Wybory parlamentarne odbędą się dopiero w 2027 roku, a samorządowe dwa lata później. Na lokalnej scenie te dwa głosowania już zaczynają jednak tworzyć jedną polityczną układankę. Jeżeli przepisy o dwukadencyjności pozostaną w mocy, w 2029 roku mieszkańcy wszystkich sześciu gmin powiatu trzebnickiego nie zobaczą na kartach wyborczych obecnych włodarzy ubiegających się o kolejny wybór na ten sam urząd. Zanim rozpocznie się walka o ich następców, wybory do Sejmu i Senatu pokażą, kto ma nazwisko, ludzi i prawdziwe poparcie.
Artykuł otwiera cykl Radia DTR „Nasza polityczna ruletka wyborcza”, w którym będziemy śledzić sondaże, wyniki, zmiany prawa, polityczne transfery i lokalne porozumienia przed wyborami parlamentarnymi w 2027 oraz samorządowymi w 2029 roku.
Dwie daty, jedna rozgrywka
Na papierze wszystko wygląda prosto. Najpierw wybierzemy posłów i senatorów, a dwa lata później radnych, burmistrzów, wójtów oraz pośrednio nowe władze powiatu. W praktyce kampania samorządowa może rozpocząć się znacznie wcześniej — przy okazji wyborów parlamentarnych.
Dla części lokalnych polityków start w 2027 roku będzie rzeczywistą próbą zdobycia mandatu. Dla innych stanie się sposobem na zmierzenie własnej wartości przed kolejnymi negocjacjami. Wynik pokaże, kto potrafi zmobilizować jedną gminę, kto cały powiat, a kto wychodzi ze swoją rozpoznawalnością również poza jego granice.
Nie każdy startuje po to, żeby wygrać. Czasami kandydatura służy policzeniu zwolenników, zbudowaniu rozpoznawalności, wypromowaniu środowiska albo uzyskaniu mocniejszej pozycji przy układaniu przyszłych list. W polityce tysiąc głosów może nie dać mandatu, lecz może dać miejsce przy stole, przy którym dzielone będą stanowiska.
Dlatego wybory parlamentarne w 2027 roku mogą stać się nieformalnymi prawyborami przed samorządem 2029.
Sześć gmin może rozpocząć wszystko od nowa
Obowiązujące przepisy nie pozwalają ponownie kandydować na wójta, burmistrza lub prezydenta miasta w tej samej gminie osobie, która została w niej dwukrotnie wybrana od 2018 roku. Do limitu nie wlicza się wszystkich wcześniejszych kadencji — liczą się wybory przeprowadzone według zasad wprowadzonych w 2018 roku.
Jeżeli prawo nie zostanie zmienione, ograniczenie obejmie w powiecie trzebnickim wszystkich obecnych włodarzy:
- Marka Długozimę w Trzebnicy;
- Arkadiusza Poprawę w Obornikach Śląskich;
- Igora Bandrowicza w Prusicach;
- Roberta Lewandowskiego w Żmigrodzie;
- Jakuba Bronowickiego w Wiszni Małej;
- Agnieszkę Werstę w Zawoni.
Każda z tych osób została wybrana w 2018 roku i ponownie w 2024 roku. Nie oznacza to jeszcze definitywnego pożegnania z lokalną polityką. W Sejmie znajduje się projekt zniesienia ograniczenia, ale nie zakończył on drogi legislacyjnej. Dopóki ustawa nie zostanie uchwalona i podpisana, odpowiedzialna analiza musi przyjmować za punkt wyjścia prawo obowiązujące, a nie prawo zapowiadane.
Jeśli ograniczenie pozostanie, włodarze będą mieli kilka dróg. Mogą ubiegać się o mandat parlamentarny, budować listę do rady powiatu, przygotować własnego następcę albo próbować zachować wpływ na gminę z innej pozycji. Niektórzy mogą też obrać kilka tych kierunków jednocześnie.
W efekcie w 2029 roku może otworzyć się cały lokalny rynek wyborczy. Nie jedna gmina. Wszystkie sześć.
Starostwo będzie nagrodą i schronieniem
Władza w powiecie różni się od władzy w gminie. Mieszkańcy nie wybierają starosty bezpośrednio. Wybierają radnych, a następnie rada powiatu decyduje o składzie zarządu i wyborze starosty.
Obecna rada liczy 21 osób. Koalicja Obywatelska zdobyła w 2024 roku osiem mandatów, Samorządowcy dla Powiatu Trzebnickiego siedem, PiS cztery, a Trzecia Droga dwa. Samorządowcy i PiS utworzyli większość liczącą 11 radnych. Pozostałe dwa środowiska mają razem dziesięciu.
To układ na przysłowiową jedną szablę. Przejście pojedynczego radnego, rozpad klubu albo trwały podział dotychczasowych sojuszników może odwrócić większość. Właśnie dlatego pojawienie się Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego ma znaczenie także w Trzebnicy. Krajowy rozłam może przełożyć się na lokalne deklaracje, kluby i lojalności.
Powiat stanie się atrakcyjnym celem dla ludzi, którzy nie będą już mogli kierować swoimi gminami. Stanowisko starosty, wicestarosty, członka zarządu albo przewodniczącego rady może być dalszym etapem kariery. Równie ważna będzie możliwość wpływania na drogi, szkoły, szpital, pomoc społeczną, kulturę, zatrudnienie i podział powiatowych pieniędzy.
W 2029 roku walka nie będzie więc dotyczyła wyłącznie szyldów partyjnych. Będzie także rywalizacją o to, który z dotychczasowych włodarzy zachowa największy wpływ po opuszczeniu swojego urzędu.
Sondaże krajowe, rachunki lokalne
Średnia z trzech badań przeprowadzonych na początku września 2026 roku przez Opinia24, United Surveys i Pollster daje następującą fotografię rynku:
| Ugrupowanie | Średnie poparcie |
|---|---|
| Koalicja Obywatelska | 31,6% |
| Prawo i Sprawiedliwość | 19,6% |
| Konfederacja | 13,7% |
| Lewica | 7,3% |
| Konfederacja Korony Polskiej | 7,2% |
| Rozwój Plus | 5,6% |
| Razem | 4,1% |
| PSL | 3,1% |
| Polska 2050 | 1,2% |
To nie jest prognoza wyniku wyborów w 2027 roku. Do głosowania pozostało zbyt dużo czasu, a część ugrupowań może zmienić nazwę, lidera, partnerów lub formułę startu. Liczby pokazują jednak skalę niepewności.
KO ma obecnie przewagę, ale nie może zakładać, że samodzielnie przejmie wszystkie lokalne struktury. PiS pozostaje drugą siłą, jednak musi bronić ludzi przed odpływem do Rozwoju Plus. PSL i Polska 2050 znajdują się poniżej progu, a Rozwój Plus balansuje niewiele ponad granicą wejścia do Sejmu.
To właśnie partie walczące o próg mogą najaktywniej poszukiwać samorządowców z własnym nazwiskiem i zapleczem. Duże ugrupowania oferują większą szansę na mandat, ale mają już kolejkę parlamentarzystów i działaczy oczekujących dobrych miejsc. Mniejsze mogą zaproponować kandydatowi pozycję eksponowaną, lecz nie zagwarantują, że lista w ogóle wejdzie do Sejmu.
Polityczna ruletka nie polega więc jedynie na wyborze ugrupowania. Najpierw trzeba odpowiedzieć, czy dany wagon w ogóle dojedzie do parlamentu.
Rozwój Plus może zabrać PiS ludzi, a samorządowcom dać ofertę
Na Dolnym Śląsku jedną z najważniejszych postaci Rozwoju Plus jest Mirosława Stachowiak-Różecka. W wyborach w 2023 roku zdobyła w okręgu wrocławskim ponad 97 tysięcy głosów. Takiego wyniku nie da się zastąpić samym logo. Wraz z rozpoznawalną polityczką nowe ugrupowanie zyskuje dostęp do części wyborców i terenowych kontaktów, które wcześniej pracowały na PiS.
Dla lokalnych polityków powstaje możliwość negocjowania z dwiema prawicowymi centralami. PiS będzie musiał zatrzymywać struktury i bronić miejsc na listach. Rozwój Plus będzie potrzebował ludzi znanych poza Wrocławiem, szczególnie tych, którzy potrafią stworzyć komitet, zebrać podpisy, obsadzić komisje i przeprowadzić kampanię w gminach.
Naturalnym zapleczem rekrutacyjnym mogą być byli działacze PiS, konserwatywni samorządowcy oraz włodarze szukający dalszej drogi po 2029 roku. Nie oznacza to, że ktokolwiek z powiatu trzebnickiego podjął już taką decyzję. Oznacza natomiast, że pojawił się nowy kupiec na lokalnym rynku politycznym.
PSL i Bezpartyjni: razem, ale czy ponad progiem?
Na Dolnym Śląsku trwają rozmowy PSL z Bezpartyjnymi Samorządowcami o możliwym wspólnym starcie w wyborach parlamentarnych. Taki projekt ma lokalną logikę: PSL posiada struktury terenowe, a samorządowcy rozpoznawalne nazwiska. Problem zaczyna się przy liczeniu głosów w skali kraju.
Bezpartyjni Samorządowcy uzyskali w wyborach do Sejmu w 2023 roku 1,86% poparcia. PSL w obecnych badaniach samodzielnie osiąga około 2–4%. Proste dodanie tych wartości nie daje pewności przekroczenia progu, ponieważ część elektoratów może się pokrywać. Formalna koalicja wyborcza musiałaby ponadto uzyskać co najmniej 8%, podczas gdy lista wystawiona przez jedną partię podlegałaby progowi 5%.
W powiecie trzebnickim sytuacja wygląda inaczej. Lokalna lista samorządowa nie musi przekonywać całej Polski. Samorządowcy dla Powiatu Trzebnickiego mają obecnie siedmiu radnych, a Małgorzata Matusiak startowała do Sejmu w 2023 roku z listy Bezpartyjnych Samorządowców, uzyskując 3568 głosów.
Sojusz PSL z częścią samorządowców może więc nie zdobyć mandatów parlamentarnych, a mimo to stać się istotną siłą w wyborach powiatowych. Start w 2027 roku byłby wtedy nie tylko próbą wejścia do Sejmu, lecz także badaniem gotowości struktur przed rokiem 2029.
Jedna nazwa, kilka środowisk
W analizie trzeba uważać na słowo „samorządowcy”. Pod podobnymi nazwami występują różne organizacje i komitety.
Samorządowcy dla Powiatu Trzebnickiego są lokalnym komitetem zbudowanym przed wyborami 2024 roku przez środowiska Małgorzaty Matusiak, Marka Długozimy, Jakuba Bronowickiego i Agnieszki Wersty. Bezpartyjni Samorządowcy funkcjonują natomiast jako szerszy projekt regionalny i ogólnopolski, który sam przechodził podziały oraz zmiany sojuszy.
Zbieżność nazw nie oznacza automatycznie wspólnej listy ani jednej decyzji politycznej. W 2029 roku lokalny komitet może wystartować ponownie, podzielić się między kilka ugrupowań albo zostać zastąpiony nowymi listami budowanymi przez następców obecnych włodarzy.
Dotychczas wspólnym interesem samorządowców było utrzymanie wpływu na powiat. Gdy otworzy się sześć urzędów gminnych, wspólny interes może zderzyć się z sześcioma różnymi planami sukcesji.
Trzebnica będzie centrum pojedynku
Największą stawkę ma gmina Trzebnica. Marek Długozima posiada wieloletnie doświadczenie, własne zaplecze i rozpoznawalność wykraczającą poza jedno środowisko. Jeżeli nie będzie mógł ponownie wystartować na burmistrza, będzie musiał zdecydować, czy chce wejść do polityki parlamentarnej, przejąć inicjatywę w powiecie, czy przede wszystkim przygotować następcę.
Po przeciwnej stronie znajduje się Iwona Kurowska, która w 2023 roku zdobyła 4136 głosów w wyborach do Sejmu, a w 2024 roku rywalizowała o urząd burmistrza Trzebnicy. Jej ewentualny ponowny start parlamentarny mógłby służyć budowie pozycji przed otwartym wyścigiem o gminę.
Właśnie tu najlepiej widać, dlaczego nie można oceniać kandydatur tylko przez pytanie o mandat. Dwa nazwiska mogą przegrać wybory do Sejmu, a jednocześnie rozpocząć dwuletni pojedynek o Trzebnicę i wpływ na cały powiat.
W pozostałych gminach również zacznie się sukcesja
W Obornikach Śląskich osobiste zaplecze Arkadiusza Poprawy spotka się z rosnącą rywalizacją KO, Rozwoju Plus i lewicy. To gmina bardziej związana z wrocławskim obszarem metropolitalnym, a więc podatna również na trendy płynące ze stolicy regionu.
W Żmigrodzie Robert Lewandowski posiada bardzo silną lokalną pozycję, a Małgorzata Matusiak dysponuje urzędem starosty i doświadczeniem w wyborach parlamentarnych. To naturalne miejsce budowy bloku samorządowego, ale również możliwe pole sporu o to, kto ma stanąć na jego czele.
W Wiszni Małej Jakub Bronowicki może próbować przenieść swoje zaplecze na wybranego następcę albo na listę powiatową. W Prusicach Igor Bandrowicz będzie decydował, czy zachować własny komitet, czy związać go z większym ugrupowaniem. W Zawoni Agnieszka Wersta może odegrać podobną rolę w procesie wskazywania następcy i budowania reprezentacji do rady powiatu.
Na obecnym etapie nie są to informacje o podjętych decyzjach. To katalog realnych możliwości wynikających z kalendarza, prawa i pozycji poszczególnych osób.
Kto wystartuje, choć wie, że może nie wygrać?
To będzie jedno z najważniejszych pytań naszego cyklu. Kandydatura bez dużych szans na mandat nie zawsze jest kandydaturą bez celu.
Start może służyć:
- policzeniu osobistego elektoratu;
- zbudowaniu rozpoznawalności przed 2029 rokiem;
- wypromowaniu przyszłego kandydata na burmistrza lub wójta;
- uzyskaniu mocniejszej pozycji na liście powiatowej;
- pokazaniu partii, że bez danego środowiska nie zbuduje struktur;
- zablokowaniu rywala przed przejęciem lokalnego szyldu;
- negocjowaniu przyszłej koalicji i stanowisk.
Dlatego nie będziemy pytać wyłącznie, kto ma szansę zostać posłem. Będziemy również sprawdzać, co każdy kandydat może zyskać dzięki samemu startowi oraz komu zabierze głosy.
Rusza nasza polityczna ruletka
W kolejnych częściach cyklu będziemy analizować sondaże, wyniki w poszczególnych gminach, osobiste zaplecza kandydatów, zmiany przynależności politycznej i możliwe koalicje. Oddzielimy fakty od sygnałów, a sygnały od hipotez. Samo pojawienie się nazwiska w analizie nie będzie oznaczało, że dana osoba zdecydowała się kandydować.
Będziemy natomiast obserwować, kto częściej pojawia się poza własną gminą, kto buduje relacje z nowymi ugrupowaniami, kto promuje następcę, a kto zaczyna mówić językiem kampanii parlamentarnej.
Najważniejsza stawka nie mieści się bowiem w jednym kalendarzu wyborczym. W 2027 roku mieszkańcy wybiorą parlament, ale lokalni politycy mogą już wtedy rozegrać pierwszą turę wyborów samorządowych 2029.
Ruletka zaczęła się obracać. Teraz będziemy sprawdzać, kto stawia na mandat, kto na starostwo, a kto próbuje obstawić oba pola naraz.
Cykl: Nasza polityczna ruletka wyborcza
Źródła i dane
- PKW – dane z wyborów samorządowych 2018
- PKW – wybory parlamentarne 2023, wynik Małgorzaty Matusiak
- Wyniki wyborów parlamentarnych w okręgu wrocławskim
- Rada Powiatu Trzebnickiego – wyniki wyborów 2024
- Sejm RP – przebieg prac nad drukiem nr 1529
- Sondaż Opinia24 z 7–9 września 2026
- Sondaż United Surveys z 4–6 września 2026
- Sondaż Pollster z 1–2 września 2026
- Rozmowy PSL i Bezpartyjnych Samorządowców o wyborach 2027
- Dolnośląscy parlamentarzyści poza PiS i budowa Rozwoju Plus
Czytaj dalej
Ten temat ma ciąg dalszy
Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.










