Od soboty 3 października kierowcy mają ponownie tankować taniej. Rząd uruchamia trzecią w tym roku odsłonę programu „Ceny Paliwa Niżej”. Do poniedziałku 5 października litr benzyny 95 nie będzie mógł kosztować więcej niż 6,73 zł, benzyny 98 – 7,59 zł, a oleju napędowego – 7,88 zł. Sam program ma działać do końca 2026 roku, ale nie oznacza to zamrożenia tych konkretnych cen na trzy miesiące.
Dla kierowców najważniejsza informacja jest prosta: od 3 października na stacjach paliw wraca mechanizm ceny maksymalnej oraz obniżona stawka VAT.
Według informacji rządu VAT na paliwa ma zostać zmniejszony z 23 do 8 proc. Jednocześnie sprzedawcy nie będą mogli przekraczać określonych przez państwo maksymalnych cen detalicznych.
Na pierwszy weekend działania programu ustalono je na poziomie:
- benzyna Pb95 – 6,73 zł za litr,
- benzyna Pb98 – 7,59 zł za litr,
- olej napędowy – 7,88 zł za litr.
Limity mają obowiązywać od soboty 3 października do poniedziałku 5 października włącznie.
I właśnie tutaj warto zatrzymać się na chwilę, bo komunikat o programie łatwo przeczytać zbyt szybko.
6,73 zł nie oznacza ceny benzyny aż do Sylwestra
Program CPN ma funkcjonować do 31 grudnia 2026 roku, ale podane obecnie ceny maksymalne dotyczą pierwszych trzech dni jego działania.
Nie oznacza to więc, że litr benzyny 95 będzie kosztował maksymalnie 6,73 zł przez cały październik, listopad i grudzień.
Mechanizm stosowany już podczas wcześniejszych odsłon programu zakładał zmienianie ceny maksymalnej wraz z sytuacją na rynku hurtowym. Kierowcy powinni więc patrzeć nie tylko na datę zakończenia programu, lecz również na kolejne komunikaty dotyczące obowiązujących limitów.
Cena maksymalna jest zresztą dokładnie tym, co sugeruje jej nazwa. Stacja może sprzedawać paliwo taniej. Nie może natomiast przekroczyć wyznaczonego pułapu.
Przy pełnym baku różnica zaczyna być odczuwalna
Powrót CPN następuje po ponownym silnym wzroście cen paliw. Pod koniec września średnia cena benzyny Pb95 w kraju przekraczała 8 zł za litr, a oleju napędowego 9 zł.
Jeżeli porównać takie poziomy z limitami ogłoszonymi na pierwszy weekend października, skala różnicy przestaje być symboliczna.
Przy 50-litrowym tankowaniu samochodu różnica może wynosić kilkadziesiąt złotych. Dla osoby tankującej raz w miesiącu będzie to zauważalna kwota. Dla przedsiębiorcy mającego kilka czy kilkadziesiąt samochodów — już istotna pozycja w kosztach działalności.
Paliwo jest przy tym szczególnym wydatkiem. Jego cena nie zatrzymuje się przy dystrybutorze. Przenosi się na transport, logistykę, usługi, rolnictwo, handel, a ostatecznie może znaleźć się również w cenach produktów na sklepowych półkach.
Dlatego rząd przedstawia CPN nie tylko jako pomoc dla kierowców, ale również jako instrument ograniczający presję inflacyjną.
To już trzecia odsłona CPN
Pierwszy program „Ceny Paliwa Niżej” działał od 31 marca do 30 czerwca 2026 roku. Był reakcją na gwałtowne wzrosty cen ropy i produktów paliwowych związane z sytuacją geopolityczną i zakłóceniami na światowym rynku.
W tamtym okresie państwo zastosowało między innymi obniżony VAT, czasowo niższą akcyzę oraz maksymalne ceny detaliczne.
Koszt pierwszej odsłony programu wyniósł około 4,7 mld zł.
Druga edycja została uruchomiona podczas wakacji i obowiązywała od 17 do 31 sierpnia. Według danych Ministerstwa Finansów kosztowała około pół miliarda złotych.
Oznacza to, że jeszcze przed rozpoczęciem obecnej odsłony oba wcześniejsze programy pochłonęły łącznie około 5,2 mld zł.
To ważna część tej historii. Niższa cena przy dystrybutorze nie oznacza bowiem, że koszt obniżki znika.
Zmienia się przede wszystkim miejsce, w którym ten koszt jest ponoszony.
Kierowca zapłaci mniej. Budżet pobierze mniej VAT
Obniżenie VAT z 23 do 8 proc. oznacza, że państwo rezygnuje z części wpływów podatkowych, które przy normalnej stawce trafiłyby do budżetu.
Dlatego w ocenie programu trzeba rozdzielić dwie rzeczy.
Z punktu widzenia kierowcy efekt jest bezpośredni: rachunek przy kasie ma być niższy.
Z punktu widzenia finansów publicznych pojawia się natomiast koszt w postaci mniejszych dochodów podatkowych oraz wydatków związanych z mechanizmem osłonowym.
Rząd chce część tej różnicy pokryć wpływami z podatku od nadzwyczajnych zysków przedsiębiorstw paliwowych.
I tutaj zaczyna się drugi, znacznie bardziej skomplikowany rozdział programu.
Podatek od nadzwyczajnych zysków ma pomóc zapłacić za CPN
Pierwsza ustawa wprowadzająca taki podatek została w lipcu skierowana przez prezydenta Karola Nawrockiego do Trybunału Konstytucyjnego w ramach kontroli prewencyjnej. W efekcie nie weszła wówczas w życie.
Rząd przygotował więc kolejny projekt.
Założenie mechanizmu pozostaje podobne: podatek nie ma obejmować całego zysku przedsiębiorstwa paliwowego, lecz jego część uznaną za nadzwyczajną. Punktem odniesienia mają być wcześniejsze marże przedsiębiorstwa, powiększone o określony bufor.
Według rządowych szacunków wpływy z takiej daniny mogą sięgać około 4 mld zł.
Nie należy jednak utożsamiać planowanego wpływu podatkowego z pieniędzmi już znajdującymi się w budżecie. To dwa różne etapy: jedno jest założeniem finansowym programu, drugie rzeczywistym wykonaniem dochodów państwa.
Dopiero późniejsze dane budżetowe pokażą, ile pieniędzy uda się faktycznie uzyskać i jaką część kosztów kolejnej odsłony CPN one pokryją.
Rząd mówi o bezpieczeństwie dostaw. Kierowców interesuje również druga strona równania
Ministerstwo Energii wskazuje, że Polska posiada zdywersyfikowane kierunki dostaw, zapasy paliw i infrastrukturę pozwalającą ograniczać skutki zawirowań na światowych rynkach.
To istotne, ponieważ przy regulowanej cenie najważniejsza jest nie tylko jej wysokość.
Drugim pytaniem jest dostępność towaru.
Państwo musi więc jednocześnie pilnować dwóch elementów: aby paliwo nie było sprzedawane drożej od ustalonego limitu i aby przy tym limicie sprzedaż nadal była opłacalna na tyle, by nie pojawiały się problemy z zaopatrzeniem stacji.
Dotychczasowe odsłony programu nie doprowadziły do trwałego załamania dostaw. Trzecia edycja ma być jednak zdecydowanie dłuższa od sierpniowej — ma działać niemal do końca roku.
Dlatego jej rzeczywista ocena będzie możliwa dopiero po kilku tygodniach.
Od soboty najważniejsza będzie cyfra na pylonie
Dla kierowcy nie ma większego znaczenia, czy niższa cena powstaje poprzez VAT, regulację ceny detalicznej czy skomplikowany mechanizm fiskalny rozliczany pomiędzy państwem a koncernami.
Przy dystrybutorze liczy się kwota.
Od soboty jej górna granica wyniesie 6,73 zł za Pb95, 7,59 zł za Pb98 oraz 7,88 zł za olej napędowy.
Warto jednak pamiętać o dwóch rzeczach.
Po pierwsze, są to ceny maksymalne — stacje mogą sprzedawać taniej.
Po drugie, są to limity na okres od 3 do 5 października, a nie ceny gwarantowane do końca roku.
Program CPN potrwa dłużej. Konkretna cena przy dystrybutorze nadal będzie zależała od kolejnych decyzji i sytuacji na rynku.
I właśnie to będzie najważniejszym testem trzeciej odsłony programu: nie tylko ile kierowcy zapłacą w pierwszy weekend, lecz ile program będzie kosztował przez trzy miesiące i kto ostatecznie za tę obniżkę zapłaci. Czytaj dalej Wybraliśmy teksty, które naturalnie prowadzą czytelnika dalej.Ten temat ma ciąg dalszy





