klientów, a jakie do osób trzecich.
Bez takiego rozróżnienia nawet informacja o odnalezieniu kolejnych milionów złotych może okazać się dla wierzycieli mniej korzystna, niż sugerują nagłówki.
Najważniejsze pytanie nie dotyczy już tylko tego, kto otrzymał pieniądze
W ostatnich dniach ujawniły się trzy równoległe problemy.
Pierwszy dotyczy finansowania podmiotów związanych z politykami i potrzeby ustalenia rzeczywistego charakteru tych relacji.
Drugi obejmuje finanse organizacji sportowych oraz podejrzenia, które prokuratura bada w postępowaniu dotyczącym Radosława Piesiewicza.
Trzeci wiąże się z techniczną i prawną możliwością odnajdywania oraz zabezpieczania kryptowalut.
W tle pozostaje pytanie o funkcjonowanie państwowego systemu ochrony klientów.
Jeżeli już w 2018 roku instytucje państwowe analizowały zagrożenia i proponowały rozwiązania, należy ustalić, co stało się z tymi propozycjami.
Nie po to, by z góry wskazać politycznego winnego.
Po to, by odpowiedzieć, czy istniejące przepisy i działania instytucji były wystarczające oraz czy można było wcześniej ograniczyć ryzyko poniesienia strat przez klientów.
Sprawa Zondacrypto pokazuje bowiem, że odnalezienie pieniędzy, wykazanie przestępstwa i stworzenie skutecznego systemu nadzoru to trzy różne zadania.
Dla poszkodowanych najważniejszy pozostaje rezultat: ile pieniędzy odzyskają i kiedy. Dla państwa równie istotne powinno być wyjaśnienie, dlaczego zagrożenia rozpoznane wiele lat wcześniej nie zostały skutecznie wyeliminowane.
To pytanie wymaga dokumentów, chronologii decyzji i odpowiedzi właściwych instytucji.
Nie wystarczy kolejna polityczna konferencja ani następna lista nazwisk.
Radio DTR — Rafał Chwaliński
Stan informacji: 3 listopada 2026 r., godz. 8:23. Materiał opiera się na oficjalnych komunikatach organów ścigania oraz wyraźnie oznaczonych ustaleniach dziennikarskich. Przedstawione podejrzenia i zarzuty nie oznaczają stwierdzenia winy.


