Czytaj Radio DTR bez reklam Google30 dni spokojnego czytania. Bez konta i bez abonamentu.
Sprawdź dostęp
Przejdź do treści
piątek 30 października 2026
Imieniny: Edmund, Klaudiusz, Przemysław, Sądosław
30 października 2026 r.PolitykaAnaliza

Klienci upadłej giełdy Zondacrypto nie wiedzą, ile pieniędzy odzyskają ani kiedy mogliby je otrzymać. Estoński syndyk przyznaje, że samo przygotowanie listy wierzycieli potrwa miesiące. Tymczasem z portfela wcześniej zasilanego przez giełdę wypłynęły kolejne kryptowaluty. A dokumenty sprawy kryminalnej sprzed dziewięciu lat ujawniają wcześniejsze zawodowe powiązania Przemysława Krala z osobami pojawiającymi się dziś w śledztwie dotyczącym zaginięcia twórcy BitBay. W aferze Zondacrypto coraz wyraźniej widać trzy równoległe problemy: pieniądze, ludzi i czas.

Radio DTR | 30 października 2026 r.

Wierzyciele czekają. Syndyk nie potrafi podać terminu wypłat

Jeszcze kilka dni temu najważniejszą datą dla poszkodowanych klientów Zondacrypto był 27 października. Tego dnia upłynął podstawowy termin zgłaszania wierzytelności w estońskim postępowaniu upadłościowym spółki BB Trade Estonia.

Reklama

Teraz wiadomo, że zakończenie przyjmowania zgłoszeń w podstawowym terminie nie oznacza szybkiego ustalenia, komu i ile pieniędzy się należy.

W opublikowanej 30 października rozmowie z Business Insider Polska syndyk Margus Lentsius przedstawił sytuację, która dla wierzycieli nie brzmi optymistycznie.

Przygotowanie listy wierzycieli zajmie miesiące, a nie tygodnie.

W pierwszej kolejności trzeba rozwiązać problem finansowania samego postępowania upadłościowego. Dopiero później możliwe będzie prowadzenie kolejnych czynności w odpowiedniej skali.

Nie ma jeszcze pełnej liczby wierzycieli. Nie ma też ostatecznej wartości zgłoszonych i uznanych roszczeń.

Syndyk nie jest obecnie w stanie określić, jaki procent pieniędzy uda się odzyskać.

To szczególnie istotne wobec informacji o ponad siedmiu tysiącach wiadomości, które miały wpłynąć do kancelarii syndyka tylko w ostatnim dniu podstawowego terminu.

Liczba wiadomości nie oznacza jednak liczby wierzycieli.

Jedna osoba mogła wysłać kilka e-maili. Część korespondencji mogła dotyczyć pytań, uzupełnień lub ponownych zgłoszeń. Niektóre wnioski zawierają braki formalne.

Dopiero ich weryfikacja pozwoli ustalić rzeczywistą skalę roszczeń.

Dla poszkodowanych jest to kolejny etap niepewności. Dla instytucji prowadzących postępowanie — zadanie wymagające nie tylko dokumentów, ale również pieniędzy.

Żeby odzyskać majątek, trzeba mieć za co go szukać

W poprzednich publikacjach Radia DTR opisywaliśmy rozbieżność między wartością majątku zabezpieczonego w polskim postępowaniu karnym a aktywami, którymi może faktycznie dysponować estoński syndyk.

Prokuratura informowała o zabezpieczeniach sięgających około 125 milionów złotych.

Nie oznacza to jednak, że pieniądze te automatycznie należą do klientów giełdy albo mogą zostać przekazane do estońskiej masy upadłościowej.

Każdy składnik majątku wymaga ustalenia jego właściciela, pochodzenia oraz podstawy prawnej ewentualnego przekazania.

Problem finansowania postępowania nie jest więc tylko administracyjną niedogodnością.

Bez środków trudno prowadzić kosztowne analizy blockchain, dochodzić roszczeń za granicą, pozyskiwać dokumentację z giełd kryptowalut i wszczynać kolejne postępowania.

Może powstać błędne koło.

Syndyk potrzebuje pieniędzy, aby odnaleźć i odzyskać majątek. Ale pieniędzy na prowadzenie tych czynności brakuje właśnie dlatego, że majątek pozostaje niedostępny.

W tej sytuacji szczególnego znaczenia nabierają informacje o kolejnych ruchach kryptowalut.

8000 XRP wypłynęło z portfela. Kto wydał dyspozycję?

29 października Money.pl opublikował kolejne ustalenia dotyczące portfela kryptowalutowego, który w przeszłości był zasilany środkami z Zondacrypto.

Według dziennikarki Karoliny Wysoty z portfela przesłano 8000 jednostek XRP, wycenianych wówczas na około 41 tysięcy złotych.

Aktywa trafiły na adres identyfikowany jako powiązany z giełdą KuCoin.

Na badanym portfelu miało pozostawać około 1,1 miliona XRP, czyli według ówczesnej wyceny około 5,6 miliona złotych.

To nie pierwszy opisany transfer z tego adresu.

Wcześniej Money.pl informował o innych wypłatach, w tym o operacjach przeprowadzonych po ustanowieniu ograniczeń dotyczących rozporządzania majątkiem spółki.

Nowa transakcja nie oznacza jednak automatycznie naruszenia zakazu sądowego.

Publiczny zapis blockchain pozwala stwierdzić, że aktywa zostały przesłane między adresami. Nie ujawnia natomiast wprost tożsamości osoby wydającej dyspozycję ani prawnego właściciela środków.

Nie wiadomo więc, kto kontroluje portfel.

Nie wiadomo, do kogo należą kryptowaluty.

Nie wiadomo również, czy środki te wchodzą do masy upadłościowej BB Trade Estonia.

Te zastrzeżenia są kluczowe.

Samo historyczne zasilanie portfela przez giełdę nie przesądza, że każda znajdująca się na nim jednostka kryptowaluty jest własnością upadłej spółki.

Jednak aktywność takiego portfela w czasie, gdy syndyk poszukuje majątku, uzasadnia dokładne sprawdzenie jego historii.

Najważniejsze pytania są konkretne.

Kto posiadał klucze lub inne uprawnienia umożliwiające dokonanie transakcji?

Czy operator giełdy KuCoin otrzymał wniosek o zabezpieczenie danych rachunku odbiorcy?

Czy prokuratura dysponuje pełną historią transferów?

Czy syndyk ustalił, czy aktywa należą do spółki?

I wreszcie — czy istnieją podstawy prawne do ich zabezpieczenia?

Bez odpowiedzi na te pytania kolejna liczba w doniesieniach prasowych pozostanie jedynie śladem transakcji, a nie odzyskanym majątkiem.

Stare akta, nowe znaczenie. Przemysław Kral i bracia W.

30 października Wirtualna Polska opublikowała reportaż Szymona Jadczaka i Michała Fui dotyczący wydarzeń z 2017 roku.

Dziennikarze dotarli do akt sprawy związanej z uprowadzeniem przedsiębiorcy spod Częstochowy.

Według opisanych dokumentów w marcu 2017 roku doszło do brutalnego przestępstwa. Pokrzywdzony przedsiębiorca został pozbawiony wolności, pobity i okradziony.

W postępowaniu pojawiły się nazwiska dwóch braci: Mariana W. i Marcina W.

To właśnie tutaj historia sprzed dziewięciu lat łączy się personalnie z późniejszą działalnością giełdy BitBay i Zondacrypto.

Obu braci reprezentował wówczas adwokat Przemysław Kral, późniejszy prezes Zondacrypto.

Z ustaleń WP wynika również, że poręczenie majątkowe w wysokości 250 tysięcy złotych za Marcina W. wpłacono z rachunku kancelarii Krala.

To konkretne ustalenie dotyczące przepływu pieniędzy.

Nie przesądza jednak, że pieniądze należały do adwokata, ani nie wyjaśnia ich ostatecznego źródła. Rachunek kancelarii mógł zostać wykorzystany w ramach rozliczeń związanych z obsługą prawną.

Sam fakt reprezentowania podejrzanego lub oskarżonego nie stanowi dowodu udziału obrońcy w przestępstwie.

Prawo do obrony jest podstawową gwarancją postępowania karnego.

Dlaczego więc te dokumenty są ważne?

Ponieważ pokazują, że relacje zawodowe między osobami później pojawiającymi się w historii BitBay i Zondacrypto istniały już w 2017 roku.

To istotne dla odtworzenia chronologii kontaktów.

Nie jest jednak wystarczającą podstawą do przypisywania uczestnikom tych relacji wspólnej działalności przestępczej.

Marian W. i zaginięcie Sylwestra Suszka

Marian W., określany pseudonimem „Maniek”, jest dziś podejrzanym w sprawie uprowadzenia Sylwestra Suszka, założyciela giełdy BitBay.

Suszek zaginął w marcu 2022 roku.

Reklama

Jego zaginięcie pozostaje jednym z najpoważniejszych wątków połączonego śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Krajową.

W sprawie zdarzenia z 2017 roku Marian W. nie usłyszał zarzutów.

Według stanowiska Prokuratury Okręgowej w Częstochowie przywołanego przez WP brakowało dowodów pozwalających przypisać mu udział w tamtym przestępstwie.

To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie.

Nie wolno przedstawiać Mariana W. jako sprawcy uprowadzenia przedsiębiorcy z 2017 roku tylko dlatego, że został zatrzymany w związku z tamtym postępowaniem.

Nie wolno również traktować jego obecnego statusu podejrzanego w sprawie Suszka jako dowodu winy.

Można natomiast wskazać, że nazwiska pojawiające się w odległych czasowo postępowaniach tworzą chronologię kontaktów wymagającą rzetelnego wyjaśnienia.

W przypadku śledztwa dotyczącego Zondacrypto istotne jest bowiem nie tylko ustalenie, kto zarządzał pieniędzmi, ale także kto faktycznie miał wpływ na działalność giełdy, jej właścicieli i podejmowane decyzje.

To zadanie dla organów ścigania, a nie pole do formułowania wyroków na podstawie samych znajomości.

Czy te sprawy rzeczywiście się łączą?

Polska prokuratura połączyła w jednym wielowątkowym postępowaniu kwestie działalności giełdy kryptowalut, przepływów finansowych oraz okoliczności zaginięcia Sylwestra Suszka.

28 września Prokurator Generalny powołał specjalny zespół siedmiorga prokuratorów, którego pracami kieruje prokurator Marek Wełna.

Zespół rozpoczął działalność 1 października.

Oficjalnym uzasadnieniem jego powołania była złożoność sprawy, konieczność równoległego badania wielu wątków oraz analiza obszernej dokumentacji i danych cyfrowych.

Samo połączenie postępowań nie oznacza jednak, że wszystkie opisane zdarzenia mają wspólny przestępczy mechanizm.

Śledczy muszą dopiero ustalić, które relacje mają znaczenie dowodowe, a które są jedynie elementem historii zawodowych i biznesowych kontaktów.

Właśnie tutaj potrzebna jest szczególna ostrożność.

Bo między zdaniem „znali się wcześniej” a stwierdzeniem „wspólnie popełnili przestępstwo” istnieje ogromna różnica prawna.

A co z politykami i PKOl?

Wątek finansowania sportu, fundacji, mediów oraz środowisk politycznych pozostaje częścią szerszej debaty wokół Zondacrypto.

W sprawie tej nie można jednak pomijać ważnego faktu procesowego.

Radosławowi Piesiewiczowi, prezesowi Polskiego Komitetu Olimpijskiego, przedstawiono w sierpniu 2026 roku zarzuty związane między innymi z płatną protekcją oraz działaniami dotyczącymi zaspokajania wybranych wierzycieli w warunkach grożącej niewypłacalności.

Piesiewicz nie przyznał się do winy. Wobec niego zastosowano tymczasowe aresztowanie, które obrona zaskarżyła.

Są to informacje dotyczące wcześniej podjętych czynności procesowych, a nie nowe zarzuty z 30 października.

W przypadku Michała Moskala, Karola Nawrockiego, fundacji powiązanych z politykami oraz Telewizji Republika ostatnie publikacje nie dostarczyły nowych, potwierdzonych rozstrzygnięć procesowych pozwalających przypisać tym osobom lub podmiotom odpowiedzialność karną.

Nie oznacza to zamknięcia tych wątków.

Oznacza jedynie, że polityczne oskarżenia i medialne interpretacje nie mogą zastępować dokumentów, ustaleń finansowych i decyzji prokuratury.

Podobnie spór o ustawę regulującą rynek kryptoaktywów wymaga oddzielnej oceny.

Można badać odpowiedzialność polityczną za kształt nadzoru nad rynkiem. Nie można jednak bez dowodów uznać, że konkretne weto prezydenckie spowodowało upadłość giełdy albo że określony polityk odpowiada za jej zobowiązania.

Najważniejszy problem: czas działa na niekorzyść wierzycieli

W historii Zondacrypto coraz wyraźniej ujawniają się dwa różne tempa.

Pierwsze to tempo postępowania upadłościowego.

Syndyk musi ustalić wierzycieli, zweryfikować roszczenia, znaleźć środki na prowadzenie czynności, rozpoznać majątek i ewentualnie dochodzić jego wydania.

To proces liczony w miesiącach, a być może znacznie dłużej.

Drugie tempo wyznacza technologia.

Transakcja kryptowalutowa może zostać wykonana w ciągu chwil.

Jeżeli aktywa nie zostały skutecznie zabezpieczone, kolejne transfery mogą komplikować ich identyfikację i odzyskanie.

Nie oznacza to, że każdy transfer jest próbą ukrywania majątku.

Oznacza jednak, że organy prowadzące postępowanie muszą dysponować odpowiednimi narzędziami i działać wystarczająco szybko.

Trzeci wymiar tej historii tworzą relacje osobowe.

Dokumenty sprzed lat mogą pomagać odtworzyć, kto znał kogo, kto kogo reprezentował i kiedy nawiązywano kontakty.

Ale ich znaczenie dla obecnego śledztwa musi zostać wykazane dowodowo.

W przeciwnym razie zamiast wyjaśnienia otrzymamy katalog nazwisk, podejrzeń i skojarzeń.

Kto odpowie na pytania, zanim skończą się pieniądze?

Po najnowszych publikacjach powstają trzy grupy pytań.

Pierwsza dotyczy syndyka i postępowania upadłościowego.

Kto zapewni finansowanie niezbędnych czynności? Kiedy zostanie sporządzona lista wierzycieli? Czy uda się ustalić choćby wstępny poziom możliwego zaspokojenia roszczeń?

Druga dotyczy aktywów cyfrowych.

Kto kontroluje portfel, z którego 29 października wypłynęło 8000 XRP? Czy środki należą do upadłej spółki? Czy prokuratura i syndyk dysponują danymi umożliwiającymi identyfikację odbiorców oraz ocenę legalności operacji?

Trzecia dotyczy śledztwa karnego.

Jakie znaczenie dowodowe mają wcześniejsze relacje osób związanych z giełdą? Czy istnieją dokumenty pozwalające powiązać konkretne przepływy finansowe z podejmowanymi decyzjami? I czy zebrany materiał pozwoli rozdzielić odpowiedzialność poszczególnych osób bez przenoszenia podejrzeń na całe ich otoczenie?

To pytania wymagające odpowiedzi, a nie sugestie, że wskazane osoby popełniły przestępstwa.

Zondacrypto. Najtrudniejsze pytanie dopiero przed nami

Afera Zondacrypto nie jest już wyłącznie historią giełdy kryptowalut, która przestała realizować zobowiązania wobec klientów.

To również test skuteczności współpracy polskich i zagranicznych instytucji, zdolności do zabezpieczania aktywów cyfrowych oraz jakości prowadzenia wielowątkowego śledztwa.

Nowe informacje z 29 i 30 października pokazują, że problem nie znika wraz z kolejnymi komunikatami o zabezpieczeniu majątku.

Syndyk nie zna jeszcze ostatecznej liczby wierzycieli.

Nie potrafi określić, ile pieniędzy odzyskają.

Portfel historycznie zasilany przez giełdę nadal wykonuje transakcje, których prawnego charakteru publicznie nie wyjaśniono.

A dokumenty sprzed dziewięciu lat ujawniają kontakty, których znaczenie dla obecnego śledztwa pozostaje przedmiotem dalszych ustaleń.

Najważniejszym sprawdzianem nie będzie więc liczba kolejnych konferencji prasowych, lecz odpowiedź na znacznie prostsze pytanie: czy państwo i syndyk zdołają zamienić zabezpieczenia, dokumenty i cyfrowe ślady w realnie odzyskany majątek?

Bo dla poszkodowanego klienta nawet najbardziej rozbudowane śledztwo nie zastąpi pieniędzy, których nie może wypłacić.

A każdy kolejny miesiąc bez odpowiedzi zwiększa nie tylko niepewność wierzycieli, ale również potrzebę publicznego rozliczenia skuteczności prowadzonych działań.


Radio DTR | Rafał Chwaliński

Artykuł analityczny. Informacje o zarzutach i podejrzeniach nie przesądzają o winie. Ustalenia innych redakcji zostały wyraźnie przypisane ich autorom. Nie wszystkie opisane transfery zostały niezależnie zweryfikowane przez Radio DTR.

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *