Piotrków Trybunalski modernizuje dziś tysiące ulicznych lamp. Miasto mówi o oszczędnościach liczonych w milionach złotych rocznie, znacznym ograniczeniu zużycia energii i wymianie przestarzałego systemu. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda więc jak przykład racjonalnego zarządzania.
Tyle że pojawia się niewygodne pytanie.
Dlaczego dopiero teraz?
Jeżeli dzisiejsza modernizacja ma przynieść tak ogromne oszczędności, to warto zapytać nie tylko o to, ile miasto zaoszczędzi w przyszłości, ale również o to, ile kosztowało wieloletnie odkładanie modernizacji.
Miasto nie obudziło się z problemem oświetlenia wczoraj
Według danych prezentowanych przez Piotrków Trybunalski jeszcze w 2025 roku w mieście funkcjonowało około 9 tysięcy opraw oświetleniowych, z czego jedynie około 20 procent określano jako energooszczędne.
Późniejszy audyt pokazał jeszcze bardziej niepokojący obraz. Znaczna część systemu opierała się na starych oprawach sodowych, a infrastruktura sterująca również wymagała modernizacji.
Nie mówimy więc o problemie, który pojawił się wraz z ostatnią podwyżką cen energii.
Technologia LED nie powstała przecież w 2025 roku.
Od lat polskie samorządy wymieniają oprawy uliczne etapami: podczas remontów ulic, przebudowy skrzyżowań, budowy nowych dróg albo w ramach oddzielnych programów modernizacyjnych.
Jedna ulica w jednym roku.
Kilkadziesiąt lamp przy kolejnej inwestycji.
Następne osiedle rok później.
W taki sposób można przez dekadę przebudować znaczną część systemu bez konieczności prowadzenia jednej gigantycznej operacji.
Dlatego w przypadku Piotrkowa pytanie powinno brzmieć:
czy kolejne władze miasta i kolejne rady miejskie prowadziły wystarczająco konsekwentną politykę modernizacji oświetlenia?
Dziś miasto samo pokazuje skalę możliwych oszczędności
To właśnie aktualne wyliczenia Piotrkowa stanowią najmocniejszy argument za zadaniem tego pytania.
Według przedstawianych przez miasto danych koszt energii zużywanej przez oświetlenie uliczne przed modernizacją miał wynosić ponad 4,3 mln zł rocznie.
Po modernizacji ma spaść do około 1,5 mln zł.
Różnica?
Około 2,8 mln zł rocznie.
Zużycie energii ma zmniejszyć się z około 3689 MWh do około 1205 MWh.
Jeżeli te prognozy się potwierdzą, oznacza to gigantyczną zmianę efektywności miejskiej infrastruktury.
I właśnie dlatego warto odwrócić narrację.
Nie pytać wyłącznie:
ile Piotrków zaoszczędzi dzięki LED-om?
Ale:
dlaczego przez tak wiele lat miasto zużywało znacznie więcej energii, skoro techniczne możliwości ograniczenia tego zużycia były znane od dawna?
Radni też mają obowiązek patrzeć kilka lat do przodu
W takich sprawach bardzo łatwo całą odpowiedzialność sprowadzić do prezydenta miasta.
To byłoby zbyt proste.
Rada miasta uchwala budżet, wieloletnią prognozę finansową i kolejne zmiany budżetowe. Radni kontrolują działalność prezydenta, mogą składać interpelacje, zgłaszać problemy mieszkańców i pytać o stan miejskiego majątku.
Dlatego warto zapytać także ich:
czy przez kolejne kadencje radni pytali o energochłonność miejskiego oświetlenia?
Czy domagali się planu jego systematycznej wymiany?
Czy podczas remontów ulic analizowano możliwość równoczesnej modernizacji oświetlenia?
Czy ktoś policzył, ile miasto będzie kosztować dalsze użytkowanie przestarzałych opraw?
A przede wszystkim:
czy istniał wieloletni plan dojścia do nowoczesnego systemu oświetlenia, czy zaczęto działać dopiero wtedy, gdy problem stał się kosztowny i widoczny?
Przecież inne miasta również płacą za energię
Rosnące ceny prądu nie dotyczą wyłącznie Piotrkowa Trybunalskiego.
Każdy samorząd w Polsce płaci rachunki za szkoły, urzędy, oczyszczalnie, przepompownie, hale sportowe i oświetlenie ulic.
Dlatego samo stwierdzenie, że „energia jest droga”, niewiele tłumaczy.
Z punktu widzenia mieszkańca istotniejsze jest to, jak miasto przygotowywało się do wzrostu tych kosztów.
Samorząd nie powinien funkcjonować wyłącznie od budżetu do budżetu.
Zarządzanie majątkiem komunalnym oznacza również przewidywanie, że urządzenia się starzeją, technologia się zmienia, a utrzymywanie starej infrastruktury może z każdym kolejnym rokiem kosztować coraz więcej.
Latarnia uliczna może działać przez wiele lat.
Ale fakt, że działa, nie oznacza jeszcze, że jej dalsze użytkowanie jest ekonomicznie uzasadnione.
Najbardziej zastanawiające są wyliczenia samego miasta
Obecna modernizacja jest finansowana między innymi dzięki środkom zewnętrznym i pożyczce.
Przedstawiciele miasta wskazują jednocześnie, że dzięki oszczędnościom na energii część związana z finansowaniem zwrotnym może ekonomicznie spłacić się w bardzo krótkim czasie.
I właśnie tutaj pojawia się zasadniczy paradoks.
Jeżeli inwestycja jest tak opłacalna, że jej koszt zwraca się w ciągu zaledwie kilku lat, dlaczego nie rozpoczęto jej na dużą skalę wcześniej?
Pięć lat temu?
Siedem?
Dziesięć?
A jeżeli nie było pieniędzy na kompleksową wymianę, dlaczego nie wymieniano infrastruktury etapami?
Co roku 300 opraw oznaczałoby trzy tysiące nowych lamp w ciągu dekady.
500 rocznie — pięć tysięcy.
Nie potrzeba do tego jednej spektakularnej inwestycji.
Potrzeba konsekwencji.
Koszt zaniechania
Nie można dziś uczciwie napisać, że Piotrków „zmarnował” 2,8 mln zł każdego roku przez ostatnią dekadę.
Byłoby to zbyt daleko idące uproszczenie.
Zmieniały się ceny energii.
Zmieniały się ceny opraw LED.
Zmieniały się programy dotacyjne.
Inna była również efektywność wcześniejszych generacji urządzeń.
Można jednak policzyć coś znacznie bardziej interesującego.
Koszt zaniechania.
Trzeba ustalić:
ile miasto każdego roku wydawało na energię dla oświetlenia,
ile MWh zużywały latarnie,
ile opraw wymieniano każdego roku,
ile pieniędzy przeznaczano na remonty i modernizację,
jak zmieniał się udział LED-ów,
ile kosztowało utrzymanie i naprawianie starego systemu,
oraz jakie propozycje modernizacji trafiały wcześniej do prezydenta i rady miasta.
Dopiero wtedy zobaczymy pełny obraz.
Bo być może problemem nie jest brak pieniędzy
Piotrków Trybunalski dysponuje budżetem liczonym w setkach milionów złotych.
Rachunek za oświetlenie jest jedną z wielu pozycji w miejskich finansach.
Dlatego dyskusja o ciemniejszych ulicach, ograniczaniu oświetlenia czy rosnących kosztach energii nie powinna kończyć się na prostym:
„prąd jest drogi”.
Być może bardziej właściwe pytanie brzmi:
czy miasto przez lata właściwie zarządzało infrastrukturą, której modernizacja już dzisiaj ma dawać milionowe oszczędności?
I jeszcze jedno:
czy radni kontrolujący miejskie finanse rzeczywiście nie widzieli, że tysiące przestarzałych lamp wcześniej czy później staną się problemem?
Bo jeżeli dziś rozwiązaniem ma być duża, kosztowna operacja modernizacyjna, warto sprawdzić, czy nie płacimy właśnie rachunku za decyzje — albo brak decyzji — podejmowanych przez wiele wcześniejszych lat.
Piotrków nie musi więc mieć problemu z tym, że nie stać go na światło.
Może mieć znacznie poważniejszy problem.
Przez lata mogło go nie stać na dobre zarządzanie tym światłem.
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.


