Kolejny obywatel kontra Starostwo w Trzebnicy. Zaczęło się od 203 metrów. Skończyło na kontrolach, SKO i zawiadomieniu do prokuratury

Oceń materiał

To miała być sprawa administracyjna dotycząca wyłączenia części gruntu z produkcji rolnej. Kilkaset metrów kwadratowych, decyzja, projekt, opłaty. Zwykła urzędowa procedura.

Dziś w aktach są kolejne postępowania, kontrole, pisma między wydziałami Starostwa Powiatowego w Trzebnicy, zawiadomienie do nadzoru budowlanego, skargi, sprawa przed sądem administracyjnym i zawiadomienie do prokuratury.

A pośrodku tego wszystkiego jest obywatel, który od miesięcy próbuje ustalić jedną podstawową rzecz:

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

co właściwie urząd mu zarzuca i na jakim dokładnie dowodzie ten zarzut opiera.

Najpierw Starostwo wydało zgodę

Sprawa dotyczy inwestycji w Szewcach, na działkach 166/2 i 166/3.

Pierwotnie Starosta Trzebnicki wydał decyzje pozwalające na trwałe wyłączenie z produkcji rolnej odpowiednio około 702 i 703 m² gruntów klasy RIIIa.

Później właściciel wystąpił o zmniejszenie zakresu wyłączenia do 499 m².

Wydział Ochrony Środowiska początkowo odmówił.

I tu zaczyna się pierwsza ważna część tej historii.

Samorządowe Kolegium Odwoławcze we Wrocławiu uchyliło decyzję Starosty i nakazało sprawę rozpoznać ponownie.

SKO nie zgodziło się między innymi z argumentacją, że po wydaniu pozwolenia na budowę decyzji dotyczącej wyłączenia gruntu nie można już zmienić. Kolegium wskazało, że w przepisach nie ma takiego zakazu.

Jeszcze ważniejsze było inne stwierdzenie: SKO uznało, że organ powinien zbadać stan faktyczny, czyli sprawdzić, czy grunt rzeczywiście został już wyłączony z produkcji w większym zakresie, niż wynikało z wniosku strony.

Nie wystarczyło domniemanie.

Potrzebny był dowód.

Starostwo sprawdziło. I niczego nie stwierdziło

27 stycznia 2026 roku Wydział Ochrony Środowiska przeprowadził kontrolę.

Z późniejszej decyzji samego Starostwa wynika, że kontrolujący stwierdzili:

  • brak utwardzenia gruntu,
  • pozostałości po uprawie,
  • brak rozpoczęcia innego niż rolnicze użytkowania gruntów.

W marcu Starosta zmienił więc wcześniejszą decyzję i zmniejszył zakres wyłączenia do 499 m².

W uzasadnieniu urząd sam wskazał, że stan faktyczny — czyli brak ingerencji w grunty chronione — nie stoi na przeszkodzie zmianie decyzji.

To moment bardzo ważny.

Bo nie mamy do czynienia z samowolnym „przesunięciem kreski na mapie” przez właściciela.

499 m² stało się obowiązującym stanem prawnym na podstawie decyzji samego Starosty Trzebnickiego.

20 maja obywatel składa kolejny wniosek

20 maja 2026 roku właściciel składa do Starostwa następny wniosek.

Chce wyłączyć dodatkowe 203 m² działki 166/2.

Liczba nie jest przypadkowa.

702 m² minus 499 m² daje właśnie 203 m².

Czyli obywatel nie ukrywa zamiaru dalszego wykorzystania gruntu.

Nie robi tego po cichu.

Składa formalny wniosek.

I dzień później — 21 maja — na teren wchodzą pracownicy Wydziału Ochrony Środowiska.

Kontrola, która staje się fundamentem całej dalszej sprawy

To właśnie protokół z tej kontroli staje się podstawą późniejszych działań Starostwa.

WOŚ uznaje, że na działkach doszło do wyłączenia gruntów w zakresie większym niż wynikający z obowiązujących zezwoleń.

Na tej podstawie rozpoczynają się dalsze postępowania.

Problem polega na tym, że kiedy czyta się protokół dokładnie, pojawiają się pytania.

Dla jednej działki kontrolujący przyjmują powierzchnię około 712 m².

Dla drugiej około 907 m².

Pomiar wykonywany jest taśmą mierniczą, przez przemnożenie długości i szerokości.

Ale sprawa nie dotyczy pola prostokąta.

Dotyczy czegoś znacznie bardziej precyzyjnego:

ile dokładnie metrów kwadratowych poza legalnie wyłączonym obszarem 499 m² zostało faktycznie przeznaczonych do użytkowania nierolniczego.

Tego protokół nie pokazuje jednoznacznie.

Nie zawiera geodezyjnego obrysu spornego terenu.

Nie wskazuje współrzędnych.

Nie wylicza dokładnej powierzchni „nielegalnego” wyłączenia oddzielnie od powierzchni już objętej decyzją.

Co więcej, sam protokół przyznaje, że część fundamentów, budowy i elementów zaplecza znajdowała się na terenie wcześniej objętym zgodą.

Czyli urząd najpierw wylicza szeroki obszar, a następnie sam stwierdza, że część tego obszaru jest legalnie wyłączona.

Pozostaje więc pytanie najważniejsze:

ile metrów kwadratowych naprawdę zostało wyłączonych bez decyzji?

Tego w protokole nie znajdujemy.

Jest jeszcze jeden szczegół

Protokół z kontroli z 21 maja zawiera na ostatniej stronie informację, że:

„kontrola została przeprowadzona w dniu 27.01.2026 roku”.

To data wcześniejszej kontroli — tej, po której Starostwo stwierdziło brak ingerencji w grunty chronione.

Może to być zwykły błąd redakcyjny.

Ale problem polega na tym, że właśnie ten dokument później staje się dowodem w kolejnych postępowaniach.

A gdy przedmiotem sprawy są metry, daty, powierzchnie i możliwe wysokie konsekwencje finansowe, błędy w dokumencie dowodowym przestają być tylko estetyką urzędowego papieru.

Reklama
Reklama
Reklama

WOŚ zaczyna pisać do innych wydziałów i organów

W lipcu sprawa wychodzi poza sam Wydział Ochrony Środowiska.

WOŚ kieruje pisma do Wydziału Architektury i Budownictwa.

Później do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego.

W piśmie do PINB Wydział Ochrony Środowiska informuje, że kontrola miała potwierdzić wyłączenie większego obszaru niż dozwolone 0,0499 ha i sugeruje możliwość zastosowania instrumentów z art. 50 i 51 Prawa budowlanego.

I wtedy pojawia się kolejny problem.

PINB analizuje sprawę.

I odpowiada:

naruszeń na obecnym etapie nie stwierdzono.

Inspektorat wskazuje, że inwestor prowadzi roboty na podstawie prawomocnych pozwoleń, które nie zostały wyeliminowane z obrotu prawnego.

Stwierdza też brak podstaw do prowadzenia postępowania naprawczego z art. 50–51 Prawa budowlanego.

Co więcej, PINB pisze, że inwestycja została wytyczona na obszarze objętym wyłączeniem i nie wykracza poza ten teren, a architekt zakwalifikowała zmianę jako nieistotną.

To nie oznacza automatycznie, że WOŚ nie może prowadzić własnego postępowania gruntowego.

Ale oznacza coś ważnego:

organ nadzoru budowlanego nie potwierdził problemu, który WOŚ próbował przed nim postawić.

A wcześniej SKO już ostrzegało przed takim sposobem rozumowania

Decyzja SKO z 14 listopada 2025 roku jest tutaj szczególnie istotna.

Kolegium stwierdziło, że zmiana decyzji dotyczącej wyłączenia gruntów może stanowić podstawę do wznowienia postępowania dotyczącego pozwolenia na budowę.

„Może”.

Nie „automatycznie powoduje zmianę”.

Nie „pozwolenie trzeba dostosować”.

A mimo to później WOŚ prezentuje stanowisko, że pozwolenie budowlane powinno zostać dostosowane do decyzji gruntowej.

Tymczasem sam Wydział Architektury i Budownictwa w swoim postanowieniu o wznowieniu wyjaśniał, że samo wznowienie jeszcze niczego nie przesądza. Dopiero późniejsze postępowanie ma ustalić rzeczywiste skutki zmiany wcześniejszej decyzji.

W efekcie obywatel zaczyna funkcjonować między różnymi koncepcjami dwóch wydziałów tego samego Starostwa.

Jeden wydział żąda dokumentu obejmującego pierwotne 703 m².

Drugi później twierdzi, że właśnie tego robić nie należy, bo projekt budowlany powinien zostać dopasowany do 499 m².

Urzędowy ping-pong ma jednak jedną charakterystyczną cechę.

Piłeczką jest obywatel.

Skargi, sąd, prokuratura

Konflikt narasta.

Pojawiają się skargi na pracowników Wydziału Ochrony Środowiska.

Później skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego dotycząca przewlekłości.

Jest również zawiadomienie do prokuratury.

I tu trzeba postawić wyraźną granicę.

Zawiadomienie do prokuratury jest stanowiskiem zawiadamiającego.

Nie jest ustaleniem, że doszło do przestępstwa.

Nie wiemy dziś, czy prokuratura podzieli jego argumentację.

Nie wiemy też, jaki będzie wynik postępowań administracyjnych.

Ale wiemy coś innego.

Obywatel ma prawo wiedzieć, z czego wynika zarzut

Jeżeli urząd zamierza nakładać konsekwencje za wyłączenie gruntów bez wymaganej zgody, powinien być w stanie odpowiedzieć na kilka banalnie prostych pytań:

Gdzie dokładnie znajduje się sporny grunt?

Ile dokładnie ma metrów kwadratowych?

Jak został zmierzony?

Które jego części znajdowały się poza legalnymi 499 m²?

Na czym dokładnie polegało nierolnicze użytkowanie każdej z tych powierzchni?

I właśnie tutaj znajdujemy obecnie największy problem w dokumentacji Starostwa.

Przepis jest.

Kompetencja do kontroli jest.

Możliwość wszczęcia postępowania również jest.

Ale między przepisem a sankcją musi znajdować się jeszcze coś.

Dowód.

Nie domniemanie.

Nie szeroki prostokąt zmierzony taśmą.

Nie zdanie „stwierdzono”.

Dowód pozwalający obywatelowi, SKO, sądowi i każdemu kolejnemu organowi odtworzyć krok po kroku, skąd wzięło się urzędowe ustalenie.

Bo państwo prawa zaczyna się nie wtedy, gdy urząd zna numer artykułu.

Zaczyna się wtedy, gdy potrafi wykazać, dlaczego ten artykuł zastosował właśnie do tego obywatela i właśnie do tych metrów kwadratowych.

A ta historia dopiero się zaczyna.

Autor: Rafał Chwaliński
Oceń po lekturze

Czytaj dalej

Ten temat ma ciąg dalszy

Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry